Sylwia Kanicka – kobiecość i pragnienia, czyli zwykłość i niezwykłość w poezji

0
305

            Od samego początku ten zbiór wzbudzał moje ogromne zainteresowanie. Skąd taka siła, że książka, o której za chwilę napiszę, potrafiła odciągać mnie od tego, co miałam zaplanowane. Odpowiedź mogłaby być krótka. Inspirująca, delikatna kobiecość, emocje, o których chciałoby się mówić, ale czasami okoliczności nakazują milczeć, bądź wchodzić w ogólnie panujące trendy chłodnego podchodzenia do życia gdyż:

            „wejrzało spojrzenie w istnienie pojętne
            spłoszone wielkością strwożyło się wielce
            chwyciło co mogło i kryjąc powieką
            uniosło w ucieczce bezpiecznie daleko” (tango de vida, s. 34)

            Tym właśnie cytatem chciałabym przedstawić zbiór wierszy Marleny Zynger „Czas śpiewu kobiety. Odsłona pierwsza”, który ukazał się nakładem Oficyny Wydawniczej Volumen w 2010 roku. Książka od początku, jak już powiedziałam, mnie zahipnotyzowała. W pierwszej chwili, przede wszystkim, okładka swoją odwagą, pewnością siebie i siłą, jaką posiada w sobie kobiece piękno, które ukazywać można na wiele sposobów. Następnie wszystkie ilustracje, którym przyglądałam się, zanim zaczęłam czytać. Na okładce i w wewnątrz znajdują się fragmenty obrazów na płótnach Rafała Zawistowskiego ze scenografii do spektaklu „Czas śpiewu kobiety. Odsłona pierwsza” reżyserowanego przez Ernestynę Winnicką, który powstał na podstawie wierszy Marleny Zynger i został wystawiony w 2008 roku w Warszawskich Hybrydach, a w 2009 roku w Teatrze Witkacego. Oprócz tego w zbiorze znajdują się reprodukcje wykonane przez Jakuba Szczęsnego oraz rysunki Kamili Bartkowiak, Malwiny de Brade, Renaty Brzozowskiej, Jerzego Gnatowskiego oraz Marka Raczkowskiego. Cała ta ilustracyjna sceneria, w jakiej znajdują się wiersze, powoduje, iż czytelnik może czuć się dopieszczony. Marlena Zynger swoje utwory opatrzyła obrazami, które są wspaniałym dla nich tłem i nie powinno się tego tła pomijać podczas ich czytania.

            Autorka, od pierwszych utworów, daje czytelnikowi do zrozumienia, że jej zbiór ma w sobie prawdziwy liryzm i choć przeładowany jest emocjami, bezpośrednio przedstawianymi, nie jest, pomimo tego nagromadzenia, mdły, jak mogłoby się wydawać. Nie powoduje, że czytelnik czuje się przytłoczony ich nadmiarem, wręcz przeciwnie, ten przeładowany, z jednej strony, obraz jest mocno stonowany odpowiednim doborem słów, przede wszystkim ich prostotą, przy której nawet wtrącenia obcojęzyczne nie powodują utrudnień. Podmiot liryczny prowadzi swego rodzaju odczyt zapisów z własnej pamięci, przywołuje wspomnienia i jednocześnie łączy to wszystko z emocjami, które wówczas mu towarzyszyły. Z jednej strony są one dla niego przyjemne: „dusz bliskość tańcem będzie moim pośród chmur” (to jedno tango, s. 20); z drugiej potrafią zaboleć, gdyż „nie ma mnie / w harmonogramie twoich zajęć aż po kres” (nie ma mnie w harmonogramie, s. 56); by ostatecznie pokazać swoją neutralność, z której wyczytać można najwięcej:

            „kto utrzyma ten ciężar moich snów
            wszak brak tchu do ich wypowiedzenia
            i czasu nie ma
            i pieniędzy
            choć nastrojowo
            na krawędzi
            nietypowo
            bajecznie” (ciężar moich tęsknot, s. 17).

            Zynger posiada umiejętność łączenia kobiecego sposobu opisywania przedstawianych obrazów/sytuacji z racjonalnym ich odbieraniem, by wszystko było bardzo naturalne, sprawiało wrażenie kontrolowania wszelkich myśli, z których usunięto uczucia, choć one są opisywane i widać je w każdym wersie. Wszystko ma swoje miejsce, co powoduje, że odbiorca jest prawie pewien, iż podmiot nie toczy wewnątrz siebie żadnej walki. Czy tak dokładnie jest, każdy czytelnik może ocenić po przeczytaniu całości. Dla mnie, na utwory w tym zbiorze, nałożona została maska niedopowiedzenia. Nawet w momencie dokładnego obrazowania sytuacji, przedstawiając podmiot liryczny, jako potrafiący realnie patrzeć na świat:

            „często pukałam w różne drzwi
            wielu otwierało
            nigdy ty
            miałam od nich jabłka i banany twe
            oczy twoje dłonie usta
            ciebie nie” (ciebie nie, s. 24),

pozostaje taka niezamknięta furtka, w której rodzi się pytanie, czy to realne spojrzenie naprawdę istnieje, gdy w grę chodzą tak duże uczucia. Pokuszę się tutaj o stwierdzenie, że ta maska ma chronić przed całkowitym obnażeniem się podmiotu lirycznego, który jednak boi się tak jawnego zderzenia ze światem, bo choć każdy powinien mówić wprost o tym co czuje, to wiersze w zbiorze pokazują, że nawet zapisane bezpośrednio słowa, mogą być tylko słowami, albo aż słowami, które dają czytelnikowi do zrozumienia, że nie wszystko jest tak proste. Marlena Zynger bardzo skrupulatnie przedstawia odczucia podmiotu lirycznego, stara się pokazać, czy jest on z nimi pogodzony, czy przyjął do wiadomości sytuacje i godzi się na nie. Kobiecość, w tej poezji, pozwala sobie na niedopowiedzenia, a jednocześnie na mówienie wprost. Przeczytać możemy „tęsknię za byciem kochaną / brak mi odwagi / o uśmiechu nie wspomnę / czułości twojej staram się nie pamiętać / bo inaczej zwariowałabym” (list z krainy strachu, s. 28), ale „jutro następny dzień / ta sama scena nowe ujęcie / postaram się grać bez zarzutu / muszę przecież zarobić na chleb” (dzień z cyklu, s. 29), dając czytelnikowi do zrozumienia, że czasami po prostu nie można wykrzyczeć wszystkiego co siedzi w środku, bo okoliczności nie zawsze są temu przychylne, a otoczenie, na całkowitą szczerość, nie jest przygotowane. Autorka jest świadoma siły swojej poezji i to powoduje, że czuć w niej autentyczność i stanowczość, a sposób zapisu ukazuje, co naprawdę odczuwa podmiot liryczny:

            „nie było ciebie tam
            tamtego drugiego dnia
            kiedy dorośliśmy już
            (…)
            i w naszym parku o zmroku
            płakałam razem z deszczem” (in pectore, s. 16)

            Interesujący, w całym zbiorze, jest sposób przedstawiania miłości, jako uczucia oraz postrzeganie sytuacji z nią związanych. Podmiot liryczny potrafi przyjmować spojrzenie kobiece:

            „przez jedną dobę
            noc i dzień
            pozwól mi pan być pańską amata bene
            słodką Kareniną” (interpelacja, s. 32),

oraz męskie:

            „nie prosiłem o uda same do mnie przywarły
            ogarnęło mnie ciepło otuliło snem wokół” (nie prosiłem cię o nic, s. 50)

na istniejące, z jednej strony, pomiędzy tymi dwoma płciami, uczucia, z drugiej na  sposób patrzenia uzależniony od płci (oczywiście zdecydowanie więcej znajdziemy spojrzeń kobiecych). Dodatkowo przedstawiona jest miłość dziecka i matki, gdy czytamy:

            „budzi się wcześnie rano
            przytula do mej skroni
            z twarzyczką zatroskaną
            i prosi pomóż mamo” (matka kocha a priori, s. 86)

            Ten zabieg mógłby sugerować, po pierwsze zwrócenie uwagi na to, iż niezależnie co będzie się działo pomiędzy kobietą a mężczyzną, miłość do dziecka wygra z każdym uczuciem. Ta wersja byłaby prosta do przyjęcia. Po drugie, przeniesienie się podmiotu lirycznego do momentu, gdy był całkowicie spokojny, pewny wszystkiego wokół siebie, do czasu, w którym ktoś obok zawsze wyciągnął rękę w niepewnej sytuacji. Może to sugerować, iż, dla podmiotu lirycznego, okres dzieciństwa jest symbolem odskoczni od wszystkich problemów związanych dorosłością i z miłością z jednej strony, z drugiej, gdy już poznał ich smak, to chciałby wrócić do tego wyidealizowanego, w swojej głowie, dziecięcego obrazu dorosłego świata.

              Zynger nie przedstawia miłości tylko, jako słodkiego i ciepłego zjawiska. Zaznacza również, że dotyka ona każdego i każdy ma prawo do swoich odczuć. Pisze wprost o tęsknocie, zwraca uwagę na zdradę, która może się pojawić, na brak zainteresowania, którego człowiek można doświadczyć, pokazuje różne sytuacje z jakimi przychodzi się zmierzyć. Odwołuje się również, w swoich wierszach, do miejsc pisząc „miłość w Warszawskich Łazienkach / kroczy alejami dumna jak paw / i jego okiem spogląda na świat / miłość ta jest kolorowa / bezkompromisowa” (miłość w Warszawskich Łazienkach, s. 35). Autorka przedstawia bardzo szerokie spektrum powiązań i odwołań, co powoduje, że wiersze rozwijając się, otwierają na czytelnika. Przeplata z sobą ogromną ilość zdarzeń, pisze o rzeczach prostych z uczuciem, nie odrzuca sytuacji codziennych. To wszystko sprawia, że samo przedstawianie emocji, związanych z miłością, staje się czytelnikowi bliższe, niewyrafinowane, takie proste, zwyczajne, którego każdy może doświadczyć.

            Zbiór ten pokazał mi, że można jeszcze pisać z prawdziwą kobiecą delikatnością. Nie trzeba wyszukiwać dudniących w uszach słów, by przedstawić w ważny i doniosły sposób to, czego się pragnie, czego się żałuje czy o czym się marzy. Wystarczy szczerość i oddanie podczas pisania. Ten zabieg zdecydowanie udał się Marlenie Zynger, gdyż jak sama mówi:
„Poezja jest dla mnie najsubtelniejszą formą przedstawienia prawdy o złożonej naturze człowieka”

            Do zbioru wierszy dołączona została płyta zawierająca wiersze autorki zaprezentowane przez aktorki w Studio im. Agnieszki Osieckiej Polskiego Radia, Programu 3, podczas prób oraz koncertu 2 maja 2010 roku. Możliwość posłuchania wierszy Zynger w interpretacji m.in. Ewy Dąbrowskiej, Edyty Jureckiej, Dominiki Świątek, Marty Walesiak, czy Agnieszki Wielgosz powoduje, że znaczenie ich dociera do odbiorcy ze zdwojoną siłą.

Marlena Zynger, CZAS ŚPIEWU KOBIETY. ODSŁONA PIERWSZA (Oficyna Wydawnicza Volumen, Warszawa 2010)

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko