Elżbieta Małkowska – Freeman rozmawiała z REMIM HORN SAN JAKUBOWSKIM

0
133

NADCHODZI POSTCZŁOWIEK

Z pisarzem, poetą, filmowcem, futurologiem REMIM HORN SAN JAKUBOWSKIM – o obliczach transhumanizmu rozmawia Elżbieta Małkowska – Freeman

fot. E. Dembe

Z pisarzem, poetą, filmowcem,futurologiem REMIM HORN SAN JAKUBOWSKIM – o obliczach transhumanizmu rozmawia Elżbieta Małkowska – Freeman

– „Skoro śmierć przyszła przez człowieka, to przez człowieka też dokona się zmartwychwstanie”… Tym cytatem chcę nawiązać do pana powieści Paradoks Jorga Steina i zapytać wprost: czy należy pan do ruchu H+.

– Mocno pani rozpoczęła… Nie…, nie należę do H+. Natomiast transhumanizm nie jest mi obojętny, zarówno w wymiarze intelektualnym, politycznym jak i kulturowym. I gwoli wyjaśnienia, przytoczony przez panią cytat nie pochodzi z mojej książki Paradoks Jorga Steina, lecz jest interpretacją fragmentu Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian z roku 57 przez Nikołaja Fiodorowa, rosyjskiego filozofa, jednego z prekursorów transhumanizmu…

– Najkrócej rzecz ujmując w transhumanizmie chodzi o to, aby wykorzystać osiągnięcia nauki i nowych technologii, a zwłaszcza biotechnologii i nanotechnologii do przezwyciężenia ludzkich ograniczeń i poprawy kondycji gatunku, w konsekwencji mamy podążać drogą, która doprowadzi człowieka do nieśmiertelności. Pisał o tym Fiodorow i pisze pan w swojej powieści, przedstawiając losy bohaterów. Dziś zresztą pana książką jest mocno kontestowana w niektórych środowiskach, w tym także i teologów i są ku temu uzasadnione powody.

– I trudno się dziwić, wszak dotykamy metafizyki i nowych technologii. Poruszone przez panią zagadnienia wymagają jednak uporządkowania. Transhumanizm jest ruchem, który przede wszystkim wskazuje na potrzebę i możliwości jakie stwarza nauka, aby poprawić jakość życia człowieka w wielu wymiarach i obszarach. To nie jest ruch, który domaga się czegokolwiek w formie obligatoryjnej. Z ruchem identyfikuje się wiele grup społecznych, zawodów itp. Wspomniany w naszej rozmowie Nikołaj Fiodorow propagator nieśmiertelności i wskrzeszania zmarłych ludzi należał do tzw. nurtu chrześcijaństwa aktywnego. Aktywnym propagatorem transhumanizmu był angielski biolog Julian Sorell Huxlej, twórca pierwszej definicji tego pojęcia i dziesiątki innych.

– Transitoryhuman czyli przejściowa forma człowieka. W pana powieści sporo takich istot – transludzi, które udoskonaliły ciało, ale także zmieniły się mentalnie, poszerzyły funkcje poznawcze umysłu, wszczepiając sobie w mózg implanty, czipy itd… W klinikach ektogenezy przychodzą na świat dzieci z wylęgarek, a w laboratoriach przegrywamy mózgi na dyski komputerowe. Czy humanista z krwi i kości pozwoliłby na takie eksperymenty?

– Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na tak postawione pytanie. W tej materii bliski jest mi pogląd współczesnego brytyjskiego filozofa i futurologa Maxa More, że transhumanizm ma wiele elementów wspólnych z humanizmem – przede wszystkim szacunek dla rozumu i nauki, nacisk na postęp i docenianie roli człowieczeństwa czy transczłowieczeństwa w życiu. Transhumanizm różni się jednak od humanizmu przez przyzwolenie, a nawet oczekiwanie na radykalne zmiany w naszej naturze i dostępnych nam możliwościach oferowanych przez naukę i technologie. Nawiasem mówiąc, niepokoi mnie zamykanie  uniwersyteckich wydziałów humanistycznych na rzecz transhumanistycznych, np. w Japonii. Jeśli ta tendencja miałaby się utrzymać nadal, pole do dyskusji o przyszłości człowieka znacznie by się zawęziło. Proces transhumanizacji jest wielkim wyzwaniem egzystencjalnym, intelektualnym i kulturowym. Mówimy bowiem o ogniwie pośrednim pomiędzy człowiekiem a postczłowiekiem. Nowej erze w dziejach ludzkości.

– Gatunek ludzki wchodzi w erę postdarwinowską…?

– Tak to można ująć. Człowiek zaczyna kontrolować ewolucję. Przypadkowe, szkodliwe mutanty są eliminowane. W sferze społecznej likwiduje się głód, ubóstwo, choroby, cierpienie. Dzięki osiągnięciom naukowym i nowym technologiom radykalnie poprawia się środowisko, natura odzyskuje swój blask. Wreszcie człowiek rozumie, że korzystając z dobrodziejstw nauki, wykorzystując jej interdyscyplinarność jest w stanie pokonać własne ograniczenia biologiczne.

– Brzmi to fantastycznie, ale nagle – jak w pana powieści – pojawia się dr Alfredo Patano, naukowiec, później premier, dyktator, wyjątkowa kanalia, transhumanista, który zaprzęga naukę i technologie, aby czynić zło człowiekowi.

– Niedawno, przy okazji realizacji zdjęć do mojego nowego serialu dokumentalnego Drogi Boga i ludzi spotkałem się z wybitnym polskim teologiem ks. prof. Tadeuszem Dolą, przewodniczącym Komitetu Nauk Teologicznych Polskiej Akademii Nauk, który w rozmowie ze mną podniósł temat zagrożeń wypływających z transhumanizmu, przede wszystkim natury etyczno – moralnej. Te zastrzeżenia podziela wiele osób, również i ja, czego dowodem jest właśnie powieść Paradoks Jorga Steina. Człowiek jako jednostka  bywa czy nawet jest traktowany jako przedmiot natury, medycyny i otoczenia w którym żyje, a nie podmiot, który decyduje o sobie. Tak jak niejednokrotnie w teoriach transhumanistów. Na oczekiwane zmiany patrzy się bowiem bardziej w kategoriach populacji niż poszczególnych ludzi. Ponadto świadomości ludzkiej, o czym wielokrotnie mówiłem, nie da się zrozumieć przy pomocy teorii ewolucji lub zredukować do przekazów neurologicznych w mózgu. Oblicza ludzkiej natury, wymiar człowieczeństwa, moralność jak pokazałem w książce nie zawsze mają jasną barwę, podobnie jak nasza codzienność. Przecież nie można wykluczyć, że sam człowiek, technologie i sztuczna inteligencja przyczynią się do zagłady gatunku. Rozwój nauki i postęp technologiczny jest jednak nieunikniony… Nie da się go zatrzymać. Co najwyżej można go nieco spowolnić. Pozostaje jeszcze odpowiedź na pytanie: czy nauka jest w stanie podołać oczekiwaniom transhumanistów, a człowiek zaakceptuje ten sposób myślenia. Czy nowe technologie zapewnią nam to dobrodziejstwo, o którym mówią transhumaniści. A w tej kwestii nie brakuje sceptyków. Ot chociażby genetyk Steve Jones, który twierdzi, że przeceniamy możliwości nauki i jej nieograniczonej roli, zwłaszcza nowych technologii w życiu człowieka.

– A co z wolnością człowieka? Skoro ulepszamy świat, ewolucja jest w naszych rękach to kontrolujemy wszytko wokół…

– Dotykamy fundamentów. To jeden z motywów mojej książki: wolność jednostki czyli takie życie człowieka, które zapewnia mu bezpieczeństwo i spokój oraz eliminuje strach. Wielokrotnie zetknąłem się z opinią, że transhumanizm jest quasi religią: wszystko pod kontrolą. Nie podzielam tego rodzaju poglądów. Niemniej, i to wydaje mi się interesujące, mamy w tym obszarze analizy do czynienia z konfrontacją dwóch sposobów myślenia: pierwszy, bliższy transhumanistom wywodzi się antropologii darwinowskiej, naturalistycznej, drugi sięga do antropologii kantowskiej, antynaturalistycznej. Dla identyfikującego się z tym drugim nurtem Jurgena Habermasa, wybitnego niemieckiego filozofa i socjologa, najbardziej znanego współcześnie przedstawiciela teorii krytycznej, którego miałem okazję osobiście poznać, wolność człowieka nie może być rozporządzana wolą innych ludzi, a takie zagrożenie pojawia się gdy zaczynamy udoskonalać gatunek ludzki, zmieniać otoczenie i świat dotychczas nam znany.

– Na przykład ingerując w genetykę człowieka przed i po narodzeniu, że odwołam się do pańskich wylęgarek z powieści.

– Może powinienem przyznać pani rację… Ale zagadnienie nie jest tak oczywiste.  Pewnych ingerencji genetycznych w organizm nie da się uniknąć… w wielu przypadkach chorobowych są one lub będą wręcz pożądane. Tutaj chodzi o coś zupełnie innego, o poczucie autonomicznego istnienia, że my jesteśmy panem własnego życia, jego autorem, a nie bytem stworzonym czy tworzonym za pomocą nowych technologii albo technologią. Granica pomiędzy podmiotem a przedmiotem, pomiędzy osobami a rzeczami z powodu ingerencji genetycznej nie może zostać zatarta. Gdy tak się stanie zaczniemy wartościować ludzkie życie. Chociażby ze względu na jego cechy, zdrowie, właściwości genetyczne. W takim scenariuszu rozwoju – czego się obawiam – trudno będzie o godność człowieka, a tym bardziej wolność jednostki.

– Jak pan, człowiek wiary interpretuje koncepcję transhumanistów, zakładającą, że nie istnieją żadne nadnaturalne siły, które miałyby w jakikolwiek sposób wpływać na ludzkość, kierować nią, wyznaczać rytm przemian gatunku.

– Podchodzę do tego typu poglądów spokojnie i zdroworozsądkowo. Jako człowiek wychowany w tradycji judeochrześcijańskiej traktuję godność człowieka i równość ludzi jako niezbywalne prawa gatunku. Na pewno nie postrzegam człowieka wyłącznie jako bytu warunkowanego biologicznie i społecznie. W Paradoksie Jorga Steina, na płaszczyźnie metafizycznej, rozwinąłem ten wątek. Stąd też może w niektórych kręgach teologicznych powieść jest kontestowana, o czym pani wspomniała. Pragnienie nieśmiertelności, życia wiecznego przez człowieka z natury rzeczy wywołuje dyskusje i spory.

– Czy postczłowiek będzie istotą doskonalszą od obecnego?

– Naturalnie. I stanie się to w bardzo niedalekiej przyszłości. W wariancie pesymistycznym najpóźniej pod koniec XXI w. Takie ulepszone postacie przewijają się przez łamy mojej książki. Ludzie będą żyć zdecydowanie dłużej. Człowiek stanie się bardziej odporny na choroby i urazy. Poziom inteligencji zdecydowanie będzie przewyższał intelekt współczesnego osobnika. Istota ludzka będzie mogła na przykład wywoływać u siebie różnorodne stany emocjonalne, chociażby stan długotrwałego zadowolenia…. W tej walce dobra ze złem, którego jesteśmy teraz świadkami szala przechylać się będzie na korzyść ludzi o otwartych sercach z twardymi moralnymi kręgosłupami dla których równość i godność człowieka nie będzie nic nie znaczącym hasłem, wymysłem gatunku, choć w najbliższych dwóch, trzech dekadach przyjdzie zapłacić nam za to wysoką cenę…. Pozwoli jednak pani, że nie będę rozwijał tego tematu.

– A jak będzie wyglądał postczłowiek?

– Transhumaniści wskazują, że nie ma potrzeby dookreślania fizyczności postczłowieka. Ważne jest zaistnienie postczłowieka. W świecie przyszłości – tak jak w mojej książce – jest miejsce na różnorodność. Nie wszyscy postludzie muszą być tacy sami. To kwestia wyboru przez samego człowieka. Według mnie możliwe są dwa scenariusze. Pierwszy, bardzo mi bliski, to fizyczny cyborg, człowiek z biologicznym ciałem i nadludzko rozwiniętymi zdolnościami lub cyborg – robot o humanoidalnej budowie z biologicznymi funkcjami życiowymi. Wariant drugi to rodzaj sztucznej inteligencji umieszczony na przykład w komputerze.

– Szwedzki filozof Nick Bostrom, wykładowca na University of Oksford, zauważa, że postludzie mogą  kształtować siebie oraz własne środowisko na tak wiele nieznanych nam sposobów, że spekulacje na temat cech postludzi oraz postludzkiego świata są skazane na porażkę  

– Na pewno nie można odrzucać tego typu poglądów lub ich lekceważyć. Bostrom ma dużo racji, gdy mówi o świecie przyszłości i o tym, że brakuje mam wiedzy jaką formę przybierze postczłowiek. Ale Bostrom nieco pływa w swoich wypowiedziach. Jest niedookreślony jak forma przyszłego postczłowieka. Jeżeli postczłowiek będzie lub zechce być zlepkiem informacji w sieci to bez wątpienia  liczba komputerów i serwerów osiągnie w świecie niebotyczną wielkość, a ingerencja w namacalny, fizyczny świat będzie następowała za pomocą robotów. Oczywiście te roboty i komputery nie będą przypominały obecnych. Natomiast jeśli postczłowiek zechce przyoblec się w formę cyborga to świat przyszłości w wielu dziedzinach będzie podobny do naszego, teraźniejszego, czego bym sobie życzył.

– Nick Bostrom zauważa również, że  „mózg jest materialnym przedmiotem. Działanie materialnych przedmiotów opisują prawa fizyczne. Prawa fizyczne mogą być odzwierciedlone w systemie operacyjnym czyli ludzki mózg może być odwzorowany w komputerze”

– W tej materii jesteśmy zgodni. Opisałem ten proces portretując Instytut Kitkowa w Paradoksie Jorga Steina. Możliwość transformacji umysłu będzie jednym z kluczowych etapów rozwoju transhumanizmu. Jeśli uda sprowadzić się człowieka do postaci cyfrowej na nośniku, na przykład na twardym dysku rozwój technologiczny poszybuje. Problemy niemożliwe do rozwiązania obecnie staną się rozwiązywalne.

– Czy transhumanizm nie jest utopią?

– W dziejach ludzkości kolejne etapy rozwoju technologicznego wydawały się utopią. Dlaczego to co nieosiągalne dzisiaj nie ma prawa stać się rzeczywistością jutro? Georg Picht, niemiecki filozof powiedział kiedyś, że utopia to stan poprawy ludzkiej rzeczywistości przy wykorzystaniu nauki i technologii tak, aby zapewnić gatunkowi ludzkiemu przetrwanie. A przetrwać chcemy, choć jako istota duchowa wierzę, że przetrwamy bez potrzeby przegrywania umysłu na dysk. Duch i materia mogą i potrafią ze sobą współpracować.

– Dziękuję za interesującą rozmowę

Rozmawiała Elżbieta Krystyna Malkowska Freeman.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko