Wiesław Łuka  – O zaistnieniu sensu i  dźwięku

0
71

          Piszą twórcy i krytycy sztuki, że w  tym Warszawskim Uniwersytecie na Okólniku:  „…Rodzi się wiara w potęgę ludzkiego ducha i talentu…”.  Tu jednemu  z pierwszych uczniów, ponad 200 lat temu, objawiała się artystyczna, muzyczna wielkość – objawiła się uczniowi,   Fryderykowi  Chopinowi. O niej ja usłyszałem po raz pierwszy siedemdziesiąt lat temu jako dziesięciolatek na  siedleckim przedstawieniu szkolnym , że dzieciak,  Fryderyk  lubił  wieczorami podglądać i podsłuchiwać mazowieckie śpiewy gości  świątecznych , czy weselnych pod wiejskimi oknami w okolicach  Żelazowej Woli.

***

Oddaję głos historii

 Ten Uniwersytet, to  jedna z najstarszych w Europie uczelni muzycznych. Ona w swoich dziejach wiele razy zmieniała szyld; dziś nazywa się :   Uniwersytet Muzyczny im. Fryderyka  Chopina.  Powstanie zawdzięcza dwóm wielkim, polskim artystom  przełomu epok, pozytywizmu i romantyzmu: Wojciechowi Bogusławskiemu i  Józefowi Elsnerowi.

 Będzie o niej!

Tu Geniusz- Fryderyk, liczący  wówczas  21 lat,  ostatni raz zagrał dla rodaków przed wyjazdem z  ojczyzny do Francji 191 lat temu. Już na emigracji,  po Powstaniu Listopadowym głosił : „…Szczęśliwy, kto może być kompozytorem i wykonawcą zarazem… Posługujemy się dźwiękiem, aby  tworzyć muzykę, tak jak posługujemy się słowami, aby tworzyć język… Co prawda, Fryderyk  nie tworzył poezji słowa, ale za „poezję  dźwięku”  pokochał go i kocha cały świat.


Oddaję głos mistrzom nawet sprzed weków

Muzycy oraz wielcy autorzy innych sztuk szukali jedynego w swoim rodzaju  umiejscowienia jej w kosmosie.

Tomasz z Akwinu:… Muzyka wznosi nas ku Bogu z braku prawdy, aż po dzień , kiedy On sam olśni nas jej nadmiarem …

Ludwig van Beethoven: „…Muzyka, to objawienie wyższego rzędu niż wszelka mądrość i filozofia… Kto rozumie i odczuje moją muzykę,  będzie na zawsze wolny od całej nędzy, w której wloką się inni ludzie…”

Cyprian Kamil Norwid:… Głębią muzyki i innych sztuk jest może / Przypadkowe odgarnąć, wyświetlić, co Boże…

Stanisław Moniuszko ze łzami w oczach: „…Ja sercem piszę dla was tę muzykę, z miłości dla mej ojczyzny i mych rodaków. Nie chodzi mi o wasze oklaski, lecz o waszą  miłość. A wyczuwam, że wionie od was ku mnie…”

Ignacy Paderewski (ulubieniec kobiet) podczas obchodów na cześć urodzin Chopina: „…Dzieło, na które patrzymy nie powstało z nienawiści, zrodziła je  miłość głęboka  ojczyzny, nie tylko w jej minionej wielkości ale także ku jej przyszłości…”

Emile Michel Cioran: „…  Muzyka, to ostateczna emanacja wszechświata , tak jak Bóg, to ostateczna emanacja muzyki…”

 Krzysztof Penderecki  w wywiadzie – rzece: „…Często śni mi się muzyka; niestety, nie potrafię jej zapisać we śnie. Zawsze mi się wydaje, że we śnie brzmi o wiele lepiej. Kiedy wstaję rano koło szóstej, mam głowę pełną muzyki, ale potem ona jakoś blednie, Wyobraźni nie da się zapisać, można się do niej jedynie przybliżyć…”


Oddaję  głos byłemu rektorowi Uniwersytetu…

W nie tak dawnych latach Stanisław  Moryto, wybitny kompozytor, mistrz organów  zasłużył na przypomnienie swojej książki.  Dał jej nieco tajemniczy, a zachwycający tytuł  i wyposażył  w nie byle jaką  treść: Zaistniał sens i  dźwięk”

Organista objeździł ze swoją muzyką cały świat   ostatnich dekad. Przyjaźnił się ze wszystkimi  mistrzami  klawiszowego instrumentu . O Muzycznym Uniwersytecie Warszawskim  zaleca mówić: „… Czołowa uczelnia artystyczna, ciesząca się światowym prestiżem…” . To on pierwszy sformułował myśl o  „wierze w potęgę ludzkiego ducha i talentu”  Chodzi o wiarę polskich oraz światowych, uczących tu  wykładowców  i  uczących się studentów. Jedni i drudzy  od dwustu lat  żyją w tej uczeni  w  opisanych uniwersyteckich programach nauczania  historyczno – teoretycznego, a także  powtarzanych instrumentalnie  na praktycznych lekcjach muzyki. Tu  niezwykle często brzmi muzyka  podczas  organizowanych  festiwali i koncertów dla publiczności. A wszystko zaczęło się z inicjatywy dynastycznego króla Rzeczypospolitej, Stanisława Au gusta, ostatniego z Jagiellonów. Podobno on nakazał  nauczać muzyki bezpłatnie i  trzystopniowo. Dlatego po burzliwych latach napoleońskich tak pracował  nad chłopcem, Chopinem Józef Elsner,  jego  również  wielki  nauczyciel, mistrz fortepianu, dyrektor opery przy Teatrze Narodowym .   On właśnie czuwał nad  porządkiem  nauczania muzyki  w  pierwszych dekadach po rozbiorach ojczyzny  – porządkiem,  by trąby, kotły, waltornie, bębny nie przeszkadzały innym instrumentom oraz głosom uczącym się śpiewu lub kompozycji. Kompozycji  Elsnera niezwykle pilnie słuchał młody Fryderyk. A efekt ? Dość szybko młodzieniec prześcignął  „konkurentów”. Przed wyjazdem na emigrację zdążył  w Warszawie skomponować obydwa,  genialne koncerty fortepianowe:  e-mol  i ef-mol na fortepian i orkiestrę.

 Szybko po Powstaniu  Listopadowym  władze carskie nakazały zlikwidować  wyższe szkolnictwo muzyczne w podbitym kraju.  Dlatego najmajętniejsi  rodacy organizowali „cichaczem”  prywatne, domowe  koncerty.

   Stanisław Moryto , organista, rektor oceniał dziewiętnastowieczny okres  międzypowstaniowy :  „ … Polacy zręcznie zagospodarowywali  obywatelską  aktywność czasów niewoli…”

***


Oddaję głos obecnemu  rektorowi 

      Akordeonista,  Klaudiusz   Baran,  rektor-elekt  ukończył  Akademię   w 1995 roku w klasie prof. Jerzego Jurka. Jako stypendysta rządu francuskiego kontynuował studia  w Paryżu. Po powrocie do kraju  objął   na Okólniku  stanowisku profesora, gdzie w latach 2002-2005 pełnił obowiązki kierownika Międzyuczelnianej Katedry Akordeonistyki.  W roku  2008 roku awansował na stanowisko  prodziekana, a za trzy lata  dziekana Wydziału Instrumentalnego. Od roku 2012 jest kierownikiem Międzyuczelnianej Katedry Akordeonistyki. W kadencji 2012-2016 pełnił funkcję prorektora UMFC ds. artystycznych. Jest laureatem niezliczonych nagród  krajowych i światowych. Występuje solo, w zespołach kameralnych, a także z towarzyszeniem orkiestr symfonicznych. Jest zapraszany jako wykładowca na międzynarodowe kursy interpretacji muzycznej.  Jego studenci, uczniowie  ponad 50 razy byli nagradzani na polskich i międzynarodowych konkursach akordeonowych – solowych i kameralnych.

    Magnificencja, Klaudiusz Baran już kilka kadencji pilnuje, by studenci „markowego” Uniwersytetu  stawali się nie tylko utalentowanymi muzykami, ale równocześnie wypromowanymi obywatelami kraju i szlachetnymi ludźmi. Zapewnia: „…Tu się wychowuje i kształci awangardę młodych ludzie odpowiedzialnych za sztukę i za siebie… ” W pełni podziela to, co  wcześniej powtarzali jego poprzednicy   – o potędze ducha i talentu. Zapewnia, że w tych murach „żyje duch polskości”.

   Pytam o najwybitniejszych artystów tu wypromowanych. Natychmiast padają nazwiska: obok Fryderyka Chopina staje  Karol Szymanowski. Pytam: Czym się wybijał Szymanowski? Słyszę: – Tworzył ponadczasową muzykę. Mniej znaną w świecie, więc  cieszy mnie aktualnie, że  w USA przygotowują sceniczną  promocję opery „Król Roger”… Gdy Szymanowski był tu rektorem  (1930 – 1932}– uczelnia stanęła na twardych podwalinach;  ruszyła naprzód. Pojawiły się w niej nowo utworzone przedmioty muzyczne i ogólno – humanistyczne. Pojawili się nowi, młodzi wykładowcy oddychający potężnymi płucami…  

   Zatem moja, wyczytana  uwaga: – Niektórzy krytycy sztuki , a może prześmiewcy, uważają, że język muzyki nie potrzebuje potężnych płuc, choć niektóre instrumenty nazywamy dętymi?’… Notuję rektora: –  Zdrowe płuca – zdrowy duch, wzajemna sympatia i wrażliwość… – Przyznaję: Tu na korytarzach nikt mnie nie zna, a każdy  mi się kłania…  Rektor: – Bo tu studiują ludzie sympatyczni  i wrażliwi. Muzyka tak działa na człowieka. Jej język jest uniwersalny, nie wymaga tłumaczenia i przekładu z angielskiego, chińskiego czy  eskimoskiego.  Często potrafimy się porozumieć bez słów…

    Rektor wspomina: – Polski,  wybitny pianista, choć nie nasz absolwent, Kristian Zimerman, gdy tu otrzymywał tytuł honoris cauza  wyznał: „ Stałem  się muzykiem, ale jestem przede wszystkim humanistą.  Trzeba być wykształconym humanistą, żeby osiągnąć poziom  w  sztuce. Najpierw jesteś instrumentalistą, potem muzykiem, a dopiero potem artystą.

     Zmieniam ton:  – Gdy tu teraz dokumentuję reporterską opowieść, chodzę korytarzami, odpowiadam na nieoczekiwane pozdrowienia panien z Polski i ze świata a także młodzieńców, studentów  z różnych krajów , czuję w tych uniwersyteckich murach  genius loci

     Odpowiada mi  magnificencja: – Ja sporo lat temu, gdy się pojawiłem tu pierwszy raz, także od razu to poczułem na przyrodniczo zielonej, nadwiślańskiej skarpie. Mamy tu, „ za miedzą” Muzeum  Chopina w pałacyku Ostrogskich, mamy gigantycznych rozmiarów twarz Chopina na murale po sąsiedzku, na ścianie kamienicy. W pobliżu zaleca się do widzów Teatr Polski,  trochę dalej gmach  filharmonii, a niedaleko potężna budowla Opery Narodowej wraz z Teatrem Narodowym… Genius loci.  Czego tu w stolicy więcej szukać ?!

*

   Wtrącam swoje, bo od najmłodszych lat pokochałem  rzewne dźwięki, a także weselsze  melodie  akordeonu, nazywanego wówczas harmonią To działo się w wykonaniu mego starszego brata stryjecznego, Bronka  Łuki.

*

   Przypominam to sobie teraz, a rektora Klaudiusza  – akordeonistę zapytuję i notuję : „…  Powiem o płytowym nagraniu  kilku sonat wschodniego pochodzenia. One ciągle przemawiają do mnie wielkim ładunkiem  emocjonalnym. Odwołują słuchacza do losu ludzkiego, który  przemawia do nas swoją kruchością. Zwłaszcza  w  aktualnych latach pandemii  wirusowej i wojny „za miedzą”. W kruchej teraźniejszości trzeba znajdować i doceniać dobro, które także jest. Mam na myśli sonaty, które mają w sobie akordy molowe dzwonów cmentarnych  jak również jakąś nadzieję durową, która nigdy nie umiera…”

   W korytarzach i salach  Uniwersytetu Muzycznego  łatwo usłyszeć ten optymizm i młodzieńczą radość życia.  


Oddaję głos mistrzowi pianistyki  

    Na Okólniku,  profesor Piotr Paleczny nazywa tę uczelnię : „moja  Alma Mater”. Tu rozpoczął  akademicką naukę gry na fortepianie; oczywiście, po ukończeniu dwóch wcześniejszych poziomów  szkolnych. Tu jako student zdobył w 1970 roku  tytuł laureata Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina. Stanął wtedy na trzecim stopniu podium, najwyżej z Europejczyków. Wyprzedzili go Amerykanin, Garrick Ohlsson i Japonka,  Mitsuko  Uchida. Tu wychował, jako jedyny z tej uczelni, dwóch zagranicznych laureatów konkursu.  To niewątpliwie przesądziło o całym jego artystycznym życiu.

    Pytam o nastroje z  tamtych lat.  Laureat wspomina: „… Wtedy cała Polska żyła konkursem… Trudno cokolwiek porównywać z dzisiejszymi czasami. Ekipę na konkurs przygotowywano około dwóch lat w murach tej i innych, krajowych wyższych szkół  muzycznych. Było takie oswajanie kilkunastu młodych pianistów, płci obojga na światową imprezę. Wszyscy z nas zasypiali i budzili się ze świadomością, że czeka nas, muzyków fortepianu, zmaganie w najważniejszym, światowym „boju” artystycznym…”

    Pytam o nastroje po otrzymaniu trzeciej nagrody w konkursie i dodatkowo pierwszej za wykonanie poloneza .  Notuję: „…Konkurs i nagrody zmieniają dotychczasowe życie z dnia na dzień. W sobotę nagroda, a w niedzielę już się jest rozpoznawalnym  w tramwaju, w innych miastach,  a niedługo w świecie, w najważniejszych salach koncertowych Nowego Jorku. Londynu, Amsterdamu… Po wygranym konkursie każdy laureat ma niepisany obowiązek  sprawdzenia się w oczach jury, które obdarowało nagrodą…

    Pytam o jakieś szczególne wydarzenia podczas objeżdżania świata. Notuję: „… Każdy kolejny koncert jest szczególny. Nie zapamiętuje się jednego, czy drugiego występu, bo każdy koncert jest najważniejszy. Muszę jednak przyznać, że granie przed laty z towarzyszeniem symfonicznej orkiestry chicagowskiej utworu  Ignacego Paderewskiego odczuwam jako nobilitację i , zapamiętam  ją  do końca życia

    Pytam o wyjątkowość dorocznego festiwalu fortepianowego w Dusznikach Zdroju. Pewnie 80 procent rodaków nie wie, gdzie to śląskie miasteczko  leży.  Notuję: „… Ten festiwal ma markę najstarszego na świecie. Tu 200 lat temu grał koncerty w ówczesnym miasteczku niemieckim, Bad Reinerz, sam  Chopin. Gdy dolnośląskie Duszniki wróciły do Polski, już w 1946 roku odrodził się festiwal. To miejsce jest „uświęcone” tamtą obecnością arcymistrza Fryderyka. Tu przyjeżdżają wirtuozi z całego świata i prowadzą kursy mistrzowskie dla grupy naszej, najbardziej utalentowanej młodzieży muzycznej…”.

    Pytam o udział mistrza – nauczyciela jako jurora między innymi Międzynarodowego Festiwalu Chopinowskiego. Notuję: „… Nasz konkurs co cztery lata, jest najbardziej oblegany w świecie  przez młodych artystów walczących  o najwyższe w nim laury…”

    Pytam o atmosferę pracy jurorów konkursu. Czy zdarzają się ostre różnice ich zdań przy podziale  nagród? Notuję: „… Pamiętam jedno takie wydarzenie – słynna ikona pianistki, Argentynka opuściła w proteście prace jury, co oceniałem negatywnie.  Jury składa się z od 15 do 17 osób i każdy z nas ma prawo wielokrotnie wypowiadać i bronić swoich opinii. Byłem jurorem w setce konkursów na świecie i w dalszym ciągu jestem do nich zapraszany. Gdy godzę się na to zaproszenie, to muszę akceptować opinię tego gremiun; nawet niezależnie od mojego  indywidualnego sądu.

   Pytam o opinię  poziomu zgłaszających się do konkursu młodych ludzi z różanych stron świata. Notuję: „… Świat się zmienia, technika gry studentów oraz absolwentów pianistyki także się zmienia; ciągle ewoluuje. Ciągle będzie się zmieniać. Obserwuję to na świecie, gdzie jestem zapraszany. Obecnie udzielam dużo lekcji  gry prowadzonych on line  z powodu pandemii. Poziom takiego nauczania jest na pewno niższy od kontaktów bezpośrednio osobistych, ale co zrobić? Na szczęście właśnie powraca metoda face to face.

   Proszę profesora o przypomnienie tego utworu i jego specjalnie nagrodzonego  wykonania ponad pół wieku temu: „… Grałem wówczas genialnego poloneza As-dur z 1842 roku, który do dziś wywołuje we mnie głębokie emocje. Byłem wtedy dumny i szczęśliwy, że jako polski pianista zdobyłem tę wyjątkową nagrodę  za najlepsze jego wykonanie. Utwory Chopina  niewątpliwie przesądziły o całym moim artystycznym życiu. Tego poloneza  określają krytycy i reszta rodaków jako jednego  z  głównych,  artystycznych symboli polskości. Nazywają go Alla Polaacka Maestoso. Mieści on w sobie  frazy taneczne, marszowe, liryczne i harmoniczne. Słucha się go około 7 minut.

*

Wtrącam  od siebie: To wielkie dzieło muzyczne budziło za komuny mnie i miliony Polaków o godzinie szóstej każdego ranka  –  wszystkich nas, którzy  dysponowali radiem lampowym na stoliku lub „kołchoźnikiem” na ścianie.

*


Oddaję głos młodym dyplomantom

   Słuchałem niedawno koncertu symfonicznego w warszawskiej filharmonii na zakończenie roku akademickiego. Szefostwo uniwersytetu wyróżniło najlepszych wykonawców, którzy grali z Orkiestrą Filharmonii Narodowej. Daniel Mieczkowski popisał się jako dyrygent orkiestry, a Marianna Żołnacz zagrała na flecie utwór Jacquesa Iberta z roku 1934. Ale uwaga – młody absolwent uniwersyteckiej dyrygentury wystąpił w dwóch rolach:  momentami włączał się ze swoim fletem do gry z koleżanką Marianną. Zatem publiczność  słuchała utworu na dwa flety z orkiestrą. Na sali siedziało pełno kolegów z uniwersytetu; zapewne  i ich rodziców. Bili brawa po każdej z trzech części utworu: Allegro i głośne brawa,  Andante i brawa nieco skromniejsze, Allegretto scherzando i szaleństwo braw oraz  okrzyków. Pomyślałem: studenteria i rodzice nie często odwiedzają filharmonię, bo nie wiedzą że oklaskami nagradza się wykonanie całego utworu, nie zaś jego części. Po przerwie, dugą część koncertu, młodzieniec Mieczkowski prowadził z dyrygencką  pałeczką i ogromną werwą czteroczęściową VIII symfonię major, Antonina Dvorzaka. O tej kompozycji można przeczytać u krytyków, że jest „utworem wysmakowanym, uchwyceniem czeskiej duszy”. Dodam od siebie, że w twórczości sąsiada – Czecha słyszę rżenie i kłusowanie kowbojskich mustangów, a także nostalgiczne nuty amerykańskich, rozległych stepów. Dvorzak długie lata żył i komponował w USA. Jednej z symfonii, bliskiej artystycznie do tej VIII…,  dał tytuł: Z Nowego Świata. Wspaniały kompozytor! Wieka muzyka!


Oddaję głos najmłodszym studentom

   Daria, Konstanty i Eliza – „pierwszo roczniacy” –  siedzą  w rogu korytarza uniwersyteckiego. Rozłożyli nuty i  ćwiczą na gitarach. Jutro egzamin z „instrumentów głównych”! Nie mogą mi poświęcić wiele czasu na rozmowę.

    Daria uważa: „ …Studiować w tym Uniwersytecie to  samo życie… Tu się gra i ćwiczy całym sercem i z wielką pasją. Przepraszam teraz – nie chcę  opowiadać o emocjach i uczuciach, to zostawiam na jutrzejszy egzamin… Do tej pory byłam zafascynowana inną muzyką, taką bardziej  młodzieżową  – umpa, umpa. Tu uczymy się muzyki rozwijającej umysł…”

    Konstanty uśmiecha się: „…Do Warszawy przyniosło mnie z  Rzeszowa i nie żałuję tego. Już po trzech miesiącach na wykładach z historii usłyszałem, kim dla nas był Gall Anonim. To pierwszy polski kronikarz.  Musiałem o nim tu przeczytać, z polecenia wykładowcy, bo nauczycielka w Rzeszowie nie dbała o to. Tu wyrabiam sobie miłość do grania, ale także do czytania książek. Mam poczucie dobrze  spędzanego czasu i oddalam swoje frustracje. W takiej uczelni żegnam lenistwo umysłowe. Pomaga mnie w tym muzyka klasyczna. Tu czuję się inny i wyróżniony nawet na ulicy…”

   Eliza przyznaje: „…Przed egzaminem wstępnym  miałam trochę kursów profesorskich w Łańcucie. Profesor z dużego miasta – nie wymienię nazwiska –  uspokajał mnie,  że tu dam sobie radę, że wyjdę z tamtego zaścianka. Teraz widzę, że stolica to rozwój. Tu jest muzyka, która pozwala odnajdywać swoje miejsce i budować promyczek pasji…”


Oddaję głos szefowi biura promocji 

    Zauważam na tablicy korytarza, na przeciwko biura rektora, zaskakujący plakat z informacją: Biuro Promocji i Karier. Że na uniwersytecie promuje się naukę i mimo wszystko wychowanie – to zrozumiałe. Ale co tu „robią” kariery. Pytam szefa biura, Michała Ostoję Ostaszewskiego o jakie kariery tu chodzi?  Słucham i się dziwię … Notuję. „… My nie tylko tu uczymy muzyki, my także interesujemy się losami tych, którzy kończą naszą uczelnię. Pomagamy im szukać miejsc pracy. Wiemy, gdzie i jakie pojawiają się  możliwości  zarobkowania oraz dalszego rozwoju muzykowania. Ich losy i kariery nas obchodzą tak samo, jak ich muzyka…”


Oddaję głos sobie

Jeden z rektorów napisał „o wierze w potęgę ludzkiego ducha  i talentu”. A wyżej podpisany chętnie przypomni maksymę Cypriana K. Norwida: Muzyka, to piękno.., Ale piękno „nie na to jest, by pod korcem stało” ale po to,, by  „zachwycało do pracy” . I  tak dalej, i tak dalej… Muzyka, to ciężka praca!     

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko