Klaudia Jeznach – A gdyby tak nastała cisza… Zwrot w kierunku humanistyki

1
415
Filip Wrocławski

Porozrzucane w pamięci obrazy są pełne gwaru, pośpiechu, niedokończonych myśli i zaprzestanych działań. Świat zmierza do upragnionego „dokądś”. Narasta frustracja, dominuje postęp cywilizacyjny, życie w ulotnym „poza” i „wszędzie”. Człowiek staje się niewolnikiem codzienności. Czas biegnie nieubłaganie, a my zanurzeni i wciągnięci w wir rzeki, pośpiesznie płyniemy z postępem.

W jednej chwili, w ułamku życiowej sekundy, zatrzymujemy się na skraju urwiska. Pod nami niekończąca się otchłań, przerażająca swą tajemniczością… Zakorzenieni w sferze temporalnej, zaczynamy trwać w zawieszeniu, ponieważ ucieczka jest niemożliwa. I nagle z pomocą przychodzi nam cisza. Cisza dialogiczna, dzięki której wchodzimy w rozmowę z sobą samym, z wewnętrznym głosem drugiej osoby, z Naturą. Przed cichym miejscem spotkania zostawiamy całe „SIĘ” świata, „najprzebieglejszego dyktatora jaki skrywa się za anonimowym <<się>>”[1]. Całym sobą, całym swym jestestwem wchodzimy do wnętrza i stopniowo zanurzamy się coraz głębiej i głębiej. Otwieramy okno na świat. Natura pomimo swojej „ciszy” dostarcza nam łagodnych dźwięków: szum obdzierającej się o kamienie wody, szelest liści porwanych przez wiatr, śpiew ptaków. Jak daleko jesteśmy w stanie wniknąć w tę ciszę? Dotrzeć do jej pierwotnych dźwięków? Czy możliwe jest usłyszenie chrabąszcza przedzierającego się przez gęstą mgłę zieleni albo szmeru ślizgającego się po nici pająka? Beztroska poezja dźwięków. Tak, natura daje nam kolejny koncert pełen napięć, terapeutycznego uniesienia i powtarzalnego rytmu.  Jest jak modlitwa, w której kulminują się dialogi, powtarzalna muzyka.

Powtarzalność „nie-muzycznych” na pozór sekwencji dźwięków interpretujemy jako muzykę sfer, dźwięki wszechświata. Ma to związek z „efektem czystej ekspozycji”, ludzki mózg po prostu kocha powtórzenia i zwiększa nasze zaangażowanie. Dlaczego więc nie rozumiemy co mówi do nas natura, powtarzając swój rytm, wygrywając na nowo i bez końca ten sam koncert? Może ma to związek z „semantycznym nasyceniem”? Przyroda tworzy gęstą sieć dźwięków, w których zdania całkowicie rezygnują z semantycznych znaczeń, by stworzyć niezwykle interesującą fakturę muzycznego doświadczenia, niewypowiedzianych słów ciszy? Ważne, aby pamiętać, że nie istnieją dokładne powtórzenia. Muzyka się zmienia tak jak my się zmieniamy. Jak mówi Heraklit: nigdy nie wchodzimy do tej samej rzeki. Za każdym razem wchodząc i wychodząc trafiamy do miejsca innej wody. Doskonałym przykładem jest muzyka Schuberta. Kompozytor często powtarzał całe sekwencje ruchów w swoich symfoniach, sonatach czy pieśniach, ale na powrocie muzyka zawsze oznaczała coś innego.

Być może czytelność w naturze niemożliwa byłaby bez powtórzeń. Ta hipnotyczna atmosfera pozwala zanurzyć się w przestrzeni dźwiękowej, która trwa i zmienia się pod wpływem przemijalności, upływu czasu.

Sytuacja, która dotknęła obecny świat, paraliżując go i zmuszając do zatrzymania na drodze pełnej ciszy, pokazuje nie tylko naszą kruchość, lecz także nakazuje nam wrócić do początku, do pierwotności. Aktualizują się myśli Heideggera, mówiącego o poezji jako o ratunku dla ludzkości, bowiem człowiek technologiczny jest złem. Natura jest w stanie błyskawicznie się odrodzić, gdy zniknie z jej powierzchni „nowoczesność”, kiedy człowiek zatrzyma się i pozwoli trwać jej w swojej pierwotności. Patrząc na upadający świat, któremu technika wcale nie pomaga, albo nie pomaga w takim stopniu, w jakim byśmy tego oczekiwali, jestem w stanie „wykrzyczeć” wróćmy do humanistyki, ona nam pomoże, a przynajmniej pozwoli zrozumieć.

Przypomina mi się wykład prof. Markowskiego[2], mówiący o tym, że humanistyka nie jest nauką. Oczywiście, jeżeli mówimy o tym, że tylko metoda naukowa żąda, aby dany problem rozwiązywać w takich kategoriach, jakich się pojawił, a naukowiec to osoba, która „zostawia swoje nastroje w szatni”, to z pewnością należy mówić, że humanistyka nauką nie jest. Ale w takim razie pojawia się pytanie: Czym jest?… Humanistyka jest pewnego rodzaju sztuką, ba! wyrafinowaną i niebagatelną sztuką, bez której (śmiem twierdzić) nasze życie byłoby zagrożone.

Jeżeli nauka dotyczy poznawania świata, „przepracowywania go”, odkrywania – to humanistyka, w tym znaczeniu, byłaby nauką przodującą! Która dziedzina nauki tak szeroko opisuje świat, odkrywa go, zmienia pod wpływem natchnienia, daje odpoczynek od szarej rzeczywistości i zarazem uczy – jeśli nie humanistyka?

To jedyna nauka przez duże N, która jest tak wszechstronna. Za pomocą literatury możemy uczyć się o świecie różnych dziedzin. To ona scala porozrzucane po świecie puzzle w jeden obraz. Dowodzą tego literaturoznawcze publikacje z pogranicza: literatura a medycyna, literatura a technologia etc.

Mogę się zgodzić z Einsteinem co do tego, że sztuka i nauka mają jeden cel: przezwyciężenie egzystencjalnego pomieszania. Prof. Markowski słusznie uważa, że humanistyka powstała, aby pogodzić się z niewygodną egzystencją, (oswojeniem z egzystencjalnym „kociokwikiem”), ale czy oby na pewno nie ma znaczenia dla większości ludzi?

Przypuszczalnie można tak twierdzić… Zdarzają się głosy o bezproduktywności,
o sztuce dla sztuki i pisaniu dla samego pisania… Książka w wielu środowiskach nie jest „trendy”… Ale bez humanistyki, która buduje nasz światopogląd, uczy myślenia i poprawia jakość funkcjonowania naszego mózgu ( kreatywność, wyobraźnia) nie byłoby tylu wyjątkowych odkryć. Przed nauką stoi zawsze wyobraźnia. To ona kieruje nas na odpowiednie drogi. Literatura uczy nas jak radzić sobie z problemami. Skoro ta dyscyplina nie ma znaczenia dla większości ludzi, to dlaczego sięgamy po literaturę uczącą dzieci o stracie bliskich, o radzeniu sobie w trudnych sytuacjach, o nauce dzielenia się z innymi etc.? Humanistyka ma kolosalne znaczenie, tylko jest jak książka, którą ocenia się po okładce.

Może właśnie przez to, że uważa się ją jako „nie naukę” jest tak daleko od drogi, którą podąża świat? Tutaj warto byłoby przywołać po raz kolejny Heideggera, mówiącego o tym, że słowo przesłania rzecz. Mówiąc o tym, że humanistyka to taka sobie „dziedzinka życia” ale nie nauka, mocno ją deprecjonujemy.

A co z literaturą?

Świat bez literatury byłby jałowy, niemalże martwy. Bo czym jest literatura jak nie komunikacją językową, projekcją rzeczywistości, która zgodnie z myślą Cycerona, ma uczyć, wzruszać i oddziaływać (docere, delectare, permovere). Literatura na swoich kartach zapisuje nasze jestestwo, nie tylko opowiada historie, lecz także je tworzy. Można posłużyć się stwierdzeniem, że gdyby nie ona, nasze „bycie” w świecie byłoby zagrożone, jak mówiła Tokarczuk podczas swojego wystąpienia noblowskiego „coś co się wydarza, a nie zostaje opowiedziane, przestaje istnieć i umiera”. Możemy śmiało przyznać rację Derridzie – francuskiemu filozofowi, że „nie ma niczego poza obrębem tekstu”. A więc świat jest wielowarstwowym tekstem, do którego czas stale dopisuje swoje rozdziały. Palimpsestem, w którym ukryły się różne epoki, kultury, myśli etc. Dzięki literaturze otwieramy się na nieskończoność, a dzieło literackie jest niczym innym jak ewokacją, ewokacją jakości, która na ogół ma walor egzystencjalny.

Humanistyka to źródło życia. Wróćmy zatem, jak chciał Heidegger, do sztuki, do poezji. Trwajmy w niej, a nic nam nie grozi. Literatura i sztuka to wyjątkowa forma delektowania się światem, doświadczeniem intelektualnym, w którym nie grozi nam bycie niewolnikiem (jak w przypadku telefonu, Internetu, samochodów etc.). Jest sposobem na rozumienie świata i siebie samego, co więcej to SŁOWO oddziaływa na świat, tworzy je, ma moc stwórczą. To coś więcej niż greckie logos, myślę, że bliższe tradycji żydowskiej, w której słowo (dabar, davhar) żyje i działa.


[1] J. Filek, Filozofa wstęp do ciszy, [w:] https://www.miesiecznik.znak.com.pl/7072014jacek-filekfilozofa-wstep-do-ciszy/

[2] Wykład można obejrzeć pod tym linkiem: https://www.youtube.com/watch?v=DyJwwB7L6LQ (dostęp: 18.03.2020)

Reklama

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko