Michał Piętniewicz – Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski

0
122

Jednocześnie obecnemu światu wypowiadam wojnę i w tym samym momencie wywieszam białą flagę, to trochę bez sensu…

Człowiek normalny, który najczęściej cierpi z powodu choroby psychicznej, musi mniej lub bardziej udolnie naśladować świat umownie zwanych zdrowymi psychicznie, którzy najczęściej są poważnie pieprznięci.

Po drugim epizodzie psychotycznym, jedyną moją radością, był codzienny, poranny płacz. Aktualnie nie czuję zupełnie nic i z wytęsknieniem wypatruję śmierci.

Dlaczego przestrzegam skrupulatnie tego, co nazwałem Prawami Paruzji? To jest tak, jak nie umiesz rysować albo śpiewać i ciągle bawisz się w malarza albo śpiewaka. Tak i ja, nie umiejąc, nadaję sztucznie jakąś strukturę temu chaosowi, który stale mnie nawiedza.

Życie w obecnym społeczeństwie, w którym ludzie albo zgrywają ważniaków, albo są po prostu nieszczerzy, jest kompletnie bez sensu, po co?
 
Nie mogę wyjść ze zdumienia, że wiece polityczne mają tylu słuchaczy oraz widzów.  Nie ma tutaj zupełnie czego słuchać ani oglądać. Mowa trawa, kretyńskie hasła, puste androny, co to w ogóle za korzyść w czymś tak beznadziejnie głupim brać udział?

Chciałem w końcu coś poczuć, dlatego dzisiaj zgasiłem papierosa przypalając dłoń niedopałkiem.

Beznadziejny, pijany marsz przez życie poety, powinien wzbudzić przynajmniej wzruszenie; tymczasem dla zdecydowanej większości jest on zupełnie obojętny.

Wielu już się śmiertelnie obraziło, ale nikt na to nie zwrócił najmniejszej uwagi, więc ci obrażeni zaczęli po prostu regularnie pić, aby zwrócić na siebie uwagę.

Porozmawiać z kimś szczerze… Właśnie to robię – z Tobą, bracie, szczerze rozmawiam.

Między słowem a czynem przeważnie zieje przepaść. Przy czym słowo użyte na terapii jest jakby czynem, albowiem pozbawione jest ciężaru semantycznego, nie niesie żadnej semantyki – jak lekarstwo może cokolwiek znaczyć prócz tego, że jest użyteczne, pomaga?

Dlaczego nigdy nie interesowała mnie polityka? Albowiem uważam, że świat władzy nie jest światem mądrości, jest nawet jej zaprzeczeniem. Wysuwam z tego sylogizm: świat nigdy nie był mądry.

Rozmawiałem dzisiaj z Marianem Stalą o moich Wyimkach. On się na Tobie nie poznał Misiulka, są tacy, co się na Tobie nie poznali. Babuszka i tak wie, że jesteś genialny.

W tych Wyimkach prowadzę grę ze sobą, ze światem, ze środowiskiem literackim, z kobietami, a przede wszystkim z Marianem Stalą, grę, która po prawdzie mało kogo obchodzi.

Jeśli ktoś spędza mi sen z powiek, jest to właśnie Marian Stala.

Dzisiaj zobaczyłem jakiś paproch kurzu w kącie pokoju, od razu podniosłem i wyrzuciłem do kosza. Prawdopodobnie tym paprochem był Marian Stala.

Prawdziwa potęga, którą znam osobiście, ale o której nic nie wiem, jest dr Michał Piętniewicz.

Nie wiem dlaczego, ale największy szacunek i sympatię z tej całej gromady, czuję do Mariana Stali.

To pewnie zbyt proste, co powiem: Stala, stawiając wyżej moją poezję nad prozę, przyznaje większe znaczenie furii mojej nieświadomości oraz podświadomości, miast pozornemu, racjonalnemu porządkowaniu jakichkolwiek zjawisk. Stala może mieć rację.

Przeczytałem u Horney opis narcyza, który może mieć w życiu epizody psychotyczne (ja miałem), i ten opis dokładnie do mnie pasuje. Sęk w tym, że narcyzm można zarzucić prawie wszystkim samcom, albowiem większość samców swoją pracę traktuje śmiertelnie poważnie, o wiele poważniej zapewne, aniżeli partnerki życiowe, które bywają jedynie rodzajem flary, zasłony dymnej, parawanu.

Zapewne przy bliższym poznaniu mogę zyskiwać, widzę po ludziach wokół mnie. Na odległość raczej mogę budzić niechęć, może zmieszaną z podziwem… Mariana Stalę interesują jedynie jednak produkty mojej niezrównoważonej świadomości, uzyskujące w tym samym momencie efekt krystalizacji, właściwy dla wielkiej poezji.

Żurakowskiemu wyszło jedno w życiu: pogrzeb, który miał naprawdę piękny.

Gdybym cokolwiek w życiu wymiernego osiągnął, to nie pucowałbym się tutaj przed Wami sztucznie, jak jakiś pożałowania godny, nędzny frustrat. A tak, wybaczcie, będę napierdalał tak długo, aż nie sięgnę galaktyki, zapewne galaktyki głupoty.

Czytam różne opisy osobowości u Karen Horney i okazuje się, że człowiek to tak naprawdę chodzący worek gówna… Alkohol powoduje niejakie rozwolnienie uczuć, stąd większość porządnych i uczciwych ludzi to alkoholicy.


Muszę dociec o co mi chodzi… Czy docenienie w postaci Nagrody Nobla usatysfakcjonowałoby mnie? Nie, bo źle się czuję po prostu na wszelkich salonach jajogłowych nadmiernie, snobistycznych typków. Dążę de facto do jednego tylko celu: druku w gazetce Vis a Vis, co zapewne spowoduje we mnie okrzyk radości pawiana.

A czy tym samym sam przed sobą nie wybielam się idiotycznie, gardząc Noblem i wybierając jakąś kuriozalną gazetkę, która nikogo nie obchodzi, poza paroma dziwakami? Na ile chcę być w porządku sam ze sobą, a na ile z własną furią, która prowadzi mnie ku przepaści?

Jedyne, co można o mnie powiedzieć, to to, że nie jestem pozerem. Jestem w obyciu niesłychanie prostolinijny, nie cierpię konfliktów między ludźmi, jeśli konflikt to w sobie.

Czy celowałem w kogoś konkretnego w moich Wyimkach? Zawsze była to bliżej nieokreślona mgła, co do której nie miałem pojęcia, że ktoś, ktoś w tej mgle stoi i boleśnie obrywa.

Człowiek, który zamieszkuje niszę, może tę niszę uświęcać jakoś i nadawać jej rangę uniwersum. Ale tak zawsze było. Literaci, pisarze, filozofowie, intelektualiści to, przepraszam, nie wędrowni kaznodzieje.

Jeśli weryfikacją naszych poczynań i tzw. owocami, miałyby być chodzące za nami tłumy, rzesze fanów, followersów, to weź Pan, Panie, przykład Hitlera, nie miał? Cały naród go popierał i co, fajny gość był?

To oczywista demagogia i zakamuflowana zawiść, że mnie nie udało się osiągnąć popularności ani sukcesu. Ale z drugiej strony wielu przede mną umierało w nędzy, poniżeniu, poważnych chorobach… Ja w sumie to mam dość rajskie życie, choć przyznam, że życie to jednocześnie boli.

Stoję w tych Wyimkach przed lustrem i nie widzę własnej twarzy, bo własną twarz mam w dupie. Może na tym polega prawdziwy i naprawdę okrutny narcyzm?

Iluż jest ludzi poczciwych i naiwnych, a przy tym pozbawionych talentu? Ale iluż w tym samym momencie, jest ludzi dobrych, owym talentem obdarzonych.

Myślę, że otrzymałem jednoczesną karę i nagrodę za mój stosunek do rzeczywistości.
Sęk w tym, że był i jest to stosunek wyłącznie intuicyjny. Niczego de facto nie werbalizuję, niczego nie nazywam, niczego nie porządkuję, nie układam w zgrabne definicje, nikomu de facto i niczym się nie przysłużyłem. Na ludzi jestem jednocześnie otwarty i zamknięty, prawdopodobnie dlatego, że za dużo o nich wiem i dość mnie już zdążyli wkurwić.

Mam jęzor brązowy od kawy i papierosów, duszę czarną od nikotyny, emocji tyle, co nic, empatii jeszcze mniej. Ego rozdęte do granic. Jak bardzo nieciekawym można się stać w przeciągu życia?

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko