Agnieszka Czachor – Wrażliwość na milczenie

1
63

Czym jest biel w literaturze?

Francuski filozof Jasques Derrid uważał, że biel to brak kolorów. Poeta Stéphan Mallarmé za pomocą bieli opisywał, to co nieme, niewidzialne, ale obecne. Bo biel to symbol braku, nieobecności, pustki, milczenia.

Mallarmé pisał :

„Noc biała od śniegu i od sopli ostra” (Herodiada, 41).

Wspaniałe zdanie. Łagodne, ale i przerażające. Bo biel to nie tylko niewinność, biały welon i nieskalana postawa młodej żony, ale i groźba, pustka, nieobecność i pusta kartka. To chłód, obojętność, milczenie duszy w chwili, gdy pragniemy wyrecytować własną modlitwę. To brak słów. To wewnętrzne iglo, którego nie widać, ale które szczelnie odgradza od słońca i barw wiosny.

Dla Cypriana Norwida świat człowieka to świat znaków. Biel stanowi jego część. Jego „Białe kwiaty”, to cisza w dramacie, basso w muzyce, biała barwa na palecie i pion w rysunku. To coś niewidocznego, ale obecnego. Coś bez czego nie ma wypowiedzi ani dzieła ani utworu, ale tego czegoś nie widać. Coś, co tworzy formę, jest tłem, ramą, ale nie materializuje się.

Norwidowska biel to wrażliwość na milczenie i ciszę. Bo milczenie według niego to nader ważna część mowy [Paulina Abriszewska, Filozofia i literacka biel, Litteraria Copernicana, 2(10) 2012].

Twórcy obszernej publikacji Biblioteki Narodowej, którzy dobierali teksty do antologii polskiego eseju, umieścili pośród czterdziestu autorów także Cypriana Kamila Norwida. A jego wizytówką stały się Czarne Kwiaty i Białe Kwiaty. Badacze uznali, że jest on autorem pierwszego eseistycznego arcydzieła napisanego w języku polskim, dlatego jego nazwisko otwiera antologię.

Autorzy antologii Czarne Kwiaty uważają za doskonały przykład dzisiejszego wyobrażenia, jakie mamy o eseju. Tym bardziej, że esej sam w sobie nie podlega konkretnej definicji. Norwid korzysta co prawda ze wspomnień pośmiertnych, a nawet nazywane jest to rozbudowanym nekrologiem, które to figury literackie były bardzo popularne w dziewiętnastowiecznym dziennikarstwie, jednakże jego styl, kompozycja i niedopowiedzenia ujawniają nowatorstwo w potraktowaniu tematu.

Tym bardziej, że jak zaznacza Grażyna Halkiewicz-Sojak, norwidowska „genologia wymyka się˛ formułom porządkującym, nie wpisuje się w schemat rozpoznanych konwencji literackich”. To wymykanie się szufladkom, miało również wpływ w jakiejś mierze na odrzucenie tego twórcy. Norwid dość swobodnie sięgał po różne konwencje, przeplatał je między sobą, łączył w jednym utworze i zaskakiwał czytelnika. A nie każdy czytelnik lubi być zaskakiwany. Zazwyczaj czuje się lepiej w zamkniętej formule, pośród twardych ram, a każde wypadnięcie z tych ram bywa traktowane jako niekompetencja. Norwid tworzył nową jakość, nienazwaną przez krytykę, dlatego również często niezrozumianą, bo nie można było się oprzeć na gotowym wzorcu, według którego należałoby omówić dany jego utwór.

Juliusz. W. Gomulicki nazywa Czarne Kwiaty „mistycznym esejem pamiętnikarskim”. Podobnie jak „Kwiaty Białe”, tyle że te drugie nie są utworem żałobnym.  Esej ma kompozycję otwartą i miejsce na refleksje, dlatego najlepiej prozę Norwida przyporządkować właśnie do tego gatunku, który – jak dowodzi Jan Tomkowski – nie ma określonych, sztywnych ram. Nie ma wyznaczonej tematyki, może nawet przypominać trochę opowiadanie jak to się działo u Sándora Márai. Może być lekki i trochę żartobliwy, przypominający publicystykę, co jest widoczne w tekstach Marii Kuncewiczowej.

Jeżeli spojrzeć na szerszą historię eseju, to warto zwrócić uwagę na to, co sugeruje Grażyna Halkiewicz-Sojak, że esej najlepiej się rozwijał w momentach przełomowych świata, gdy zastany porządek się załamywał i równocześnie „utarte” gatunki literackie traciły swoją spójność. Kiedy rozpadały się systemy światopoglądowe i literackie. Kiedy znikała wspólna wizja świata, właśnie wtedy esej znajdował dla siebie przestrzeń. Jeśli nie byłoby kanonów, to wszystko stałoby się esejem. Forma ta straciłaby granice i nie podlegałaby regułom wartościującym.

Należy tutaj wtrącić, że esej we wcześniejszych epokach nie należał do utworów uznawanych za dzieła wybitne. Jeszcze w dwudziestoleciu pisarze uprawiający ten sposób wypowiedzi odżegnywali się od nazwy: esej. Jak choćby sam „Miriam”, który Norwida przywrócił współczesnym.

Twórczość dojrzała w przypadku Norwida przypada na czasy przełomu. W tamtym okresie poeta był przekonany, że jest potrzebna zmiana, jakiś zwrot w kulturze. Powinno się narodzić coś nowego, co by uratowało kulturę przed zalewem masowości. Gdyż dla niego kultura masowa była pełna pułapek. Miał świadomość, że był pisarzem czasów kryzysu.

Narrator w eseju jest subiektywny. Nawiązuje do własnych przeżyć i wspomnień jak również skojarzeń. Patrzy na swój opisywany temat z dystansem, ale wprowadza równocześnie kameralny nastrój, który błyskawicznie ujmuje czytelnika, a czytelnik rusza za nim. Jednak czuje, ów czytelnik, że ma możliwość dialogu z „gospodarzem tekstu”. Padają pytania, na które nie padają odpowiedzi, bo odpowiedzi nie są dla wszystkich takie same. Każdy musi je sam odnaleźć.

Jednak w Białych kwiatach pojawia się narrator inny, jest „wiecznym pielgrzymem”, tułaczem, myślicielem, który przemierza niejako przestrzenie czasu, idzie przez epoki, komentuje zdarzenia, jakby był duchem błądzącym po ziemi. Duchem bezpańskim, zapomnianym, którego wiedza nikomu nie jest do niczego potrzebna. Nawiązuje do płaskorzeźby Zachariasza:

„Starzec niemy jest – cisza wielka wokoło – wszystkie osoby słuchają i pytają razem, i odpowiadają razem… milcząc…” [Białe kwiaty]

Zastanawia się, dlaczego w literaturze naszej nie może być prawdziwego dramatu?

I odpowiada, że to wina tego, iż literatura nie określiła jeszcze żadnego skończonego typu kobiety, a bez kobiety nie może być dramatu. Wspomina Aldonę z Konrada Wallenroda, która kochanką nie ośmieliła się być, a żoną nie mogła, również Grażynę, która pod swym hełmem rycerskim mogła już tylko milczeć. Przywdziewa zbroję męża i udając go, prowadzi wojsko do walki.

Co oznaczało dla Norwida: nieskończony typ kobiety?

Być może chodziło o to, że jest tylko tłem dla wielkości lub małości mężczyzny? Odgrywa rolę przypadkową, jakoby w pośpiechu bez poświęconej jej odpowiedniej ilości uwagi? Nie ma głosu pełnego, mocnego osobistego? A może zwyczajnie uważał, że były martwe, papierowe bez krwi, jak atrapy?

Jak zatem Norwid widział kobiecość?

„W jego pismach pojawia się określenie tego, kim jest skończona/zupełna/cała kobieta. Poeta przyznawał kobietom rolę polegającą na umacnianiu więzów społecznych – naturalne cnoty kobiece miały być uzupełnieniem niedoskonałej męskości.” [Monika Rudaś-Grodzka]

Wyjątkową sympatią darzył władczynie, takie jak Kleopatra czy Wanda, tę co nie chciała Niemca. Kobietę widział jako osobowość silną, władczą, mądrą i samodzielną. Niestety współczesne mu kobiety, jak i bohaterki ówczesnych utworów literackich sprawiały mu zawód, bo nie dostrzegał w nich takich heroin, jakich pragnął. Jakimi w jego mniemaniu powinny być. Gdyż, jego zdaniem, miały ku temu takie same narzędzia jak mężczyźni i stworzone były do wielkości, a nie siedzenia w kącie. Mimo takiego podejścia do kobiecych bohaterek, Wanda z dramatu Norwida niczym się nie równi od bohaterek tak przez niego krytykowanych. Przypomina pomnik. Jest pozbawiona hartu ducha, waleczności i niezłomności.

W liście do Marii Trębickiej pisał: „kobieta jest jedynym realnym węzłem między pojedynczą osobą a zbiorową.”

Dramat Wanda jest specyficzny i wzbudzał sporo kontrowersji, powiedziałabym nawet, że do dzisiaj wzbudza. Wypełniony charakterystycznymi dla Norwida niedopowiedzeniami, nie ułatwiał odbioru. Musimy pamiętać, że za legendą o Wandzie idzie cały wachlarz symboli, które były przypominane i tłumaczone w wielu utworach, dlatego rzeczą godną podziwu jest odwaga Norwida, że podjął się stworzenia z tej opowieści dramatu. Co nie oznacza, że go zaakceptowano. Za życia poety żadne z jego dramatów nie został wystawiony. Dramat Wanda właściwie nie ma akcji, postacie są niemalże przeźroczyste, wraz z Wandą. A oczekiwalibyśmy buntu, popłochu, hartu a nawet buty. Nie. Jest marazm. Tumiwisizm. Wszystko jakby w zwolnionym tempie.

Skojarzyło mi się teraz to z Anhellim Słowackiego. Co tam się dzieje? Czy Norwid, zachwycony Anhellim nie nawiązał do tego, że ojciec zaraża syna rozpaczą i zniechęceniem, i tak przez pokolenia, dlatego na dźwięk rogu rycerza nikt nie powstaje? Co pociągnął Wyspiański w swoim dramacie. Chocholi taniec i „Miałeś chamie złoty róg”.

Wanda była traktowana jako symbol ojczyzny, jako matka założycielka, jako ta, która nie zgodziła się na niewolę, jako ta, która jednak powstanie. A Norwid przedstawia opowieść o niej jako chocholi taniec. Opowiada o ludziach pogrążonych w malignie. W niemożności.

Czy tutaj nie kryje się głębsza metafora?

Nowatorstwo Norwida i konsekwencja w manifestowaniu otwarcie niezależności nie ułatwiały mu porozumienia z czytelnikiem ani w obłaskawieniu krytyków literackich. Należy pamiętać, że w drugiej połowie XIX wieku misja polskiej emigracji wygasła. W kraju zaś trwały przepychanki między młodymi publicystami a poetami, którzy coraz częściej zostawali bez zatrudnienia.

Białe kwiaty podkreślają „białe słowa” i „ciszę”, o tę „ciszę” walczy też Wanda. Cisza bowiem jest najważniejsza. Bez ciszy nic nie usłyszymy. W harmiderze kłótni, nie zrozumiemy kto mówi coś wartościowego.

Reklama

1 KOMENTARZ

  1. Świetny artykuł. Czytałam go z zapartym tchem. Autorka przedstawiła spojrzenie nie tylko niektórych poetów, znawców i krytyków literatury na twórczość eseistyczną Norwida, ale i swoje poglądy na ten temat. I odnoszę wrażenie, że w ocenie autorki o Norwidzie jest dużo sympatii i wrażliwości na cytowane eseje Cypriana Kamila Norwida. Bardzo ciekawy i życzliwy artykuł Agnieszki Czachor!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko