Ta książka ukazuje się za późno. Gdyby opublikowano ją 35 lat temu jej odbiór byłby zapewne inny. Po szwedzku wyszła w roku 1968. Żyła jeszcze wówczas większość jej bałtyckich bohaterów.
Zastrzeżenie. Wbrew temu, co pisze autor, to nie jest powieść. To bardzo obszerny dokument. Dokument przybliżający nam historię zupełnie w Polsce nieznaną. Historię internowanych w Szwecji bałtyckich „legionistów”. Żołnierzy walczących po stronie Niemiec przeciw Sowietom – czasami z własnej woli, czasami w wyniku poboru. Jak się tam znaleźli? Uciekali. Z „kotła kurlandzkiego”, z Gdańska, łodziami. Czy mieli powody aby się bać? To oczywiste.
Rosjanie zapytali rząd szwedzki o internowanych. Nie tylko Bałtów, także Niemców. Czy musiano ich wydać Sowietom? Nie. Rosjanie chyba nawet tego nie oczekiwali. Ta książka to dokument cynizmu. Dlaczego zakładać, że system sądowniczy w Rosji nie spełnia standardów zachodnich? Mniej więcej takie pytania zadają sobie szwedzcy ministrowie.
Bałtowie i Niemcy robią wszystko aby nie wydano ich zachodnim aliantom. Głodówki, samookaleczenia, samobójstwa. Nic nie zmienia nadgorliwych decyzji Szwecji. W 1946 roku Bałtowie trafiają do Sowietów. I… zadziwiające, ale zaledwie jeden, otrzymuje wyrok śmierci. Co więcej nie ma pewności, że został on wykonany. Około trzydziestu, z reguły policjantów, trafia na kilka lat do łagrów. Reszta po krótkim stosunkowo czasie odzyskuje wolność. Oczywiście, ich życie w Rosji było ciężkie, byli obywatelami drugiej, a może nawet trzeciej kategorii. Część z nich przez lata nie mogła wrócić do miejsc rodzinnych, wielu nie miało szans spotkania z pozostałymi na Zachodzie członkami rodziny, ale … ale przeżyli.
Skąd więc trwająca przez lata szwedzka trauma, którą opisał Enquist? Może stąd, że wszyscy w tej historii, wszyscy po stronie władz, udawali, że nie wiedza jakim krajem są Sowiety. Może stąd, że zwykli ludzie stanęli po stronie wydanych Bałtów?
Per Olov Enquist – Legioniści. Powieść o ekstradycji Bałtów, przekład Mariusz Kalinowski, PIW, Warszawa 2025, str. 528.






