Ludmiła Janusewicz – O rozmowach i poezji
Rozmowa ze znajomą, właściwie koleżanką z podstawówki, z którą nie widziałam się kilka dobrych lat, bardzo mnie zadziwiła.
Czasami okazuje się, że mimo, iż nie urodziłam się wczoraj, znajduje sięktoś, kto stara mi się akuratnie świat wytłumaczyć. To nieważne, że tak jak w całkach, rzeczywistość nie musi przystawać do obrazka. Resztkami trzymałam cierpliwość na wodzy. Więcej wiary kobieto, upominałam siebie starając się zrozumieć, co ona do mnie mówi i pomyślałam ciepło o Janie Tadeuszu Stanisławskim – twórcy mniemanologii stosowanej.
We wrześniu w jej pokoju na stole stał stroik bożonarodzeniowy, a na moją uwagę, że Boże Narodzenie będzie dopiero w grudniu, odparła, że to nie ma znaczenia, bo jej się podoba, a jak jej się coś podoba, to może stać nawet i latem.
To po co są pory roku, zadałam retoryczne pytanie.
Na chwilę zamilkła, skrzętnie ominęła odpowiedź, po czym przedstawiała mi swoje kolejne prawdy, nieważne, że te jej prawdy objawione miały się tak do mojej wiedzy i życiowego doświadczenia, jak prawy but do lewego. Starałam się dopatrywać w jej wywodach jakiejś logiki, ale okazało się, że żyjemy na antypodach!
Ciekawe, co miał na myśli twórca amerykańskiego kolosa przemysłowego Westinghouse ogłaszając światu maksymę „Rzeczy proste rozumiem od razu”. Zrozumieć to jedno, a słuchać o tym, co się rozumie, to inna sprawa.
Czasami rozmawiam ze znajomym i przeważnie mamy zbieżne opinie albo spieramy się używając podobnych słów, co też jest dowodem na to, że kto z kim przestaje… Nie zaskakuje mnie jego jakieś okrzepłe zdawałoby się w swoim znaczeniu słowo i wiem, kiedy czymś się zachwycił lub co mu się nie spodobało.
Czasami skupiamy się na prawdach oczywistych, a niekiedy drzewa przesłaniają im las… Jeśli na przykład matka mówi do syna ” ty głupku”, może to być jedynie wyrazem tkliwości, a nie wytykania mu braku rozumu.
To samo wyrażenie skierowane do zupełnie obcej osoby może być wyrazem dezaprobaty, gniewu czy wściekłości. Czasem niewinna opinia wypowiedziana dość zjadliwie, może być raczej obrazą niż czymś miłym. Natomiast słowo nawet wulgarne „ty dupo wołowa” wypowiedziane z czułością, może być objawem tkliwości lub pieszczotliwej nagany.Aby być poetą, wystarczy po prostu żyć. Prawda, jakie to proste?
Żadnych ćwiczeń na pointach, żadnych prób głosu, szarpaniny na gitarze. Chyba, że poeta tańczy, śpiewa albo gra!
W znanym wierszu Gałczyńskiego „Rozmowa liryczna” (Powiedz mi, jak mnie kochasz. Powiem /…/) – myślę, że coś mi umyka, a może interpretuję zbyt dosłownie ” i na końcu ulicy i na początku”. Może powinno być pytanie „na którym końcu ulicy mnie kochasz?” „W górach. W kaloszach”. Tu poeta zastosował prawo mimikry, „w” ma udawać, że kocha ją w górach albo w kaloszach. Przypuszczam, że słowo kalosze oznacza niziny, wynika to z prostej analogii ” i na końcu ulicy i na początku”. Używając tej samej logiki on kocha ją od morza do Tatr. Jakie ten wiersz otwiera przed nami głębie!
A tak właściwie dlaczego on ją kocha?
Gdy jest młoda, to kocha ją, że jest ładna i smukła. Jak jest trochę starsza, to kocha ją, no właśnie, za co? Kiedyś słyszałam, że mężczyzna bierze za żonę kobietę tylko dlatego, że ma ładne nogi, ale to chyba nie może być prawdą.
Dochodzę do wniosku, że kobiety powinny kochać panów nie tyle mądrych, co pomysłowych i spostrzegawczych. Taki potrafi dostrzegać po latach coś, co mu zastąpi kobiecą urodę, wysmukłość, jędrność ciała i wiele innych cech, które dawno minęły. Może pytanie „powiedz mi, jak mnie kochasz” ma drugie dno? Ona chce sprawdzać, czy on jest pomysłowy i czy znajdzie sto powodów dla których kocha ją teraz. Być może ocaleje z nich choć połowa.
„Rozmowa liryczna” mistrza Konstantego Ildefonsa niezmiennie mnie wzrusza.Czasami słyszy się „ty się ode mnie oddalasz”, albo wprost przeciwnie „zbliżamy się do siebie”. Tylko co to oznacza? Co to znaczy daleko lub blisko? Czy jakaś gwiazda jest blisko, bo tylko kilka lat świetlnych i czy jak on do niej mówi „moja gwiazdeczko”, to ma na myśli tę właśnie miarę odległości?Jeśli zastosować miarę odległości „lata świetlne”, to jest ona dosyć zrozumiała przy rozwodach.
A może on i ona powinni wyznaczać sobie własne jednostki czasu, na przykład „dwa pocałunki temu”?
Poeci dość pokrętnie te miary definiują, nie ma w nich źdźbła racjonalności, same definicje opisowe, jak w definicji czasoprzestrzeni w rozkazie kaprala: „kop od tego kołka do godziny 16,00!”.
Nie samą poezją jednak człowiek żyje. Potem rozmawiałam z kolejną znajomą.
– Jak żyjesz?- spytała.
– Raz lepiej, raz gorzej, a co u ciebie? – odbiłam pytanie.
– Tak jak u ciebie, ale cały kłopot w tym, że jak idzie mi dobrze, to zaczynam się martwić, bo sytuacja przecież musi się odwrócić, a nie wiem kiedy.
No tak, zgodnie z prawem Murph’ego „Wszystko, co może pójść nie tak, pójdzie nie tak” albo „Nigdy nie jest tak źle, aby nie mogło być gorzej”.
Z drugiej strony, jakby powiedział reb Tewje, takie pesymistyczne nastawienie nie pozwala cieszyć się życiem.Potem spotkałam znajomego stoika i też zapytałam, co u niego słychać.
Był w filozoficznym nastroju, powiedział, że szansa na bycie szczęśliwym lub nie, wynosi jedna druga, czyli pół na pół, pod warunkiem, że zdarzeń było dostatecznie dużo.
Moim zdaniem jest i inna droga: drobne codzienne radości i niepowodzenia niezbyt wielkie, które nie wytrącają człowieka z równowagi, może nie powodują euforii, za to dają radość życia. Ale przypomniałam sobie natychmiast słowa Woltera – Człowiek nie jest stworzony dla spokoju.
No właśnie!
Niedawno kupiłam wisiorek z bursztynem o barwie miodu, który bajecznie malował się w słońcu. Można powiedzieć, że był wspomnieniem o lecie, o rozmowach niespiesznych na spacerach, był tak czysty, jak łza.
Czasami zdarza się, że bryłki bursztynu zawierają w sobie jakieś żyjątko sprzed tysięcy lat i taką bryłkę określa się mianem inkluzji.
W matematyce inkluzja oznacza zawieranie się w zbiorze.
A co oznacza dla poety? Właśnie. Pojęcie inkluzji bliskie jest i poetom, bo to oni patrzą na świat w szczególny sposób, to oni sprowadzają opowiadanie do celnego skrótu.
Jak pozawierać myśli w słowach,
nim je wyszepczę i wypowiem,
jak pozawierać słowa w zdaniach,
w rządku liter, w każdym słowie?Po chwili naszły mnie jednak wątpliwości, co oznacza cogito ergo sum?
Jeśli myśl jest zawarta w słowach, wtedy myślę, więc jestem. A co się stanie, jeśli zamiast myśli w słowie są tylko same litery? Czy powyższe cogito jest prawdziwe i czy wtedy myślę, czy wtedy jestem? Takie myślenie może sprowadzić do poetyckiego „stąd do wieczności”. Napisałam więc drugą wersję:
Cogito ergo sum,
ładnie powiedziane.
I tylko wtedy jest prawdziwe,
gdy myśli w słowach
są zawierane!
Ludmiła Janusewicz





