Wiersze poetów z Koszalińskiego Oddziału Związku Literatów Polskich i Stowarzyszenia Kołobrzeskich Poetów

0
754
Maria Wollenberg-Kluza


Czesław Kuriata
– poeta, prozaik, publicysta, był kierownikiem Redakcji Literackiej w Radio Koszalin, autor wielu słuchowisk radiowych. Pierwszy i wielokrotny prezes Koszalińskiego Oddziału Związku Literatów Polskich. Wydał 30 książek.
M.in tomiki wierszy: Niebo zrównane z ziemią (przedmowa Juliana Przybosia) – nagroda za poetycki debiut książkowy 1961 r., W każdą podróż, Jeśli miłość nazwać, Wyznania najprostsze, Kłania się nam Gogol, Miara dłoni, Elegie codzienne, Trójwyznanie, Polskie pryszcze.
Poematy historyczne: Powrót księcia Eryka, Bogusław X.
Opowiadania: Dziewczyna pod kwiatami, Upominek jubileuszowy, Człowiek z rybą, Wino pestkowe, Spowiedź, Próba światła.
Powieści: Galop do Wielkiego Lasu, Naprawdę już po wojnie, Zorze Archangielskie. Zapiski prowincjonalnego pisarza.
Książki dla dzieci: Zabawa w wyobraźnię, Ile zawodów ma mama, Wiersze dla najmłodszych, Znaki zodiaków młodych Polaków.
Ponadto teksty Czesława Kuriaty znalazły się w kilkudziesięciu polskich antologiach literackich i obcojęzycznych oraz publikowane były na łamach prasy zagranicznej w 13 językach.

Dialog

I nagle mówi Wyrzuć mnie z tej formy
jaką jest ciało Wypełń mnie Wypełniaj
mnie wciąż od nowa Bierz przykład z fal
morskich Niech rytm będzie wieczny

I nagle odpowiada jesteś mi potrzebna
potrzebą powietrza słońca krwi Opłyń
mnie morzem Owiń strumykami
błyskawicą twoich żył

i nagle mówi Niech fale nie ustają
Śladem suchej soli wyczerp mnie
do dna i nagle mówi Świat jest
twoim brzuchem powietrzem śladem dłoni

I nagle odpowiada Spalamy się
i wciąż marzymy by jak Feniks

Morze między nami unosi się dymem
i przestrzeń wypełnia się morzem

I nagle mówi odpowiada Twój brzuch
paruje jak świeży chleb

Matko

Dźwigałaś gwiazdy w podartym fartuchu
zbierane po polach wygrzebywane z ziemi
(poznaję po latach, że nie były one podobne
do niebieskich gwiazd),
schylona byłaś łukiem pogodnego nieba,
które burze gromadzi w sobie – nigdy nade mną.

Barwy poznawałem we wzorach twej chusty,
pierwszą podróż odbyłem po bruzdach twej dłoni,
twardej powierzchnią, dotykiem czułej.

Matko,
byłaś uspokojeniem dla mnie;
o zachodzie przynosiłaś garść więdnących promieni,
poznawałem zmęczenie w zapachu zboża
i dziwił mnie twój oddech dzikiej gruszy.

Ludmiła Janusewicz  ukończyła filologię polską, Pracowała w placówkach kultury i dziennikarstwie. Uprawia poezję, prozę i malarstwo. Publikowała swoje wiersze w prasie lokalnej i ogólnopolskiej oraz antologiach i almanachach.. Jest prezesem Koszalińskiego Oddziału Związku Literatów Polskich. Wydała arkusz poetycki Msza żałobna zawieszona między drzewami (1980), tomiki wierszy: Jest sową oczekiwania (1985), Oskarżam słowa (1989), Rozmowa z tobą w czasie (2002), opowiadania Przesypywanie ziaren piasku (2011) i powieść Skrzydlica ognista (2012).

poprzez zieleń tę

chciałbym przez życie z tobą
przejść choć kawałek
przy oknie z pelargonią
kiedyś powiedziałeś

na świeżej zieloności traw
cynobrem maczek się czerwienił
błękitem malwy z białością malw
splątane złotem od złocieni
i patrząc poprzez zieleń tę
też sobie pomyślałam że
choć kawałek przez życie to
przejść z tobą bym się chciała

stoję przy oknie zliczając nasze
spacery po bulwarze statki i łodzie
i myślę ile odkryliśmy kolorów
morza na tej drodze

w kolejną wiosnę weszłam bez
ciebie chabrem malwą i makiem
nie przebiśniegiem
nie pierwiosnkiem

pandemia

nosimy w sobie teraz
czas zarazy jak niechcianą ciążę
nagle bezradni jak we mgle dzieci
zamknięci czterech ścian dystansem
który na długo wryje się w słowa
i w usta

czas

w oknie przyszłość
i to co minęło
siedzę
smutkiem przywiązana
do krzesła
najuciążliwszy z czasów
teraźniejszość

***

któregoś dnia
wzniesie się ponad błękit

nie może wyjść ze zdziwienia
jakże to
wrosła w ziemię i nagle jej
nie będzie

niczego z sobą nie weźmie
głowę tylko uniesie
zostanie szylkretowy
grzebyk


Eugeniusz Koźmiński poeta i prozaik zamieszczający swoje wiersze w pismach regionalnych i prasie literackiej. Laureat wielu konkursów poetyckich, m.in. Pomorskich Klimatów, im. Śpiewaka w Świdwinie, w Gdańsku  na opowiadanie o tematyce współczesnej. Współautor Oficyny Kołobrzeskich Malarzy  i Poetów oraz almanachów.. Autor tomików wierszy Wołanie mew (1998), Dzienników meduzy (2005), Narodziny wyspy (2012),  oraz prozy Ptaki i ludzie (2003). Członek Związku Literatów Polskich i Stowarzyszenia Kołobrzeskich Poetów.

JESIEŃ. STARY POETA NA PROGU

Listopad maże się jak rana. Zaognia się, krwawi.
Winorośl płonie spóźnionym rumieńcem a cisza ogrodu
Już pozbawiona ptaków, westchnień traw, imion tych,
Którzy odpłynęli gdzieś na drugą stronę.

Kos strąca owoce tarniny;
Jego żółty dziób rysuje powietrze, wysysa wilgoć,
Coś mówi do ciemniejącego dnia. Podnosi łepek,
Jakby zbierał resztki światła z powiek nieba,
Jakby chciał je obłaskawić – nieprzejednane.

Widzisz ? Skorupka ślimaka – kropka nad literą trawy.
Niebo leżące na wznak, chłodne, obnażone.
One uczą nas cenić chwilę, więc połóż się w moim pragnieniu
Zanim przyjdzie noc.

Czy jest jeszcze czas na światło, czuły gest
I dotyk ? W coraz większej ciemności,
Po omacku ?

Mewy

Widziały istnienie, które było, stały u początku.
Przyglądały się czarnej wodzie, prały białe suknie.
Skrzydłami zasłaniały różnym bogom oczy, błądziły
w dymach kartoflisk. Przemijały w locie.

Przychodziły i odchodziły kolejne pokolenia
rycerzy i knechtów, kupców i włóczęgów.
One krążyły nad wodą czerwoną od krwi,
krzykiem zszywały niebo pocięte ranami.

Jadły rybę z solą, piły wino z winnic i ogrodów,
stad dzioby bielone świątecznie, ośnieżone mgłą.
Mewy – pewne tego, że wszystko i tak minie,
a to co jest – przepadnie ludzkiej niepamięci.

Wojciech Czaplewski  jest prezesem Stowarzyszenia Kołobrzeskich Poetów i członkiem Związku Literatów Polskich. Dał się poznać jako autor czujący tradycyjne gatunki liryczne, klasyczne rodzaje wersyfikacji (Próba czytania, 2014)), jest także autorem esejów i szkiców krytycznoliterackich (Pochwała niezrozumiałości, 2013) i laureatem I nagrody w konkursie im. Andrzeja Waśkiewicza w Gdańsku 2014). Swoje utwory zamieszcza w wielu pismach literackich o zasięgu ogólnopolskim, m.in. w szczecińskim Elewatorze i gdańskim Autografie.. W ostatnim czasie wydał Odzyskane rzeczy oraz Książeczkę rodzaju (2018).

powrót w nieznane

królowa przez sen gasi apetyt chłodnych dłoni
zmienny kształt wędrowanie dotyku
jak senne małe zwierzę które krąży
obwąchuje

czułość ostrzy krawędzie
na koniec zestalona w spoconych chłopcach którzy dyszą
twarzyczki jasne krew na obu
stronach skóry

gdzie są leniwe trawożerne rajskie lwy
wgłębienia we mchu powoli podnoszą się
znikają

królowa smagana suchym wianiem pomału obraca się w pył
odpoczywanie w cieniu katastrofy
ulga

eine Frage

pakowało się ich w paczki brało się takich mniej
więcej jednakowej wielkości czterdziestu ośmiu w jednej
paczce. ciasno związaną paczkę się prasowało robiło się brykiety
tymi brykietami można napalić w piecu albo dać na budowę

stodoły się stawiało ogrodzenia hangary. pod koniec już nikt
nie patrzył na jednakowość brało się byle jak małych
dużych trzydziestu pięćdziesięciu aby tylko
sprasować spalić dodać do nawozu

do cementu. można też było z jednego wytopić jakieś
cztery kilo tłuszczu czasem trzy albo dwa jak był
niedożywiony. potem na mydło albo na paszę

kurom dawali ale jajka miały jakiś taki zapach
więc kurom nie. psom też nie żeby nie
zasmakowały w człowieku


Agnieszka Dębek z wykształcenia prawnik. Debiutowała jako poetka na łamach prasy lokalnej (Gazeta Kołobrzeska, Kulisy). Jest członkiem Stowarzyszenia Kołobrzeskich Poetów oraz Związku Literatów Polskich. Wydała: Wystarczy szept, 2002 (arkusz poetycki), Barwy czasu, 2004 r.(wiersze), Nie mamy nic na stałe, 2014 r.(wiersze), Dziewczyna w hotelu, 2008. (zbiór opowiadań), Co się stało z Luizą? 2012 r.(zbiór opowiadań), Sieci, 2020 (powieść kryminalno-psychologiczna).

Oczekiwanie

Wychodzi na Północny Przylądek
każdego poranka
na oślep  we mgle
albo w mroźnym deszczu

Jest pełna wiary że wrócą
rozpoznają jej rude włosy
unoszone  przez wiatr
zamiast światła latarni co wskazuje drogę

Widzi jak skalny jęzor ziemi
połyka łapczywie morską wodę
więc modli się do niego
żeby ich oszczędził

To już rok odkąd wypłynęli
a horyzont niezmącony obrazem łodzi
powoli zabija nadzieję

Ona mówi że horyzont jest obcy
a ziemia która ją wychowała 
nigdy nie zawiodła

Minął kolejny rok odkąd wypłynęli
i niegdyś rude włosy
wiatr zaplótł w siwy warkocz

Twoja łajba

A ty chociaż masz łajbę
rdzawym smutkiem przeżartą
miejsce w porcie jest twoje
zasiedziałe
choć dno tu głębokie

Nie zaprosisz na wieczór kobiety
chyba ślepa musiałby być  i pijana
ale szczurom smród ryb nie przeszkadza
zjedzą resztki z pokładu ze smakiem

A ty sobie na wszystko popatrzysz
jednym okiem
wydartym ciemności

A ty siebie zapytasz jak co dzień
kiedy na ląd pora zejść
jeszcze rok może dwa

I tak nie rozpozna cię żona ani licho
co czyha przed domem

Bo choć łajba już długo morza nie zazna
starość trzeszczy z każdym twym krokiem
to przeraża cię bardziej jej strata
niż samotność
na lądzie

Piotr Piątek z zawodu stomatolog. Wydał tomiki wierszy: Dyrygent fal(2012), Dotyk pod paznokciem (2014), Cały ten tłum (2015). Laureat wielu ogólnopolskich konkursów literackich. Jego poetyckie zdania konsekwentnie budują własny świat, pełen frazeologicznej brawury. Zdania-obrazy, gęsto utkane w materii wiersza błyskają oślepiająco i dopiero przeczytanie całego tekstu odkrywa wszystkie sensy wypowiedzi. Jest członkiem Stowarzyszenia Kołobrzeskich Poetów i Związku Literatów Polskich.


mikroskop
Opuszczam szpital w którym umarł dziadek
wsiadam do tramwaju a chwila jak mówisz
to osłupiałe stado wron a rozstającym się
ludziom nie wypada się martwić

Brzegi liści należy oglądać przez mikroskop
żeby nauczyć się swoich oczu odmierzyć
odległość gdzie ostatni Chrystus jest gwiazdą
tam miłość zlizywana z warg tam coś się kończy
i zaczyna ziemia
 
mikroskop. zamienne szkło
Te sny odchodzące od kości wiszące jak język
nad wargą to rodzaj zamiennego szkła
w którym odbicia zasypiają by spotkać boga
gdy bóg jeden a ciało inne

Nigdy nie zjawią się zmarli których światło upadło
do wewnątrz jakby życie zamierzało dalej
targować się o swoją cenę i to wieczorne słońce
jeszcze kołyszące się jak wahadło jeszcze upada

w powietrzu dryfuje w wodzie
 
Michał Filipowski  jest członkiem Stowarzyszenia Kołobrzeskich Poetów i Klubu Literackiego Opal w Szczecinku. Jego wiersze drukowane były w prasie lokalnej, krajowej i zagranicznej. Wydał arkusz poetycki Kroki,2006, tomiki wierszy: Za wieloma drzwiami, 2008,  Mijania, widoki, 2011, Dwie świece, 2014.

***

                            Ojcu

miałem wówczas niespełna metr wysokości
ulice wyglądały inaczej niż dzisiaj
wszędzie było daleko musiałem dużo przejść
by się dowiedzieć że świat jest większy niż przypuszczałem

to nie był jedyny raz
kiedy musiałem zaufać stopom
nie spodziewałem się jak bardzo
dam ci się oszukać

mówiłeś dom ja słyszałem ojczyzna
myślałem że jesteś drwalem o silnych rękach
a ty szedłeś w las by uciec przed wiatrem

***

jestem typowym przedstawicielem swojego gatunku
dokładnie wypełniam sobą wnętrze kamienia

wszystko co leży po lewej lub po prawej stronie mojej osi czasu
nosi w sobie symptomy dawnych epidemii

przekonałem się i już wiem
jak skutecznie wyleczyć się z gorączki

jeżeli nawet jest ktoś poza mną to chce tylko wyglądać
mówi albo w dół albo ledwie półgłosem dziwię się

jeszcze nikt mnie nie poznał przecież mam lampę
nie trzymam jej pod kloszem

Emanuela Czeladka jest doktorantką Akademii Pomorskiej w Słupsku. Jej debiutancki tomik wierszy Napływ został bardzo dobrze przyjęty przez krytykę i nominowany do konkursu Silesius, Wrocław 2018.. Świat wykreowany w jej wierszach jest tajemniczy, ale i okrutny. Jednak o brzydocie i okrucieństwie potrafi mówić z sobie właściwym liryzmem, odsyłając czytelnika do szukania prawdy poza granicą słów. Należy do Stowarzyszenia Kołobrzeskich Poetów.

można sobie wyobrazić że świat mógłby obejść się bez słów
nie wiem czy mógłby istnieć bez obrazów

gdy nastąpił krach posypały się dachówki
ulice wyliniałe jakieś resztki mchu w przecięciach chodnika
parapety co nie brzęczą pod kroplami deszczu

czy tak wygląda ta historia którą spiszą w zwojach
wysyłając w kosmos lub podając w pigułce
jako lek na samotność

u brzegu krawężnika zakończymy to spotkanie
tłum przeniesie nas przed siebie pod podeszwą buta

wyjdziemy z twarzą która nie mięknie pod wpływem dotyku
ani nie pali gdy nastaje słońce

niewiele jest mnie w tobie
nie ma nas w tym rozkładzie sił
jest dzień jest noc

nie wiem o co pytać w obliczu czegoś wiecznego

byłam tam tuż przed eksplozją
do tego momentu mogłam jeszcze przeżyć
schowana przed naszym jedynym życzeniem

przyrzekliśmy sobie wtedy czas na zawsze
co w ogólnym rozrachunku nie dawało nam wieczności

twoja twarz jest taka piękna
wolałbyś ją zabezpieczyć
przed pociskiem

jak może być nam poza tym momentem
gdy schowałeś w torbie resztki niepowodzeń
w razie gdyby nagle przerwała się rozmowa

albo wybuchł granat
tuż pod naszym oknem

Beata Mieczkowska-Miśtak z wykształcenia jest pedagogiem. Pracowała jako dziennikarka, zarządzała także placówkami kultury, obecnie prowadzi własną działalność gospodarczą. Wydała tomiki wierszy: Wyrwane z niepamięci (2005), Drugi reżyser (2010), Wędrówki (2011), oraz tom prozy Fabryka wiatru 2017). Należy do Stowarzyszenia Kołobrzeskich Poetów.

Zatrzymany

obraz porażający wielkością szczegółów
rozdygotane gorące powietrze
falujące źdźbła traw skąpane słońcem
za nimi mgła sunąca z dalekich łąk
której chłód czuję na spoconej skórze
miedza pachnąca obietnicą spotkania
świat realny i mistyczny zarazem
stworzony misternymi posunięciami pędzla

dotykam chropowatości ramy obrazu
płótna utkanego z sieci zmarszczek przymykam oczy
widzę ręce rzemieślnika oszałamiające sprawnością
kunsztem wieloletnich zmagań tkanej osnowy
ręce malarza twórcy krajobrazu który ze swojej wyobraźni
kropel wyobraźni wyczarował piękno

***

Wypadliśmy z obiegu
jak stare pieniądze
niepotrzebne sprzęty
niepotrzebni ludzie

Żyjemy z dnia na dzień
ciesząc się
że ptak siadł na gałęzi
obrodziło drzewo

a dzień jest piękny i trawa zielona

nie zbawiamy świata
nie wdrażamy nowych strategii
zostaliśmy zredukowani
wypadliśmy z obiegu

Maciej Wódz jest absolwentem Wyższej Szkoły Morskiej w Szczecinie. Pracuje w kołobrzeskiej stoczni Parsęta, jest także dziennikarzem muzycznym w Radiu Kołobrzeg. Członek Stowarzyszenia Kołobrzeskich Poetów. Swoje wiersze publikował w lokalnej prasie i Akancie. W 2019 r. wydał zbiór wierszy Zarys.

Toskania

zuchwałość punktu leżącego poza
płaszczyzną
zdumiewa mnie zawsze
kiedy patrzę na plamę światła
rozlewającą się na twojej skórze
takie skojarzenia wywołuje ciepły wiatr

kolor wody przybiera niebieskie
odcienie
a ciężar starych sosen dodaje pewności
że wszystko przeminie

świadomość że już nigdy
taką cię nie zobaczę
uspokaja w słoneczne wieczory

mógłbym zamieszkać z gromada kotów
w domu z zielonymi okiennicami
co będą bronić mnie przed światłem
wskazującym koniec drogi

Koniec lata

wiatr niesie
zapach lata
idę polna drogą
aż po horyzont

wracają obrazy
dni bezpowrotne
obok toczy się życie
nabrzmiewają uczucia

falujące zboże
zabiera mnie w głębię
ciepły powiew
spowija nerwy

skrupulatnie układam
fiszki wspomnień
i powoli wracam
z najbardziej daleka

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko