Strona główna Rok 2025 Nr 595 Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
100

Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

16 września 2025

Samotność, pustka…

O czym to książka? W moim najgłębszym przekonaniu o samotności. O samotności w każdym wieku. O rozrywaniu więzi, sztuce wychodzenia ze związków bez konfliktu, bez walki. O godzeniu się z tym, co nieuchronne.

To też manifest, piszę to z przymrużeniem oka, dobrego samopoczucia Jakuba Małeckiego – bohater jego książki już w pisarskim debiucie jest rozrywany przez wydawców. Drafty umowy, dziesiątki spotkań autorskich, przeróbka powieści na film, tłumaczenia… Noooo, sukces, którego nie osiąga 99,99% polskich pisarzy. Ale… wyobraźnia, nadzieja, pragnienie (w przypadku bohatera powieści bardzo stonowane) nie jest niczym złym… Ale gdy zna się realia polskiego rynku książki…

Janek i Iga. Na początku byli tylko oni. Po ślubie, młodzi, w jej mieszkaniu. Ona zatrudniona w jakimś korpo jako specjalista od public relations, gdzie szef mówi, że ją „zerżnie”, on, niby wykształcony, ale zarabia pieniądze w dwuosobowej firmie zajmującej się remontami mieszkań i domów zamożnych klientów. Można powiedzieć standard.

Ale nie na pewno. Przynajmniej od czasu, gdy rozpoczyna się ich przyjaźń, związek z inną parą, Weroniką i Mateuszem. Ten związek, tak chyba trzeba to określić, szybko, praktycznie natychmiast, przekształca się w czworokąt. Także, a może przede wszystkim, w czworokąt seksualny. Panie podczas spotkań zmieniają panów, panowie oddają swe żony w ramiona tych drugich.

„Tylko się we mnie nie zakochaj” mówi Weronika do Janka.

„Jak ci było z Weroniką, jaka jest?” dopytuje z kolei Iga.

Trwa to. Janek tak naprawdę nie za dużo z tego rozumie. Tak, jest podniecony, jest mu fizycznie dobrze z inną kobietą, ale… ale to Iga była miłością jego życia.

Jest jeszcze lustro. Ojciec Janka, Paweł Wrzosek. Mieszkający w Zakręcie (to miejscowość tuż poza granicami Warszawy) były hodowca świń. Były choć wciąż tych świń ma sporo. I robi z nimi sesje zdjęciowe dobrym aparatem. Hoduje, karmi, zna każdą z imienia, z każdą rozmawia. Wariat? Nie! Człowiek, który przeszedł swoistą metamorfozę. Świnie, bez zdradzania szczegółów, uratowały mu życie.

Paweł jest sam. To nie był jego wybór. Żona go opuściła, związała się z innym mężczyzną. „Twój ojciec nie widział we mnie kobiety” – mówi matka do Janka. Nie widział, ale po rozstaniu nie tylko nie mógł o niej zapomnieć. Coś, jakiś impuls, gnał go pod jej nowy dom. Niczego złego nie robił. To zresztą nie ten typ człowieka. Stawał samochodem w pewnej odległości i patrzył… Denerwował jednak była żonę i jej męża. Bardzo denerwował. Skończyły się te wizyty potrąceniem lisa. Lis, uratowany lis, stał się strażnikiem. Już nie pojechał, a lis przychodził do obejścia. Coraz bliżej, coraz odważniej…

Ojciec Janka choruje, ciężko, nieuleczalnie. Cierpi.

Janek, kiedyś pisał. Może to zresztą za dużo powiedziane. Opublikował dwa opowiadania.

Seks Igi i Mateusza przestał być wyłącznie rozrywką, spełnieniem cielesnych fantazji. W najgorszym z możliwych momentów informuje męża, że go zostawi dla tamtego, że chce z nim wziąć ślub. Rozwód bezbolesny. Choć ona przenosi się do „nowego” męża, on wraca z Warszawy na ojcowiznę.

Pisze. Tym razem nie opowiadania ale powieść. To ten moment, o którym wspomniałem w drugim akapicie. Tak naprawdę zostaje zawodowcem. Słodkie życie polskiego literata… Może bez nadziei na Nobla (jeszcze nie!), ale bez konieczności zarabiania pieniędzy w inny sposób.

Porzucona Weronika mówi „wszyscy wiedzieliście o tym”. Nie, Janek nie wiedział, nie zakładał rozstania, nie zakładał, że jego żona pokocha innego. Po paru latach okaże się zresztą, że ten związek „nie rokował”, że skończył się porażką.

Nie pozbywa się świń. Buduje dla nich wybieg. Czasami spotka się z wytatuowaną kelnerką z knajpy, w której pisze na swoim laptopie. Chodzą do kina, czasami się z nią prześpi.

Czy on, jak ojciec, tęskni za byłą żoną? Tak, bez wątpienia. Ich relacje są jednak inne niż rodziców. Spotykają się, zwierzają, w pewnym momencie wydaje się, ze wszystko zmierza do ponownego związku. Ale nie.

Jest jeszcze jakiś rodzaj dziennika pisany przez Igę i Janka. Bardziej przez nią. To on pozwala zobaczyć ich pragnienia, codzienność, nadzieje.

Przeczytałem powieść Małeckiego błyskawicznie, w półtora dnia. I miałem poczucie pustki. Nie rozczarowania książką, bo ona jest napisana więcej niż dobrze. Pustki, niespełnienia w życiu jego bohaterów. Życia, w którym jego etapy nie są zamknięte, zabliźnione, jakby wciąż trwają. Poczucie, że czas wbrew obiegowej opinii, nie goi, nie wygoi ran, pamięci. I nawet sukces, ogromny sukces literacki Jana Wrzoska, niczego w tym nie zmieni.

Jakub Małecki – Obiekty głębokiego nieba, Wydawnictwo SQN, Kraków 2025, str. 301.

Poprzedni artykułMichał Piętniewicz – Recenzja tomiku Zygmunta Ficka „Dusza ogrodu”
Następny artykułCzesław Kuriata – A teatr prawdziwszy od świata