niepewna Czasem wydaje mi się, że pamiętam tak dużo i mogłabym opowiadać o sobie całymi godzinami, a nawet dniami śmieję się. Moje opowieści – nie dające innym spać – wychodzą z mojego wnętrza jak motyle utkane w brzydkim kokonie. I jestem z tego dumna, że oto mam osiemdziesiąt lat – odpowiedni czas na pożegnanie się ze światem. Siedemdziesiąt to trochę za mało odkrywcza, a ponad osiemdziesiątką trudno się czasem gdziekolwiek ruszyć, a przecież trzeba przejść na drugą stronę.
I znowu mi się zapomniało, o czym to ja chciałam… dziś mam trochę ponad tyle, ile miałam jeszcze do niedawna. Pamiętam kieszonkowy grzebień przełykam, miał wyłamany ząbek, był trochę nieśmiały różowieję, może onieśmielony, chyba czarny… Siedział spokojnie w tylnej kieszeni czyjegoś życiorysu – czyjeś kieszeni pewna siebie – i był na wyciągnięcie ręki. Kosztował niewiele, o tym jestem przekonana wstaję, zdecydowanie, tak, jestem tego pewna. Ćwierć dolara nie rozumiem tego, wymachuję jedną ręką (nie wiem, którą), kwartał / kwaterka, dwadzieścia pięć centów, jedna czwarta dolara, srebrna moneta / ćwiartka (slangowo) patrzę w oczy. Milknę, szukam go wśród zebranych; wiem, że tam jest; na pewno tam siedzi; on tego nie przepuści. Jego penis znowu twardnieje, ślini się, zaciera ręce, klepie mnie po ramionach, jest obślizgły – jak zawsze udaje mentora.
Jak cudownie, że Państwo dotarli, właśnie zaparzam herbatkę uśmiecham się. Cudowna odświeżająca herbatka: owsiana. Serdecznie polecam, zachęcam, zapraszam kokietuję. Nie truchleję, proszę się mnie nie obawiać, ja tylko tak wyglądam jak uschłe drzewko – samotnie stojące na rogu ulicy, przy drzwiach naszego komisariatu. Oczywiście kiwam głową wygląd to nie wszystko, ważne jest wnętrze pielęgnowane ku życiu… zmieniam się na twarzy i sama tego nie wiem, jak
Perfumy Evening in Paris i dziecięca bawełniana piżamka – pokryta mądrością jego życia… nie mogłam się nigdy porządnie wykąpać; aż się ciało od niego rwało zastanawiam się, otwieram usta, podnoszę oczy ku górze (w niepewności). Osiemdziesiąt dziewięć centów mówię mechanicznie, przeliczam w sobie bycie, przewracam oczami, palcami wklepuję do niewidzialnego kalkulatora, prawie dolar, punkt osiem dziewięć dolara, „dziesięć centów mniej niż dolar”. Biorę oddech, zatrzymuję się, widzę go oraz jego pogardę do wolności i bycia sobą (nadal jest odrażający); na chęć dalszego udawania nie reaguję, nie daję mu się sprowokować. I dolar trzydzieści dziewięć, prawie dolar czterdzieści, jeden i trzydzieści dziewięć setnych, sto trzydzieści dziewięć centów.
Dobrze, dziękuję jestem radosna. Państwo może tego nie wiedzą zastanawiam się, bo skąd Państwo mogą znać ciasteczka „Babci Lolity” – przecież to takie niszowe wzdycham, takie wyjątkowe i niepospolite wystawiam z zabawnością język, podnoszę brwi (kocham wszystkich). Ciasteczka trzeba dobrze wyrabiać, mówiąc do nich z miłością. Osiemdziesiąt lat i ani jednego przesadzenia uśmiecham się, bawię się sobą, to się nazywa mieć szczęście
w życiu. nabieram powietrza, wypuszczam Proszę, dziękuję.
oczy mam znów utkwione w jego spojrzeniu (udaję, że nie widzę) Trzydzieści pięć centów, trochę ponad ćwierć dolara, jedna trzecia z okładem (obrazowo), punkt trzy pięć dolara do pierwszej ręki dołączam drugą i wklepuję cenniki do niewidzialnego kalkulatora. Prawie sześćdziesiąt centów, trochę ponad pół dolara, pięćdziesiąt dziewięć centów, punkt pięć dziewięć dolara, „na styk do dolara” (obrazowo) zaczynam wbijać cennik którąś nogą – nie wiem, którą. Dwa dolary dziewięćdziesiąt pięć, prawie trzy dolary, dwa i dziewięćdziesiąt pięć, „trzy dolce bez grosza” (slang) milknę w osłupieniu, bo nie potrafię odmienić tego słowa; patrzę pod nogi, jakby szukając czegoś zagubionego. powracam do siebie Zakupy, zakupy moja twarz wyraża zadziwienie i spokój, nabieram powietrza. Mapnik Michalin, zestaw długopisów i budzik Westclox zapadam się w swojej pamięci, czuję jego spojrzenie i uwalniam jego wewnętrzne pragnienia.
Wykopałam już sobie kwaterkę milknę; dziwię się słowu, które musiało się jakoś we mnie urodzić. O, przepraszam, naprawdę mi głupio czerwienię się. Państwo są jeszcze za młodzi, żeby ta myśl w Państwu dojrzała. Ja wskazuję palcem na siebie omiatając zebranych przekonującym spojrzeniem wykupiłam już sobie miejsce na naszym cmentarzu… i jestem spokojna o to, co będzie. Przyszłość przecież może być kolorowa skaczę wewnętrznie i tańczę z radości, jestem wolna. Państwo mogą mi w to nigdy nie uwierzyć, ale ja Państwa kocham uśmiecham się szczerze, szeroko. O tym nabieram znacząco powietrza – wypuszczam znacząco powietrza myślę – Państwo pamiętają: to ja, wtedy, wydałam o Państwu dobrą opinię, i nikomu nie pozwoliłam Państwu zaszkodzić. My pauzuję brzozy pauzuję tak mamy.
zastygam jak kłoda, patrzę w jego oczy, wspomnienia we mnie świdrują, jego penis dociera do punktu, z którego nie ma już wyjścia, padam sztywna na podłogę, moje nogi rytmicznie wklepują cenniki do niewidzialnego kalkulatora Kostkarka do lodu: dolar i ćwierć, dolar dwadzieścia pięć, sto dwadzieścia pięć centów, jeden i jedna czwarta dolara, dolar z małym hakiem; lemoniada w proszku leci mu ślina, ślinianki pracują, penis świdruje moje ciałko: piętnaście centów, półtora dajma (nieformalne przeliczenie), piętnaście setnych dolara, punkt jeden pięć dolara jestem rytmiczna, ułożona, dygam i drgam, pracuję całym ciałem, tyle co nic – niecałe dwa dajmy krzyczę w sobie: nic, nic, nic, nic, nic i zapominam, że to nie to samo, co: nie, nie, nie, nie, nie; lampa naftowa (stołowa) i program teatralny oddzielam prawą nogę od lewej i każdą z nich wklepuję do niewidzialnego kalkulatora osobny cennik: dolar pięćdziesiąt, dziesięć centów, dolar i pół, dime, jeden i jedna druga dolara, jedna dziesiąta dolara, półtora dolara, punkt jeden zero dolara, półtora zielonego (potocznie), „mała moneta” / „dycha” (slang) wstaję, wycieram ślinę z twarzy, mlaskam i spluwam, padam sztywna na podłogę; leżę na brzuszku, nogi uginam w kolanach i krzyczę w sobie rytmicznie: nic, nic, nic, nic, nic i zapominam, że to nie to samo co: nie, nie, nie, nie, nie
zastanawiam się Zastanawiam się… przepraszam Państwa za tę egoistyczną dygresję: przedstawiam sobie wewnętrzną dygresję co by było, gdyby tak stara kobieta jak ja jestem starą kobietą, mając – powiedzmy – dwanaście lat mam dwanaście lat, poszła jak Państwo wchodzę do oczu zebranym do teatru na przedstawienie przedstawiam się teatralnie samej sobie, a w nim grałaby taka stara osoba, jak ja jestem starą osobą. Milknę; pozwalam sobie na to milczenie; biegam oczami po zebranych twarzach, wyłapuję w nich te, które mi się podobają, odrzucam te brzydkie – w okularach lub z brodą – z zasady nie ufam eleganckim pacykarzom o wyglądzie przebiegłego szczura (mam do nich jakąś urazę); siadam w sobie, w samej sobie, jestem wyjątkowa i niepowtarzalna, wzdycham, uśmiecham się życzliwie do najbrzydszej twarzy spośród przybyłych; wstaję ociężale z wózka inwalidzkiego na którym mnie tu wwieziono, nie daję po sobie poznać, że dziwię się ich zadziwieniu; obchodzę wózek i siadam spokojnie; kokieteryjnie przykładam dłoń do uśmiechniętych ust, w których nie ma sztucznej szczęki (specjalnie jej nie włożyłam – kocham się w ludzkiej głupocie nakazującej cierpliwe znoszenie fanaberii mojej starości i odnoszenie się z uszanowaniem do mojego życiorysu: bo czegoż to ja nie przeżyłam…) Myślę, że byłabym myślę, że jestem tak samo zaskoczona jak Państwo zaskakują mnie moje słowa.
groźna, mściwa, konająca w rozkoszy i przez rozkosz, prawą ręką wklepuję cennik do niewidzialnego kalkulatora Lakier do paznokci: połowa dolara, pięćdziesiąt centów, „połówka” (slang), pół dolara równo, tyle co za gazetę i kawę; groźna, mściwa, konająca w rozkoszy i przez rozkosz, lewą ręką wklepuję cennik do niewidzialnego kalkulatora karton mleka: dwadzieścia centów, jedna piąta dolara, dwa dajmy, dwie dziesiątki (potocznie), punkt dwa zera dolara; groźna, mściwa, konająca w rozkoszy i przez rozkosz, prawą nogą wklepuję cennik do niewidzialnego kalkulatora plastikowy kubek: pięć centów, nikiel (potocznie, od nazwy monety), punkt zero pięć dolara, pięć setnych dolara, jedna dwudziesta dolara, grosze, dosłownie grosze (obrazowo); groźna, mściwa, konająca w rozkoszy i przez rozkosz, lewą nogą wklepuję cennik do niewidzialnego kalkulatora notes: ćwierć dolara, kwartał / kwaterka, dwadzieścia pięć centów, jedna czwarta dolara, srebrna moneta / ćwiartka (slangowo); groźna, mściwa, konająca w rozkoszy i przez rozkosz, głową stukającą w podłogę czołem lub potylicą – sama tego nie wiem – wklepuję cennik do niewidzialnego kalkulatora ołówek: pięć centów, nikiel (potocznie, od nazwy monety), punkt zero pięć dolara, pięć setnych dolara, jedna dwudziesta dolara, grosze, dosłownie grosze (obrazowo).
Przepraszam, czy ma ktoś z Państwa może zawstydzona grzebień? Czuję się czuję się taka rozczochrana jestem rozczochrana.






