Janusz M. Paluch – I usłyszysz dźwięk kowadła…

0
127

Sam już nie wiem jak podejść do tej książki… Zacznę od stwierdzenia, że kobiety mają lepiej, wszak pod jednym imieniem mogą się ukryć używając innych nazwisk. I od pewnego, wybranego przez siebie momentu, wieść nowe życie… Niedawno ukazał się tom wierszy – debiut poetycki – zatytułowany „My”. Autorką jest mieszkająca w Krakowie Małgorzata Polzer. Dla wielu, szczególnie z jej rodzinnej miejscowości, Rozwadowa (obecnie dzielnica Stalowej Woli), znana jest jednak jako Małgorzata Sznura. Którakolwiek z nich – Sznura czy Polzer – jest autorką tych wierszy, to najważniejsze, że książka została wydana. Możemy ją czytać, wzruszać się, uśmiechać, analizować, krytykować, a nawet chwalić!  I czuję z nią bliski związek poprzez – nieco ukryte – motto: „dum sentio, vivo”, co się tłumaczy: „czytam, więc żyję”… I tak jest!

W starannie dobranych do książki wierszach, poetka opowiada nam o swym życiu. Zawsze skryta, stojąca gdzieś z boku, nagle – w jakże spóźnionym debiucie literackim – ukazuje swą skrywaną uczuciowość wypełniającą jej pełne aktywności życie. Wszak „My” posypani „pyłem diamentów” przez świat „Służymy codzienności / Zwykłej sprawie”… Wiedzie nas swymi wierszami przez swe życie, podróże po Polsce i Europie, jakby bała się tego momentu, w którym „Błogostan / Dzwoni w uszach // Święty spokój” (wiersz „Święty spokój”), a po nim już nic… Książka Małgorzaty Polzer jest jak stratygrafia jej życia… Najgłębiej dzieciństwo i młodość, potem nowy etap wypełniony pracą, dziećmi i w końcu kolejne pokolenia zapisują wersy jej życia. 

Ponieważ znam Małgorzatę w obu postaciach, od rozwadowskiego podlotka, a więc prawie od kołyski, z sentymentem czytałem jej wiersze wspominające nasz Rozwadów. Jej rodzinę. W końcu prowadzaliśmy się – często w towarzystwie Piotra Tarczyńskiego zapatrzonego w jazz i oddającego się muzie plastyki – uliczkami Rozwadowa, pędziliśmy na rowerach leśnymi duktami ku słońcu… Kochaliśmy to miasteczko, w którym „Złote wydmy zatrzymał sosnowy las / A czas, w rytm sygnaturki u Kapucynów, trwał / Jaśminy w charzewskim parku, pachniały do omdlenia”, a „Dym z ogniska, okadzał odchodzące lato” (wiersz „Rozwadów. W widłach Wisły i Sanu). Nie każdy może patrzeć na nasze miasteczko przez pryzmat nieistniejącej już słynnej kuźni Pietruszyńskich, ale każdy kto ją pamięta, czytając „rozwadowskie” wiersze Małgorzaty usłyszy dźwięk kowadła z 1843 roku, gdy „Syczały hartowane podkowy, obijane rytmicznie zendry” (wiersz „Kuźnia”). Tego świata już nie ma, jak starego domu kowali, w którym „Próg do pocałowania, szorowany na biało / Przed zburzeniem”, wszystko się rozpłynęło – „Jesteśmy w rozsypce / Zbieramy w pamięci stare Przekroje / Kolorowe gazety w szarych czasach” (wiersz „Stary dom”). Czy się znajdziemy? Czy autorce pomaga w tym ta sentymentalna – i nie boję się tego określenia – piękna poezja? W pewnym wieku chyba każdy ma poczucie zagubienia, i chęci powrotu w stare miejsca (jakże często już nieistniejące), bo przecież świat,  ubrał nas „w buty przodków” i musimy wędrować ich śladami…

I nie ukrywam,  że niezwykle trudno jest mi się wyrwać z tego świata małego Rozwadowa, tak jak niełatwo było wyjeżdżać po maturze ze świadomością, że najbliższa wizyta w domu to święta…. Ileż to czasu trzeba było, butów zedrzeć, by w labiryncie uliczek „Sienna zimna i kamienista” iść „Z Mariackiego Placu, w Mikołajską”, kroczyć z „Garbar, Szewską” jak „Kościuszko na przysięgę”, poczuć się bezpiecznie, jak w domu, gdzie „Sukiennice, uskrzydlone podcieniami / Chronią rycerzy, zaklętych w gołębie” (wiersz „Rynek Krakowski”. Później było już łatwiej spełniać „marzenie Ikara przebijając „stalowymi skrzydłami, pułap chmur” („Lotnisko”), bo przecież „Watro żyć pod rozgwieżdżonym niebem / Z głębokim spojrzeniem w kosmos” („Kosmos”), wszak i tak odchodzimy pełni niedosytu na życie, bo „Garść ziemi, którą ci rzucą / Nie nasyci twojego głodu” („Garść ziemi”). Pełne emocjonalności wiersze Małgorzaty Polzer nie mają nad nami litości, pchają nas po rozpalonej do białości nostalgię, przez rozchełstaną chęć poznawania świata, aż po ową depresyjną garstkę ziemi uderzającą głucho o wieko trumny. Gdy czytałem ten utwór czułem jak „Serce z przerażeniem bije na alarm / W głowie zgiełk ruchliwej ulicy” a „W labiryncie zdarzeń nie ma wyjścia” (Depresja”).

Z dużą rozwagą trzeba czytać poruszające wiersze Małgorzaty Polzer, bowiem fundowana nam przez nią huśtawka emocjonalna może się różnie dla czytelnika się skończyć. Nadwrażliwi pod ręką mogą mieć paczkę chusteczek. Wiersze potrafią wycisnąć łzę… Mogą wprowadzić w niebezpieczny stan zadumy, ale po antydepresanty nie sięgajmy… Miłość, tęsknota, śmierć, samotność – czy to nie za wiele jak na kilkadziesiąt wierszy debiutanckiego tomiku? Jak wspomniałem, Małgorzata Polzer pisze wiersze „do szuflady” od dawna. Wydaje się, że zawarte w książce „My” powstały w większości w 2024 roku, choć zauważyłem dwa powstałe 2003 i 2005 roku. Trudno powiedzieć, jak jest z utworami niedatowanymi…  Jakkolwiek – w życiorysie twórczym książkowy debiut poetycki odnotuje w grudniu 2024 roku.

Życzę zatem dobrej poetyckiej wędrówki podczas lektury tomu wierszy Małgorzaty Polzer „My”!

Janusz M. Paluch

Małgorzata Polzer „My”, Wydawnictwo i Drukarnia Towarzystwo Słowaków w Polsce, Kraków 2024.

Poprzedni artykułNadmorze. Pierwszy polski podkast o poezji
Następny artykułKrystyna HABRAT – COŚ  SIĘ  ZACIĘŁO

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko