Andrzej Wołosewicz – Ojciec umiera (z cyklu – krótkie prozy)

0
74

Mój ojciec umiera. Ma w końcu dziewięćdziesiąt lat. Dziewięćdziesiąt lat i kilka miesięcy. I właśnie one, te dziwne miesiące stały się oknem na umieranie ojca, w które zajrzałem. Niby spoglądam w nie od lat, od momentu operacji ojca, gdy wycięto mu otwór w szyi przez co właściwie stracił głos. Odtąd bardziej charczy niż mówi. Kiedy przed nim siedzę, to czytam z ruchu warg i coś tam słyszę, ale przez telefon słyszę tylko jego wysiłek, że coś mówi i zdziwienie, że ja niewiele, nic prawie z tego nie słyszę, nie rozumiem. I tak przez ostatnie dwadzieścia lat. Można się przyzwyczaić. (Nie wiedziałem, że można się przyzwyczaić.) Tyle, że w ostatnich miesiącach coś się zmieniło.

Jest listopad. Kiedy byłem u niego w lipcu, jeszcze był, jeszcze żył. To dziwnie brzmi skoro i teraz – jest listopad – nadal żyje. Żyje-nie żyje?, żyje-nie żyje?, właściwie tego nie wiem, nie rozumiem. Nie wiem, czy ojciec żyje czy nie żyje i nie wiem, dlaczego tego nie rozumiem. Może tu nie ma nic do rozumienia. Jakby wszedł w jakąś strefę życia-nie życia, jakąś strefę umierania, której z zewnątrz moimi oczami doświadczyć nie mogę. Widzę tylko jak jeszcze w lipcu chodzi po mieszkaniu, głośno słucha radia, pilnuje audycji w równie głośnym telewizorze, stara się być gościnny wciąż podsuwając jedzenie, pyta, próbuje rozmawiać.

            Jest listopad. Telewizor milczy. Radio nie gra. Rozmawiamy-nie rozmawiamy. Ojciec wstaje tylko do łazienki i po kilku ledwie wyduszonych słowach-nie słowach zapada się w siebie. Zamyka oczy. Jego szerokie łóżko, duża rozłożona kanapa zamienia się w trumnę. Gdyby nie szerokość i kołdra, którą jest przykryty byłaby nią całkowicie, bo oddech, który chude ciało ojca z siebie wydobywa jest niewidoczny. Wydobywa-nie wydobywa, wydobywa-nie wydobywa, wydobywa-nie…

Patrzę na ojca i zastanawiam się, czy jeszcze żyje czy umarł, czy czasami właśnie nie umiera patrząc w okno gdzie zachodzące słońce zostawiło mu jeszcze wąską wstążkę błękitnego nieba. Ale on nie umiera. On właściwie ćwiczy się w umieraniu i robi to jakoś dziwnie automatycznie. I chociaż nic nie mówi, wygląda, że o tym wie.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko