W wierszu „Do młodych” Adam Asnyk zachęcał, by szukać „ nowych, nieodkrytych dróg”. Jest to szlachetna i pożyteczna, ale w patrzeniu w samą tylko przyszłość istnieje pewne ryzyko – są bowiem drogi nienowe, którym, z jakichś względów, nikt nie zechciał się przyjrzeć. Ba, zostały zlekceważone albo pominięte.
Tak się stało z twórczością Jana Szczurka z Łącznika, poety związanego ze środowiskiem twórców opolskich, utożsamiającego się ze wsią, absolwenta Wydziału Rolniczego Akademii Rolniczej we Wrocławiu, Międzywydziałowego Studium Pedagogicznego oraz studiów podyplomowych na Wydziale Prawa i Administracji na Uniwersytecie Opolskim, laureata nagród literackich. Przede wszystkim jednak, a to jest najważniejsze, człowieka pracowitego, prostolinijnego, wrażliwego i serdecznego, który nigdy nie parł za wszelką cenę do tytułów, zaszczytów czy popularności.
Dorobek Jana Szczurka, nie wiedzieć dlaczego chowana „pod korcem” , zasługuje bezsprzecznie na uwagę. Aby to ukazać, skupię się na tomikach tego twórcy: „W poszukiwaniu panaceum” (2017 r.), „Czy to ty?” (2020 r.), „Czasomierz człowieka” – tomik dwujęzyczny (przekładu na język czeski dokonał przez František Všetička w 2022 r.), a także na antologii „Ocalone” z 2023 r., w której znajdziemy 7 utworów poety.
W swoich wierszach, bez względu na to, na który tomik czy almanach spojrzymy, poeta wchodzi w dyskusję ze współczesnością. Podważa modne tendencje myślowe i zachowania. Nie kryje swojego krytycznego spojrzenia na zjawiska takie jak: feminizm, media społecznościowe i ich oddziaływanie na świadomość użytkowników, czy też bezkrytyczny odbiór treści medialnych przez współczesnego człowieka. Obrazuje to chociażby wiersz „Przenosiny (poezji)” z tomu „Czy to ty?”;
„Teraz pendrive, procesory.
Smartfon no i depra leki.
Facebookiem kreujesz amory.
Czytelnia, krzywa lampa biblioteki,
niepotrzebne.”
Punktem wyjścia do -nierzadko ponurej – konstatacji jest obserwacja życia społecznego i politycznego. (Ów zmysł dał się poznać także w publicystyce Jana Szczurka.) W wierszu „Łącznik” z tomu „Czy to ty?” czytamy:
„Ciało z brudną duszą.
Zabieganie,
inność, przepoczwarzanie.
Nicość wkradająca się jak złodziej.
Istotą rozkładu społecznej materii.”
Ten rodzaj przemyśleń odnajdziemy również w innym wierszu tego tomiku, o interesującym tytule „O – polski dworzec”. Techniką enumeracji podmiot liryczny oddaje energiczny bieg, nerw podróży – na pogrzeb w Majdanie. Otaczający świat z twarzą pop-kultury tworzy nic nie znaczący chaos, odwrotność sensu i ładu. Jego składniki: laptop, cheesburgery, smartfony, fast foody, chłopiec w glanach, blondynka z tabletem, in vitro opisane w prasie – generują pytanie:
„…gdzie jesteś,
czy aby w Polsce?”
W lirykach z tomu „Czy to ty?” znajdziemy nie tylko utyskiwania, ale także zachętę do refleksji nad światem „w gąszczu powikłań” (wyrażenie z wiersza „Odeszli a żyją”) i składnikami konstytuującymi go.
Istotne, że liryzm Jana Szczurka ma w sobie niewyszukaną ekspresję. Istnieje ona na poziomie i treści, i języka. Dobitnie ujawnia to wiersz „Błotniste koleje nadziei” (z „Czy to ty?”) Ten ośmiostrofowy utwór obnaża „urodę” sejmowej rzeczywistości RP, gdzie zdarzyć się może wszystko, nawet sałatka spożywana w sejmowej ławie. Przemowy posłów poeta kwituje surową oceną, przemycając aluzję do „Wesela” S. Wyspiańskiego:
„od rana do nocy
rozmowa Chochoła i posła
armaty”.
Podobnie deprecjonuje poziom i sens wywodów sejmowych mówców i powszechnie panującą nowomowę:
„plum, plum, plum.
ble, ble, ble”.
Wersy:
„Jedna , druga kadencja minie,
pozostaną te same paśniki”,
wpisują się w gorzkie podsumowanie dostrzeżonych prawideł.
Język tego wiersza ( ale także innych) nie stroni od kolokwializmów, buduje obraz świata w krótkich frazach, równoważnikach zdań, które tworzą dynamiczny obraz zjawisk społecznych, politycznych i kulturowych podlegający odważnej krytyce.
Spoza strof Jana Szczurka wyziera obawa o pomyślność tego, co wolne, nasze, okupione krwią, sprawdzone, ugruntowane w Polsce:
„Jest taki brylant
którego brukselscy szlifierze
pragną przejąć za bezcen.”
(„Pielgrzym” z tomu „Czasomierz człowieka”)
Mówiąc o twórczości poety z Łącznika nie sposób pominąć tych jego wierszy, które odzwierciedlają głęboką więź z ziemią, jej pięknem, trudem i potem w nią wkładanym oraz prawidłami natury, którym ona podlega. Dostrzega w niej znacznie więcej niż mieszczuch sunący autem gładką drogą wśród łąk i łanów zbóż. W lirykach poświęconych ziemi pada istotne, zwłaszcza dziś – w dobie perturbacji rolników z wymogami Unii – pytanie:
„Czy dla wszystkich wystarczy chleba i miodu?”(„Żniwa” w tomiku „W poszukiwaniu panaceum”).
Pytaniu towarzyszy spostrzeżenie wykraczające poza ramy samych realiów, a sięgające perspektywy metafizycznej:
„ …kobiety z Kadłubca wzniosły w Praszce piękną koronę
zwieńczona krzyżem
symbolem początku i końca.”
Nieistotne, że jest to wiersz zaczynający się od słów: „Przyśniła się młodość moja.” Wszak prawda zawarta w obrazie żniw młodości jest ponadczasowa i wielce wymowna.
Innym, niezwykle charakterystycznym motywem, typowym dla Jana Szczurka, jest skupienie uwagi na miejscu. Nikt z piszących na Ziemi Prudnickiej nie ujawnia w swojej poezji równie czułej struny osobowości wrośniętej w tę małą ojczyznę, zrodzonej na ziemi różnych kultur, gwar, języków i tradycji, a przy tym świadomej bogactwa śląskiego tygla i wynikających z tego faktu zobowiązań. Zaryzykuję stwierdzenie, że wśród prudnickich poetów to Jan Szczurek zasługuje na miano poety naszej małej ojczyzny.
Na dowód tego można by przytaczać wiele liryków. Być może w jakimś stopniu reprezentatywny jest wiersz: „Epitafium” zadedykowany „Pamięci Kazika Olajossego”. Czytamy w nim:
„Kaziu
w 1956 roku piliśmy mleko
od tej samej krowy
do szkoły w Komornie za wiedzą
jeździliśmy rowerami
by później dzielić się nauka z innymi.
Od urodzenia znaliśmy doskonale
smak soli tej ziemi
było obojętne czy ktoś śpiewał
„Czerwone maki”, „Góralu”
czy „Junge Komm Bald Wieder”.
Nieprzypadkowo w tym obszarze poezji Jana Szczurka pojawiają się elementy topografii naszej części Śląska Opolskiego i pogranicza polsko- czeskiego. Stąd nazwy własne tak znajomo brzmiące: Prudnik Las, Góra Św. Anny, Dobra, Osobłoga, Kopa Biskupia, Pradziad, Niemodliński Bór, Opole, Broumov- Krinice. Osoba mówiąca w wierszach dotyczących tych miejsc to ktoś, dla kogo ważna jest zawiła historia, ale przede wszystkim los poszczególnych ludzi- Polaków, Niemców, Czechów, a nawet Amerykanki – Muriel White po mężu von Seherr-Thoss (która podczas II wojny zginęła tragicznie w Dobrej). Ważny jest człowiek, pojedyncza ludzka historia. Oko poety patrzy nie tak jak oko pasjonata historii, ale jak ktoś, kto dostrzega w niej egzystencjalne prawa, często – po ludzku – niejasne, a nawet absurdalne.
Jan Szczurek przeżywa historię swojej ziemi na poziomie emocjonalnym, odczytuje ją przez osobisty „filtr”. Na uwagę zasługują m.in. jego utwory z antologii „Ocalone”, wydanej przez Centrum Muzeum Jeńców Wojennych (wyd. w 2023 r.) Siedem wierszy zawartych w tej publikacji- niektóre pochodzą z tomu „W poszukiwaniu panaceum”- są tego doskonałą ilustracją. Pochylając się nad tragicznymi kartami naszej historii, podmiot liryczny pyta w wierszu „Medium”:
„Homo homini lupus
-jakie będzie jutro?”
Mamy tu do czynienia ze świadomością, że historia nie jest zamknięta, w każdej chwili może ona zmienić swoją trajektorię, a ewentualna zmiana stanowi wielką zagadkę. Przytoczone powyżej pytanie podszyte jest więc obawą, która nasuwa się po zanalizowaniu wypadków oraz zdarzeń minionych i- być może, co równie ważne – także bieżących, których jesteśmy świadkami.
Wiersz „Przestroga” usłyszałam po raz pierwszy w Wąchocku podczas promocji „Antologii poetów przełomu wieków” pod red. A. Dąbrowskiego, w czerwcu 2022 roku. Dostrzegłam wzruszenie na twarzach słuchających tego tekstu. Bo taka jest ta poezja! Daje do myślenia, porusza kwestie o poważnym ciężarze gatunkowym, wzrusza. Oto jej fragment:
„…Wkopane w pył ziemi
między Górą św. Anny
a Kopą Biskupią
stoją pomniki.
Niekiedy zatrzyma się człowiek,
w zadumie czyta nazwiska
swojsko brzmiące,
bez ciał, które zwiędły
(…)Urodziłem się tutaj,
chcę rozmawiać z tymi,
którzy szukają panaceum
na nicość, na fałsz.”
Chcę podkreślić, że Jan Szczurek nie tylko umie patrzeć, ale umie także słuchać. Materią wiersza stają się nawet rozmowy, a raczej wypowiedzi rozmówcy. W lirycznym zapisie dowiadujemy się, co trapiło rozmówcę, co jest dla niego istotne. Jeśli poeta potrafi czyjeś wynurzenia zebrać w ramy wiersza, to oznacza tylko jedno: drugi człowiek jest dla niego ważnym punktem odniesienia.
„Opowiadał mi o ziemi
o polach niedziałowskich
o koniach w zagrodzie
o zasolonej w garncu słoninie
o ojcu kowalu poszedł na Sybir
o błękitnej Armii Hallera.”
(„Wśród przyjaciół” z tomu „W poszukiwaniu panaceum”)
Doświadczenia drugiego, w jakiś sposób i w jakimś trybie, kształtują piszącego. Dzieje się tak dlatego, że mamy do czynienia z poetą o wysokim poziomie artystycznej i humanistycznej empatii i otwartości. Z każdej relacji wychodzi on ubogacony. Stąd wiele utworów dedykuje żywym i zmarłym: Franciszkowi Jopkowi, Kazikowi Olajossemu, Prof. Karolowi Wierzbickiemu, Kard. Stefanowi Wyszyńskiemu, Wisławie Szymborskiej. Jest także wiersz , w którym bezpośrednio zwraca się do Danieli- domyślamy się, że do prudnickiej poetki Danieli Długosz – Pency, choć dedykcji nad tekstem nie ma.
Dwudziestowieczny filozof E. Levinas powiedziałby, że doświadczenie Innego (L’autre) i przeglądanie się w nim, czyni osobę mówiącą w wierszach poety z Łącznika dopiero tym, kim jest. Ale też w jej odczuwaniu dostrzec można wyraźnie to, co u Levinasa wybrzmiewa najdobitniej – Inny jest zobowiązaniem.
W wierszu „Sąsiad Roland” (w tomie „ W poszukiwaniu panaceum”) nietrudno dostrzec szacunek do Innego, do człowieka, któremu podmiot liryczny przygląda się z szacunkiem, zainteresowaniem, a nawet podziwem, z którym wiąże go coś więcej niż sąsiedzka znajomość:
„Po podaniu dłoni bliżej byłeś Wikinga
w pierwszym i drugim wcieleniu
miękkość stąpania rzucała się w oczy.
(…)
Mimo młodego wieku
pokora jest spoiwem każdej naszej rozmowy
ukorzeniania w tej ziemi.
(…)
Żwawo o porannej rosie
lub wieczornym zmierzchem
pełen szacunku ściskasz rękę.”
Nie zabrakło także w dorobku Jana Szczurka wypowiedzi o poezji. W wierszu bez tytułu „***” (w tomie „W poszukiwaniu panaceum”) znajdziemy swoiste credo, Janowe myślenie o tej dziedzinie sztuki:
„Poezja
jest siłą
zdolną
ocalić człowieka.
Niesłabnącym afrodyzjakiem
dlaczego dla tak niewielu”.
Nietrudno zauważyć, że swoje zaangażowanie w tworzenie poezji poeta ściśle kojarzy z trudem człowieczeństwa. Jego idealizm wydaje się mimo wszystko odporny na doświadczane i zauważane zło. Gdzieś w głębi jestestwa wyczuwa się u niego wiarę w ideały. W wierszu „Dokąd” z tego samego tomu możemy przeczytać:
„Mając pióro i sumienie
zastałem siebie na ziemi
to szczęście
że mogę się dzielić
swoim chlebem
z każdym człowiekiem.”
Bo Jan Szczurek to niepoprawny marzyciel. Chciałby świata lepszego i doskonalszego człowieka. Patrząc na innych, przykłada własną, poczciwą miarę. Za każdym razem zadziwia go, że wśród ludzi brakuje harmonii. Takie spostrzeżenie znajdziemy w wierszu „Rodowody” z tomu „Czasomierz człowieka”:
„Ludzie niszczą ludzi
jak pusty slogan życia
prochom
oddając pokłony.
Dla jednych to honor
dla drugich
komedia.”
Chwilami zdumiewa mnie nałożenie dwóch natur objawiających się w tej twórczości: natury publicysty, któremu nic, co ważne, nie umknie i natury poety, reagującego na każdy niuans życia i skłonnego do dostrzegania w okruchach egzystencji oraz we wszystkich jej przejawach – prawideł, głębi i sensu.
Inny dualizm, który narzuca się po przeczytaniu utworów autora „Czasomierza człowieka” to zagadkowo łączące się cechy osobowości z pozoru sprzecznych: temperamentu i delikatności. Konkretu i liryzmu. Oceny i skłonności do rozumienia. Niezależnie czy pisze o sprawach ważnych w sensie ogólnoludzkim, czy też o bardzo osobistych, gdy subtelnie wyraża wdzięczność za miłość, obecność ukochanej osoby przy boku, czy gdy skupia się na anturażu przemian natury, z którą żyje od zawsze za pan brat:
„Kosztuję aromaty
z Twoich rabatek różnorodnych
jak świergot ptaków wlatujących
letnim wejściem z ogrodu
święte lato
do późnej jesieni
jak kwiecista pościel.” („Zza” z tomu „Czy to ty?”)
Wśród liryków poety z Łącznika chcę wyróżnić ten noszący tytuł „Transplantacja”, który został zadedykowany, wymienionemu już wcześniej, profesorowi Karolowi Wierzbickiemu. Przypomina on logikę zaprezentowaną przez Marka Edelmana w „Zdążyć przez Panem Bogiem” Hanny Krall. Ten wiersz – typowa liryka roli, odzwierciedla emocje człowieka, który jako lekarz może wiele, ale który nie może wszystkiego. Towarzyszy mu przekonanie, że gwarancją powodzenia jego misji jest współpraca z Bogiem. To Bóg jest ostateczną instancją, a człowiek, choćby najlepiej realizujący zadania swego życia, jest tylko narzędziem. Oto fragment tego powściągliwie emanującego napięciem tekstu:
„Zawiązuję ostatnią nitkę.
(…)
Na reperfuzję mamy godzinę.
Stoję i modlę się
chcę przekonać Pana
jeśli serce nie zabije
zgaśnie.
Musze być lepszy
przekonać Boga.”
Trzeba wielu lat refleksji, doświadczeń, aby w tak oszczędny sposób zawrzeć egzystencjalną prawdę. Trzeba także wielu lat posługiwania się piórem. To wszystko jest widoczne w tej niepretensjonalnej twórczości.






