Strona główna Rok 2025 Nr 586 Anna Andrych – Wiersze Tygodnia

Anna Andrych – Wiersze Tygodnia

1
331

ŚWIADOMOŚĆ

Christine Lavant w zapiskach z domu wariatów
zostawiła ostatnią stronę pustą
kiedy na nią patrzę w moich żyłach
szybciej pulsuje krew
przepływają metafory razem z pierwszymi
płatkami śniegu przeczuwam ścięcie mrozem
mojej głowy pełnej niewiadomych
słyszę kiedy wiatr zatrzaskuje niedomkniętą myśl

biegnącą dramatycznie w poprzek zdania
które właśnie chciałam zapisać
na pustej ostatniej stronie

strzeliście zapada cisza przywracając wiarę
jak katedra o niebiańskim sklepieniu
jednak nie będę się spowiadać
w jej wnętrzu

odkładam zapiski na półkę ad acta
czas do namysłu zawieszam

w uchu kubka gorącej herbaty
puls uspokajam w otwartym oknie wyobraźni

– słucham Edith Piaf Krzysztofa Zalewskiego
i odpalam wrotki

ŚWIADOMOŚĆ 2

zapiski Christine Lavant (nie była wariatką)
z najwyższej półki spadły mi na głowę
rezonans nie wykazał obecności obcych zjawisk
choć myśli
zataczają się we mnie
a ostatnia pusta strona książki
prowokuje nagością jak prostytutka
kiedy na nią patrzę odpływają wszelkie
wariacje na temat
chciałam z pazurem dopisać post scriptum
jednak oranie słów przekornie
to mozolna praca brakuje oddechu
jakby woda zalewała płuca

wychodzę na brzeg

nie raz penetrowałam ten kamienisty pejzaż
gdzie najmniejsza zieleń usychała
od przemijania
kiedy próbowałam zapuszczać korzenie
w minione gorzkie lata albo teraźniejszość
nie mogę pozwolić by to wszystko stało się
trucizną przyszłości

– zamykam zapiski z domu wariatów
w szufladzie ad acta
uspokajam puls a słońce w oknie
celebruje mój powrót

PO POWODZI

Na trzepaku który miał ze sto lat
bujały się sny nie wiadomo czyje
nie dziadka co przy nim przesiadywał
zabrała go pandemia

Zsunęłam się kiedyś z parapetu w dół
po dzikim winie
które obrosło dom dzieciństwa
zawisłam roześmiana na trzepaku

Dzisiaj ten dom boli
ani śladu dzikiego wina
wewnątrz pobojowisko
powódź zdławiła dorobek życia
nie da się odgruzować tego co umarło

Rozpędzona woda wypluła wokół wszystko
czego nie uniosła dalej
trujący śmietnik rozkłada się w słońcu

Jeszcze czuję zapach ziemi kwiatów w ogrodzie
patrzę na domy sąsiadów pola jak okiem sięgnąć
las który nas uczył
wyobraźni i pokory a kiedyś uległ
podpaleniu

Ktoś mówił że drzewa mają swoją filozofię
dlaczego są bezwolne
w obliczu zagrożeń
a ludzie wobec nich boleśnie bezradni

.

PO UDARZE

dzisiaj usłyszał
krzyk białej kartki
chociaż jeszcze wczoraj
nie rozumiał
co mówi do niego córka

pokazywał w zachwycie
czerwień jarzębiny za oknem
chciał napisać wiersz
z trudem utrzymał pióro

– ze stromych myśli spływał
słony karmel wspomnień

.

OSIEROCONY DOM

pradziadek
pracował we Francji

duma kopalni La Houve
liczy sobie trzy wieki historii

wyjechało z kraju
kilkaset tysięcy mężczyzn
nocą ich sny pękały
od nadmiaru ciszy

kobiety
rodzicielską miłość
mnożyły po wielekroć
nocą płakały w poduszki

ciepłe ramiona
zesztywniały
od ciężkiej pracy
bólu samotności –

pradziadek
wydobywał czarny węgiel
kamienny jak jego twarz

choroba
zmieniła ją w popiół

.

* * *
człowiek obawia się
drugiego człowieka

we wszystkich oknach blokowiska
paliły się światła

dźwięk domofonu przerwał kolację
kobieta pytała czy mogę
podzielić się czymś do jedzenia

– teraz karmię
nocne ćmy
to nie one to ja
pogubiłam się pomiędzy
światłem a ciemnością

zaglądają w oczy gardzą
zdrewniałymi resztkami
sumienia

NATALIA

jak żyć kiedy cisza boli
zdejmuje z włosów sen

– w otwartym oknie traciła oddech
a kamień z serca nie spadał
dom nad Drwęcą to cały jej świat
historię rodziny miała w krwiobiegu
ale toczyła walkę
o kości z chorobą

kiedy słońce wychodziło jej naprzeciw
niosła trawy pod nowy zasiew
jednak sfora jesiennych liści
przypominała o umieraniu

ostatnia kropla wina dzielonego z mężczyzną
dawno spłynęła z butelki –
znikła wysmukła pewność siebie
snują się jeszcze niteczki głosów co miały być
wątkiem nie do zerwania

nikt nie podał dłoni
pogodziła się z sobą
zamykając w szafie kolory sukien
marzenia odkładane latami

dzisiaj w bezdennej ciszy zasnęła
– rzeką w której lubiła wiosłem odgarniać fale
przypłynął pusty nocny kajak

.

UCIECZKA
Pamięci Alicji

obmyśla plan na najbliższą przyszłość
zdążyć przed jego powrotem

ten chory poeta
zabrał ją kiedyś jak własność
wielokrotnie położył
nóż na gardle
zanim
szpital odwołał go od kolejnego
jej strachu

schowana przed ludźmi
zaszczuta
łaknęła powietrza
odcinał
pięścią
zachłystywał się wpatrzony
we własne wiersze
u jej stóp rozrzucone
z zakazem ruchu
czarne oczodoły metafor
odwracały
porządek świata

WYPADEK

na asfalcie dziewczyna
odchyla głowę
jej piersi uciekły sukience
deszcz zmywa
żywe barwy

w szeroko otwartych oczach
niebo

NOC VESNY PARUN

chciałeś przynieść korale z wodnych głębin

morską różę

wpleść w moje włosy

noc ciemnieje czekaniem

wiatr drzewom wyrywa liście

jego przypływ wypełnia mnie nagą

falą bólu

pamiętasz tamten wiatr południowy

darł sosny nad zatoką

nie było gwiazd ani księżyca

ale dłonie w ciemności

jaśniały

zapalam w oknie lampę jak morską latarnię

obejmuję ramionami

dom

przepełniony pustką po tobie

Poprzedni artykułAdam Lizakowski – Kalifornijska sosna i brzoza chicagowska. O korespondencji Czesława Miłosza i Tymoteusza Karpowicza uwagi osobiste
Następny artykułTadej Karabowicz – Poezja ponad wszystko

1 KOMENTARZ

  1. Bardzo dobre i ciekawe treściwo wiersze. Z wielką przyjemnością przeczytałem i wracam do nich, bo warto je przeczytać kilka razy. Właściwa siła poezji współczesnej. Brawo

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko