Anna Zielińska-Brudek – OSTATNIE TWÓRCZE SPOTKANIA I… POŻEGNANIE – Wspomnienie o Romualdzie Lipko (1950–2020)

0
1293
Fot: wikipedia

1. Niedokończone rozmowy

Gdyby żył, 3 kwietnia 2020 roku świętowałby 70-lecie swoich urodzin. Romuald Lipko, lider Budki Suflera, kompozytor słynnych przebojów zostawił po sobie wiele nieznanych szerzej śladów twórczych. Nie wiadomo, ilu wielbicieli jego talentu pamięta, że w 2015 roku skomponował także muzykę do „Kolędy od policjantów”, do której napisałam słowa.

– Spodobał mi się tekst i sam pomysł. Będąc w wielu krajach, często obserwowałem, że różne formacje i grupy społeczne, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, mają swoje utwory na różne okoliczności. Pomyślałem więc, że to fajna sprawa, by nasza policja miała swoją kolędę. Tym bardziej że sam tekst ma ładne przesłanie i pokazuje koloryt służby. Na co dzień postrzegamy bowiem policjantów jako stróżów prawa w dosłownym tego określenia znaczeniu i rzadko nam się wyświetla, że ślubowali przecież, by nas chronić. I ta kolęda ładnie to pokazuje. Zdzwoniliśmy się więc z panią Anią i napisałem muzykę – opowiadał dziennikarzom o jej genezie.

I tak w grudniu w studiu nagrań Winicjusza Chrósta w Sulejówku, gdzie swoje płyty nagrywali m.in. Grzegorz Ciechowski czy Lady Pank, kolędę z muzyką Romualda Lipki wyśpiewał chór Komendy Stołecznej Policji oraz Grzegorz Wilk – gwiazda programu “Jaka to melodia”, który współpracował m.in. z Krzysztofem Krawczykiem, Leszkiem Możdżerem czy Pauliną Przybysz.

W czasie realizacji mojego pomysłu, łatwo nie było. Nie znaliśmy się z panem Romualdem. Szybko zorientował się, że wiele określeń muzycznych to dla mnie czarna magia. Wzbudził mój ogromny podziw swoją nadzwyczajną cierpliwością przy ustaleniach co do wydania płyty, czy nagrania teledysku. Czułam w nim pokrewną duszę, wierzyliśmy sobie a priori. Nie pouczał, a każde jego zdanie było bezcenne. Pytany o honorarium za kompozycję, powiedział, że jest „przyjacielem sytuacji”, wyciąga pomocną dłoń do tych, których trzeba wspierać twórczo. Dowiem się kiedyś od niego.

– Anulka, ty tę kolędę wydeptałaś nie tylko talentem, ale uporem…

Świąteczny, jedyny tego typu utwór w kraju wzbudził zainteresowanie. Pokazany dwukrotnie w Teleexpressie, ciepło odebrany przez dziennikarzy, którzy żartowali, że gdyby tekst wykuć na pamięć, można by liczyć na łagodne traktowanie w czasie kontroli drogowej gdyż policja zwykle kolęduje z mandatami. Jakież było moje zdziwienie, kiedy Romuald Lipko w rozmowie telefonicznej rozbrajającym głosem wyznał mi się, że policjanci za wykroczenie drogowe wlepili mu wysoki mandat i naliczyli kilka punktów karnych. Wtedy zaproponowałam kolejny pomysł związany z nagraniem teledysku „Kolędy od policjantów”.

– Świetnie, może poprzez obraz kolęda bardziej zdyscyplinuje kierowców– dodał wesoło. Utwór doczekał się teledysku, a pracom na planie w Bazie Zbożowej przyglądał się sam kompozytor. Wtedy po raz pierwszy, bezpośrednio, na własne oczy zobaczyłam mojego idola.

– To dla mnie radość i zaszczyt być tu. Muszę przyznać, że czegoś takiego, jeszcze nie widziałem – powiedział do jednej z gazet.

Ujął rozśpiewanych funkcjonariuszy skromnością, energią, bieganiem po zimnej hali. Wszyscy docenialiśmy jego obecność, a przez nią ogromną radość i wyróżnienie. Do dziś pamiętam, co do mnie powiedział.

– Trzeba jeszcze wiele pracy i czasu, by ten utwór stał się samodzielny.

To niecodzienne spotkanie przypomina mi choinka podarowana od niego. Oryginalna, bo z piernika, lukrowana. Nie tylko w świąteczny czas cieszy swoim wizerunkiem.

Przyjacielowi sytuacji

Po nagraniu kolędy nasze kontakty nie ustały.Telefoniczne rozmowy, jakie prowadziliśmy, dopingowały do pisania. Nie minął rok od naszego poznania, kiedy wydałam kolejny tom poezji „Ugina się dzień”. Zadedykowałam mu też jeden z wierszy pt. „Przyjacielowi sytuacji”. Przesłałam, odpisał krótko: „Cudny!”. Nabrałam odwagi i zaprosiłam na promocję wierszy do Kieleckiego Centrum Kultury. Odpowiedział, że przyjedzie. Z trudem ukrywałam tremę i zaskoczenie, kiedy się pojawił. Jego obecność to nie była jedyna nagroda. W trakcie spotkania usłyszałam skomponowany specjalnie dla mnie utwór, po nim przytulił mnie do siebie i powiedział, że to dobra okazja, aby przejść na „ty”. Na sali rozległy się huczne brawa, a po chwili ciepły głos Romka

– Przyjechałem do Ani z Zakopanego. Odpoczywam tam z wnuczką, a z Kazimierza Dolnego gdzie mieszkam, macie pozdrowienia od ciągle tam obecnej duchem pisarki Marii Kuncewiczowej – oznajmił publiczności KCK. Po czym dodał: – Pierwszy raz jestem na spotkaniu autorskim. To niesamowite uczucie zobaczyć w jednym miejscu tak wielu pasjonatów poezji.

Wiedziałam, że w tym momencie narodziła się przyjaźń. Czy na nią zasłużyłam? Ja, zwyczajna Anka policjantka? Chyba nie można było wymyślić lepszej puenty tego spotkania. Głęboko w pamięci zachowałam jeszcze jeden podarunek, jaki dostałam z dedykacją: „Ani z Gór Świętokrzyskich, z przyjaźnią – Romuald Lipko”.

– Wypijcie to razem z mężem – powiedział.

Leży nienaruszony w moim barku i wielokrotnie spoglądam na niego, bo podpis na nim jest dla mnie najcenniejszą pamiątką. To cząstka Romualda Lipko, dedykowana tylko mnie w najszczerszy z możliwych sposobów.

Iskra Boża – to za mało

Każda rozmowa z nim dodawała sił, inspirowała. Zawsze pogodny, ale z biegiem czasu jego przemyślenia były coraz bardziej refleksyjne.

– Trzeba utrwalać świat muzyką, słowem, obrazem. Iskra Boża – to za mało. Trzeba tworzyć do utraty tchu. Tylko taki rezultat po nas zostanie– podkreślał.

– Nie jestem poetką, tylko policjantką piszącą wiersze, praca nad słowem to nie pocałunki muz.

– Ja szukam dźwięku, a ty opisuj świat– odnotowałam jego refleksje.

Najbardziej utkwił mi w pamięci telefon podczas zakupów. Pospiesznie wybiegłam ze sklepu, schowałam się przed wiatrem za blokiem, by go lepiej słyszeć. Długo opowiadał mi o przeżyciach z niecodziennej wyprawy do Ziemi Świętej.

– To takie katharsis, tego się nie da opisać. Spełniło się moje marzenie, mam za co Bogu dziękować. Być w miejscu, gdzie urodził się Jezus, iść na Golgotę. Tak, to najważniejsze wydarzenie w moim życiu. Jestem szczęśliwy, spełniony, to podróż życia. Byłaś tam kiedyś, Anulka?

Zaniemówiłam. Akurat byłam przed podjęciem decyzji dotyczącej ośmiodniowej pielgrzymki do Jerozolimy. Jeszcze w tym momencie miałam więcej wątpliwości, niż zapału do chodzenia po ziemi świętej. Nie trzeba tam jechać , żeby szukać Chrystusa. Jeśli on jest, to nawet w pustej szklance – myślałam przez wiele lat.

– Nie słyszę, jesteś tam?

–To ja chyba też powinnam skorzystać, bo trafiła mi się okazja– wydukałam.

Chwila milczenia. Długi monolog Romka o tym, że wystarczy jedno spojrzenie w Jerozolimie i poczuje się wiarę w niebo. Cichutko, cichuteńko, drżącym głosem wyszeptałam:

 – Pojadę tam, bo tak jak ty, wiem, po co i dla kogo…

Kilka tygodni później podzieliłam się przemyśleniami z pielgrzymki w Jerozolimie. Warto było. Wiem, komu zawierzyłam. Tej ziemi, która jest święta. Wróciłam do domu pozbawiona lęku.

Wigilijne spotkania na łączach

Wigilie tradycyjnie spędzaliśmy u rodziny męża w Bogorii, a potem jechaliśmy do mojej mamy i rodzeństwa. Punktualnie 17:15 słyszę sygnał telefonu. O tej porze? Kto to może dzwonić? A w słuchawce głos:

– Jesteś tam, Anulko?…

To nie były zwyczajne życzenia świąteczne. Nie mogłam uwierzyć szczęściu w ten tak ważny dla każdego, rodzinny wieczór, kiedy ciałem i duchem jest się z najbliższymi. A tu pamięta o mnie ktoś, komu to ja powinnam przede wszystkim dziękować. Cóż, wielkość człowieka określa się jego stosunkiem do ludzi zwyczajnych, bo to podkreśla jego wielkoduszność.

Kiedy za rok zasiadaliśmy do rodzinnej wigilii, znów o 17. z minutami zadzwonił telefon i znowu w słuchawce usłyszałam cudowny, ciepły głos. Tak było w następnym i kolejnych latach… Uśmiechały się każde chwile w naszych rozmowach. Zrozumiałam coraz większą z nim bliskość. Takie same wartości towarzyszyły nam od dzieciństwa: szacunek, uczciwość, autentyczność. Znał smak i zapach tych wartości, które pozwalały spokojnie żyć. A do tego twórczość, której potrzebował jak tlenu.

– Wszystko jest wtedy, kiedy nie tylko dla siebie – podkreślał.

Rozmowy wigilijne z Romualdem Lipko – to niekończąca się ciekawość, co mi powie w przyszłym roku?

„Choroba rozmawia ze mną”

Nie bałam się dłuższych czy krótszych przerw w telefonicznych spotkaniach. Romuald żył intensywnie ze swoimi pragnieniami. Dla niego świat był niekończącą się muzyką. Nigdy nie opuszczały go marzenia, nawet gdy zachorował. Słuchałam go w niemym cierpieniu, a w nim lekkość głosu i nie zmieniający się kształt doznań, radości z nagranego kolejnego utworu.

– Wróciłem z kliniki w Niemczech. Choroba nie postępuje. Tworzymy dalej – snuł dalekosiężne plany.

Okazywał radość z tego, że kolęda policyjna staje się coraz bardziej popularna. Jest prezentowana nie tylko w środowisku mundurowych, śpiewa ją młodzież i nucą dzieci. Jak to cieszy! zamieścił wpis pod zdjęciem dzieci z podkieleckiej Bilczy, które w granatowych mundurkach śpiewają kolędę od policjantów. A rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji inspektor Mariusz Ciarka w rozmowie telefonicznej podkreślił z dumą i szacunkiem, że policja ma najpiękniejszą kolędę.

Znowu pojawiło się uczucie nadziei i oczekiwania, bo Romek nie żegna się z publicznością. Mimo postępującej jednak choroby, żył ze swoimi pragnieniami, by wyrazić, co jeszcze w pragnieniach zostało. Kiedy przesłałam mu wiersz „Golgota to ja”, prosił o nowe frazy, chciał napisać do niego muzykę. Jeszcze z początkiem tego roku uspokajał:

– Cieszmy się z życia w każdym momencie.

A ja tak bardzo chciałam ulżyć mu cierpień w oczekiwaniu na to co nieuchronnie miało nadejść. Umówiliśmy się na kolejną rozmowę. Rankiem 7 lutego dostaję sms z wiadomością od kieleckiego ks. biskupa Mariana Florczyka: „Zmarł R Lipko”. Szok, niedowierzanie, ale przecież wiem, że się przyjaźnili. W ostatnich tygodniach ks. biskup Marian solidaryzował się z nim,  wspierał go modlitwą. Nikt i nic nie było w stanie pohamować mojego płaczu… Przyszło nieuchronne… Spojrzenie z góry Pytałeś, czy wierzę,/w chmur uniesienie, /spacer ścieżką gwiazd,/ gdzie nie ubywa/ ani dobra, ani zła / Bardziej niż kiedyś nauce niechętni / byliśmy tuż, tuż/ odkrywania rzeczy nie do zrozumienia/ Przyszło nieuchronne/ spojrzenie z góry,/ dłuższe milczenie/ i zastygłe pytania/ pierwszych godzin” – to wiersz „ Spojrzenie z góry”
z mojego tomu „W oknie zaufania”.

2. Pożegnanie z Kielc-  „Czas ołowiu”

Pamiętać – to być wciąż razem. W jednym z ostatnich wywiadów, na pytanie, czym dla Ciebie jest muzyka?– powiedziałeś: „Bo ją kocham i w dodatku nikt mi jej nie może zabrać”. Tak jak już nikt i nigdy nie wyrwie z naszych serc i umysłów wdrukowanych dźwięków „Cień wielkiej góry”, „Memu miastu na do widzenia” czy „Czas ołowiu”.

Nie wiem, jak będzie kiedyś, ale dzisiaj w moim życiu są dwa wydarzenia, które przerysowały psychikę, uruchomiły pokłady bólu i nieograniczonego żalu. Odejście mojego Ojca przed 14. laty, przy śmierci którego trwałam, i rozstanie z człowiekiem, którego bliskości i dobroci nie zapomnę nigdy.

12 lutego br. przyjechałam do Lublina, żeby go pożegnać. Z różami podobnymi do tych, jakie od niego dostałam. Dzień był chmurny i zimny. Szukamy parkingu, wszędzie brak miejsc. W końcu mąż podjeżdża pod kolejny, duży, w samym centrum. – Proszę odjechać, nie ma miejsc – nerwowym gestem nakazuje pracownik. – Ale my przyjechaliśmy aż z Kielc, na pogrzeb pana Romualda– tłumaczymy. Reakcja niespodziewana, życzliwe spojrzenie i słowa: – Niech Państwo wjadą i zajmą jakiekolwiek miejsce – nad wyraz czytelny gest życzliwości. Później dowiedzieliśmy się, że miejsca parkingowe rezerwowano kilka dni wcześniej. – Gdzie jest katedra? Wskazał kierunek, a już po kilku krokach widzimy grupki ludzi stojące po jednej  i drugiej stronie ulicy. Idziemy. Jest coraz tłoczniej.

Po przejściu kilkuset metrów lubelskiego bruku wyłania się przed nami bryła Katedry, a na jej tle wizerunek, zdjęcie Romualda Lipko. Tego, którego podarował mi los i którego ośmieliłam się nazwać przyjacielem.

Wtedy gdy się najmniej spodziewasz, nagła wiadomość pchnie cię nożem. Tępy znajomy ból, znów stare blizny się otworzą”.

Śmierć jest zawsze niespodziewana i nagła, nawet jak się do niej staramy przygotować. Mieliśmy spotkać się w Twoim Kazimierzu, nie w Lublinie i nie w takich okolicznościach! Ale  cóż, jaki mamy wpływ na Boży znak?

Wchodzimy do Katedry, chcemy być blisko niego, tak jak tylko można. Niestety, udaje się zająć ostatnie miejsca, tuż przy drzwiach. Tysiące przyszły go pożegnać podobnie jak my…

Od prezbiterium w stronę drzwi wyjściowych idzie Cugowski z synem. Trudno odczytać emocje, kamienna twarz, raczej bez wyrazu. Lekki szmerek przetacza się wśród uczestników pogrzebu.

Wzruszające kazanie metropolity lubelskiego, abp Stanisława Budzika. Przypomniał za papieżem Benedyktem XVI o źródłach muzyki Po doświadczeniu miłości, smutku śmierci na trzecim miejscem jest spotkanie z tym, co boskie. Romuald Lipko przegrał ze śmiercią, tak jak każdy z nas przegra, ale ocalił miłość. „Bo gdyby jutra nie było, ocalić nam trzeba miłość…”.

Pod koniec mszy od trumny w kierunku chóru idą Tomasz Zeliszewski, Felicjan Andrzejczak, Mieczysław Jurecki, Robert Żarczyński – przygarbione bólem sylwetki, twarze zastygłe w cierpieniu. Po chwili, na pożegnanie rozlega się muzyczno-słowna antycypacja.

Słuchaj, to jest zwyczajne świństwo. Tak się nie mówi „do widzenia”. Nie można wyjść ot tak, w połowie słów i w pół marzenia.

Ani my, ani nikt wokół nie stara się powstrzymać łez… Słowa i szloch w tle odbijają się echem od ścian katedry, potęgują, czyniąc chwilę monumentalnie dramatyczną. Trumna ze zwłokami opuszcza powoli katedrę, żegnana oklaskami wiernych.

Staram się być jak najbliżej, bo tu, o krok ode mnie, jest człowiek od którego doświadczyłam bezgranicznej dobroci i którego nieprzenikniona mądrość pozostanie ze mną na zawsze. Tak jak na zawsze pozostanie miłość do Ojca… Teraz powoli przesuwa się tuż obok mnie, jakby ostatni raz chciał podać rękę, objąć czułym gestem, jak kiedyś.

Wyobraźnia transmituje wspomnienia… Trumna zachowuje ciało człowieka, nie uniecestwia jak urna. Stąd poczucie bliskości. Oddziela nas tylko kawałek drewnianej materii, ale metafizyczną bliskość czuję ja i chyba każdy uczestnik tego pożegnania.

Jeszcze wiruje Twoja płyta, jeszcze się Tobą ekran pali, pod zimnym światłem gwiazd jak ciężko żyć tym, co zostali”.

Ukochana żona Dorota, syn Remigiusz, rodzina, przyjaciele …Te słowa przygniatają niczym autentyczny ciężar. Świdrują mózg, przyspieszają bicie serca, a kolorowe i pełne barw sklepienie katedry staje się nagle lodowato zimne niczym gwiazda. Jak żyć? Dzisiaj wypełnia nas pustka i przeogromny żal po osobie. Na szczęście jego muzyczną doskonałością, którą zostawił, wzruszać się będą całe pokolenia. To jego testament. Milionom ludzi o różnej wrażliwości, młodym i starszym, od lat siedemdziesiątych jego piosenki towarzyszyły i towarzyszą nadal przy każdej okazji.

Opuszczamy katedrę. Obok Felicjan Andrzejczak, przed kościołem tłumy… Karawan pogrzebowy.

Przy ulicy autokary. Udaje się nam wsiąść dopiero do piątego. Wypełnione do granic możliwości ludźmi wyrozumiałymi, życzliwymi, z twarzami obleczonymi smutkiem i skupieniem. Już kiedyś przeżywałam takie momenty, kiedy wszyscy rozumieliśmy bez słów powagę chwili. To było po śmierci naszego Papieża, po katastrofie smoleńskiej. Teraz przeżywam podobne wzruszenia tu, w Lublinie. Czy tylko w chwilach cierpienia potrafimy być dla siebie bliscy, tworzyć normalną ludzką wspólnotę?

„Jimmy H, Anna J, Ryszard R, kruche szkło, czas ołowiu…”

Kilka przystanków i jesteśmy przy cmentarzu na Lipowej. Razem płyniemy wraz z rzeką ludzi w kierunku miejsca jego ostatniego, ale nie ostatecznego spoczynku. Nie sposób dostać się w pobliże grobu. Powoli, cierpliwie, przesuwamy się z kwiatami, by oddać Mu ostatni hołd. W tym wspomnieniu, pośród drzew Lipowego cmentarza, większość z nas nuci „Martwe morze”, „Wieżę Babel”. Bo muzykę rozumie się wtedy, kiedy się ją czuje. To Ty, Romku, uczyłeś całe pokolenia od lat siedemdziesiątych tej wrażliwości w autentycznym przeżywaniu jej dźwięków. Po to ją tworzyłeś i ona pozostanie już z nami na zawsze…

Mija prawie pół godziny, zanim dostaję się w pobliże miejsca, gdzie złożona jest trumna. Stoi otoczona Rodziną, przyjaciółmi z zespołu, setkami zwykłych ludzi, którzy Twoją muzykę kochali, a przez nią właśnie Ciebie, bo nie sposób mówić o przebojach Budki Suflera bez Twojego muzycznego geniuszu.

Choć zazdrośnie strzegę naszej przyjaźni, to altruistycznie życzę każdemu, by na swojej drodze życia spotkał takiego  przyjaciela, jakiego mi dane było poznać w osobieRomualda Lipko. Miałam olbrzymi dar od niebios, że Cię spotkałam.  Oddaję więc ostatni hołd, klękając przed majestatem śmierci i wielkością postaci… Żegnaj, Przyjacielu!

Romek l…Czas ołowiu

We wspomnieniu wykorzystano słowa piosenki „Czas ołowiu” Felicjana Andrzejczaka

Anna Zielińska-Brudek

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko