DARIUSZ PAWLICKI – CZYTELNICZE ZAŚWIATY

0
74

„Niektóre książki są niezasłużenie zapomniane,
żadna nie jest niezasłużenie pamiętana”.
Wystan Hugh Auden, O czytaniu.

„Czytaj nie po to, by zaprzeczać i obalać ani by
wierzyć, uznawać za pewnik, ani by znajdować
słowa i dyskurs, lecz by ważyć i rozważać”.

Francis Bacon

Marginalia w egzemplarzu Odysei Homera.

I.

,,Historia robienia notatek jeśli kiedyś zostanie napisana, wniosłaby wartościowy wkład w historię intelektualną. Mogłaby uwzględnić liczne notatki z wykładów, które przetrwały z XVI i XVII wieku, jak też notatki z podróży, często spisywane z przyczyn edukacyjnych przez młodych arystokratów podczas Grand Tour.
Notatki w tekstach mogły być sporządzane za pomocą podkreślenia szczególną uwagę» (nota bene), czasami symbolizowanych przedstawieniem wskazującego palca”.

          Powyższy fragment pochodzi z książki Społeczna historia wiedzy* brytyjskiego historyka kultury i historii społecznej (określanego też mianem – współcześnie używanym coraz rzadziej – polihistora) Petera Burke’a.

          Ów fragment wyzwolił we mnie pewne wspomnienia, które stały się zaczynem do snucia, zapisywanych poniżej przemyśleń. Nie będą one jednak miały charakteru próby napisania historii robienia notatek. Co to, to nie… Tym bardziej, że interesuje mnie druga część powyższego przytoczenia: mowa jest w niej o podkreślaniu i zapisywaniu w tekstach. To znaczy o marginaliach, którymi mogą być również bazgroły, jak też rysunki.

*

          Malcolm Guite, angielski poeta, literaturoznawca, nauczyciel akademicki, także duchowny anglikański, na swym kanale na YouTube’ie prezentuje książki, na które z różnych powodów pragnie zwrócić uwagę; najczęściej nie będące nowościami. Niekiedy są to wręcz starocie. A w prezentowanych egzemplarzach wskazuje na odręczne zapiski, jeśli tylko one w nich są. I nie chodzi – w przypadku młodszych publikacji – o autorskie dedykacje dla niego, ale – chociażby – o informacje dotyczące ceny egzemplarza poczynione ręką antykwariusza. Wszelkie takie odręczne uzupełnienia są dla niego, jakby wartością dodaną, wzbogaceniem książki. Można powiedzieć, że pochodzącym z innego/innych światów.

          Tadeusz Sławek wiosną 1995 r., przebywając w nowoangielskim Concord, zakupił w tamtejszym antykwariacie 14 tomów Dziennika (wyd. I 1906) Henry’ego Davida Thoreau, filozofa, diarysty i eseisty, zresztą mieszkańca owego Concord, tyle że XIX-wiecznego. Każdy z tomów, na wewnętrznej stronie okładki nosi tę samą datę: 6 grudnia 1949 r. Najprawdopodobniej jest to data zakupienia tego dzieła przez jego przedostatniego, jak dotąd, właściciela, niejakiego Eliota Alisona. Ten konkretny komplet Dziennika jest o tyle ciekawy – i to chyba głównie skłoniło Tadeusza Sławka do zakupu – że od wspomnianej grudniowej daty dziennej służył on nabywcy, jako… dziennik. Wydrukowanym codziennym zapiskom Thoreau towarzyszą dzienne odręczne dopiski człowieka żyjącego wiele dziesiątków lat później. I taki właśnie był też cel – wiele na to wskazuje – jaki przyświecał Eliotowi Alisonowi przy zakupie owej 14.tomowej edycji notatek dziennych Thoreau. Taka edycja gwarantowała bowiem, za sprawą szerokich marginesów miejsce dla zapisywania codziennych obserwacji. A miały one podobny charakter, jak te poczynione dużo wcześniej przez Henry’ego D. Thoreau: informują o aktualnym stanie pogody (np. wysokości temperatury o tych samych porach dniach), obserwacjach ornitologicznych, dendrologicznych itd.  

           Główna bohaterka filmu ,,Charing Cross Road 84”, mieszkająca w Nowym Jorku pisarka (osoba autentyczna), w liście do zaprzyjaźnionego londyńskiego antykwariusza (postać z krwi i kości) pisze: ,,Uwielbiam dedykacje i zapiski na marginesach”. A w innej epistole mającej tego samego adresata napomyka, że lubi ,,stare książki, które otwierają się na stronie, do której najczęściej powracał jej poprzedni właściciel”. Można domyślać się, że to lubienie ulega jeszcze zwiększeniu, gdy lektura owej strony, także i jej sprawia szczególną przyjemność.

          Emil Cioran w książkach, które przeczytał, a wiele ich było, pozostawił bardzo liczne przekreślenia/podkreślenia i komentarze. Inaczej jednak być nie mogło skoro – jak mawiano – był „wielkim cholerykiem”.

          W swym Pierwszym dzienniku paryskim, pod datą: 3 października 1942 r., Ernst Jünger m. in. zanotował:

„Postanowiłem nie wycierać gumką uwag antykwariuszy na temat stanu egzemplarza, tablic, wartości edycji i tym podobnych rzeczy, jakie często znajduje się na odwrocie szmuctytułu [przedtytułu] – przysparzają one czegoś, co Feltesse nazwał autentycznością książki. Na ekslibrisie odnotowuję czas i miejsce, w którym kupiłem książkę, lub ofiarodawcę, czasem jeszcze szczególne okoliczności”.

           Charles Lamb lubił książki noszące ślady wcześniejszego użytkowania: takie jak choćby pomięte strony, ośle rogi. Nie odstręczały go też zapiski poczynione na marginesach, a może i bezpośrednio w tekście.

          W Bibliofollii Albert Castoldi wspomina o egzemplarzu Sonetów Szekspira, który zawiera uwagi krytyczne Williama Wordswortha na temat tychże utworów. Ale ten sam egzemplarz, i to jest niezwykle interesujące, jest uzupełniony wypowiedziami biorącymi w obronę owe sonety, a naniesionymi ręką Samuela Taylora Coleridge’a.

          Samuel Johnson pozostawił obfite ślady, głównie w postaci podkreśleń, w setkach książek – większość z nich nie była jego własnością – z których korzystał np. podczas pracy nad Słownikiem Języka Angielskiego (A Dictionary of the English Language), który przyniósł mu powszechne uznanie.

          Książki składające się na księgozbiór Woltera (zakupiony następnie w całości przez carycę Katarzynę II), zapełnione były notatkami. Marginesy czytanych książek opatrywali uwagami również np. Edgar Alan Poe i Stendhal. Była to dla nich forma polemiki z treściami, z jakimi akurat się stykali. I może jedynie na początku w tych swoich zapiskach byli nieco powściągliwi. Potem bowiem używali sobie na całego… Ale należy zaznaczyć, że na opinie pozytywne pośród tych marginaliów, także można się natknąć.

          Michel de Montaigne przebywając w słynnej wieży – sam zamek jest praktycznie niezauważany – korzystał podobno z 271 książek. A czytając, na bieżąco opatrywał je komentarzami zapisywanymi na marginesach. Zapiski te stawały się często materiałem wyjściowych do powstających kolejnych esejów, czyli „prób” (fr. essai), z których zasłynął i niezmiennie słynie. Zachowany Montaigne’iowski egzemplarz Historii Aleksandra Wielkiego (Historiae Alexandri Magni) autorstwa Kwintusa Kurcjusza Rufusa, opatrzony obficie przez właściciela dopiskami, jest klasycznym przykładem lektury wzbogacanej na gorąco komentarzami.

*

          Za rodzaj marginaliów można traktować palimpsest. Zwłaszcza, gdy wcześniejszy tekst został nie dość dokładnie usunięty. I daje o sobie znać oczom, mniej bądź bardziej, wyraźnie, czyli bez użycia specjalistycznego sprzętu.

          Istotne jest iloma to terminami (nie zawsze są to synonimy) możemy określić marginalia tekstowe. To zaś mówi wyraźnie o wadze zjawiska jakim one były (dużo rzadziej: są obecnie). W grę wchodzą adnotacje, dopiski, glosy, komentarze, notatki, noty, przypisy, scholia, uwagi, zapiski.

II.

          Jeśli chodzi o mój stosunek do odręcznych komentarzy, podkreśleń znajdujących się w książkach – oczywiście tych z drugiej ręki – które potencjalnie mogłyby stać się moją własnością, to jestem im zdecydowanie przeciwny. I gdy w antykwariacie natknę się na  książkę, której treścią, po uważnym przejrzeniu, będę zainteresowany, a jej stroną estetyczną (bardzo dla mnie ważną) usatysfakcjonowany, lecz odkryję obecność w niej dopisków i podkreśleń, odłożę ją na półkę. Chyba, że owe odczytelnicze ingerencje/uzupełnienia w tekście zostały poczynione ołówkiem. Wtedy pierwszym, co uczynię po powrocie do domu, będzie sięgnięcie po gumkę…

          Ale będąc przekonanym odnośnie wspomnianej kwestii, nagle zadałem sobie pytanie, czy z całą pewnością pod zaprezentowaną powyżej rygorystyczną zasadą, podpisałbym się bez zastrzeżeń? Czy, aby na pewno jakakolwiek obca ingerencja w książkę, nie tylko w tekst, przesądziłaby o nie nabyciu jej przeze mnie? Po kilkunastu kolejnych chwilach zdałem sobie sprawę – ku pewnemu zaskoczeniu – z możliwości wzięcia pod uwagę, nie jednego, ale kilku wyjątków. Otóż zaakceptowałbym książkę, gdyby znajdujące się w niej marginalia zostały dokonane ręką osoby, którą cenię; i mógłby to być ktoś znany tylko mi. Dokonałbym, gdyby tylko było mnie na to stać, zakupu pozycji, w której znalazłaby się jakaś piękna ilustracja (niekoniecznie związana z treścią) wykonana ręką, któregoś z czytelników/właścicieli. I ważne byłoby wyłącznie piękno tej pracy. I może w tym wypadku (chyba) nie musiałby być zachowany najistotniejszy/podstawowy ze stawianych przeze mnie warunków: treścią książki musiałbym być zainteresowany, a przynajmniej zakładałbym z dużym prawdopodobieństwem, po przekartkowaniu/przeglądnięciu, że taką ona będzie.

          Czytelnik, ale tego rodzaju czytelnik, który jest za pan brat z myślą, iż posiadaną książkę być może sprzeda, najprawdopodobniej nie opatrzy jej jakimikolwiek marginaliami (chyba, że będzie to impuls, któremu nie będzie w stanie się oprzeć). A to po to, aby nie straciła ona na wartości: czyli aby uniknąć sytuacji, gdy potencjalny nabywca – na przykład ja – zrezygnuje z nabycia w razie natknięcia się w niej na te odręczne zapiski. I to choćby zostały one dokonane niezwykle pięknym charakterem pisma. Jak też, aby ich obecność nie posłużyła za pretekst do obstawaniu przy obniżenia ceny książki przez jej właściciela np. antykwariusza.

III.

          Marginalia to utrwalony/zastygły za sprawą słowa pisanego – przy użyciu atramentu, tuszu, grafitu – czas miniony. Minionym zresztą stający się już chwilę po zapisaniu. Nim jeszcze wyschnie atrament…

          Nie jest to zapis wiecznotrwały – oj nie – ale istnieje bardzo wiele dowodów świadczących o tym, że jest to zapis dłuuugotrwały. A przynajmniej najtrwalszy spośród tych sposobów utrwalenia myśli, jakie ludzkość dotąd wynalazła, i jakie zostały poddane próbie czasu: dłuższej lub krótszej; najczęściej krótszej, ale i tak mierzonej wiekami. Z marginaliami klasycznymi, czyli zapiskami poczynionymi na papierze z użyciem atramentu/inkaustu czy tuszu, nie mogą konkurować w żadnym razie dyskietki, płytki, pendrajwy. Tym bardziej, że aby zaznajomić się z ich treścią, gdy znajdą się już w elektronicznym lamusie, a znajdą się bardzo szybko, trzeba będzie dysponować odpowiednimi urządzeniami, jak też programami, wyjętymi z tej samej graciarni. Jeżeli one w ogóle w niej jeszcze będą. Natomiast kartka papieru, jako ona, nie zmienia się. Aby zaznajomić się z tym, co na niej nabazgrano bądź wykaligrafowano, wystarczy wzrok. A przedstawiciele gatunku homo sapiens oczy posiadają… jeszcze.

          Umberto Eco, człowiek biegły w posługiwaniu się komputerem i korzystaniu z Internetu, był zdania – jak twierdzi Joanna Ugniewska w szkicu „Umberto Eco (1932-2016)”* – że książka jest wynalazkiem równie doskonałym, jak koło, dlatego niepoddającym się żadnym ulepszeniom. Jeśli tak, to kolejne marginalia będą pojawiać się w świecie ludzkim współtworzonym przez książki.

*

          W filmie dokumentalnym Księgarnie Nowego Jorku** trafnie zauważono, że „książki są dowodem na nasze człowieczeństwo”. Przy tym, za ich sprawą, owo człowieczeństwo daje o sobie znać nie raz jeden: nie tylko wtedy, gdy książki są pisane, lecz także, gdy każdorazowo są czytane. Marginalia są śladem po tym/dowodem na nie.

          Na koniec przytoczę i taką wypowiedź: „W książkach przegląda się ludzka dusza”. A to przeglądanie się, każdorazowo pozostawia ślad: i w książce, i w duszy.

IV.                                                                           

          Szkic ten zacząłem pisać 31 lipca roku 2o24. I w trakcie jego powstawania zadeklarowałem się, jako osoba, w żadnym razie nie dokonująca wpisów w książkach (choćby ołówkiem), których jest właścicielem (tym bardziej w pożyczonych), a jest ich naprawdę wiele. Ta deklaracja była stwierdzeniem faktu, który w moim przypadku, obowiązywał od kilku dziesięcioleci. Gdy zbliżałem się do końca tego tekstu, pojawiły się jednak wahania: że może jednak dokonywać pewnych odręcznych wpisów np. korygujących napotkane błędy (nie jest to niestety rzadkie zjawisko). I oto 24 stycznia roku 2o25, w dwóch książkach zakupionych w księgarni, ni z tego, ni z owego, i ku memu zaskoczeniu – nie zarejestrowałem przy tym wahania – na stronie przedtytułowej, zanotowałem czarnym atramentem, zamaszyście, datę zakupu, nazwę księgarni i cenę. No proszę, a tyle było wcześniej gadania…

         ___________________________________________________

            * „Zeszyty Literackie”, 2016, nr 2; nr 134.

          ** Tytuł oryginalny: The Booksellers; reż. D. W. Young, film z 2o19 r.

Poprzedni artykułWiersze tygodnia – Arkadiusz Frania
Następny artykuł„Salome” w reżyserii Eweliny Marciniak w Residenztheater