Edyta Kulczak – Jesteśmy znawcami wszystkiego – zadowoleni i syci – o książce Igora Frendera Idziemy, jest stromo

0
246

             Czy stromo może być zarówno w górę, jak i w dół? Zanim zagłębiłam się w lekturę wierszy Igora Frendera, autora powieści kryminalnych, zatrzymała mnie na dłużej okładka, a dokładniej – zamieszczona na niej sugestywna graficzna scena. Przyznam, lubię pomysły plastyczne Marii Kuczary współpracującej często z wydawnictwem FONT. Przyjemnie zaczyna się książkę od okładki, która zatrzymuje i przekazuje treści (jak kurtyna w operze lwowskiej projektu znakomitego polskiego malarza Henryka Siemiradzkiego wspaniale ugości estetycznie widza zanim do akcji wkroczą inne operowe muzy). Podczas zajęć literackich przy interpretacji sensu okładki grupa wielbicieli poezji podzieliła się na dwa obozy – dla jednych oczywistym było, że marionetkowa postać na okładce zmierza dość raźno z ciemności w jasność po schodach w górę, dla innych – stuprocentowo kieruje się w dół. Porozumienia nie udało się osiągnąć. Pozostało zdać się na pomoc zawartości literackiej książki. Choć, jak czytelnik zauważy, i wtedy problem jest nierozwiązywalny.

            Cóż dalej w teatrze? Po podniesieniu kurtyny – prawdziwa scena z tańcem, rewią, widowiskiem, z boku widoczna garderoba z lustrami, maskami, manekinami, marionetkami gotowymi do występu i aktorami w przebraniu pięknym, zwyczajnym lub udekorowanych pawimi piórami. Swoisty karnawał życia na scenie ulic, pagórków, gór, domu… Szczególną uwagę zwraca jeden aktor – człowiek jeszcze młody, a już odkurzający strzępy przyblakłej, choć niedawnej przeszłości, w której poszukuje klucza do drzwi własnej tożsamości. Wiele w tym szamotania i niepewności, nadzwyczajnej zwyczajności wreszcie.

            Lecz wróćmy na scenę. Dekoracja: stół, szafa (w szafie brat), kanapa, okno, drzwi, za drzwiami stara klatka schodowa. On i ona. Czasem czytają, każdy robi swoje – zwykła codzienna nuda jak w sztuce współczesnej, czasem kłócą się, rozstają, wyglądają na siebie przez okno, szukają łopaty, wzdychają na klatce schodowej, gdzie przed chwilą się całowali. Wplątują w miłość kota i psa, bo chyba nie mają dzieci. Kot i pies odgrywają też scenki plenerowe, wcielając się w rolę właścicieli. Pora: jesień, wiosna, lato, zima, dzień, noc… cały kosmos na użytek tego przedstawienia. I czas na rekwizyty! Wiele przyniesionych zostało z wcześniejszych utworów autora: błysk noża na parapecie zostawiony przez okrwawioną dłoń mordercy w ucieczce przed śledzącym go detektywem, telefon, z którego płynie krew, zapach na klatce schodowej lub odcisk dłoni na balustradzie, krok po kroku słychać skradanie się, mordercy? Tak, przemyka w tle obraz noża przykładanego do gardła, gasną światła na ulicy, widoczny pozostaje tylko strach. Na szczęście przed ciemną stroną natury ludzkiej i świata ostrzegają tytuły wierszy typu Kryminał, Zbrodnia, Oskarżenie, Więzień.

            Autor konstruuje świat przedstawiony (tak, świat przedstawiony!) na sposób epicki. Wiersze to scenki sytuacyjne z życia, obrazki obyczajowe pełne dynamiki i zwrotów akcji, dziejące się w czasie i przestrzeni, z kształtowaniem napięcia godnego suspensu w najlepszych horrorach czy kryminałach (pełen napięcia moment wkładania klucza w zamek drzwi czy obserwacja szczegół po szczególe pustej, zatęchłej klatki schodowej, na której dopiero coś się wydarzyło i jeszcze napięcie wisi w powietrzu).

            Bohaterem lirycznym na wzór epickiego jest człowiek, młody mężczyzna celebrujący miłość i ciepło domowego ogniska, niepewny jednak i zagubiony we współczesnym świecie, pełen lęku o trwałość fundamentalnych wartości. W kolejnych scenach toczy się życie codziennych czynności. Miłość traktowana jak wartość, ale też trud wymagający poświęceń. Jej wartościowanie, ważenie, mierzenie, toczy się przed oczyma odbiorcy. Szczęśliwie, jak w amerykańskim filmie akcji wiemy, że zwycięży tęsknota za bliskością, że pies czy kot przywiodą wspomnienie, które każe chwytać za łopatę i odkopywać domniemanego trupa.

            Bohater często wraca do przeszłości – retrospektywne obrazki wspomnień budują jego świat, kierując go w nastrój bezpieczeństwa, ładu i rozumienia w prosty, nawet banalny sposób mechanizmów świata. W kontraście do niego stoi rzeczywistość współczesna – wsparta na pozorach, sztuczności, kostiumach zawsze uśmiechniętych, ładnie ubranych poszukiwaczy złota – pań i panów, w których krainie odruchy ludzkie i instynktowne chcenia odbierane są jak wynaturzenie, odejście od dozwolonych ucywilizowanych natur i norm. Lęku dopełnia obawa przed dominującym znaczeniem techniki, która okrada człowieka ze wszystkiego – pozbawia go możliwości wykonywania najprostszych czynności (wszystko zaczęło się od pralki!), by sięgnąć po status quo przynależne jednostce ludzkiej – sztukę i uczucia. Ale podmiot tej opowieści nie płacze w kącie i nie śle żalów do pól, lasów i strumyków – stawia się raczej w roli bohatera ratującego ludzkość, wykorzystując triki polegające głównie na równoważeniu zjawisk – uspokajaniu walącego serca, pielęgnowaniu bliskości z innymi ludźmi, chronienia piękna natury i celebrowaniu (sakralizacji) współistnienia z nią. Sentymentalne odkurzanie przeszłości nie służy rewitalizacji staroci czy ratowaniu minionego – raczej stawia do pionu, przypominając o wartościach, o hierarchii, którą z łatwością może zachwiać pozornie atrakcyjne oblicze współczesności, ozdobione moralnością, którą każdy szyje na swoją miarę, a gdy kostium uwiera – zrzuca i zamienia go na inny. Wszystko wśród buczenia i kakofonii mediów, bezużytecznej papki informacyjnej w komunikatach gadających głów (wyciśnijmy szmaty, s.30).

[…] przy tobie
słowo znaczy słowo
wiara staje się faktem
i niech istnieje niech pozostanie
ta niezachwiana […]
– pstryk

            Biorąc do ręki tomik poetycki, który chcę omówić, spodziewam się, że jego czytanie będzie dla mnie przygodą – przygodą estetyczną, literacką, filozoficzną, językową, bo tylko wtedy o książce chce się pisać i poświęcać jej czas. Ta książka jest przygodą. Czytałam ją kilka razy, poszukując tropów, śladów człowieka, tropiąc bohatera lirycznego, odkrywając strukturę poetyki. I myślę, że struktura poetyki jest w niej najbardziej inspirująca. Autor bowiem w poezji jest ciągle pisarzem powieści kryminalnej, co czyni tomik interesującym i wartościowym zjawiskiem literackim. Obrazki fabularne wciągają odbiorcę w akcję, sterują jego wyobraźnią i napięciem emocjonalnym (jak tuż tuż przed zbrodnią), pozostawiając go w stanie dalekim od nudy. Świat pulsuje, zmienia się z porami dnia i miejscem, akcja jak w filmie manipulować chce kadrami, zmieniać ciąg asocjacyjny w sposób życzeniowy i magiczny:

połóż dłoń na stole/ strzelę tylko raz palcami/ wtedy zaśniesz […]/ urwał ci się film

            Punkty kulminacyjne, nagłe zwroty akcji, przerzucanie spojrzeń jak cięcia montażowe w filmie, budowanie narracji lirycznej w sposób epicki zastępuje właściwą dla poezji metaforykę i daje wrażenie dosłowności, lecz wspartej refleksją. Także dosłownie nazywane są kategorie ideowo-estetyczne: groteska, cynizm, ironia, kpina – pouczające, lecz pozbawia odbiorcę radości z intuicyjnego definiowania! A w formie – podczas dostojnego wykładu o człowieczeństwie – nagle, jak strzał z pistoletu, wyskoczy kpiący, banalny wyliczankowy rym, łamiący całą konstrukcję wiersza, rujnujący uczony zamysł poważnego wywodu, czasem układającego się w puenty i definicje.

 ja uważam że życie idzie a ja z nim
a ty że to ty idziesz a życie z tobą
co jest słuszne prawdziwe co tylko na pokaz
skoro ja i ty to jest to samo (s. 25)

[…] a na murach oraz rurach
kołtuńskie napisy szczerzą zęby (s. 64)

            Najważniejsze, że w każdym szuru-buru, trzy po trzy, dobrze ale źle układa się szalony migoczący kolaż współczesności, w którym obok napuszonych sloganów i pojęć (symbol, wiara) pojawia się na szczycie wyniesiony banał, wydmuszka, rewia, tort – na środku wirują ludzie wyzbyci z uczuć jak na karuzeli. A dosłowność narracyjna budująca uczucia i goniąca do refleksji, to wypracowany pomysłowo złoty środek pomiędzy schlebianiem dzisiejszemu odbiorcy, by gąszcz środków artystycznych nie odstraszył jego odbiorczych oczekiwań i przyzwyczajeń do łatwości w zdobywaniu wiedzy i komunikatem, który niesie wypowiedź szczególnie zorganizowana językowo – poezja, zmuszająca do trapienia się sensami, zostawiająca w ręce sznurek, na końcu którego znajdzie się klucz do wartościowych zastanowień.

            I jeszcze. By rozstrzygnąć problem stromizny z okładki książki sięgnęłam na końcu do Słownika Języka Polskiego. Jednak i to wiarygodne źródło wiedzy dość niejasno rozstrzyga zagadnienie kierunku, zmierzając jednak w definiowaniu pojęcia świadomie czy podświadomie ku górze. Wiemy jednak, że każda droga biegnie w obie strony jednocześnie, to, co ktoś stracił z oczu, ktoś widzieć zaczyna.

Edyta Kulczak

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko