Krystyna HABRAT – DELIKATNOŚĆ   

0
50

Nieraz już chciałam o tym coś napisać, ale że temat delikatny, przepuszczał przodem te pchające się bardziej nachalnie sprawy. Dziś jednak nie wytrzymałam i dałam mu pierwszeństwo.

Po drodze do „delikatności” wepchnęło się jego przeciwieństwo, czyli panoszące się zuchwale pod mnóstwem rozmaitych określeń: gburowatość, chamskość, prostactwo, prymitywizm, nieobycie, nieokrzesanie.

      Za to „delikatność”  w swej skromności tylko jedną szatą okryte, a służą mu i życzliwość i dobre wychowanie, miła, uśmiechnięta dziewczyna i każdy dżentelmen…To wszyscy ludzie dobrzy, szlachetni, dobrze wychowani, empatyczni. Tacy ciągle się wszystkim z czegoś tłumaczą, usprawiedliwiają, przepraszają, wybaczają… nawet wrogom.

    Kiedy obserwuję, co się teraz wkoło dzieje, przypomina mi się anegdota, jak to w szpitalu mężczyzna cały w bandażach cieszy się, że i tak on w tej potyczce zwyciężył, bo uderzył tamtego aż 10 razy kapeluszem, a tamten go tylko raz. Kłonicą*.

Podobne myśli nachodzą mnie, gdy natrafiam w internecie złośliwe komentarze hejterów. Trzeba czy nie trzeba, na temat, czy nie, ale ktoś tam – zwykle anonimowy -musi kogoś zgasić, umniejszyć czyjś wpis, wybluzgać z siebie  złośliwości i nienawiść.  Widać podnosi to jego niskie poczucie wartości. Wyrzuci z siebie ową truciznę i już mu lżej. Ciekawe, czy tacy wiedzą, że ta nienawiść ujawnia  tylko ich własne niedomogi psychiczne i fizyczne. Zamiast rekompensować swe braki, próbują ściągnąć na swój dół tych, którym zazdroszczą. Na próżno, bo ich nie dosięgną.

Kompleksy leczy się przez szukanie dobra w sobie samym. Pokonuje przez rekompensatę innymi atutami. Pomijam słowo: „niższość”, bo to ma różne aspekty.   Nawet wielki pianista może czuć się gorszy od kogoś przystojniejszego i mu zazdrościć. Rozwijać tego nie trzeba, bo każdy może się porównać z kimś wielkim i poczuć gorszym, ale pocieszyć się, że np jest szczęśliwszy w miłości, albo lepiej gra w szachy. Zazdrość ma też różne oblicza i poziomy. Raz w okresie, gdy było mi trudno pogodzić prowadzenie domu, wychowywanie dzieci, oraz  czytanie z pracą zawodową, powiedziałam, że zazdroszczę kuzynce, która ma do pomocy mamę i ciocię i jeszcze mogła przejść na pół etatu. Potem tego żałowałam, bo nastały u niej lata posuchy. Ale zazdrościłam tylko odrobinkę.

Często w oddziaływaniu na tłum wygrywają ci, co odwołują się do negatywnych instynktów, bo człowiek ma więcej skłonności do złego niż dobrego. Dlatego łatwiej  wzbudzić nienawiść, mściwość, chęć niszczenia aniżeli miłość bliźniego.  Niektórzy jednak  nie mają o tym pojęcia, dlatego wciąż demonstrują swe negatywne emocje  i nadal są nieszczęśliwi. Nawet bardziej, bo brak im szacunku do samych siebie.

Czasem się ma szacunek dla innych, i ma się długo, szczególnie dla szefowej, i ma się i ma, aż samemu zostanie się szefem. Wtedy hulaj dusza, bo rządzenie, nawet w firmie „Uduś” (tu nawet szczególnie) polega często na pokazywaniu braku szacunku wobec innych. Niestety!

Temat wszystkim znany. Chyba tylko niezgłębiony przez tych, którzy ciągle i ciągle muszą dawać upust swojej nieszczęśliwości poprzez zemstę na tych, którzy nie mają w garści kłonicy tylko   kapelusz.  Może już dość o takich i ich grzechach?

Pamiętam, jak na religii w I lub II klasie ksiądz przedstawił nam obrazowo, że Pan Bóg po stworzeniu człowieka zarzucił mu na szyję dwa worki, w tym z przodu miał   wgląd na własne grzechy, a na plecach – grzechy innych. Ale człowiek przemienił te worki. Wolał mieć przed oczami przewiny innych.

Takie refleksje nasuwają się, przy przeglądaniu internetu. Z jednej strony denerwują złośliwe komentarze w celu dokuczenia komuś, ale dużo też jest pięknych wpisów. Ludzie publikują swoje wiersze, wspomnienia, stare fotografie rodzinne. Inni dzielą się przepisami na ciasto albo jaką szybką potrawę. Jeszcze inni próbują nauczyć robienia „czegoś z niczego”, czyli coś w domu ulepszać, naprawiać, ułatwiać, ozdabiać strój czy wnętrze.   Ale bardzo też lubię czytać czyjeś przemyślenia życiowe. Często  piękne i pożyteczne. Ludzie dzielą się w internecie tym, co jest wytworem  ich najczulszej struny duszy: wierszem, czarem starej fotografii, wzorcem na mądre i piękne życie. Nawet  robótka ręczna w postaci zabawki, ozdoby, haftowanej serwetki też rodzi się najpierw w głowie jako potrzeba piękna i pomysł do realizacji, a potem zgrabne palce to wykonują.  Wszystko to wytwory delikatnej duszy.

Ostatnio skwapliwie studiuję refleksje na temat, jak żyć. Takie wskazania historycznie się zmieniają. Nas wychowywano bardziej rygorystycznie w posłuszeństwie, pracowitości i skromności. Potem nastała moda pedagogiki wyrozumiałej dla dziecka, aby rosło bez stresu. No i mamy pokolenie roszczeniowe, którym wszystko trzeba załatwić, a im wciąż źle. Przedwczoraj gdzieś mignęła mi informacja, i to nie z forów religijnych, że ostatnio wzrosła masowo ilość chrztów dorosłej młodzieży. Rodzice je w dzieciństwa chronili przed tym sakramentem, a  gdy dorośli poczuli brak jakiejś busoli w życiu i wracają do wiary, bo z nią łatwiej żyć.

Chyba wszyscy rodzice zastanawiają się, czy wpoili swym dzieciom najlepsze wzorce i zasady. I co ominęło pokolenie dzieci z kluczem na szyi?

Sama zastanawiam się, czy  potrafiłam wystarczająco nauczyć synów walczenia o własne sprawy i przepychania się łokciami, skoro ja sama tego nie potrafię. Nam zależało, aby wpoić im szlachetniejsze idee. Żeby  kroczyli przez życie elegancko, bez popychania innych. I wyciągali rękę do pomocy innym. Teraz, w przy coraz brutalniejszych obyczajach, dodałabym jeszcze jedno: ale nie pozwalali tej pomocnej ręki odgryźć.  

 Wszystko to  trzeba dziecku  delikatnie uświadomić,  pomimo, że nie chcemy psuć jego dobrego serca. Wolimy, żeby nasza latorośl była dobra, empatyczna, życzliwa, biegnąca każdemu z pomocą. Nie sobek, nie chytrus, nie podstępny cwaniak.  Boimy się nawet wspomnieć mu, że świat jest niesprawiedliwy, a ludzie bywają wredni, podstępni, chciwi, zawistni. Mogą go skrzywdzić ci, co przebijają się łokciami. Tak pielęgnowane bywa  za delikatne na ten świat. Wszyscy wykorzystują jego dobre serce. Lepiej radzą sobie ci, co mają trudniejsze życie i nie bawią się w dżentelmenów, a kombinują, nawet grzeszą. Tu znowu zabrakło mi słowa na określenie  negatywnej postawy typu chciejstwa, bo ciągle  to określenie zapominam. Chyba mnie brzydzi. A, wiem: pamiętałam, że na „r” – postawa roszczeniowa. Podsumuję. Lepiej wychować dziecko na osobę dającą, ale określić mu granice, ile można innym się poświęcać, aby nie być krzywdzonym. To jednak niełatwe, gdy nam wpaja się: wybaczanie wszystkim i zawsze, kochanie nawet  nieprzyjaciół i nadstawianie drugiego policzka.  A do tego pokorę i cierpliwość. Przy takich zasadach nigdy nie wygra się z tym machającym kłonicą, czy  oklejonym gwiazdkami  hejterem.

Te wszystkie refleksje narastają we mnie podczas czytania grubej, a bardzo ciekawej, książki pt „Chłopki” autorstwa Anny Kuciel-Frydryszak o życiu na wsi.

Chwilami zachwycam się ile w tamtych ludziach było mądrości życiowej. Przekazywane z pokolenia na pokolenie prawdy i zwyczaje ustawiały ich życie. Pracowitość  oraz głęboka religijność pozwały  przetrwać trudności.  Taka książka mogłaby też służyć jako podręcznik życia dla człowieka pogubionego we współczesności.

Ale natrafiam też w tej książce na mroczne strony życia wiejskiego i zmieniam zdanie. To rozdziały, gdzie gospodarz, czyli ojciec rodziny, mąż, brutalnie bije swoje dzieci. Bije po pijanemu, ale i na trzeźwo, metodycznie, wszystkie dzieci po kolei, w określony dzień tygodnia, bez specjalnego ich przewinienia, ale dlatego, że taka wtedy panowała metoda wychowawcza i bili dzieci okrutnie wszyscy. To wszystko było przejawem patriarchatu, gdzie mężczyzna, ojciec rodziny, miał nad rodziną władzę absolutną i robił, co chciał. Pan, władca, grzeszny sadysta. Bywał brutalny, chamski, gruboskórny. Dziwi mnie, że religia takich nie ociosała choć z grubsza. Nie narzuciła innych wzorców. Gdzie miłość bliźniego, jak się kopie dziecko w brzuch? 

 Opisane w tej książce chłopki to piękne postacie, ale ich życie bywało trudne. Musiały całe życie ciężko pracować w domu, na polu i przy zwierzętach. Niejedna bardzo chciała się uczyć, ale rzadko się to udawało. Tylko niektórym udało się wyrwać z tego kieratu, wyjechać  do Ameryki, albo wykształcić. Wydawano je za mąż za morgi. Kobieta nie miała nic do powiedzenia. Bywała u męża poniewierana. Musiała być pokorna, cierpliwa, pracowita. Cierpiała w milczeniu.

 Nie miałam pojęcia, że tym kobietom było tak ciężko. Ale jeszcze nie przeczytałam tej książki do końca. A dziś wyczytałam tam, że taki brutalny chłop niektórym imponował, że to silny typ, prawdziwy mężczyzna, co pije i bije, ale ma posłuch. Nawet jego syn chciał być taki. Potem i on tak bił…

No, dość o tym!

  W ostatnich tygodniach wielkie powodzenie miała w stolicy wystawa   obrazów Chełmońskiego z życia wsi. Ludzie po bilety stali w długiej kolejce, jak w latach 80. po masło i   kawę. Widocznie znużyły nas już eksperymenty sztuki i potrzebujemy odpocząć w spokoju i urodzie sielskości. A na obrazach dobrze znane nam z natury i obrazów:  pejzaże,  żurawie, kuropatwy,  rozpędzone konie i  ludzie. zapatrzeni w niebo na bociany i dziewczyna wyciągająca rozkosznie rękę do babiego lata…

Ciekawe, czy tamci gruboskórni kmiecie z książki zachwycali się kiedy widokiem przyrody? Czy starczało im na to delikatności? Janko Muzykant  mógł się zachwycać. Był przecież wrażliwy na muzykę. Bardzo delikatny. Dlatego nie przeżył.

Tacy jak Janko Muzykant patrzą szerzej na świat, widzą więcej. Gdyby nie to i Janko, jak jego rówieśnicy tam na wsi,  całe dzieciństwo pasałby krowy, biegał boso.

Iluż jest takich, co wyłamują się ze zwyczajów i nauk, przekazywanych z pokolenia na pokolenie, praktykowanych przez wszystkich wokoło i zaczynają żyć inaczej. Wychodzą poza własny nos, czyli własny egoizm, przyzwyczajenia, wygodę, poza to, co sąsiedzi powiedzą, rodzina, szef i stają się innymi ludźmi niż otoczenie.

Potrafią mądrze i z szacunkiem patrzeć na innych. Z miłością dla bliskich – współmałżonków, dzieci, rodzeństwo. Myśleć, żeby im było dobrze. Żeby byli szczęśliwi.

 Delikatność uczuć, delikatność postępowania, to jest  niczym ów kapelusz, którym dżentelmen bił tego z kłonicą i wyszedł z tego cały w bandażach, ale z poczuciem zwycięstwa. Delikatniejsi niestety przegrywają. Jak więc przebudować ten świat?

Okiełznąć niektórych…

  Może przyjdzie czas, że ten  drugi się zawstydzi. Może wtedy siądzie do komputera, by wpisywać niewprawną polszczyzną niewybredne komentarze, tym, którym zazdrości, bo wydają się mądrzejsi. Ktoś mu to zablokuje i poczuje się zaszczuty. Popadnie w większe kompleksy, że jest zakompleksionym   gburem, który nigdy żadnego wiersza z własnych chęci nie przeczytał. Ani żadnej powieści, bo „po co czytać coś, co ktoś tam sobie wymyśli?”**.  Jakby wszystko inne na tym świecie, poza naturą,  nie wymyślał i nie robił też  jakiś „ktoś tam”. Będzie więc bardziej się mścił?? A może zapragnie  zrobić pierwszy krok… ku delikatności uczuć.

Co mu wtedy podpowiedzieć?

– – –

Przypisy

*Kłonica, to jakiś gruby drąg od furmanki.
** Popularne powiedzonko ze słownika ludzi nieoczytanych.

Krystyna HABRAT
1.3.2025r.

Poprzedni artykułNadmorze. Pierwszy polski podkast o poezji
Następny artykułTadeusz Matulewicz – Prawda i „milczenie”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko