PRZECZEKAM
Odczekam swoje
przycupnę na progu popatrzę jak idą
i jak wracają
i idą znowu
Mój czas nadejdzie
kiedy będzie pusto
Przeczekam
Przeskoczę rów
Prosto przed siebie
na przełaj
Nie jest mi po drodze
z tym co mnie minęło
LUNAPARK
Serce lunaparku obraca się kołem
Strzelnica jest pełna
wyciętych z blachy uciekających zwierząt
Wesoła muzyka skrada się zza krzywych luster
w gabinetach strachu i tunelach
dla zakochanych
Ktoś na nas patrzy
kiedy się bawimy
w beztroskie obroty
na rozpędzonych malowanych koniach
w zderzających się samochodzikach
i kiedy pędzimy w dół wagonikami
wprost do basenu albo rzeki albo
bezkresnego oceanu
Cały czas czujemy ten wzrok
On wcale nie czuwa nad nami
NAPOWIETRZNE ŚWIATŁO
Kiedyś przypłynie do ciebie napowietrzne światło
tych co mijają jak latarnie idące ulicą w dół
w stronę rzeki milczącej która naprawdę jest
póki się świeci ich kluczy zawieszony w niebie
rozsypany warkocz
Kiedyś usłyszysz krzyk dzikich gęsi żegnających słońce
które właśnie zapadnie w szczelinę pomiędzy
teraz i kiedyś
wtedy obudzisz się
wstaniesz z cieniem skrzydeł za sobą które
już nie odlecą
gdziekolwiek skierować byś chciał swoje kroki.
ZAMYŁKI
Bratu
Nasza rzeka miała ukryte kieszenie
ciemne zamyłki w których
woda obracała się pod prąd
i spławik znikał znienacka
Tam była pamięć naszej rzeki
wciągała niektórych na zawsze
innych mogła nagrodzić
srebrną rybą poranka
Nasza rzeka jest coraz płytsza
nawet kiedy po wiosennej powodzi
wraca miedzy szuwary
Nasza pamięć obraca się pod prąd
CZARNE MYŚLI
Nad ranem przenikają przez ogrodzenie
z książek
Drążą korytarze pod łąką
sypią kopce
To nieprawda że zostawiony zegarek
będzie chodził za nimi
póki nie wrócą do siebie
Nie boją się perfum
kremu przeciw zmarszczkom
ani kadzidełek
Same odchodzą
kiedy chcą
Zostawiają ślady
które zarastają powoli
Nigdy nie sprzątają po sobie
AKWARIUM
Podobno akwarium
które postawił dawno temu na oknie
do którego wylewał resztki wina i wody
oleju i octu
zaczęło świecić cudownym blaskiem
o zachodzie słońca
Podobno usłyszał głosy
które do niego mówiły
o niezwykłych właściwościach przedmiotów
jeśli uwierzymy że mają je naprawdę
Podobno zobaczył
ożywione ruchome obrazy :
to co już zgasło
i co od dawna było nieruchome
Podobno mógł nimi sterować
myślą i mową
póki słońce nie zaszło
WIECZOREM
Wieczorem układam ubranka dla słów
wyjściowe
na co dzień
do pracy
Okrycia zwierzchnie
zestawy sportowe
Osobno bielizna
do intymnych zwierzeń
i nakrycia głowy
do pożegnań
Rano
ubranka
walają się rozrzucone
Brak słów
W TŁUMIE
W tłumie należy stać na palcach
niekoniecznie na swoich
pilnować wartości
przed kieszonkowcami
i nietutejszymi
Należy stać z podniesionym czołem
widocznym dla jednych
ukrytym dla drugich
za portretem trzeciego.
UŻYWANE UBRANIA
Obnoszą używane ubrania
w których poprzedni właściciele ciągle mieszkają
choć są niewidzialni
W takichubraniach można chodzić do pracy
można siedzieć na widowni
stać na ulicy
ale nie da się mieszkaćz kimś kogo nie ma
a jest nieustannie
Ciągle udają kogoś innego
mówią nie swoim głosem
i powtarzają to co zasłyszane
jak swoje
KONFITURY
Światło migotliwe w słoikach konfitur
Ostatni dzień lata odszedł zostawiając otwarte okno
Na kamiennej płycie parapetu leżą kwiaty
przewrócone
i palą się znicze słoneczne
—
Wiersze tygodnia redaguje Stefan Jurkowski
[email protected]






Jako wielbiciel od zawsze wierszy Jacka Hohensee dziękuję serdecznie za ten wybór. Wróciły do mnie po dłuższej przerwie, znów jestem pod wrażeniem. Andrzej Brochocki.