Wiersze tygodnia – Waldemar Michalski

0
75
Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska


Z Toposem pod rękę

Czytam Topos
odwrotność to Sopot
młody poeta pisze
że rozsadza go drzewo gniewu
wolę Różewicza gdy brzozową miotłą
wymiata hazardowe zaklęcia
tak trzeba mówi Machnicki
i kolejnym oktostychem zahacza o gwiazdy
co na to Szymik, Polkowski, Nowosielski
oni na to: ho! ho!
Więc dobrze nam zrobił spacer
z Toposem pod rękę
po wysokim moście bez końca
gdzie fala rodzi niezmiennie
kolejną falę.


Poeci w Oborach

Dwór w porannej mgle
jak biała fregata płynie po zielonej fali
jak kareta na postoju przed wielką rzeką….

Przyjechali z Berlina i Wilna
z Warszawy, Wiednia a także Lublina.
w wysokich komnatach
rozsypały się słowa po kątach
temat wykrzesał ognie
rozwiązały się języki:
„świadomość czy podświadomość”? –
oto jest pytanie –
jak zwykle było dużo poezji
każdy chciał być mistrzem i przewodnikiem
nie było końcowej pointy.

Nagle z lewej strony od drzwi
legionowym krokiem wkroczył Broniewski
teatralnym gestem wskazał palcem na serce
zapanowała cisza…
z prawej od strony portretów jak nimfa
wpłynęła do sali z szalem od stóp po głowę
Iłłakowiczówna
cicho mówiła – więc co, nie słyszeli…
aż przeciąg nagle drzwi frontowe otworzył
stanął w nich odważnie
Słonimski
z białą kartką w części zapisaną
palcami wystukał fragment kajdaniarskiego mazura
i spytał
kto jeszcze nie podpisał?
Oczami pytali:
kto co jak i dlaczego?

Wnet główny wodzirej dał znak:
do koła do koła do koła
jak stali tak ruszyli
noga za nogą głowa za głową
słowo za słowem
w lustrzanych ścianach widzieli swoje twarze
pytali kto to?

Niby liście z dębu za oknem
odpływali  
i ci z Berlina Moskwy Warszawy i Wiednia
także z Wilna i Lublina
w Oborach była już tylko jesień
i cisza.

Obory, Warszawska Jesień Poezji, 17 października 2014 r.


Dwa księżyce w wiślanym lustrze

Chcieliście zimy no to ją macie
kurtka na wacie –
okulary zachodzą mgłą
skafander sztywny jak blacha
hulaj lulaj wesoło
jeszcze jeden zjazd
i do rosołu.

Wiosną wyrosną tu bratki
przyjedziemy na świętego Dyngusa  
kupimy koguta na miodzie
i jak zwykle pójdziemy do Marii
na łyk tureckiej herbaty
przy huculskim piecu.

Pod górę ścieżka się wspina
co było
pozostało
jak dwa księżyce w wiślanym lustrze.


Ponad bariery czasu

Zbyszkowi Strzałkowskiemu –
na pamiątkę zielonej Poczekajki

A jednak przyzwyczajamy się
do miejsc wyznaczanych i stałych
wciąż budujemy gniazda
na wzór i podobieństwo kretowisk:

światło oślepia – zamykamy księgę
bliźni dokuczliwi – nie ma nas w domu
tylko ty Panie ciągle na rozdrożu
ciągle na oścież w otwartej bramie

Wierni jako drzewa ptakom
i gwoździe do ściany wbijane
– wciąż krople żywiczne spływają
z rozdartej na krzyżu rany.

Z wiejskiego kościółka spisuję wyznanie:
Miłujcie ponad bariery czasu – trwajcie
ponad materii znikomość – 
czytamy powtarzamy pamiętamy?


Pozdrowienia z wakacji

Wysyłam mailem
pozdrowienia z wakacji
w załączniku fotka i podpis:
to my
zawiani bałtyckim wiatrem
w asyście mew!
Świat postawiony na głowie
bo kto widział
wysyłać pozdrowienia
bez ślinionego znaczka
i koperty pachnącej świeżą pościelą
w nadziei na rewanż
za słonecznym parawanem.


Białe święta w Warszawie

Ala i Danuta przy jednym stole
nie bliźniaczki choć obie
spod znaku panny
wokół gwarno i słodko
wszak święto od rana
raz na całe życie –
różne bywają miejsca
i różne adresy
strzeliste świątynie
sięgają nieba
i stoły wspólne otwarte  dla chleba
a my ramię przy ramieniu
niby zamknięci w kamiennym forcie
a jednak z wyboru
tylko czasem serca nie staje
i droga nie w porę.


Rany pamięci

W życiu najważniejsze jest życie –
mówił ksiądz Jan Twardowski
czołgi samoloty rakiety
widły siekiery noże
wszystko dobre
co służy woli zabijania
jest Bucza i był Poryck
jest Ługańsk i była Janowa Dolina
jest Donieck i był Wołyń
wypłakały oczy matki
dzieci nie zobaczą ojców
czasy się zmieniają
tylko rany pamięci.pozostają
Przy okazji przypomnienie
z Wyspiańskiego:
Mego dziadka piłą rżnęli
myśmy wszystko zapomnieli!


Stara dobra poezja

Śmierć i miłość chodzą w parze
poema naiwne – niby czarny kot
na dachu
sonet – inna kategoria
jak łyżki rypanie o drewniany talerz
w niebo patrzę
buty słomą wypycham
więcierz na drogę biorę
i pajdę chleba
naiwność z gorączki się bierze
z półki wybieram tom wierszy
w podróży czytam.
Szekspir
ciągle ponad czasem.

Panie, oto jestem
słowem mnie karmisz
i z głodu nie umieram.

 
Wieża z widokiem

Wieża jest z kamienia
żelazem spięta
drewnem wyłożona
wdrapujemy się na szczyt
do nieba daleko
do ziemi jeden krok
za lasem Lwów i wojna
u nas jeszcze wieś spokojna
lato
plaża dzieci rzeka
aż tu słychać ich świergot
to świat motyli i gwiazdki z nieba
nasza wieża
z dnia na dzień z uporem budowana
to wieża Babel
tylko dzieci szkoda…

Krasnobród, lipiec 2023 r.


Z Włodawy

Renesans ma swoje uroki
jeszcze bardziej bo lubelski
u wejścia krucyfiks z epoki
twarz skrzywiona od bólu
i wytarte do kości kolana.
Krucyfiks drugi w bocznej nawie
niby wielki bo sięga sufitu
te same rany
i gwoździe te same.
Jest także krucyfiks trzeci
z tym na golgotę iść choćby razem
miłość za miłość
życie za życie.
Obok w dolinie milczący Bug 
po drugiej stronie rzeki Wołyń
czas w miejscu stoi
– zapomnieć  czy wierzyć
czas leczy rany?
 

Wiosna we Lwowie 

Na wspomnienie Janusza M.

Przed  operą zakwitły forsycje
młodzi jak to we Lwowie
zapatrzeni zakochani przytuleni.
Janusz zapalił świeczkę przed Mickiewiczem
chce żeby mu zrobić zdjęcie z widokiem na operę
(na luzie, w rozpiętej kurtce, z pogodnym spojrzeniem)
grają Nabucco Verdiego ale biletów już nie ma
nie pomoże nawet siła obcej waluty
więc tramwajem na wysoki zamek –
miasto z bajki z koroną tysiąca wież.
Nie urodził się tu a  chce do Lwowa
może to magia Natalki
a jednak nie było im dane popłynąć
kajakiem po Dniestrze
pozostało zdjęcie z operą w tle
i Lwów – który jest a jakby go nie było.


Byli jedno

On ją z bieli rozanielił
Ona już jak chmurka
razem w niebo wstępowali
byli jedno –
stać się miało co się stało.

Wiersze tygodnia redaguje Stefan Jurkowski
stefan.jurkowski@pisarze.pl

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko