Janusz Termer – Przypomnienia – Ksawery Pruszyński

0
58

    13 czerwca 2021 roku mija 71. rocznica tragicznej śmierci Ksawerego Pruszyńskiegow wypadku samochodowym pod Hamm (Niemcy) – publicysty, reportera, prozaika i dyplomaty, którego barwny i nietuzinkowy życiorys oraz wielki literacki talent i bogaty, różnorodny dorobek stawiają w rzędzie najwybitniejszych, charakterystycznych,  najpopularniejszych i barwnych niezwykle postaci polskiej sceny literackiej – reportażowej, prozatorskiej i publicystyczno-politycznej XX w. (obok na przykład Jerzego Giedroycia, Stanisława Cata-Mackiewicza czy Melchiora Wańkowicza).

     Przed wieloma już laty, bo z okazji 50. rocznicy jego śmierci (a i bez okazji było­by to przecież całkiem na miejscu, ale wiadomo, że kochamy się w „okazjach” i rocznicach) ukazał się w dwu poręcznych tomach obszerny, dokonany przez brata pisarza, wybór jego dzieł (Wybór pism, przedmowa Mieczysław Pruszyński, t. 1. Wspomnienia, reportaże, artykuły, s. 552. t. 2, Opowie ści, s. 536, Wydawnictwo Twój Styl, 2000). O kolejnych rocznicach jakby u nas zapomniano. A nadal warto  sięgać do tych dwu poręcznych tomów. Zawierają one m. in. mato znane wspomnienia z autora dzieciństwa spędzonego w zamożnym ziemiańskim kresowym domu (Wolica Kiererekieszyna na Wołyniu), jak również i spory wybór jego żywo swego czasu dyskutowanych artykułów prasowych, podbarwianych autentycznym czerwonym kolorem poglądów pisarza ,idącego wówczas pod prąd utartych stereotypowych poglądów i glajchszaltujących rzeczywistość schematów patrzenia na sprawy polskie i europejskie. Zawierają też nie mniej głośne reportaże pisane jeszcze przed wybuchem wojny światowej (jak W czerwonej Hiszpanii) i w trakcie jej trwania (Noc na Kremlu czy Na polu bitwy w Normandii) oraz nadal bardzo czytelniczo popularne i będące nawet swego czasu (a może i teraz?) lekturą zalecaną szkolnej dziatwie opowieści (z legendarnym Trębaczem z Samarkandy i Karabelą z Meschedu na czele).

    Wybór to bardzo kompetentny i reprezentatywny dla całego tak oryginalnego dorobku pisarskiego Ksawerego Pruszyńskiego – prozatorskiego i reportażowego, ale i charakterystycznego dla stylu jego myślenia o istotnych, przełomowych i żywotnych problemach i najważniejszych wyzwaniach, wielkich i zasadnych pytaniach o przeszłość i przyszłość, przed jakimi wówczas stanęła Polska, Europa i cały cywilizowany świat…

     Pisarz ten, jak wiadomo jakże często, jako „szalejący reporter” sam znajdował się w „oku cyklonu” – centrum wydarzeń historycznych: Hiszpania, Praga, Gdańsk, Kujbyszew, Narvik (po bitwie o to miasto otrzymał Krzyż Walecznych), Falaise i wiele innych… Te wszystkie doświadczenia i przeżycia kształtowały w nim bowiem nie tylko rozległy horyzont zainteresowań pisarsko-publicystycznych, ale i swoiście przekorną „niepodległość” myślową i niesłychaną odporność na naciski ideowe oraz polityczne, z lewa czy z prawa, jak i zarazem na samą niezwykłą naturę jego pisarskiego talentu. Autora, jak pisał kiedyś Kazimierz Wyka, „z gatunku Sienkiewiczowskiego”. Bo cenił on bowiem w Sienkiewiczu zwłaszcza to, że był wyrazicielem polskiego optymizmu, jak i to, że nawiązywał również do formy szlacheckiej gawędy, na przykład Henryka Rzewuskiego, choć  sam, w przeciwieństwie do tego konserwatysty społecznego, był pod tym względem zwolennikiem radykalnych i niezbędnych zmian politycznej optyki i działań. Był bowiem, jako człowiek i pisarz realista, wyrazicielem postawy nakierowanej na ukazywanie najbardziej dramatycznie nabrzmiałych i obolałych problemów społecznych epoki i nieuniknioność trudnych i dramatycznych wyborów przed jakimi stawał także i on sam w swym niedługim a jakże burzliwym życiu – wraz z całym narodem poddawanym wszystkim tym nieludzkim doświadczeniom, jakich nie oszczędził nikomu w Europie ten odchodzący szczęśliwie w przeszłość ów tak „nieludzki” wiek XX.

    Ksawery Pruszyński przeżył aktywnie tylko pierwszą jego połowę (na pewno bardziej tragiczną niż ta druga), widział to, co najgorsze: dwie wojny światowe, jak i poznawane z bliska „smaki” różnej maści europejskich totalitaryzmów tego czasu. Nie odwracał się bowiem jak wielu – w blasku „pawich” słów i „pięknych” snów o na­rodowych przewagach – od nabrzmiałych i narastających kwestii narodowych, socjalnych oraz politycznych tego czasu, czyli II RP i rodzącej się w bólach powojennej rzeczywistości. Przeczytajmy choćby nie pozbawione i dzisiaj jeszcze nut aktualności reportaże z międzywojnia, takie jak ten o łódzkich bezrobotnych z „Wiadomości Literackich” czy Księgę ponurych niedopowiedzeń (1941) lub artykuł z londyńskich „Wiadomości Polskich” z 1943 – Wobec Rosji,gdzie napisał między innymi jakże znamiennie dla jego postawy życiowej (i doświadczeń rodzinnych potomka ziemiaństwa wyzutego z kresowych majątków) słowa: „Oczywiście, można myśleć kategoriami doznanych krzywd. Straszliwych, bezrozumnych rzeczy, doznanych przez setki tysięcy naszych rodaków. Damy wtedy dowód czułego serca – to jest wiele. Ale nie będziemy składali dowodu politycznego myślenia…”.

     Jako jeden z nielicznych pisarzy polskich wybrał bowiem już w 1945 roku drogę współpracy z „krajowym” powojennym rządem, co spotkało się z falą ostrej krytyki z różnych stron barykady politycznej. Pisarz Włodzimierz Odojewski tak oto skomentował, po latach własnych doświadczeń emigracyjnego literata, ten ówczesny wybór Pruszyńskiego: „choć go z grupą Mikołajczyka nic nie łączyło, poszedł taką samą drogą, podzielając nadzieje tej grupy na szansę współpracy z komunistami i, jako publicysta (długo uważał się bardziej za politycznego publicystę niż literata) poniósł podobną klęskę. Na tę drogę Pruszyńskiego nie wiodły jednak ani strach, ani chęć poklasku, ani potrzeba zysku. Chęć uczestnictwa za wszelką cenę – też chyba nie. Jak się wydaje: tak właśnie, a nie inaczej pojęta służba Polsce”… Emigracja, zarówno londyńska, jak i ta skupiona wokół Maisons-Laffitte, orzekła, że Pruszyński zdradził przyjaciół oraz ideały młodości. Bardzo krytycznie odnosił się do niego Jerzy Giedroyc, zarzucając mu emocjonalne rozchwianie i brak poglądów politycznych. Ale jednocześnie po latach przyznał, że tylko Pruszyński byłby zdolny napisać wielką rozrachunkową publicystykę z czasami II RP: „książkę o Polsce 20-lecia nową, śmiałą, druzgocącą, a przecież w istotnych rzeczach nas ratującą – pisał w liście do Jerzego Mieroszewskiego – Gdyby żył i gdyby był po tej stronie barykady”.

     To mniej może znana dziś cząstka publicystycznego, myślowego dorobku Ksawerego Pruszyńskiego, gdzie dawał on rodakom własną wizję realizmu politycznego i patriotycznego pragmatyzmu – w rozmyślaniach zarówno o przeszłych (patrz między innymi także rzecz o margrabim Wielopolskim), jak i bieżących sprawach narodowych , których był przecież „od zawsze” niezaprzeczalnie wielkim propagatorem i zawsze bardzo walecznym rzecznikiem. Jednym z największych w tymże stuleciu – widzącym je tak właśnie „pod prąd” panujących opinii, tak samodzielnie i krytycznie, jak mało kto u nas. Ale czy był i będzie dziś naprawdę dobrze zrozumiany i wysłuchany? Przede wszystkim jako twórca, który z racji swych rodzinnych związków z tradycjami kultury ziemiańsko-szlacheckiej nazywany bywał ostatnim „szlacheckim pisarzem polskim”. Pisarzem nawiązującym do najlepszych literackich i publicystycznych, inspirujących,  otwartych wyraziście na wielki świat humanistycznych, patriotycznych i demokratycznych tradycji myśli staropolskiej – od Frycza Modrzewskiego i Stanisława Staszica poprzez wielkich romantyków (z Mickiewiczem, Słowackim i Norwidem na czele) po  Aleksandra Świętochowskiego, jak i zarazem nawiązań do późniejszych obywatelskich przesłań płynących zawsze z wielu różnych, czasami rzeczywiście sprzecznych inspiracji i źródeł – choćby z kart prozy wielkich powieści Bolesława Prusa, nowelistyki Henryka Sienkiewicza, eseistyki Stanisława Brzozowskiego czy utworów takich „sercem gryzących” twórców, jak Juliusz Kaden-Bandrowski czy zwłaszcza Stefan Żeromski.

J.T.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko