Zygmunt Janikowski – Trzy zdrowaśki

0
96
Jacek Maślankiewicz - Zbłąkani
Jacek Maślankiewicz - Zbłąkani

Przed wyjściem z księgarni zatrzymałem się na chwilę przy kasie, żeby zapłacić za wybrane tam książki. Młoda, bardzo uprzejma kasjerka, z którą prawie zawsze wymieniałem kilka kurtuazyjnych zdań, spojrzała na tytuły i uśmiechnęła się najpierw do siebie, a później do mnie.

-Tym razem kupił pan dziwny zestaw książek, paryską „Kulturę” i „Sennik tybetańsko-egipski”. Jakoś mi to jedno z drugim nie pasuje.

-Dlaczego? Że niby sennik? Że gusła i zabobony? Że sen mara, Bóg wiara? Akurat z tym ostatnim zupełnie się zgadzam, niemniej jednak tłumaczeniem snów zajmujemy się od czasów, kiedy przestaliśmy chodzić po drzewach, więc nie widzę w tym nic dziwnego.

-W takim razie życzę panu przyjemnych snów – odpowiedziała i jeszcze raz się uśmiechnęła.

Nie wdawałem się z nią w dalsze dyskusje o snach i nie przyznałem się, że sennik kupiłem tylko dlatego, że ostatniej nocy miałem dziwny sen. Śnił mi się krokodyl. I to jeszcze jaki! Jeden z tych największych. Po prostu dzika bestia z zębami jak sztylety. Z tego właśnie powodu z czystej ciekawości wpadłem do księgarni, znalazłem na półce sennik egipski i pod hasłem „Krokodyl” przeczytałem: „…siedzieć na krokodylu – wpadnięcie w kłopoty, z których trudno będzie wybrnąć”.

-No proszę, okazuje się, że siedzenie okrakiem na krokodylu jest rzeczą najnormalniejszą w świecie – pomyślałem na wspomnienie, że moje spotkanie z krokodylem właśnie tak wyglądało. Jednocześnie przyszło mi na myśl, że przypuszczalnie wielu innych ludzi, których odwiedził w snach krokodyl, znalazło się w podobnej jak ja sytuacji, wygodnie usadowionych na grzbiecie krokodyla, co wskazuje na to, że w tym surrealistycznym, sennym szaleństwie istnieje jakaś metoda tłumaczenia nawet najbardziej absurdalnych zwidów. Bo niby dlaczego na nim siedzieć? Przecież to nie koń. Nie przypominam sobie czy rzeczywiście znalazłem się wtedy w kłopotach, z których trudno wyjść. Krokodyl śnił mi się jak do tej pory tylko raz w życiu, a kłopoty są nieodłączną częścią naszego codziennego życia, bo któż ich nie ma?         

Na pamiątkę tego wydarzenia pozostał mi sennik egipski, z którego siłą rzeczy niekiedy korzystam, skoro już go mam na półce w domu. Po kilku latach wpadł mi w ręce, nomen omen w tej samej księgarni, pierwszy w historii podręcznik tłumaczenia snów, napisany w drugim stuleciu naszej ery. Kupując go byłem przekonany, że właśnie tutaj natrafię na prawdziwe gusła i zabobony, ale okazało się, że Artemidor z Daldis popisał się rzetelną pracą, nadając swojej książce cechy poważnej rozprawy naukowej, o czym zresztą niejednokrotnie sam wspomina.

Dzisiaj, po dwóch tysiącach lat, jego tłumaczenia snów są również odzwierciedleniem codziennego życia w tamtych czasach. Pojawiają się w nich stworzenia mityczne, bóstwa, królowie, niewolnicy i gladiatorzy; postacie które nie są już obecne w naszym codziennym życiu.

„Kto walczy z gladiatorem zwanym Trakiem, pojmie za żonę kobietę nikczemną, majętną i nieustępliwą. Oznakę zamożności stanowi tracka zbroja okrywająca gladiatora od stóp do głów; skłonność do rządzenia wynika z tego, że w pojedynku Trak zwykle atakuje (…) Srebrzysta zbroja Myrmilona zapowiada ślub z kobietą urodziwą, dość zamożną, wierną, gospodarną i zgodną (…) Walka z sieciarzem oznacza małżeństwo z kobietą ubogą, występną i namiętną do szaleństwa, która oddaje się każdemu, kto ją zechce”.

Walka z sieciarzem na pewno nie należy do pomyślnych snów dla mężczyzny, tym bardziej że na domiar złego, „gdy kobieta śni, że posiadł ją ktoś ze znajomych, na jawie powinna spodziewać się dodatkowych zysków”.

Ciekaw jestem, który z gladiatorów przyśnił się przed ślubem Artemidorowi, skoro o jednym ze swoich snów napisał:

„Pewnej nocy śniłem, że sponiewierała mnie żona; następnego dnia odbyłem bardzo nieprzyjemne spotkanie, po którym długo odczuwałem zdenerwowanie i wściekłość…”

Niewątpliwym ostrzeżeniem dla żonatego mężczyzny jest sen o kocurze, który „oznacza cudzołożnika,  bo poluje  na ptaki, które symbolizują kobiety.” Wśród niezliczonej ilości snów natknąłem się w końcu  na krokodyla, który symbolizuje pirata, mordercę lub nikczemnika, a zachowanie dzikiej bestii wskazuje,    co napastnik zrobi ze śniącym w życiu na jawie. W moim przypadku nie byłem więc niczym zagrożony.

Profesor Artemidor, bo taki tytuł słusznie mu się należy, analizował sny przez całe swoje życie. Podzielił je na sny prorocze, które się sprawdzają i niedorzeczne marzenia senne, które tylko wprowadzają zamęt w naszym życiu.  Przypuszczam, że każdy z nas potrafi instynktownie odróżnić te dwa rodzaje snów. Przekonałem się o tym dużo razy.

Któregoś poranka zdarzyło się, że po ciężko przespanej nocy obudziłem się w ponurym nastroju z powodu makabrycznych snów. Całą noc błąkałem się po śmietnikach i brudnych zaułkach jakiegoś nieznanego mi miasta. W ciemnych piwnicach bez wyjścia brodziłem po kostki w mulistej wodzie, bezskutecznie szukając drzwi, żeby wydostać się z tego przedsionka piekieł. Po przebudzeniu nie musiałem się długo zastanawiać, żeby dojść do wniosku, że takie sny nie wróżą nic dobrego. Mając to   na uwadze, postanowiłem zachować ostrożność w nadchodzącym dniu, chociaż nie miałem w tym dniu nic ważnego do zrobienia, poza odwiezieniem mojej znajomej do pracy na dalekie przedmieścia miasta.

Wyjechaliśmy wczesnym rankiem, bez pośpiechu i z zachowaniem pełnej ostrożności. Wszystko poszło zgodnie z planem. Szczęśliwie dotarłem na miejsce i szczęśliwie wróciłem do miasta, ciesząc się, że nic złego się nie wydarzyło. Odzyskałem nawet dobry humor i w tym momencie, nieomal przed moim domem, jakiś nieostrożny młodzieniec ni stąd, ni zowąd wyjechał z bocznej ulicy i uderzył w moje auto. O tej porze dnia ulice są zupełnie puste, byliśmy jedynymi kierowcami w okolicy. Zastanawiam się, jak   to się stało, że ani on nie spóźnił się nawet o jedną sekundę, ani ja nie spóźniłem się nawet o jedną sekundę, żeby doszło do tego przykrego dla mnie wydarzenia. Natychmiast po wypadku wróciłem myślami do mojego snu. Przypadek czy przeznaczenie? A może tylko zwierzęcy instynkt, który często objawia się w snach. Okazało się, że nie miałem najmniejszego wpływu na zmianę biegu wydarzeń, żeby ustrzec się od sennej przepowiedni, ale z drugiej strony można też potraktować całe zajście jako jeszcze jeden dziwny zbieg okoliczności, co na ogół nie wymaga większych wyjaśnień, tak jak wygrana głównego losu na loterii, albo znalezienie na pustej ulicy kuferka z żywą gotówką.

Jestem pewien, że każdemu z nas co najmniej raz w życiu przytrafił się jakiś trudny do wytłumaczenia dziwny zbieg okoliczności, który czasami ociera się o mroczną otchłań metafizyki. Doświadczyłem tego na własnej skórze, kiedy opuściłem rodzinne strony i przez trzy miesiące przebywałem w kilku krajach zachodniej Europy. Tydzień lub dwa tygodnie przed moim wyjazdem, tak dokładnie to nie wiem kiedy, w podróż po Europie wyruszył jeden z moich znajomych. Przez trzy miesiące nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu. Każdy z nas podróżował swoją własną drogą, ale pomimo tego, z dokładnością szwajcarskiego zegarka, spotkaliśmy się w nieumówionym miejscu na ulicy Cottagegasse w Wiedniu. Ani ja nie spóźniłem się nawet o jedną sekundę, ani on nie spóźnił się nawet o jedną sekundę. Przypadek czy przeznaczenie?

Może nie byłoby dla mnie w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że to spotkanie w pewien pośredni sposób wpłynęło na mój dalszy pobyt w Wiedniu. Przyszło mi wtedy na myśl porównanie, jak odmienna jest ta moja historyjka od opowiastki bogatego kupca Wokulskiego o dwóch przyjaciołach, którzy po pięciu latach rozstania zapragnęli się zobaczyć, ale jadąc do siebie, rozminęli się w drodze i chociaż spali w tam samym hotelu, to jednak nie mieli okazji, żeby się spotkać.

Pomijając metaforyczny podtekst opowieści Prusa, trudno powiedzieć, który przypadek dziwnego zbiegu okoliczności wydaje się być bardziej prawdopodobny. Na szczęście przestałem łamać sobie głowę tego typu rozmyślaniami, jak tylko wyjechałem za ocean. Nadmiar nowych wrażeń zatarł ślady mojego wiedeńskiego spotkania. Prorocze sny oraz przypadki dziwnego zbiegu okoliczności najłatwiej byłoby tłumaczyć interwencją siły wyższej. Gorzej jednak, gdy zwątpimy w moc nadprzyrodzoną i uznamy za słuszną pozornie niedorzeczną teorię, że materia jako taka czyli każda, posiada inteligencję, czego my sami jesteśmy tego dowodem. Wtedy wszystkie dziwne przypadki nie mają w sobie nic nadzwyczajnego.                                                                                                                       

Dziesięć lat temu spotkałem niezwykle religijnego człowieka, z którym czasami dyskutowałem na temat wiary. Kiedy pewnego razu pół żartem, pół serio wyraziłem swoje wątpliwości odnośnie życia w zaświatach, odpowiedział mi w bardzo prosty i przekonujący sposób: ”Wy, katolicy, zawsze macie jakieś wątpliwości. Ja nie mam takich problemów. Jak wychodzę rano do pracy, to wcale się nie martwię, jaki będzie mój dzień i czy wieczorem wrócę do domu. Wszystko jest w rękach Boga”. I cóż mogłem mu powiedzieć? Przyznałem mu rację. Przypuszczam, że on na pewno nie zajmuje się tłumaczeniem przypadków dziwnego zbiegu okoliczności. W młodości strawiłem sporo czasu na studiowaniu historii filozofii, nauki, która w znacznym stopniu poszerza horyzonty myślenia, co w praktyczny sposób przydaje się w ciągu całego życia, ale wraz z osiągnięciem podeszłego wieku wszelkie teorie filozoficzne i rozważania na temat naszej egzystencji stają się mniej przydatne, bo i na cóż się zdadzą?

Nie mam najmniejszej ochoty torturować się rozmyślaniami czy w niedalekiej przyszłości będę tułał się po kosmicznych bezdrożach nieskończoności, straszył w starym domu lub na cmentarzu, albo, co nie daj Boże, smażył się w kociołku z wrzącą smołą. Obiecanki o szczęśliwym życiu w niebiańskim dobrobycie też nie są zbyt pewne, więc zapominam o tego rodzaju dywagacjach i co wieczór grzecznie i z pokorą odmawiam trzy zdrowaśki, po czym spokojnie, z wiarą i zaufaniem w przyszłość, kładę się spać. Na pocieszenie mogę sobie powiedzieć, że nie jestem ani tym pierwszym, ani tym ostatnim, który kiedyś wyruszy w ostatnią podróż. W gromadzie zawsze raźniej.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko