Strona główna Eseje Agnieszka Czachor – Historia to również przestroga

Agnieszka Czachor – Historia to również przestroga

1
107

Cały czas jestem pogrążona w lekturze wspomnień różnych autorów z czasów rzezi galicyjskiej i z nich wyłaniają się dwa przeciwstawne obrazy. Nie ma w tym nic dziwnego, historia zwykle taka właśnie jest. Choćby samo życie Jezusa Chrystusa, do dzisiaj wielu uważa, że nie Zmartwychwstał.

Żeby się za wiele nie rozwodzić ani nie bawić w encyklopedię to powiem, że rabacja była sukcesem propagandy austriackiej. Propagandy, której ani siły, ani możliwości nie przewidzieli ci, co stali na czele Powstania Krakowskiego. Być może zbyt lekko podchodzono do austriackich urzędników, być może zlekceważono ich wrogość do Polaków. Jak to mówią: ” w trudnych przedsięwzięciach spodziewaj się najgorszego i najtrudniejszego, i bądź na nie przygotowany”. Nie byli.

Założenia powstańców:

Utworzenie Rzeczpospolitej Polskiej. Zniesienie różnic społecznych i przywilejów stanowych. Likwidacja pańszczyzny, wprowadzenie uwłaszczenia chłopów. Nadanie bezrolnym włościanom ziemi, jeżeli wezmą udział w powstaniu.

Co chłopom mówili wysłannicy austriaccy (przebrani za chłopów): cesarz już dawno pańszczyznę zniósł, ale panowie nie chcą się na to zgodzić. A teraz szykują powstanie przeciwko chłopom i będą ich wyrzynać, dlatego chłopi mają się zorganizować, napadać dwory, aby powstańców do aresztu oddać. Co ciekawe dano im wolną rękę przez 24 godziny (Breinl) dostali obietnicę, że mogą robić, co chcą, że wojsko ani żandarmeria im w niczym nie będzie przeszkadzać zaś sam starosta tarnowski obiecał za żywego szlachcica 2 złr, za rannego 5, a za martwego 10 złr. Te stawki potem się zmieniały. W pewnym momencie, gdy już w cyrkułach było za dużo żywych więźniów, płacono za martwego nawet 20 złr.

Zawiedli również emisariusze, bo o powstaniu i nagrodzie za udział w nim opowiadali chłopom enigmatycznie, mało konkretnie, a austriaccy szpiedzy roztaczali przed nimi kolorową przyszłość, byleby tylko byli wierni cesarzowi.

Sam Jakub Szela był ulubieńcem Austriaków. Mówi się, że walczył o sprawę chłopską, ale w tym temacie są zdania rozbieżne. Zaborcy traktowali go jak sobie równego i hojnie mu potem za robotę zapłacili. Że był internowany na Bukowinę? Oj…raczej nie internowany. Zagrabionymi rzeczami dzielił się z Breinlem i innymi urzędnikami austriackimi, jak również z Żydami.

W dużej mierze ziemianie nie wierzyli, że chłopi ich zabiją. Wychodzili do nich z gołymi rękami, próbowali przekonywać, tłumaczyć, wielu z nich nic nawet nie wiedziało o powstaniu. Dlatego ginęli, bo nie walczyli. Chłopi uzbrojeni byli w siekiery, kosy i cepy, ale potrafili również zwyczajnie człowieka zadeptać, o innych bestialstwach nie wspomnę. Przypomina się rzeź wołyńską. Należy wspomnieć, że byli w większości pijani, bo Austriacy zadbali o dostawy trunków.

Franciszek Procner w tamtych dniach (żołnierz c.k) gościł w dworze w Grodkowicach (Bochnia) u państwa Żeleńskich. Zastępował swojego ojca (nauczyciela) przy dzieciach. Dwór nie był uzbrojony. Służba pierzchła. Strażnika przy bramie od razu zabito. Potem przyszła kolej na mężczyzn, kobietę ciężko raniono. Sam Procner przeżył tylko dlatego, że stracił przytomność i uznano go za martwego. Podczas przesłuchania w cyrkule jego ranga nic nie znaczyła. Został wydalony z wojska, bo zadane mu rany zrobiły z niego inwalidę.

” A że tłumy chłopstwa zdala czerniały na śniegu, zwano je „czerniawą”. „Czerniawa” hulała i broczyła się w krwi aż do zapamiętania”. [Zubrzycki Tadeusz, Rzeź galicyjska r. 1846]. Te wspomnienia polecam, bo opowiadają po kolei bez emocji. Jednak nie da się ich „ściągnąć” na dysk. Pada tam bardzo wiele nazwisk rodzin ziemiańskich, które zginęły, sama jednak ich nie kojarzę. Ginęli również ci chłopi, którzy ruszyli na pomoc powstaniu, zdarzały się także starcia żołnierzy z powstańcami. No, po prostu jatka. Trochę, jak podczas II wojny, kiedy rozstrzeliwano bezbronnych. Rozstrzeliwano, bo tak. To w 1846 zabijano cepami, bito na śmierć.

Najlepiej wtedy miała się Rzeszowszczyzna. Wierząc Zubrzyckiemu nikt nie zginął. Choć sporo osób aresztowano, to nie było pogromu. Może dlatego, że nie miał kto rozbudzić emocji w chłopach. Najstraszniejsze rzeczy działy się w tarnowskim, bocheńskim i jeszcze trzech okręgach. W tarnowskim działał Szela. Podobno potrafił w taki sposób przemawiać do chłopów, że robili, co tylko chciał. Miał nawet podczas mordowania recytować Pismo Święte i twierdzić, że działa w imię Boga (dla mnie szaleniec).

Według Zubrzyckiego na Bukowinie Szela dostał kawał ziemi, parę koni, parę wołów i krów oraz narzędzia do uprawiania pola. W swojej chałupie miał talerze z pozłacanymi brzegami, srebrne naczynia z różnymi inicjałami i wiele bogactwa, tyle, że szczęścia zabrakło. Ludzie omijali jego chałupę wielkim kołem. Był wysokiego wzrostu i mocnej postury, z twarzy nie wyglądał na mordercę, choć na czole miał bliznę po siekierze. Tyle tylko, że nie była to blizna z czasów rabacji, a z czasów jego życia na Bukowinie. Pewnego razu grupa ludzi miała go napaść w jego gospodarstwie i porządnie obić. Od tamtego czasu starostwo wydało mu pozwolenie na broń.

Miał trzy żony, syna, który brał udział w rabacji i drugiego z trzeciego małżeństwa. Nie będę dokładnie opisywała członków jego rodu. W każdym razie ród jego stał się przeklęty. Sam Szela na stare lata popadł w obłęd, podobno miały go straszyć makabryczne trupie twarze, jego syn również popadł w obłęd. Choć reszta (wnuki) pożeniła się z Niemkami, szczęścia nie mieli.

Wynarodowili się. I dobrze – kwituje Zubrzycki.

Tak to jest, gdy dźwiga się na sobie ludzkie łzy i ludzką rozpacz, gdy ma się krew niewinnych na rękach, bo z rąk chłopów ginęły również dzieci. Z takich czynów cieszy się tylko diabeł. Ku przestrodze.

Rabacja, rabacja. Powstanie chłopskie. Rzeź galicyjska. To takie słowa klucze, które niestety, rzadko kiedy otwierają nam jakieś szufladki w głowach.

Czy dobre, czy złe ono było? To powstanie. Przede wszystkim straszne. Doprowadziło, co prawda do zniesienia pańszczyzny, ale lasy pozostały w rękach panów, co dla chłopów było średnio korzystne. Jednak doprowadziło do czegoś jeszcze, co już lepiej wyglądało. Przerażona szlachta uznała, że do rabacji doszło z powodu chłopskiej ciemnoty, dlatego zaczęto inwestować w edukację chłopów. Tym intensywniej, że zbliżająca się Wiosna Ludów niosła ze sobą groźbę powtórki rabacji. Dlatego też od 1848 roku, jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać „pisma dla ludu”. W samym Krakowie „wyrosło” ich aż cztery, które różnym tonem i używając różnych argumentów pragnęły chłopów pogodzić z panami, a winę za uciemiężenie zrzucić na przykład na włościan, starostów, komisarzy, finanswachów i „licznej zgrai niegodziwców”, jak pisze w swoim artykule Stanisław Lato.

Czasopisma, które wówczas powstały to „Krakus”, „Wieśniak” – cóż za „nieobraźliwy” tytuł, „Prawda” i „Szkoła Ludu”. We Lwowie pojawił się „Przyjaciel Ludu”, który tłumaczył pojęcia typu: konstytucja, jednak na lud wiejski te pisma miały znikomy wpływ. Głównym ich celem, również celem wszelkiej maści broszur wówczas publikowanych, było urabianie opinii wsi, korzystnej dla szlachty.

Tylko, jak się można domyślić, manipulacja światopoglądowa w tych pisemkach eksplodowała niczym petarda. Nikomu, jednak z autorów nie przyszło do głowy, żeby zadać sobie pytanie, czemu na Boga, nagle ci „ciemni” chłopi nazywani bydłem, mieliby nagle czytać ich wypociny. Dlaczego mieliby je uważać za „dobre słowa”?

Sporo z tych pism twierdziło, że na zły los i niedostatki chłopskiego życia najlepsza jest modlitwa i praca. Czyli „głasku, głasku, podrapu” nawet za uszkiem, ale nic więcej.

Rzetelne pismo powinno objaśniać wiele spraw, ale też pisać tak jak jest. Nie chcieć naginać nikogo, na siłę przekonywać i nazywać to co jest czarne białym i na odwrót. Dlatego, że nawet „ciemny” chłop był w stanie zauważyć takie manipulacje. Powinien mieć możliwość, aby samemu spojrzeć na wiele kwestii i w stosunku do nich mieć własne zdanie.

Choć z biegiem czasu, trzeba przyznać, że to uświadomienie zaczęło przynosić pewne efekty, a społeczność wiejska zaczęła być traktowana w pewnym sensie, jako cząstka narodu (upośledzona, ale jednak cząstka). Tych pism na przełomie lat 1848-1913 wychodziło sporo.

Miałam tutaj przytoczyć fragment wiersza o samej rabacji, jednak zemdliło mnie, kiedy szukałam odpowiedniego. Czasem wstępuje w człowieka szaleństwo, traci rozum na kilka dni, czasem kilka godzin, ale tego co zrobi wówczas, nie sposób wymazać. Nie chodziło o samo mordowanie, mam wrażenie, że mordy na Wołyniu wyglądały podobnie. Nie jestem w stanie tego Państwu opisać ani przytoczyć fragmentów z pamiętników ludzi, którzy to widzieli. Bo jest to za potworne.

To był straszny czas. Jednak ileż musiało być w ludziach nienawiści, aby do tego doszło. Aby tak się znęcać nad drugim człowiekiem, bo nie wystarczyło tylko zabić, trzeba było jeszcze takiego człowieka maltretować.

Co ciekawe, jeśli ci, co mordowali zatrzymali na drodze chłopa, który wracał do chałupy, a nie przystąpił do powstania. Taki chłop dostawał ultimatum, albo z nami, albo od razu do Pana Boga. Rzeź wymierzona była przeciwko wszystkim, a bycie chłopem nie gwarantowało przeżycia. Czyli z rąk chłopskich, chłop również mógł zostać zabity.

Nie przypominam sobie ani jednej dobrej opowieści o Szeli. Rzadko o nim mówiono, a jak już to ze wstydem. Że to kolejna postać wyciągnięta z zakamarków historii, odpowiednia dla naszych czasów? Swoisty bohater? Nikt mnie do tego nie przekona. Że mieli prawo do gniewu? Mieli. Jednak to powstanie chluby chłopom nie przyniosło.

Jedno, co dobre, co nastąpiło po tych sądnych dniach, to, to że chłopom zaczęto dostarczać możliwość nauki. Wcześniej panom zależało, aby chłop nie był zbyt światły, bo światłym trudniej rządzić. Taki naczyta się, zaczyna samodzielnie myśleć i tworzy się problem. Tak szczerze to „panowie” sami na siebie ukręcili bicz. Nie wszyscy byli wstrętni, ale kiedy w ruch poszła sieczkarnia, to już nikt nie patrzył, kto jest kto.

To jest dobra przestroga. Dlatego też warto znać historię, bo z niej powinniśmy się uczyć, aby nie popełniać błędów poprzedników. Podczas szkolenia konia, mówi się, że nie można go zapędzić w tzw. „kozi róg”, bo wtedy zaatakuje. Koń musi mieć, zawsze, możliwość ucieczki. Tak jak człowiek powinien mieć możliwość zrobienia kroku w tył.

Pamiętniki z tamtego czasu, które czytałam wychodziły rzecz jasna spod ręki ludzi wykształconych. Nie natrafiłam na teksty chłopskie. Jeśli oni opowiadali o tych „czarnych” dniach to raczej cicho i tylko ustnie. Zaskoczyło mnie twierdzenie pewnego człowieka już w czasach współczesnych, że na Szelę patrzono jak na Robin Hooda. Nie spotkałam się z taką opinią a pochodzę ze wsi. Moi dziadkowie o Szeli mieli złe zdanie i traktowali go, i to co narobił jako postać wstydliwą dla chłopów. Co sprawiło, że literatura postanowiła „odgrzać” tę postać w formie powieści? Nie wiem. Pewnie kontrowersyjność tej postaci. A skoro ktoś jest kontrowersyjny to na dzisiejsze czasy w sam raz.

Poprzedni artykułWiersze tygodnia – Jacek Maria Hohensee
Następny artykułJOANNA BRAUN odbierze Nagrodę HENRYKA

1 KOMENTARZ

  1. Szela był bohaterem w czasach indoktrynacji realnego socjalizmu, wtedy go gloryfikowano i kreowano na Robin Hooda, więc w pewnym sensie kontynuacja tej historii miała swe źródło pozytywne jak zawsze za granicą.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko