Strona główna Rok 2026 Nr 607 Jerzy Hajduga – Ołtarz i scena

Jerzy Hajduga – Ołtarz i scena

0
70

Miasto Drezdenko na Ziemi Lubuskiej, a w nim neogotycka perełka – kościół. Przez lata był tu wielki piec, który ogrzewał kościół. Gdy kilkanaście lat temu wymieniono stare ogrzewanie na centralne, piec usunięto. Pozostały gołe cegły, widoczne rury, gdzieś tam w kącie jeszcze długo poniewierała się łopata na węgiel. Aż niepostrzeżenie to miejsce szybko przemieniło się w magazyn na figury i rzeźby, wszelakie dekoracje po uroczystościach kościelnych. Ten widok wzbudził we mnie żal za czymś, a może przed czymś… W końcu wyobraziłem sobie tutaj najzwyczajniej – teatr: scena (gdzie stał piec) położona niżej, wokół widownia, jak w amfiteatrze.

Po niedługim czasie marzenie zaczęło się spełniać. Spotkałem Bartka Bandurę, aktora Teatru Osterwy w Gorzowie, który pochodzi właśnie z Drezdenka. W tutejszym Centrum Promocji Kultury prezentował na scenie między innymi moje wiersze z tomiku „Rozerwanie nieba”, ale miał trochę problemów z organizacją prób. Po spotkaniu mówię do Bartka: słuchaj, ja mam tu taką fajną kotłownię. On otworzył szeroko oczy i zapytał tylko, czemu dopiero teraz o tym mówię. Zapewniłem, że będzie tu mógł działać niezależnie, dałem klucze, i tak się zaczęło.

Bartosz Bandura szybko wystawił w Kotłowni coś, nad czym pracował bardzo długo: monodram „Pogodzić się ze światem” na podstawie wspomnień Edwarda Stachury. Miejsc tu 50, a przyszło 70 osób. Miejsc jest niewiele, widzowie siedzą praktyczne twarzą w twarz z aktorem. W lokalnej prasie pojawiła się recenzja spektaklu. Nie sądził, że będzie aż takie zainteresowanie. Po spektaklu porozmawiał z publicznością. Opowiedział, że tu właśnie powstał nowy teatr, że średnio raz w miesiącu będziemy tu wystawiać sztukę, raczej krótsze formy, oraz organizować inne kulturalne wydarzenia. Gościliśmy w ramach spotkań autorskich aktorów, między innymi Jana i Błażeja Peszków, Michała Anioła i Stanisława Górkę, w drodze do Krakowa zatrzymał się poeta Marcin Świetlicki, przybył na zaproszenie Tomasz Jastrun.

Kotłownia rozpaliła się premierami, Bartek zapraszał swoje koleżanki i kolegów z teatru Gorzowskiego na scenę w Kotłowni. Szybko całe miasto dowiedziało się o tym miejscu, zaczęło brakować krzeseł na widowni. Nowe kontakty, nowe pomysły na roziskrzenie kotłowni. I wybuch – szalejącej wówczas zarazy. Covid. Trudny czas, ludzie nagle pozamykali się w domach, na ulice wychodzili w maseczkach, jak najdalej od siebie. Czas do przeżycia, dla wielu nie. Dla mnie, kapłana, to trud wejścia do świątyni bez parafian, strach pójścia do szpitala w posłudze cierpiącym i umierającym. I już chyba koniec, pomyślałem sobie w cichości o teatrze.

W podziemiach kościoła, i to dokładnie pod głównym ołtarzem – teatr. Ta bliskość do dzisiaj wywołuje we mnie wspomnienia z lat dzieciństwa. Pamiętam, kiedy sam po raz pierwszy zbudowałem w pokoju ołtarz i zacząłem się bawić w księdza. Wtedy dużo musiałem mieć na sobie szat, koniecznie powłóczystych. Brat był ministrantem, a schorowana babcia jedyną osobą, która na to patrzyła ze spokojem. Z czasem zacząłem nieśmiało śpiewać, wolałem jednak mówić wzruszająco kazania. Na ten czas brat siadał na łóżku przy nogach babci, która co jakiś czas sięgała po chusteczkę do ocierania łez. Gdy kończyłem swoje występy, napięcie w nas opadało, przełykaliśmy ślinę i wycieraliśmy spocone z emocji dłonie. Brat nieśmiało chciał prosić o powtórzenie, ale zaraz babcia przywoływała go do porządku, że wystarczy raz dziennie.

Z tych zabaw pamiętam jedną szczególnie. Moment, kiedy babcia nie chciała któregoś dnia uczestniczyć w takim pobożnym spektaklu. Z krzeseł i z deski do prasowania nie zrobiłem wtedy ołtarza, nie ubrałem na siebie powłóczystych szat z obrusów i firanek, Na drugi dzień wczesnym rankiem babcia zmarła.

Ołtarz i scena. Ktoś kiedyś powiedział, a może i napisał bardzo ważną rzecz: „Msza św. wcale nie rozpoczyna się w momencie, kiedy do ołtarza wychodzi ksiądz. Ona zaczyna się dużo wcześniej. Już wtedy, kiedy w domu zakładasz ubranie, później pokonujesz jakiś odcinek drogi – pieszo, autobusem, rowerem. Kiedy zmagasz się z jesienną pluchą, wiatrem i mrozem, odległością i pokusą, aby zostać w ciepłym domu. Msza św. To Ofiara. Także twoja. Trud wędrówki do świątyni i związane z tym zmęczenie to już jej cząstka”. Wiele w tym spostrzeżeniu mądrości, którą , każdy na swój sposób interpretuje. Czy daleko jest od ołtarza, czy bliżej. W tej przestrzeni sakralnej postanowili się odnaleźć aktorzy, pracując nad sztuką napisaną przeze mnie „Ten pusty krzyż”. Sztukę napisałem w 1991 r. dla Teatru Jaracza w Olsztynie, który ją wystawił z okazji pielgrzymki papieskiej Jana Pawła II. Moi aktorzy sami zaproponowali i podjęli się nowej adaptacji „Pustego krzyża”. Sztukę przyjęto owacyjnie, była powtarzana przez kilka wieczorów, za każdym razem z nowym spojrzeniem na przesłanie „pustego krzyża”. Pustego, czyli bez Chrystusa. Sam krzyż? Sam Chrystus?

Oczywiście w repertuarze teatru nie brakowało lżejszych przedstawień, bawiących widzów, ale i też samych aktorów. Utworzyła się lokalna grupa stałych bywalców, zainteresowani zaczęli przyjeżdżać z pobliskich i dalszych miejscowości. Do aktora Bartosza Bandury dołączyła aktorka Kamila Pietrzak – Polakiewicz, jej mąż Tomasz Polakiewicz odpowiedzialny za podkład muzyczny i światło, oraz Tomasz Walczak z funkcją konferansjera i organizatora widowni. Silna grupa i wierna pomysłowi przeznaczenia starej kotłowni na teatr. Przy tym wytworzyła się między nami więź przyjacielska, a nawet rodzinna. W takiej atmosferze przetrwaliśmy pięć lat, nie dało się więcej. Trzeba było się rozejść, rozpisać nowy dramat na nowe role, ale już każdy osobno w swoim domu. Za zamkniętymi drzwiami, z trudnym scenariuszem, nie do wyobrażenia. A sztuce było na imię – covid.

Ta zaraza – covid w końcu odeszła, ale nam już nie było tak łatwo wrócić. Wszyscy spowolnieli, ostrożni, jak najdalej od wszelakich spotkań. Byle do domu, do swoich czterech ścian.

W listopadzie ubiegłego roku rozpoczęliśmy 10. sezon teatralny . Próbujemy premierą sztuki (nomen omen) „Dom pod wiatr”, z gościnnie występującym Michałem Aniołem. Przyzwyczajeni do nadkompletu widzów, jednak mile zaskoczeni nie taką małą frekwencją.

Trzeba działać, chcemy działać Przecież jesteśmy w podziemiach kościoła -przypomina ks. Jerzy – w świątyni pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego. Wracajmy. Posypało się, roztopiło wzdłuż kręgosłupa równocześnie – sopel i śnieg. Wiosna. Wszędzie okna i drzwi pootwierane. A w nas?

Próby wciąż trwają

Aż ubrałem się w swój ostatnio napisany wiersz i wyszedłem

na ulicę. Przechodnie nie mogli uwierzyć, wtedy sen

podszedł bliżej i rozebrał mnie.

Bez słowa zostawił.

Dzisiaj znowu jestem po wierszu, a ty pytasz,

po którym w końcu.

Jerzy Hajduga

Poprzedni artykułAndrzej Dębkowski – Wiersze
Następny artykułKrzysztof Budziakowski – Dziwna bajka dla dorosłych

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko