Piotr Wojciechowski – CIEŃ OD LAMP ABSURDU

0
58

   Kiedy na tryby mechanizmu położą wielki blok zbrojonego cementu, nie ma co kręcić korbami. Nie zakręcą się przekładnie, nie uruchomią nawijającego linę bębna. W tej sytuacji szkoda oliwy na smarowanie kołowrotu. To nie ruszy. Tak właśnie widzę publiczną rozmowę w Polsce. Blokują ją głosy ignorujące wiedzę o  rzeczywistości i logikę, zaśmiecające język, bezczelnie wrogie poszukiwaniu sensu w domenie opinii. Próby podjęcia dialogu z takimi głosami odbierają godność  próbującym.

  Kiedy myślałem o tej sytuacji, przypomniały mi się zajęcia praktyczne ze  sztuki operatorskiej w łódzkiej szkole filmowej. W każdym kolejnym roczniku dokonywano tego samego odkrycia Początkującym zawsze było mało reflektorów. Zawsze brakowało takich, który rzucałyby nie światło, a cień.

    Nie chcę szarpać korby, która nie ruszy, chce wyjść ze światła lamp świecących cieniem. Najprościej – zwrócić się do prozy, która wyraża dojrzałą myśl i żarliwą pasję. Posłuchajcie fragmentu książkowej recenzji, cytuję: „W myśli współczesnej dochodzi do głosu równocześnie w wielu punktach poczucie, że losy indywidualne nie zamykają się w sobie jako samowystarczalna całość, nie tworzą samoistnego obiegu, w któremby wyrażał się bez reszty, ale że zahaczają o coś szerszego poza swym indywidualnym wypadkiem, wybiegają poza siebie jakąś aluzją, należą do nadrzędnego szeregu, w którym ich indywidualne zaostrzenia i kulminacje rozwiązują się dopiero w figurę i sens właściwy. […] U Nałkowskiej ta nadrzędna rzeczywistość reprezentowana jest  przez jakiś sens zbiorowy, przez dziedziczne immamentne fatum, próbujące w oddzielnych indywiduach nieudolnie coś wybełkotać z głuchego sensu czy bezsensu swej treści”. Koniec cytatu. To Bruno Schulz, okruch z wielkiego szkicu o powieści Nałkowskiej „Niecierpliwi”. Zapewne ostatni opublikowany po polsku tekst mistrza z Drohobycza. Ukazał się  w „Skamandrze” numer sierpniowo-wrześniowy roku 1939.

   Nie jestem pewien, po kim odziedziczyłem ten egzemplarz. Pewnie po matce, razem ze mną i bratem spędziła cały sierpień w Murzasichlu, pod Tatrami. Ojciec, porucznik-lekarz, nie był wtedy z nami. Od miesiąca był już w wojsku, pod Grudziądzem, skąd w pierwszych dniach wojny trafił w kurz i krew bitwy nad Bzurą. Jako komendant pociągu sanitarnego wywiózł rannych do Pruszkowa i tam lokował ich po kolei na oddziałach zakaźnych szpitali. Ocalił przed obozami wszystkich, Niemcy bali się infekcji.

 Ze wzruszeniem przeglądam  karty SKAMANDRA, które stały się symbolem. Piękne wiersze Antoniego Słonimskiego, Zuzanny Ginczanki, Paweł Hertz tłumaczy Andre Gide’a „Pokarmy ziemskie”. Katastrofa klęski wrześniowej i horror okupacji dopisały tej literaturze kontekst pełen grozy, wydobyły z niej wątki prorocze. Oto pierwsza zwrotka wiersza Józefa Łobodowskiego „Do Jerzego Kosacza; cytuję”:

Więdną przygasłe laury na milczących spiżach, / i ranek nad domami przebudził się mglisty…/Tam, daleko od kraju, na brukach Paryża, gdzie wiatr przerzuca karty w kramie bukinisty, gdzie chimera katedry we mgłach średniowiecza/ trwa zasępiona, a niebem wysokim wędrują nieprzerwanie wiosenne obłoki, jak ludzie uchodzący od ognia i miecza.[…]

A oto i ostatnia zwrotka:

Więc tu, gdzie domy na dębowych węgłach/ i ogrody wiosenne pełne pszczół i wiśni/ tu jest to jarzmo, w które nas zaprzęgła/ ciemna boska wyrocznia, a gdy nów zabłyśnie,/ znowu słyszymy czarne skrzydła wiatru,/i martwy popiół, co serca nam zatruł,/ sypie się na cmentarze, na cerkwie, na miasta,/ kładzie się  ciężką warstwą na ludziach i rzeczach, i każde słowo daremnie obrasta/ cieniem, zwycięsko idącym od miecza.

 Koniec cytatu. Mroczna przepowiednia, „ciemna boska wyrocznia” ukryta w tym wierszu o groźbie czarnych skrzydeł wiatru, martwego popiołu, o ludziach „uchodzących od ognia i miecza” sprawdziła się, także w wymiarze osobistym autora , który spędził życie na uchodźctwie.  Jakie to bliskie intuicjom Bruna Schulza, który odnajduje u Nałkowskiej wiarę, że: „ta nadrzędna rzeczywistość reprezentowana jest  przez jakiś sens zbiorowy, przez dziedziczne immamentne fatum”.

Warto jednak przypomnieć, kim był adresat wiersza Łobodowskiego. Jerzy Kosacz, to brat ukraińskiej poetki i tłumaczki Łesi Ukrainki, sam również poeta. Jego wiersze, w przekładach Tadeusza Hollendra ukazywały się we Lwowie w lewicowym miesięczniku „Sygnały”.  Wiersze i dramaty Łesi Ukrainki przekładał sam Łobodowski. Dobrze przeczuł przyszłość polskich i ukraińskich mieszkańców Wołynia.

  Napisałem powyżej, że historia otworzyła dla ostatniego numeru „Skamandra” kontekst o przeraźliwej wyrazistości. Jarosław Iwaszkiewicz opublikował tam przekład wiersza austriackiego poety Franza Theodora Csokora – bez tytułu. Ostatni wiersz w ostatnim numerze Skamandra, to dalszy ciąg profetycznej zgrozy. Cytuję tylko pierwszą z trzech strof o zasypianiu; cytuję:

Każdy wieczór to śmierć. /Przygotuj się do tego,/We śnie twój oddech się rozwieje, /Albo zatrzyma się na zawsze. / Dlatego odpędź wszelką nienawiść/ Przed snem….

Koniec cytatu. Myślę o naszych czasach, naszym pisaniu, naszych publikacjach w miesięcznikach i kwartalnikach. Czasy są niespokojne, wojna za bliską granicą, dużo mówi się o armii, uzbrojeniu, fortyfikacji, minowaniu granic. Jaki kontekst dają te czasy temu, co piszemy, jaki mogą dać jutro? Jutro niepewne.

   Myślę też o jakości naszych dyskusji i rozmów. Złośliwy, bezczelny absurd podawany za prawdę jest chyba kruszeniem fortyfikacji tak potrzebnych wspólnocie nad Wisłą. Może próbujmy dostrzec w polszczyźnie umocnione pogranicze, coś, co trzeba chronić?

   Przyjechał do mnie pisarz wysokiej próby, mój rówieśnik, Jerzy Surdykowski. Przywiózł mi swoją nową książkę, „Eseje sensowne”. Czuł się już źle, odprowadziliśmy go na dworzec, czuł się jeszcze gorzej podczas wielogodzinnego czekania na pociąg do Krakowa. Potem zadzwonił z krakowskiego szpitala. Teraz pracuje nad rehabilitacją,  dalej trzeba się modlić za jego zdrowie.

    Myślę, że to ktoś najbardziej niedoceniany, pomijany w systemie nagród i honorów, najgorzej traktowany przez media i krytykę literacką. Bogata, wyrazista osobowość, mistrz prozy fabularnej, zapoznany szermierz eseistycznych potyczek na drodze ku Polsce roztropnej. Stoczniowiec, marynarz, instruktor alpinizmu, doradca strajków gdańskich, potem dyplomata w Stanach Zjednoczonych, w Tajlandii, Birmie, na Filipinach. W ostatnich latach napisał i wydał serię książek, ważnych intelektualnych i moralnych drogowskazów. „Wołanie o sens” w 2006 roku, potem „Odnajdywanie sensu” w 2017, „Nadzieja na sensowność świata” 2020. Wreszcie ta, od paru tygodni obecna na moim biurku – „Eseje sensowne”. Ten wieloksiąg to nie są łatwe lektury, to próba i wyzwanie – głównie przez odwagę, rozmach, bogactwo argumentów, historycznych paralel i konkluzji – nieraz paradoksalnych. Gdy porównuję tę prozę z publicystycznymi lampami generującymi mrok, dostrzegam jaką szkodą dla życia umysłowego i duchowego kraju jest nieobecność dzieła Jerzego Surdykowskiego w dysputach o narodowym losie. Jak dobrze zrobiłoby polemistom podjęcie rękawicy rzuconej przez tego poszukiwacza sensu. Może  z przynajmniej niektórzy potrafiliby usunąć z trybów mechanizmu rozmowy blokujące bryły pewnej siebie tępoty.

 Myślę, że Jerzy Surdykowski pozwoliłby mi na to, abym ten felieton zakończył cytatem z jego eseju „Logos sponiewierany” – ten urywek tekstu oddaje styl i kierunek jego pisania: „Racjonalność nie jest więc chłodna i bezosobowa, jak ją przedstawiamy, ale bywa gorąca jak miłość albo żądza przetrwania. Co więcej, człowiek panujący nad swoimi myślami, ostrożnie i krytycznie patrzący na swoje przekonania, dociekliwy i ważący swe sądy, a przede wszystkim spragniony dobrze ugruntowanej wiedzy, staje się w coraz większym stopniu świadomy siebie, wolny, dojrzały i obliczalny; zbliża się do Logosu i nim się kieruje. Ale kiedy nie ma w świecie nic stałego, niemożliwa jest zarówno nauka, sztuka, czy nawet moralność. Człowiek nie rośnie duchowo, tylko rozpaczliwie szamoce się w ruchomych piaskach bytu, jak zwierzę w pułapce.” Ośmielę się dodać, że te same skutki dla wspólnoty przynosi blokada sensu – to ona sprawia, że „nie ma w świecie nic stałego”.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko