Janusz Termer – Literatura piękna w lekturach szkolnych*

0
73

    Dobór i zestaw książek literackich przeznaczonych dla młodzieży jako lektury szkolne, obowiązkowe i uzupełniające, budził i budzi nadal – i zapewne długo jeszcze będzie budził, szczególnie tuż przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego – wielkie emocje. Nie tylko pośród samych zainteresowanych: uczniów, pedagogów, pisarzy, krytyków i publicystów, ale także i polityków. Bez trudu oto można zauważyć, że każda „epoka” historyczna, każdy wyrazisty okres w dziejach najnowszych Polski, ba, każda partia polityczna, chciałaby dokonywać zmian i wprowadzać korekty do podstawowego kanonu lektur szkolnych – zgodnie z jej widzeniem świata i historii.

    Już w międzywojennym dwudziestoleciu szkoły polskie (a mam tu na myśli przede wszystkim szkoły średnie wszystkich typów) przeżyły kilka zmian i reform w tym zakresie (np. po przewrocie majowym Józefa Piłsudskiego), gdyż lektury szkolne stają się często – jakże niesłusznie – przedmiotem politycznych zabiegów, gdyż każdemu obozowi władzy zależy na promowaniu tą drogą własnych przekonań. Szczególnie wyraźnie widać to w okresie powojennym, gdy obok naturalnych zmian (czyli wchodzenia do lektur nowych ważnych książek pisarzy współczesnych) można było zaobserwować jak na listy lektur szkolnych wprowadzano często dzieła nie najwyższego literacko i artystycznie lotu, ile utwory sławiące mniej lub bardziej wyraźnie działania i poglądy ideologiczne ekip sprawujących władzę. Jaskrawym przykładem mógłby tu być zestaw lektur szkolnych z okresu 1948-1955, czyli przed październikiem 1956 roku, kiedy to obok szacownej klasyki (i to dobranej wokół dość wąsko rozumianego kryterium literackiego realizmu) królowały dziełka sprawiedliwie dziś zapomnianych tzw. „socrealistów”, jak np. Numer 16 produkuje czy Wiosna sześciolatki, by ograniczyć się tylko do przykładów z literatury polskiej, choć wiadomo przecież, że zalecano młodzieży także sztandarowe dzieła epoki autorów zagranicznych, jak choćby Wasilija Ażajewa Daleko od Moskwy (podobno w czasie tzw. “praskiej wiosny 68” jeden z tamtejszych lokali rozrywkowych nosił taką nazwę, co dobrze chyba świadczy o sile literatury!).

    Nastąpiły potem w zestawach lekturowych wielce znamienne i na ogól korzystne zmiany, dotyczące przede wszystkim polskiej i obcej literatury współczesnej. Poszerzeniu uległ krąg autorów oraz – co ważniejsze – krąg proponowanych przez nią tematów, obejmujących w bardziej obiektywnym świetle wydarzenia historyczne (np. udział Polaków w walkach na Wschodzie i na Zachodzie w czasie II wojny światowej) oraz coraz szerszy krąg tradycji narodowych. Literackie płody „socrealistów” zostały szczęśliwie wyeliminowane na fali zmian politycznych i zastąpione utworami operującymi szerszymi kategoriami w widzeniu współczesności. Doszli tu więc głównie pisarze, których utwory poszerzały wiedzę młodego odbiorcy o sprawy nie mające przedtem prawa obywatelstwa nie tylko w zestawach lektur szkolnych. Na przykład: utwory pisarzy okresu międzywojnia (Bolesław Leśmian, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Bruno Schulz, Stanisław Ignacy Witkiewicz), wiersze powstańcze poetów pokolenia wojennego z twórczością Krzysztofa Kamila Baczyńskiego na czele, wiersze i dramaty Tadeusza Różewicza, proza autora Kolumbów, Romana Bratnego, odkrywająca dramat i dylematy wyborów pokolenia AK-owskiego po wojnie, potem proza Haliny Auderskiej Ptasi gościniec odsłaniająca (prawda, że w sposób zawoalowany na tyle, na ile pozwalała ówczesna cezura) los Polaków zesłańców w ZSRR czasu drugiej wojny światowej. Do lektur trafiły też utwory pisarzy zachodnich dotąd nieobecne w szkołach średnich, jak choćby Dżuma Alberta Camusa – sztandarowe dzieło uniwersalizmu europejskiej myśli humanistycznej XX w.

    To tylko cząstka charakterystycznych przykładów zmian, których kolejna – zasadnicza i dość rewolucyjna – tura nastąpiła jk wiadomo po roku 1989, po upadku Polski Ludowej i systemu ideologii tzw. realnego socjalizmu. Doszło do zmian w sumie też dość mocno kontrowersyjnych, bo obok wielce pozytywnych i korzystnych dla młodego czytelnika, jak wprowadzenie do zestawu lektur twórczości emigracyjnych pisarzy (takich, jak Witold Gombrowicz, Czesław Miłosz, Aleksander Wat czy Gustaw Herling-Grudziński), utworów poetyckich takich pisarzy polskich, jak Miron Białoszewski, Jan Twardowski czy prozy Marka Hłaski oraz utworów pisarzy zagranicznych, dotąd ze względów politycznych nieobecnych nie tylko w lekturach szkolnych, jak George’a Orwella Folwark zwierzęcy i Rok 1984 czy Michaiła Bułhakowa Mistrz i Małgorzata.

   Doszło też jednak, zwłaszcza w kolejnych latach, do jeszcze innego rodzaju zmian, nie zawsze korzystnych dla edukacji młodego pokolenia. Zmian wynikających z tendencji do okrojenia listy lektur (by „umysłowo nie przemęczać młodzieży”), zwłaszcza jeśli chodzi o pisarzy staropolskich, gdzie stał się taki wielki idiotyzm jak wyrzucenie poza nawias obowiązkowej lektury nawet Krótkiej rozprawy między panem, wójtem a plebanem Mikołaja Reja, ojca ponoć literatury polskiej, który miał nieszczęście być wyznawcą protestantyzmu (dodajmy na marginesie, że dziełko to jest nadal klasyczną kwintesencją dylematów społecznych w Polsce, bez którego nie można zrozumieć w pełni ani naszej historii ani wielu aktualiów teraźniejszości). W ogóle to z literatury renesansowej pozostały w lekturach tylko: strzępy Mikołaja Rejowego Żywota człowieka poczciwego (trudno), okrojony wybór Fraszek, Pieśni, Trenów i Psalmów mistrza Jana z Czarnolasu (to już szkoda bardzo wielka szkoda), wybór Sonetów Mikołaja Sępa-Szarzyńskiego, a nawet i Kazania sejmowe złotoustego Sarmaty-jezuity Piotra Skargi. Z literatury polskiego oświecenia nowy ministerialny programista nie oszczędziła nawet znakomitych dzieł biskupa Ignacego Krasickiego pozostawiając fragmenciki tylko jego Bajek, Satyr i Monachomachii. W romantyzmie stosunkowo najmniej ucierpiał wieszcz Adam, ale już Juliusz Słowacki, a zwłaszcza Cyprian Kamil Norwid (ma tylko skromniutki wybór wierszy) również odczuli powiew nowych czasów w tym „oszczędzaniu” zdrowia intelektualnego młodego pokolenia uczniów.

     I tak dalej, i tak dalej – lista lektur coraz węższa, a na dodatek nie zawsze sprawiedliwa dla klasyki polskiej (i obcej też). Największe natomiast zamiany, co poniekąd zrozumiałe, nastąpiło na listach lektur literatury współczesnej. Wypadło z niej wielu autorów z powodów czysto quasi politycznej natury (jak autor Brzeziny i Sławy i chwały, autor Kolumbów, autor Tańczącego jastrzębia, czy autorka Ptasiego gościńca), których zastąpili inni pisarze bardziej “słuszni” w nowej epoce, autorzy “źle widziani” w poprzednim okresie, autorzy wierszy o charakterze doraźnej, aktualnej politycznej agitki, których zrozumienie już dziś, po paru czy parunastu latach, nastręcza – wobec nieobecności kontekstu – wielu trudności (także w zrozumieniu innych, niż polityczne, kryteriów przeceniania ich wartości poetyckich). Kłopotliwa sprawa nie tylko dla uczniów i nauczycieli, ale nawet i dla krytyków młodego pokolenia. Podobnie i w prozie: na listy lektur szkolnych trafiły książki pisarzy, których rozgłos polityczny nie dorównuje wartości poznawczej i artystycznej ich dzieł, pisarze stanowczo przeceniani, jak wykazują to ankiety przeprowadzane kiedyś na ten temat np. w paryskiej “Kulturze” (jeśli ktoś koniecznie pragnie jakiegoś konkretnego stamtąd przykładu, to proszę bardzo – Początek Andrzeja Szczypiorskiego czy Kadencja Jana Józefa Szczepańskiego).

    Rzecz jasna najtrudniejsza i najbardziej drażliwa sprawa w dziedzinie lektur szkolnych związana jest ze współczesnością. Jak wybrnąć z tej istnej kwadratury koła, jakim jest wybór dzieł pisarzy współczesnych, wybór sprawiedliwie doceniający ich artystyczną i poznawczą wagę, to sprawa nie tylko dla rozpolitykowanych programistów ministerialnych*, to przede wszystkim sprawa poważnej publicznej debaty w różnych kompetentnych gronach i gremiach: nauczycielskich i uczniowskich, profesjonalnych środowiskach literackich „i w prasie kulturalnej” (gdzież dziś ona?). Bo naprawdę jest o czym dyskutować. Można, jak proponował to kiedyś Artur Sandauer, zrezygnować z dzieł literatury współczesnej w szkołach, bo każdy wybór będzie jego zdaniem nieobiektywny, stronniczy i nacechowany elementem konfliktogennym, a literatura musi przejść sprawdzian czasu, by wykazać swoje ponadczasowe walory. Ale to skrajne stanowisko nie jest moim zdaniem do utrzymania z prostego względu: nie można odciąć młodzieży szkolnej od ułomnego choćby i wielce powierzchownego pokazania tego wszystkiego, co w polskiej literaturze, poezji, prozie i dramacie współczesnym dzieje się. Wszak wielu absolwentów szkoły średniej, tak, to jest prawda, chcemy tego czy nie, raczej rzadko mieć będzie (jeśli w ogóle) potem kontakt ze współczesnością literacką i w ogóle z literaturą piękną. Toteż sprawa jest nadzwyczaj nadal ważna i pilna.

    Na szczęście jest jedno wyjście doraźne, awaryjne poniekąd, nim eksperci i programiści dopracują się owej wymarzonej listy lektur współczesnych, wyjście dopuszczalne nawet przez zalecenia programowe dla pedagogów i już często przez nich stosowane w praktyce szkolnej. A mianowicie możliwość swobodnego doboru lektur szkolnych przez nauczycieli języka polskiego w ostatnich głównie klasach licealnych, gdzie “przerabia się” literaturę współczesną. Wiem z praktyki i różnych innych “donosów rzeczywistości” (by posłużyć się tytułem książki Mirona Białoszewskiego), że wielu polonistów wykładowców literatury już z tej nowej możliwości chętnie korzysta i samodzielnie dobiera wiersze i prozę polskich pisarzy naszych czasów, teksty odpowiednie wedle ich najlepszego rozeznania, dla pokazania dorobku tej literatury, jej problematyki i wartości, a także możliwości percepcyjnych ucznia, na przykładach innych niż te, które podawane są w obowiązujących nadal ministerialnych spisach lektur i minimach programowych, powstałych przed paru laty na fali przemian politycznych.

*tekst napisany w 1995 roku

  Dopisek późniejszy:

 Jak ważna to i aktualna sprawa, nadal bulwersująca i konfliktogenna, mieliśmy okazję przekonać się przy okazji „sporu o Gombrowicza” w 2006 roku, gdy ówczesny minister MEN próbował usunąć jego dzieła z lektur szkolnych ze względu na ich rzekomy „niepedagogiczny i antynarodowy charakter” (na czym tylko, mówiąc nawiasem dzieło autora Ferdydurke tylko skorzystało, bo jak wiadomo nic nie przynosi u nas – i gdzie indziej także – większego rozgłosu dziełom sztuki, jak nękające je oficjalne potępienia i zakazy).I jak na razie tego się trzymajmy.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko