Sylwia Kanicka – przemijanie czy dojrzewanie w poezji i życiu

0
264

 „analiza wiersza to grzech pierworodny
albo czekanie na gruba kreskę za którą
nie trzeba niczego udowadniać” (VI, s.13)

           To pierwsze wersy, które zapamiętałam z całego zbioru Jacka Dudka „Imiona tkanek”. Z jednej strony powodują, że czytelnik ma przyjąć wszystko, co otrzymał bez dyskusji, z drugiej są prowokacyjne, zaczepne, czekające na efekt. 27 utworów, różniących się od siebie, a jednocześnie zaznaczających wspólną więź, która powoduje, że są jedną całością. Na przekór temu postanowiłam wejść w ten zbiór, aby przekonać się, na ile są prawdziwe, gdyż tkanki w każdym organizmie muszą z sobą współgrać, jedne bardziej widocznie, inne mniej, ale zawsze tak właśnie powinno być.

           Czytając wiersze, miałam na początku bardzo mieszane uczucia. Nie potrafiłam się przebić przez ich skorupę. Dopiero po dotarciu do „VI” coś zaczęło współgrać. Szczerze powiedziawszy, po przeczytaniu tego utworu, jeszcze raz wróciłam do początku. Zaczęłam dostrzegać, że wiersze to jakby puzzle, zresztą Dudek już samym tytułem nawiązał do małych elementów, bo czym są tkanki, jeśli nie małymi częściami organizmu. Bez choćby jednej obraz byłby niepoprawny. Czy można im nadać imiona? A czy można nazwać występujące w naszym życiu zdarzenia tak, by ich nazwa wskazywała na nie bezpośrednio? Myślę, że umiejętność nazywania rzeczy po imieniu, to duży atut, dla poety tym bardziej. Dostrzegać zmieniające się sytuacje, to z jednej strony sposób na rozwój, z drugiej może to być przykrym doświadczeniem. Właśnie te małe puzzle tworzą nasz wizerunek. Wiersze w zbiorze obrazują taką formę, gdyż „wszystko można nazwać” (XIII, s. 21). Każdy utwór to spojrzenie na inną część ludzkiego życia, na inny dylemat, który pojawia się w trakcie, a jednocześnie staje się on łącznikiem pomiędzy wcześniejszą a późniejszą sytuacją, można powiedzieć, że to forma doszukiwania się sensu życia. Irena Heszen – Niejodek pisała o tym, że „sens życia odgrywa znaczącą rolę w procesie dojrzewania człowieka i jego zdrowia rozumianego jako pełny dobrostan biopsychospołeczny i duchowy” (Heszen-Niejodek I, Wymiar duchowy człowieka a zdrowie, 2003). Dudek próbuje ten proces zobrazować w tym tomie.
           Wiersze Jacka Dudka skupiają się na budowaniu atmosfery, która będzie odpowiednia dla danego momentu, a w całości powoduje wciąganie czytelnika w kolejne wersy. W zbiorze poruszane są sytuacje z różnych momentów w życiu, które czasami zapomniane, nagle wracają same, albo są przywoływane z pamięci, bo „prawda jest taka / że po strofach są ulice / ostro zamazane / którymi też chcemy wracać” (XXIV, s. 34). Pamiętam, że mając naście lat, wydawało się, że wszystko co się robi ma swój sens, swoje miejsce. Dudek próbuje zmusić do refleksji właśnie nad tym sposobem młodzieńczego myślenia. Czy człowiek jest wstanie, w każdym momencie swojego życia, podejmować decyzje lub przeżywać sytuacje, tak, by nigdy później nie musieć ich analizować i stwierdzać, że można było to wszystko przeżyć  inaczej. Autor z premedytacją zmusza czytelnika do takich przemyśleć i dodaje, że:

           „podobno się rozkręcam tak maja faceci po pięćdziesiątce
           bilans ma wielkie oczy jest zdziwiony
           (…)
           w rozkręcaniu jest chęć (,,,)” (XVII, s. 26).

Od razu nasuwa się pytanie, co czego ta chęć ma być? Dudek oczekuje, że czytelnik podąży za nim, by sprawdzić finał tej drogi, a ona zdecydowanie nie jest łatwa. Należy przedostać się przez gąszcz skrótów myślowych, które są stałym elementem w zbiorze. W niektórych momentach było to uciążliwe, a jednocześnie przyłapywałam się na tym, że właśnie wtedy bardziej doszukuje się sensu. W każdym razie nie działały one negatywnie. „Nie pamiętam jak weszłam” (XXII,s. 32) w cały ten zbiór, ale przeszłam z autorem całą drogę. Wracając do słów o rozkręcaniu, zastanawiam się, kiedy następuje silna potrzeba analizowania życia. Czy rzeczywiście wiek ma na to wpływ, czy jest to kontrowersja autora mająca na celu wywołanie różnych odczuć, od zgody z nią, po jej całkowitemu zaprzeczeniu. W dużej mierze jest to indywidualne podejście, a te słowa miały jedynie zmusić do refleksji, bo „odesłane do kąta / cicho umiera piękno / przygasa” (II, s.8). Dudek zaznacza, że szybkość tego przygasania zależy wyłącznie od człowieka i od tego, jak on podejdzie do występujących sytuacji,  gdyż „punkty zwrotne / nadają życiu sens / widzisz je w oczach / słyszysz w skojarzeniach / i nie masz pytań” (IV, s. 10).
            Co więc jest takiego w wierszach Jacka Dudka, co powoduje, że pomimo iż wszystko już zostało powiedziane, są one niedopowiedziane. Otóż autor pozostawia czytelnikowi furtkę, gdyż „puenta nie musi być mocna /choć może zamknąć / a przecież chcemy wrócić” (XXIV, s.34), którą można przejść w dwie strony. Oczywiście nie do końca jest to możliwe w życiu, czego Dudek jest w pełni świadomy, bo po ostatecznym przekroczeniu tej bramy nie ma powrotu, ale dopóki życie trwa, można wracać w różne miejsca, choćby w pamięci, i je samodzielnie oceniać, a nawet naprawiać, gdy jest taka potrzeba i możliwość. Daje to iskierkę nadziei, że niezależnie od wieku, od momentu w którym zapragniemy rozliczyć się z tym co minęło, mamy szansę poczuć to jeszcze raz, bo jak pisze autor:

            „wiecznie wchodzę wychodzę
            szukanie jest wpisane
            w każdą stronę drzwi” (XXVII, s. 38)

            „Imiona tkanek” są bardzo dojrzałe, nie ma w nich miejsca na nadmiar tkliwości, choć oczywiście ona jest zauważalna, jednak przedstawiana najprościej, aby nie skupiła na sobie zbyt dużej uwagi. Ten sposób powoduje, że możemy być pewni występowania uczuć, a nie tylko zimnego rozliczenia się z wydarzeniami z życia. Jacek Dudek świadomie napisał każdy wiersz i każdy wiersz okroił do minimum z dopowiedzeń. Jak już wspomniałam, nie ułatwia to przebrnięcia przez nie, ale jednocześnie, są one pisane prostym i zrozumiałem językiem, który wychodzi czytelnikowi na przeciw. Ten zabieg tłumaczy autor w tym samym wierszu, z którego cytatem rozpoczynałam:

            „rozumiem wiersze z pozycji kompleksów
            nie sięgam po zbyt lekkie słowa” (VI, s. 13)

bo „nic nie jest jasne / oczywistość nudzi” (V, s. 12). Stąd można powiedzieć wypływa całe podsumowanie zbioru. Dudek oddał w ręce czytelnika wiersze dojrzałe, a jednocześnie przedstawiające różne niedojrzałe momenty. Z pełną premedytacją, by można było doszukiwać się tych wszystkich momentów w sobie.

Imiona tkanek, Jacek Dudek (Fundacja Duży Format, Warszawa 2020)

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko