Waldemar Michalski – Prowincja jako ocalenie. Słowo o poezji Marka Danielkiewicza

0
239
Foto "Akcent. Archiwum"

Józef Czechowicz tematem swojej poezji uczynił prowincjonalny Wołyń i Lubelszczyznę, Stanisław Baj – wybitny współczesny malarz i profesor Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie  szuka twórczej inspiracji w postaciach z rodzinnej wsi Dołhobrody i rzece Bug, Marek Danielkiewicz – poeta, eseista, krytyk teatralny i literacki.  Od wielu lat Lubartów to jego centrum świata. 

Na prowincji życie toczy się normalnie i wcale nie pusto. „Kolorowi” żyją poprawnie i nie organizują małpich pochodów, „kościółkowi” są przekonani, że nic nie dzieje się bez woli nieba, politycy liczą na głosy i rządzą w przekonaniu, że ich decyzje są  jedynie słusznie i sprawiedliwie. Lubartów staje się symbolem   „prywatnego kosmosu”, w którym zawiera się wszystko co ważne i współczesne.      Ale prowincja, to także  pogranicze. To prawdziwy skarb dla każdej sztuki i dojrzewania w poszanowaniu odrębności kultur, obyczajów, języków, religii – istny tygiel, w którym dzieje  sztuka „bez granic”.  Marek Danielkiewicz żałuje, że nie dane mu już  było „usłyszeć lubartowskiego rebe czy zobaczyć popa ze swoją rodziną”…

Urodził się w 1958 r. w Lubartowie, i tu nieustannie mieszka oraz pisze arcyciekawe i ważne wiersze. Mówi o sobie: „jestem chłopak z prowincji” i brzmi to jako deklaracja i oświadczenie.  Debiutował tomikiem wierszy Nie ma miejsca dla przyjezdnych (1987). Dotychczas opublikował kolejne książki poetyckie: Osobne ocalenie (1990), Pochwała domu (1993), Powrót do pustej doliny (1995), Droga do Kozłówki (2001), Chłopak z prowincji (2004), Emil z ulicy Lubelskiej (2009), Budapeszt tylko dla dorosłych (2015) i Pożegnanie (2019). Jest też autorem wyboru felietonów i recenzji pt.  Namiętności. Notatnik teatralny i literacki (2000). Od 1989 r. związany z lubelskim kwartalnikiem „Akcent” (stały felieton w dziale „Namiętności”). Jest dwukrotnym laureatem Warszawskiej Jesieni Poezji (1987 i 1988) i Nagrody literackiej im. Józefa Czechowicza w Lublinie (1991 i 1994). Jego wiersze tłumaczone były na język: angielski, litewski, niemiecki, węgierski, francuski, rosyjski, ukraiński i włoski. 

Czytając wiersze Marka Danielkiewicza utwierdzam się w przekonaniu, że  mamy do czynienia z poetą, który świadomie i z wielką konsekwencją korzysta z formuły odniesień do świata kultury (m.in. nazwiska, cytaty, tytuły daty) jako rodzaju poetyckich wyznaczników konkretnych postaw, tendencji, wydarzeń, zjawisk. Niewątpliwie utwory te wyrastają z tradycji tzw. „poezji nurtu kulturowego”, przełamującej bariery czasu, ograniczenia miejsca i przestrzeni, hermetyczności języka. Pojawiające się w kontekście różnych tekstów nazwiska  m.in. W. Stusa, J. Brodskiego, F. Dostojewskiego, A. Sołżenicyna, A. Bazylewskiego, A. Słuckiego, L. S. Licińskiego, czy pochodzącego także z Lubartowa francuskiego pisarza G. Pereca (wiersz Pamięci Georges/a Pereca) nie są tylko hasłami katalogowymi.  Nazwiska funkcjonują na zasadzie wyznaczników konkretnych postaw i konwencji nie tylko literackich, także filozoficznych, obyczajowych, historycznych. Pełnią rolę szczególnego rodzaju metafory czy porównania. Sytuacji lirycznej nadają wymiar konkretnego obrazu i zabarwionego odpowiednią tonacją emocjonalną. W narracji przede wszystkim tworzą epicki dystans, sprzyjają obiektywizacji wypowiedzi. Kiedy mowa o „epickim kolorycie” wierszy Marka Danielkiewicza należy także zwrócić uwagę na  odwoływanie się w utworach do konkretnych faktów historycznych, dat, nazwisk. Jeden z najciekawszych  wierszy pt. Droga do Kozłówki ma w podtytule: rok 1863. Czas historyczny w wierszach Danielkiewicza sprowadzony jest do czasu współczesnego. Wszystko co było dzieje się w wymiarze tu i teraz. To jedno z najważniejszych znamion poezji Danielkiewicza. Warto  zauważyć, że podobną optykę czasową mamy w twórczości poetyckiej i prozatorskiej Piotra Szewca (także nieustannie odwołującego się do swojego rodzinnego Zamościa).

Konsekwencja potraktowania czasu jako niezmiennie aktualnego widać także w strukturze wypowiedzi lirycznej.. Wiersze Danielkiewicza są zdominowane elementami epickiej narracji prowadzonej z pozycji dnia dzisiejszego. Kolejne wersety utworów to często dopowiedzenia aktualnych szczegółów, mnożenie rekwizytów:

Piżamy przylegają do pleców
W pudełku pistacjowe słodycze nie dotykane od dzieciństwa
Atak epilepsji
Mężczyzna uderza głową o krawędź łóżka
Upada, wbija paznokcie w drewno podłogi, krzyczy
Sieka swój język ocalonymi zębami – piana z krwią,
A rano amnezja.
                                     (Lubartów, fragment, z tomu Osobne ocalenie).

Obraz poetycki „miasta kuszącego przeszłością” jest tu sumą elementów (motywów) rejestrowanych przez spostrzegawczego obserwatora. Odpowiednio spreparowany jest głównym nośnikiem dominanty emocjonalnej wiersza (nostalgia). Mamy więc tu lirykę przemawiającą do czytelnika nie bezpośrednim wyznaniem podmiotu (monologiem), ale przede wszystkim konkretnym obrazem. Poloniści znają terminy „liryka bezpośrednia” i „liryka pośrednia”. W pierwszej dominuje monolog, w drugiej przedstawiony jest obraz (sytuacja liryczna). Pośredniość sugerowania emocji, to ważna cecha poezji Danielkiewicza. W tomiku Droga do Kozłówki  jest  wiersz mocny w swoim wyrazie artystycznym, dramatyczny w wymowie, pt. Do Matyldy Aleksandrowiczówny zmarłej w czerwcu 1865 roku w Lubartowie. Rzecz dotyczy śmierci szesnastoletniej lubartowianki. Nie ma w wierszu żadnych sentymentalnych słów, czułości pożegnań, jest werset po wersecie relacja z odchodzenia:

Nie pozwalasz o sobie zapomnieć, wciąż widzę twoją bladą skórę
I przestraszone oczy wpatrzone we mnie spod grzywki
Dyskretnie chowasz zakrwawioną chusteczkę
Dziewczęta z gimnazjum unikają ciebie
Obawiają się zakażonego powietrza i ciemnego domu na niechlujnej ulicy
Co innego gdybyś mieszkała w rynku, gdzie kocie łby, dzikie wino i drzewa
                                                                                                        morwowe

Umierałaś w zaciemnionym pokoju, nad żydowską sodówką
Rodzina usiłowała zatuszować niedostatek, zakupili płytę z piaskowca
                                                                                  cyfry i litery zatarły się
Wybacz, że o tym przypominam, ale nie daje mi spokoju
twoje kruche ciało, biała sukienka z jedwabiu i podzelowane trzewiki.
                                   (Do Matyldy Aleksandrowiczówny, fragment,
                                                               z tomu Droga do Kozłówki)

Marek Danielkiewicz sprawnie posługuje się językiem reportera. Jego wiersze nie faworyzują metafory, odwołują się do sytuacji lirycznej, do konkretów. Język czysty, zgodny z normami współczesnej literackiej polszczyzny. Dynamiczna narracja „rozsadza” poetycki zapis wiersza. Ważny jest  przekaz faktów, relacja „na żywo”. Formuła strofy poetyckiej jest pochodną konkretnej sytuacji.
Czas, miejsce i przestrzeń to triada wyznaczająca świat poetycki Dnielkiewicza.
Wydarzenia z przeszłości, które żyją czasem współczesnym to ciekawy aspekt pojmowania „ponadgraniczności czasu”. Łatwo wywnioskować, że czas przyszły dla poety to suma przeszłości i teraźniejszości.   Przyszłość pozostaje  tajemnicą, może nawet „nicością”,  ostatecznie „sama się otworzy i zamknie”:
Stoję przed drzwiami Nicości
Nie pukam –
Samo się wszystko otworzy i zamknie
                                 (fragment tytułowego wiersza z tomu Pożegnanie).
 
Czesław Miłosz na spotkaniu ze studentami KUL (8 października 1999 r.) powiedział, że dom rodzinny dla poety  jest zawsze punktem centralnym świata. Sam oddalony w czasie i przestrzeni  często wracał do rodzinnego gniazda w Szetejniach a przepływająca obok Niewiażą stała się legendarną Doliną Issy. Marek Danielkiewicz często odwołuje się do swojego wielokulturowego Lubartowa. Nie są to okolicznościowe landschafty. Lubartów istnieje w świecie poetyckim Danielkiewicza jako genius loci. Prowincja w jego twórczości to przeznaczenie, ale nie ograniczenie. Lubartów i okoliczne miejscowości (m.in. Kozłówka, Firlej, Kock) są pretekstem do poetyckich rozważań, deklaracji, przypomnień, wędrówek w czasie i przestrzeni. Wydarzenia wiążące się z tymi miejscowościami podniesione zostały do roli symbolu, stanowią uniwersum tej poezji. Liczne szczegóły, drobiazgi, detale czerpane obficie z życia i obrazu miasta stały się w poezji Danielkiewicza wyznacznikami faktów obiektywnie istniejących i przypisać je można każdej miejscowości z polskim wielokulturowym rodowodem:

Drzewa na placu kahalnym
W domu przy ulicy Kamionkowskiej
Rabin Wigdor  Lejbuś Geldblum rozstrzyga spór
Kupcy patrzą na siebie wilkiem
Za oknem duża świątynia przytula się do małej
Ptaki jak anioły wachlują skrzydłami
Chasydzi siedzą na drabiniastym wozie
Konie z radości parskają jakby dojechały do raju
„Bądźcie wpisani w nowy rok” –woła Icek Judko Peretz
Chłopiec gryzie ciasto i oblizuje się
Ktoś rozpacza że wszystko stracone
„- Co to znaczy wszystko?” – pyta Matyas Zoberman
                                  (Cienie z tomu Emil z ulicy Lubelskiej).

Danielkiewicz ze swojego „centrum świata”prowadzi dialog z ludźmi kultury, pisarzami, muzykami, tłumaczami. Tworzy swoją „życiową przestrzeń” ponad lokalne realia i szarości. W Lubartowie w wymiarze duchowej przestrzeni krzyżują się drogi z Petersburga do Budapesztu, z Warszawy do Rzymu. Poeta potwierdza ten fakt  licznymi dedykacjami czy wymownymi tytułami wierszy. Literackie kontakty przeradzają się w przyjaźnie:

Budapeszt bliski jak kobieta
Której babka pochodziła z Krakowa –
Stąd jej czułość sprowokowana wyznaniem: „Lengyel vagyak”

Dyskomfort z powodu obsesyjnej myśli
Że idzie za mną Krzysztof  Varga
Z książką „Gulasz z turula” pod pachą

Nie ma żartów,  gdy cudzy cień obejmuje nas od tyłu
I proponuje przystępną cenę za pointę wiersza
                              (Cień Krzysztofa Vargi z tomu Budapeszt tylko dla
                                                                                               dorosłych
).
Prowincja w lubartowskim wymiarze stała się dla poety świadomym wyborem, może nawet szczęśliwym przeznaczeniem. To świat ciągle na nowo odkrywany i zapisywany kolejnym wierszem. Takie a nie inne miejsce usadowienia poety mobilizuje do nieustannych kontaktów z pobratymczymi duszami. Świat poetycki Marka Danielkiewicza istnieje ponad realne ograniczenia, istnieje w wymiarze kultury i poezji, niezmiennie z nadzieją, że „wszystko co ważne jeszcze  jest przed nami”. Warto przytoczyć tu także słowa Antoniego Czechowa, które  stały się  mottem działania  „lubartowskiego chłopaka z prowincji”: Kto niczego nie pragnie, nie ma żadnych nadziei, nigdy się nie lęka, nie może być artystą!
Tematy żydowskie, historyczne, dywagacje na temat sztuki i literatury – szczególnie rosyjskiej,  motywy śmierci, choroby, bólu, seksualności sprawiają, że czytelnik tej poezji czeka z nieukrywanym zainteresowaniem na kolejny tom poezji Marka Danielkiewicza.    

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko