Irena Kaczmarczyk rozmawia z Alicją Tanew

0
61

Z JAMY MICHALIKA
Płynąć jak rzeka

Jama Michalika, Sala Fryczowska (Zielona) fot. Leszek Mardosz


Irena Kaczmarczyk:  Alu, prowadzisz w Krakowie przy ul. Czarnowiejskiej 93 własną piwnicę artystyczną Scenę ATA. Kiedy postanowiłaś ją otworzyć? Z czym wiąże się jej nazwa?

Alicja Tanew: Po pięćdziesięciu latach łączenia pracy zawodowej jako radca prawny oraz pracy twórczej jako poetka i kompozytorka, dźwięki, które zawsze były akompaniamentem mojego życia, podpowiedziały mi pomysł otwarcia własnej sceny artystycznej.10 lutego 2010 roku przybyli do nas najbliżsi przyjaciele muzycy, aktorzy, piosenkarze i uroczyście otworzyliśmy piwnicę, a ponieważ nie wiedziałam, czy w pomieszczeniu o nagich ścianach będzie jakikolwiek nastrój, pierwsze spotkanie nazwałam „Próbą nastroju”i okazało się, że nastrój zdał egzamin na piątkę. Nagle wszystko nabrało niebywałego rozpędu. Zaczęłam projektować plakaty i tworzyć nazwy cyklicznych wydarzeń. Pomagali przyjaciele, którzy dla Sceny ATA pisali wiersze i kuplety, m.in. aktorka Bożena Adamek do popularnej melodii napisała:

Na Czarnowiejskiej w mieście Krakowie/ jest takie miejsce panie panowie/ gdzie artystyczny światek się zwala/ bo tu jest Ala/ tutaj śpiewają często Skaldowie/ i wiersze czyta Andrzej Grabowski/ muzyką Zięba miłość rozpala/ i śpiewa Ala/ Na Czarnowiejskiej w wieczornej porze/ o szarym życiu zapomnieć możesz/ kochajcie muzy tę piękną salę/ i naszą Alę.

Śpiewali to wszyscy z wielkim rozbawieniem i tak się zaczęło…

Nazwa piwnicy nawiązuje do mojego pseudonimu artystycznego Alicja Tanew. A jak Alicja, TA jak Tanew czyli ATA, a że scena jest moim światłem życia, całość nazwałam Scena ATA.

Podobno w wieku lat dwunastu złożyłaś obietnicę Mickiewiczowi. Stojąc pod jego pomnikiem w Rynku Głównym, powiedziałaś wieszczowi: Kiedyś będę tutaj śpiewała i Kraków będzie mnie słuchał.

Miałam dwanaście lat, gdy w nowej sukience pobiegłam na Krakowski Rynek pokazać się Adamowi Mickiewiczowi. Nikogo nie było w pobliżu. Stanęłam przed pomnikiem i powiedziałam głośno, tak żeby mnie usłyszał:

Kiedyś będę tutaj śpiewała i Kraków będzie mnie słuchał.

Mickiewicz uśmiechnął się do mnie, a ja nagle przestraszyłam się swoich słów. Pomyślałam, jestem sierotą, nikt mnie nie zna, a co będzie jeśli Mickiewicz potraktuje te słowa poważnie? Natychmiast wróciłam, żeby wszystko odwołać, ale pomnik otaczała hałaśliwa gromada turystów i dlatego mnie już nie usłyszał. No cóż, trzeba było dochować przysięgi, wieszcz na pewno wszystko pamięta.

Opowiedz, jak zaczęła się i przebiegała Twoja droga artystyczna?

Urodziłam się w Wadowicach. Wszystko zaczęło się od poety Emila Zegadłowicza, z którym moja rodzina była zaprzyjaźniona. Tak się zdarzyło, że to właśnie mnie, ośmioletniej dziewczynce, ciocia Wisia Ludwikowska podarowała książkę poetycką Emila Zegadłowicza Pokosy, wydaną w 1933 roku, z dedykacją jego córki Halszki Zegadłowiczówny. Myślę, że to było prorocze przesłanie, gdyż po latach zakochałam się w jego powieściach i poezji. Po wczesnym odejściu w zaświaty moich cudnych rodziców, dzieciństwo pełne pytań przebiegało w Bystrzycy Kłodzkiej, gdzie uczyłam się gry na fortepianie i mieszkałam z babcią Katarzyną. Odnalazłam siebie w dźwiękach, one pomagały mi układać smutek na klawiszach. Po powrocie do Krakowa moim wychowaniem nadal zajmowała się ukochana babcia, która pięknie szyła na starym Singerze. Wspominam ją w jednym z wierszy: Może ktoś jeszcze pamięta/ moje sukienki z błękitnego nieba/ które babcia mi szyła latami/ z miłości i też dla chleba.

Czasy mojej młodości to studia na Wydziale Prawa UJ, fascynacja poezją Jesienina, Achmatowej, piosenkami Wysockiego i Okudżawy, a także wierszami Tuwima, Gałczyńskiego, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Haliny Poświatowskiej, Agnieszki Osieckiej. Należałam wtedy do Kabaretu Piosenki Studenckiej „Sowizdrzał”, skąd pierwszy raz popłynęła w świat moja piosenka skomponowana dla Andrzeja Piaseckiego, Romans na pół rosyjski, wykonana przez niego w Klubie Studenckim „Żaczek”, w radiowym wydarzeniu, jakim było „Spotkanie z Balladą” w reżyserii Michała Bobrowskiego, które po pewnym czasie zamieniło się w popularną audycję telewizyjną, gdzie też śpiewano moje piosenki. Byłam wzruszona, gdy wykonanie Romansu zapowiadali Krzysztof Materna i Marek Pacuła, a publiczność słuchała jak zaczarowana. W siedemdziesiątych latach na Festiwalu „Fama” w Świnoujściu mój Romans usłyszał Mieczysław Święcicki, artysta Piwnicy pod Baranami i zaśpiewał go w Telewizyjnej Giełdzie Piosenki, zdobywając pierwszą nagrodę w 1972 roku. Właśnie przed tym telewizyjnym wykonaniem musiałam natychmiast wymyślić swój pseudonim. Lustro uświadomiło mi, że jestem złożona z tańca i miłosnego zewu, połączyłam te dwa elementy i napisałam na kartce „Tanzew”. To źle brzmiało, skreśliłam „z” i usłyszałam melodyjność w słowie „Tanew”, i tak już zostało. Dopiero po latach odkryłam, że Tanew to nazwa rzeki na Zamojszczyźnie, o czym nie miałam pojęcia. W ten oto zaskakujący sposób jestem rzeką i wciąż płynę…

Po sukcesie Romansu na pół rosyjskiego nastał okres współpracy z Mieczysławem Święcickim. Stworzyliśmy scenariusz spektaklu poetycko-muzycznego Niedokończony romans, do którego napisałam kilka romansów cygańskich. Spektakl ten wyemitowała Telewizja Łódzka w 1974 roku. Wykonawcami byli Ludwik Benoit, Elżbieta Starostecka i Mieczysław Święcicki, była to opowieść o rozdartej miłości. Mieczysław Święcicki wykonywał moje piosenki także w Telewizji Warszawa w programie Nie bójmy się jesieni, w popularnych radiowych Wieczorach przy mikrofonie i w Piwnicy pod Baranami. W tamtym czasie również Michał Bobrowski zaproponował mi współpracę z Telewizją Kraków i w jego reżyserii powstał kolejny spektakl Całe nieba słów, składający się z moich piosenek, śpiewanych m.in. przez Renatę Kretówną, Ewę Czajkowską, Krzysztofa Jędryska i został wyemitowany w Telewizji Kraków w 1985 roku. W 1991 roku aktorka Monika Niemczyk, w kolejnym telewizyjnym spektaklu poetycko-muzycznym Marzenia całkiem zwyczajne w reżyserii Andrzeja Maja, śpiewała kilkanaście moich piosenek.

Występowałam na różnych scenach w kraju i na świecie, m.in. w Wenezueli, w Bostonie i na Haiti. W Krakowie śpiewałam w Śródmiejskim Ośrodku Kultury przy ul. Mikołajskiej 2, w Salonie Artystycznym Mieczysława Święcickiego w Klubie Dziennikarzy „Pod Gruszką”, w Teatrze im. J. Słowackiego, naScenie Moliere, w Centrum Kongresowym ICE, Audytorium Maximum UJ. Występowałam w zamkowych komnatach: w Sandomierzu, Brzegu, Niepołomicach, Szymbarku; w pałacach: w Ostromecku, Rogowie Podlaskim, w Pałacu Działyńskich w Poznaniu, a także: w Dworku Marii Konopnickiej w Żarnowcu, w Galerii Rzeźby Sleńdzińskich w Białymstoku, Browarze B we Włocławku, w Gorzowie Wielkopolskim Na Zapiecku, w Klubie Księgarza w Warszawie i na scenach innych miast: w Ciechanowie, Chmielnie, Olsztynie, Opolu, Lublinie, Bystrzycy Kłodzkiej, Lądku Zdroju, Łodzi.

Niezapomnianym przeżyciem były moje występy podczas rejsu statkiem Stefan Batory w roku 1984. Do dziś słyszę słowa kapitana: Pani Alicjo, od 14. lat jestem kapitanem tego statku i nigdy jeszcze nie słyszałem takiej ciszy podczas występów piosenkarzy, których tu przewinęły się krocie. Jestem pod ogromnym wrażeniem Pani recitalu i pomyślałem, że gdyby na statku pojawiła się mucha, kiedy Pani śpiewa, ona też by ucichła.

Dla takich chwil warto żyć… jak śpiewa Jan Jakub Należyty, z którego piosenkami nieraz przeskakiwałam przez kałuże losu.

Rzeczywiście, dla takich chwil warto żyć. Niesamowicie gęsta jest Twoja droga artystyczna. Zaowocowała autorskimi płytami…

Wydałam trzy autorskie płyty z piosenkami: …i tak to było! (1999), Moment (2011), Przebudź mnie (2021). Ta ostatniazawiera nagrania autorskiego recitalu LIVE Wiosna, Lato, Jesień, Zima na dwa fortepiany z Walentynem Dubrowskim. Jest śladem niezapomnianych wieczorów poetycko-muzycznych na Scenie ATA.Zostawiłam w nich zapis odcieni własnego życia.

Wydałam też dwie płyty bajkowe z piosenkami: Noc w mrowisku czyli leśna przygoda Honoraty – czyta aktor Tadeusz Zięba i Zaczarowany Fortepian – czyta aktor Artur Dziurman. Jestem autorką tekstu i kompozytorką Hymnu Stowarzyszenia Krakowskiego Komitetu Zwalczania Raka, którego premierowe wykonanie z moim akompaniamentem na fortepianie i Michała Chytrzyńskiego – skrzypce, miało miejsce 8 marca 2020 roku podczas Gali Artystycznej w sali Audytoryjnej Centrum Kongresowego ICE w Krakowie. Z tym Hymnem wydałam płytę pod patronatem medialnym Miasta Kraków. W latach 2000-2015 kilkakrotnie byłam finalistką Ogólnopolskiego Przeglądu Piosenki Autorskiej OPPAw Warszawie.

Wróćmy do Twojej Piwnicy. W repertuarze promujesz poetów, aktorów, artystów. To chyba nie wszystko… Co jeszcze dzieje się na scenie u Ali Tanew?

To trudno opowiedzieć, bo jak objąć 14 lat działania Sceny ATA w kilku słowach. Bezcenne były spotkania z ludźmi z różnych dziedzin kultury, sztuki, religii, filozofii, polityki, nauki. Wszystko działo się w cyklach tematycznych. Największą popularnością cieszyły się spotkania: Alicja Tanew i jej Goście, Rozmowy beztajemnic, Wieczory z dobrą piosenką i Szkice twórczego uporu. Corocznie w czasie Krakowskich Nocy odbywały się Noce Teatrówi Noce Poezji,a także spektakle w ramach Letniego Festiwalu SteN-u. Do tradycji należały wieczory100 lat bardowskiej poezji rosyjskiej, Zaduszki poetyckie, Opłatkowe spotkaniaBożonarodzeniowe, Noworoczne kolędowanieczyBajki dla dzieci w każdą niedzielę i naDzień Dzieckaoraz Recitale piosenki autorskiej. Często też miały miejsce występy niespodziewanych gości z kraju i zagranicy oraz koncerty gitarowe i taneczne. Scena ATA to także wystawy malarstwa, fotografii i rzeźby.

Na deskach sceny gościłaś m.in. prof. Bolesława Farona, śp. dr. Stanisława Dziedzica. I kto jeszcze z twórców, artystów bywał na Czarnowiejskiej 93? Prowadzisz Kronikę wydarzeń? Zachowujesz autografy zacnych gości?

Każde spotkanie to indywidualność, zarówno poprzez osobę, jak również temat i tytuł wydarzenia. Oprócz wspaniałych osobowości, które wymieniłaś trudno mi przedstawić wszystkie ważne postacie artystycznego świata, bowiem było ich tak wiele, ograniczę się zatem do następujących: Bożena Adamek, Lidia Bogaczówna, ksiądz Adam Boniecki, infułat Jerzy Bryła, Kinga Chromy, prof. Andrzej Chwalba, Bronisław Cieślak, Mieczysław Czuma, Artur Dziurman, prof. Waldemar Hładki, Aldona Jankowska, Krzysztof Jędrysek, prof. Wojciech Ligęza, Wojciech Markiewicz, Leszek Mazan, Andrzej Pacuła, Beata Paluch-Zarycka, Krystyna Podlewska, Jan Poprawa, Michał Półtorak, Krzysztof Stawowy, prof. Franciszek Ziejka, Anna Żebracka-Prus; poeci: Józef Baran, Marzena Dąbrowa Szatko, Eligiusz Dymowski, Dominik Górny, Franciszek Klimek, Krystyna Konecka, Joanna Pociask-Karteczka, Michał Zabłocki, Kalina Izabela Zioła, a także śpiewający artyści i zespoły: Marta Bizoń, Lidia Jazgar i Ryszard Brączek, Agnieszka Grochowicz, Stanisław Klawe, Jan Jakub Należyty, Bogusław Nowicki, Agnieszka Rosnerówna i Edward Zawiliński, Andrzej Sikorowski, Andrzej i Jacek Zielińscy Skaldowie, Basia Stępniak-Wilk, Vladimir Stockman, Hanka Wójciak, Tadeusz Zięba i inni.

Wyobraź sobie, że pewnego dnia Scenę ATA nawiedziła grupa trzynastu przedstawicieli mediów chińskiego radia i telewizji. Mój koncert autorski był tłumaczony i kiedy na końcu zaśpiewałam Zadumkę poetycką, której refren brzmi: do dna, do dna … tłumaczka wyjaśniła, że do dna to znaczy, że pije się wino do dna,więc przy każdym kolejnym refrenie oni gremialnie biegli po lampkę wina, na szczęście wina nie zabrakło. Na pożegnanie podarowałam wszystkim moją płytę Moment z autografem „Alicja do dna”, słowo Tanew było dla nich nieosiągalne. Do tej pory Kronika Sceny ATA obejmuje cztery tomy, które są pełne emocji, wspomnień, wzruszeń, wierszy okazjonalnych, osobistych wynurzeń i autografów wybitnych ludzi.

Zaznaczyłaś więc swoje miejsce na artystycznej mapie Krakowa, współtworząc kulturę Pod Wawelem. Doceniło to Miasto Literatury i otrzymałaś, m.in. z rąk prezydenta Jacka Majchrowskiego odznakę Honoris Gratia. Czujesz się dumna? Doceniona?

Nigdy nie traktowałam nagród poprzez pryzmat dumy. To niewypowiedziana radość, gdy szacowne gremium docenia działanie i twórczość, szczególnie w takim mieście jak Kraków. Odznaka Honoris Gratia jest dla mnie znacząca, gdyż otrzymałam ją z okazji jubileuszu pięćdziesięciolecia działalności artystycznej podczas mojego koncertu promującego płytę autorską Moment na Scenie Pod Ratuszem w 2012 roku.

A inne ważne nagrody i odznaczenia?

Równie cenne są dla mnie:

I Nagroda w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. Emila Zegadłowicza, Srebrny Medal Towarzystwa im. Hipolita Cegielskiego w Poznaniu LABOR OMNIA VINCIT za Krzewienie Idei Pracy Organicznej, Nagroda Pracy Organicznej im.Marii Konopnickiej za zasługi dla kultury polskiej,IANICIUS za oryginalną twórczość literacką i artystyczną, Feniks2017 za niezwykłą ekspresję artystyczną, Złota Odznaka Prometeusza przyznana przez Kapitułę Fundacji Prometeusz Pro Publico Bono za bajki muzyczne, a także medal Polonia Menor w podziękowaniu za znakomitą działalność artystyczną oraz wkład w budowanie potencjału kulturalnego Krakowa i Małopolski.

Po kim odziedziczyłaś talent i artystyczną charyzmę?

Pytasz o talent. Myślę, że mam go po tacie Adamie Brzeźniaku, który był inżynierem architektem i po śmierci mojej mamy Antoniny, gdy miałam trzy lata, szukał nowego miejsca w życiu. W roku 1946 miejscem tym stała się Bystrzyca Kłodzka. W naszym salonie przy ulicy Orężnej 10 odbywały się wieczory muzyczne. Tata grał na wielu instrumentach: pianino, skrzypce, gitara. Pamiętam artystki z Opery Wrocławskiej, którym tata akompaniował i pięknie śpiewał. Mam zachowany, jako bezcenny talizman, jego stary notes z kompozycjami. Kiedy zabrakło taty, miałam siedem lat, nikt mi nie wytłumaczył okrutnej prawdy, czas wyżłobił we mnie niezatarty żal i nadzwyczajną wrażliwość. Wcześnie zaczęłam pisać piosenki, to była moja ucieczka w wymyślony świat.

Scena w ACIE nie jest większa niż ta w Jamie Michalika. Nie chodzi tu jednak o metraż, ale o atmosferę, którą Ty potrafisz stworzyć, rozpoczynając od tradycyjnego dzwoneczka, a kończąc na wspólnym zdjęciu i lampce wina. Wnętrze ATY przypomina wystrój Piwnicy Pod Baranami. To Twoja aranżacja?

Istotnie, na Scenie ATA wszystko zaczyna się od dzwoneczka powtarzanego trzy razy, potem uroczyste powitanie i zaproszenie do wspólnego wieczoru. Po spektaklu długie dyskusje, lampka wina i koniecznie wspólne zdjęcie, aby upewnić się, że to nie był sen. Architektura wnętrza piwnicy to pierwsze w tej dziedzinie moje i męża Zenona Żebrackiego dzieło, z którego jestem dumna. Wspominałam już, że na początku były tylko nagie ściany z czerwonej cegły z jednym dużym obrazem witającym gości. Z czasem zaczęły się pojawiać kolejne eksponaty: stylowe abażury, zdobny parawan, wiekowa lampa, stare pianino, stolik nakryty welurowym obrusem, przy którym zasiadają kolejni goście. Na ścianach plakaty z moich koncertów. W piwnicy jest dużo domowych pamiątek oraz podarowanych pięknych wazonów, obrazów, różnych eksponatów, rzeźb i niezliczona ilość aniołów, które mają strzec mnie i Sceny ATA. Scena ATA to nie tylko sala główna, ale także foyer z książkami, obrazami, bibelotami i tzw. „Dziura”, czyli miejsce z dużym lustrem dla artystów. Aktor August Kowalczyk, który m.in. grał rolę wójta w filmie „Chłopi” Jana Rybkowskiego, gdy przyszedł tu pierwszy raz, powiedział: Droga Pani zapewne wie, że w wielu miejscach bywałem, ale tutaj jest jakaś nieodgadniona tajemnica, która w sposób szczególny działa na wyobraźnię. Zawsze będę pamiętała jego słowa i głos.

Pięknie i obrazowo opisałaś Scenę ATA. Ale nie zaprzeczysz, że zainteresowanie mass mediów spowodował Twój talent i zjawiskowy wizerunek sceniczny. Jak zaczęła się Twoja wieloletnia współpraca z Radiem Kraków?

Współpraca z Radiem Kraków rozpoczęła się w 1981 roku od awantury o mój wiersz A ten żagiel z obcą muzyką, wyemitowany na antenie bez autoryzacji. Po przeprosinach reżysera radiowego, Wojciecha Markiewicza, zostałam zaproszona do współtworzenia artystycznych audycji radiowych z udziałem znakomitych aktorów scen krakowskich. Przez lata powstało tych audycji bardzo wiele. Te najważniejsze to: Przybieżeli po niedzieliaudycja na Boże Narodzenie w roku 1982 oraz Portret Rodzinny we wnętrzu – wzruszające opowiadanie o moim życiu z muzyką w reżyserii Wojciecha Markiewicza. Pisałam też bajki z piosenkami, a pośród nich bajkę LisiaKrólewna, w której zaśpiewały ze mną moje córki: Ala i Natasza. W Radiu zostawiłam część radosnego i twórczego życia, mnóstwo nagrań i kompozycji fortepianowych, stanowiących oprawę muzyczną wielu audycji i słuchowisk.

Alu, jesteś kompozytorką, wokalistką i poetką zrzeszoną w Krakowskim Oddziale Związku Literatów Polskich. W której z tych ról lubisz siebie najbardziej?

Moja obecność w literaturze zawsze układała się na tle dźwięków, one są pierwsze, potem słowa. Fortepian i ja to nierozłączny duet, muzyka jest najciekawszą podróżą, nigdy nie wiem, co przede mną odkryje. W niej brzmi moja przeszłość i przyszłość i chociaż ma wymagającą osobowość, nigdy nie wyznacza mi granic, mogę biec, dokąd zechcę. Na klawiszach wyznań nikogo nie naśladuję, rozdaję prawdę życia i tak nasycona jeszcze bardziej jestem sobą. Wychodząc na scenę wiem, co chcę przekazać i co zostawić.

Mój poetycki świat to krótkie, sentencjonalne wiersze. Chcę mówić tak, żeby można było mnie zrozumieć. Poezja powinna być podana na srebrnej fantazyjnej tacy, jako wyjątkowy eliksir myśli. Kocham słowa, gdy pod kopułą księżyca nagle budzą mnie ze snu. Ten nocny rytuał jest tajemnicą. Wspaniale jest rozdawać zwierzenia, nastroje, zamyślenia, blaski emocjonalne… Ważne, żeby został ślad.

Ile tomów poetyckich wydałaś? Wiem, że najnowszy zbiór jest aktualnie tłumaczony na język francuski przez Monique Bronner. Jaki nosi tytuł?

Chronologicznie wydałam sześć książek poetyckich: Zamienię kurtkę na miłość (1994), Zbieranie przecinków (2007), Krople z innego snu (2011), Szkice na wietrze (2014), Późniejsza dziewczyna (2020), Kamień zachodzącego słońca (2021) i dwie bajki Noc w mrowisku czyli leśna przygoda Honoraty (2008) i Zaczarowanyfortepian (2017).Ponadto w ramach projektu Fundacji „Sceny ATA”, którą prowadziłam przez ponad 5 lat, wydałam zbiór wierszy młodzieży zatytułowany Tonacje młodości (2016).

Wiersze tłumaczone na język francuski są jeszcze w trakcie opracowania, w zamyśle będzie to wybór wierszy ze wszystkich moich książek poetyckich. Odnośnie tytułu jeszcze nie jestem pewna, zostawiam to do przemyślenia. Późniejsza dziewczyna już została przetłumaczona przez pedagoga i tłumacza Tomasza Sawickiego na język angielski Later girl (2022), wydana w zielonym kolorze z przewrotnym przesłaniem: Miłość jak wieczność/ a to trochę długo.

Moja poezja jest miłosnym tchnieniem. Pomiędzy wnikliwe podpatrzenie wpisuję dystans do rzeczywistości, bo tak łatwiej oddychać. Wyjątek stanowi Kamień zachodzącego słońca, z ciemnością światła, kiedy w drzwiach nagle staje śmierć i nadchodzi czas „bez obecności 2019”, a za nim spieszy czas „bez powietrza 2020”:

Odejście/ to tylko słowo/ i aż krok/ filozof tłumaczy/ cisza milczy/ Pan Bóg za daleko.   

Z zawodu jesteś radcą prawnym. Mówisz, że zdarzało Ci się pisać wiersze na okładkach sądowych podczas rozprawy, a Twój wywód sądowy miał w sobie niekiedy poetycki rys. Czyżby Twoje poetyckie zapiski na rozprawach znaczyły, że nie do końca czułaś się dobrze w todze i wolałaś zwiewne sceniczne kreacje?

Były takie sytuacje w procesach sądowych, gdy rozprawa nadmiernie się przedłużała, wtedy na odwrocie protokołów zapisywałam wiersze, które podpowiadała sceneria za oknem sali rozpraw albo inspirująca sytuacja. Po pewnym czasie w biurku miałam już specjalną teczkę z napisem Wiersze. Nieraz mój wywód sądowy nawiązywał do poetyckich cytatów albo do tzw. myśli wielkich ludzi, czym rozpraszałam tok procesu i uzyskiwałam zamierzony efekt. W todze czułam się znakomicie, w niej można było ukryć swoje wnętrze albo nieuprasowaną poetycko spódnicę i też przybrać teatralną pozę. Toga to przyczynek do dumy z wykonywanego zawodu radcy prawnego.

Natomiast zawsze nęciło mnie, żeby na wieczory poetyckie i recitale ubierać się w suknie lekkie i zwiewne. Strój unosi, czaruje, zadziwia, jest uzupełnieniem scenicznym dla łatwiejszego przekazu. Prawo i artyzm to nierozłączne role mojego istnienia.

Powiedz, jak potrafiłaś pogodzić swoje liczne pasje z wychowywaniem trójki dzieci?

Mam wielkie szczęście, że moje trzy córki Katarzyna, Natasza i Alicja są nadzwyczajne. Ich mądrość i podpowiedzi były moją odwagą, ich radość moją siłą. Przetrwałam dzięki temu, że na swojej drodze spotykałam ludzi z wielkim sercem. Pracowałam jako radca prawny na pół lub ćwierć etatu w różnych przedsiębiorstwach, spółkach, spółdzielniach w Krakowie i w odległych miejscowościach. Sama nie wiem, jak to było, że zmęczona nie zgubiłam daru tworzenia, a kiedy w telewizji czy radiu pojawiała się moja audycja, to w domu było szaleństwo, wielkie święto z kwiatami i tortem z masą prowansalską. Mijały lata różnych barw. Wygrane rozprawy przynosiły satysfakcję, zapewniały byt, a dokonania artystyczne uskrzydlały codzienność.

Pomimo upływu lat, jeśli tylko pojawiasz się na scenie, bije od Ciebie młodość. Podasz receptę na utrzymanie takiej kondycji?

Zawsze prowadziło mnie moje motto:

Niech nikt nie próbuje wyrywać kwiatów z moich marzeń.

Nie mam recepty, żadnego złotego środka, kocham ludzi i świat. Godziny biorę za dar losu i jeśli jestem niepoprawną wariatką z dominującą radością życia, to niech tak będzie zawsze, niech nieustannie nawiedzają mnie podszepty wyobrażeń, słów, dźwięków, niech rosną tony rozrzuconych kartek. Chcę żyć bez skalpela nudy i nigdy nie zgubić zachwytu.

Twoje piękne liryki nie uskarżają się na przemijanie. Są subtelne, świeże, urzekają metaforami…

Bardzo cieszę się, że tak postrzegasz moją poezję. Przeszłość to spotkania z sentymentem, ale przychodzi taki czas, kiedy trzeba przewietrzyć wspomnienia. Skoro wiemy, że przemijanie jest nieuniknione, to w każdym dniu trzeba szlifować szczęście:

Chcę przebiegać po słowach/ jak po minutach/ łagodnie bez zegara,

Nigdy nie wytnę wspomnień z fotografii/ bez nich jestem naga.

Za kilka dni wyjeżdżasz na miesiąc do Saint Malo w Bretanii, a potem do Brukseli. Czy podróże inspirują Cię artystycznie?

Długie życie, dużo podróży, a tyle jeszcze do podziwiania… Była Wenezuela i Caracas w czasie największej prosperity (1981), Wyspy Kanaryjskie, Londyn, Paryż, Rotterdam, Malaga, Santiago de Compostela, Lizbona, Tanger, Casablanca, Rabat, Miami Beach, Boston, Chicago, Haiti i Jacmel, Praga, Drezno, Budapeszt, Mamaja, Bruksela, Sardynia Alghero, a teraz będzie Bretania i wyspa korsarzy Saint Malo. Jak widzisz, wiele udało mi się zwiedzić, ale raczej zbierałam opisy zabytków, historyczną przeszłość miejsc, nieznane zachowania przyrody, chociażby przypływy i odpływy oceanu. Najbardziej zafascynowała mnie wyspa Haiti, to coś zupełnie wyjątkowego. Konglomerat różności. Egzotyka. Dla Haiti, napisałam kilka wierszy: Na Haiti żar słońca zamieniał myśli w płomienie/ długonogie palmy strzegły czarnej plaży/ pozwalając tylko cieniom na kryjówki zmroku/ białe stopy na czarnym piasku/ myliły strony świata w tajemnicach oceanu/ każdy krok w rajską namiętność był podniebny/ i zastawiał pułapkę odurzenia.

Zatrzymałam na pamiątkę bilet samolotowy, na którym podczas powrotnego lotu zapisałam tekst i muzykę nowej piosenki Moje Haiti, to są moje powroty.

Nie dziwię się Twemu zauroczeniu Haiti, gdyż ja doznałam podobnych wrażeń na Jamajce, a to przecież sąsiadujące wyspy na Karaibach. Wylądujmy jednak w Sali Fryczowskiej, gdzie na Górce oprócz fortepianu wisi na ścianie duża karykatura Kazimierza Sichulskiego. Zenon Pruszyński opisuje ją tak: Duży obraz olejny na płótnie artysty malarza Kazimierza Sichulskiego KTO WIĘCEJ ZASŁUŻYŁ SIĘ DLA SZTUKI? przedstawia prymitywną wagę, języczkiem u niej jest postać Dyrektora ASP Prof. Teodora Axentowicza, w gronostajach. Na jednym końcu wagi siedzi Dropiowski Jan, właściciel składu fortepianów i handlu obrazami o minie pewnej z cygarem niedostępnym, z kieszeni wygląda mu artysta malarz Stefan Filipkiewicz, ze swojemi znanymi śnieżkami w garnuszku. Po przeciwnej stronie skromnie siedzi Jan Apolinary Michalik, pod pachą ma parasol o rączce zakończonej głową artysty malarza Karola Frycza, a na nitce unosi się zielony balonik, godło zespołu kabaretu. Ta strona wagi przeważa. Alu, gdybyś swoje pasje położyła na szalach owej wagi, która z nich przeważyłaby?

Skoro od lat płynę dźwiękami, to zdecydowanie muzyka, która jest moją poezją życia, bo jestem pewna, że zaczepiłam włosami o niebo.

Jakie są Twoje wspomnienia związane z Jamą Michalika?

Lata dziewięćdziesiąte to trochę dawno, Jama Michalika zawsze była bardzo modna i do dobrego tonu należało tam bywać, wieczorami występowali aktorzy i piosenkarze. Odbywały się wieczory poetyckie, w których brałam udział, ale też kilka razy występowałam z własnym spektaklem Zamienię kurtkę na miłość, który miał formę sceniczną monodramu z autorskimi piosenkami. Pamiętam, jaka byłam zaskoczona, kiedy po występie pewien pan gratulując mi powiedział, że przyjechał z żoną z Gdańska, aby swoją piętnastą rocznicę ślubu spędzić w Krakowie i nie wiedział, na co się zdecydować w tym mieście pełnym atrakcji. Zaintrygował go tytuł spektaklu i po jego obejrzeniu stwierdził, że to był świetny wybór. Potem zaproszono mnie na kawę z pysznym ciastkiem. To były niezapomniane, miłe momenty. Były też inne, kiedy fatalnie działało nagłośnienie i ktoś musiał stale przy nim czuwać, czy rozstrojone stare pianino… Ale jakie to miało znaczenie, kiedy występowało się w Jamie… Teraz, od paru lat odbywają się tu cykliczne spotkania radców prawnych. Przytoczę jeszcze jeden akcent „Michalikowy”, który stał się już tradycją. Kiedy odwiedzają mnie znajomi z zagranicy czy z innych miast, zawsze proponuję Jamę Michalika, to nie tylko historia, ale miejsce z czarownie wystylizowanym wnętrzem przeszłego wieku. To Kraków!!!

Alu, reasumując, które z Twoich wydarzeń artystycznych są dla Ciebie najcenniejsze?

Najcenniejszych wydarzeń było wiele, ale wymienię tylko cztery:

Otwarcie wraz z przyjaciółmi własnej piwnicy artystycznej Sceny ATA w roku 2010, które było niewiadomą, pełną pytań:

Scena ATA/ Scena życia/ z pasji, uporu, marzeń/ wyśpiewane sny/ spowiedź, rozgrzeszona miłością/ na styku przeznaczenia/ i łzy.

Koncert z zespołem muzycznym Scena pod Ratuszem w 2012 roku, połączony z premierą autorskiej płyty Moment, zorganizowany z okazji pięćdziesięciolecia pracy artystycznej z udziałem znakomitych artystów aktorów, piosenkarzy, poetów.

Słowo/ dotyk/ dźwięk/ to tylko moment/ już wiem.

Mój Benefis z udziałem zespołu Skaldów w 2018 roku w mieście mojego dzieciństwa Bystrzycy Kłodzkiej, zorganizowany przez miasto i połączony z wydaniem przez miasto płyty Moja Bystrzyca, na której śpiewam piosenkę: Bystrzyca to moje miasto/ od słońca i od księżyca/ Bystrzyca to moje miasto/ po to jest/ żeby zachwycać.

Koncert Życie i sny w 2021 roku z okazji moich osiemdziesiątych urodzin w Nowohuckim Centrum Kultury, w którym wystąpili artyści z całej Polski. Zamknęłam go puentą:

Dziękuję życiu, że wciąż prowadzi ze mną konwersacje, przez co oddycham, chłonę świat i tworzę.

Pozwolę sobie jeszcze na małą prywatę. Otóż w moje 82. urodziny usłyszałam takie życzenia:

Mamusiu, jesteś naszą wiosną, taką wiosną, że to jest aż nielegalne.

Doprawdy, piękne i poetyckie są te życzenia! Alu, dziękuję Ci serdecznie za przybliżenie Twoich osiągnięć i życzę kolejnych imprez artystycznych w Scenie ATA. Niech dzwoneczek jeszcze długo dzwoni otwierając kolejne spektakle. Krakowianie kochają takie miejsca pulsujące artystycznym życiem.

Irenko, to piękne życzenia, zabieram je ze sobą, będą przesłaniem dla tego wszystkiego, co jeszcze mi się śni.

Dziękuję, że zaprosiłaś mnie do wyznań w gronie niezwykłych osobowości, tylko nie zapominaj, że sama jesteś poetką wykwintnej, subtelnej frazy, a to, że podjęłaś się trudu opracowania i wydania tej „Michalikowej świetności”, jest godne podziwu. Życzę Ci finałowego sukcesu i do spotkania w Scenie ATA z prezentacją Twojej wyjątkowej książki.

Jama Michalika, Sala Fryczowska (Zielona), 20.03.2024

Jama Michalika -widok na Salę Czerwoną (starą)
Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko