Grzegorz Wiśniewski – SIERGIEJ SŁONIMSKI (1932-2020)

0
574
Franciszek Maśluszczak

     Był jedną z najważniejszych postaci muzyki rosyjskiej ostatniego z górą półwiecza, w epoce po Szostakowiczu najbardziej znanym kompozytorem Petersburga, do tego cenionym muzykologiem, pedagogiem, animatorem życia muzycznego. Był wielkim przyjacielem Polski. Odszedł 9 lutego, cztery dni później spoczął obok swoich rodziców na cmentarzu w podpetersburskim Komarowie, gdzie też leży m. in. Anna Achmatowa.

     Miał polskie korzenie – jego prapradziadkiem był urodzony w Hrubieszowie i czynny w Warszawie polski Żyd Abraham Stern (1769-1842), niezwykle utalentowany wynalazca, który skonstruował młockarnię i konną żniwiarkę, a przede wszystkim maszynę rachunkową wykonującą cztery podstawowe działania arytmetyczne i do tego wyciągającą pierwiastki kwadratowe; upamiętnia Sterna m. in. Muzeum Polin. Ród Sternów-Słonimskich rozszczepił się potem na kilka gałęzi i rozlał się po świecie. Gałąź polska wygasła wraz ze śmiercią  poety, prozaika i felietonisty Antoniego Słonimskiego (1895-1976). Gałąź amerykańska wydała m. in. znakomitego muzykologa Nicolasa Slonimsky’ego (1894-1995, w swoim czasie publikowaliśmy w Polsce jego autobiografię „Słuch absolutny”), gałąź francuską zaś zapoczątkował Piotr Słonimski (1922-2009),  światowej sławy genetyk, odkrywca i badacz dziedziczenia mitochondrialnego, różnego od dziedziczenia jądrowego. W Rosji osiadł Ludwik (Leonid) Słonimski (1850-1918), znany zwłaszcza ze swej publicystyki ekonomicznej; jego najmłodszy syn Michaił (1897-1972) jako członek głośnego ugrupowania literackiego „Bracia Serafiońscy” wnet stał się jednym z popularniejszych rosyjskich prozaików (publikowano u nas także jego, i w międzywojniu, i w latach Polski Ludowej, i ostatnio, kiedy za Rafała Skąpskiego PIW wydał  jego zbiór opowiadań pt. „Warszawa”). Gdy Michaiła w 1932 roku odwiedzał w Leningradzie polski kuzyn Antoni (później napisał o tym spotkaniu piękny wiersz ‘”Hamletyzm”), sposobiło się tam do przyjścia na świat jedyne dziecko rosyjskiego pisarza – właśnie Siergiej. Przy tej samej, gdzie zamieszkiwali Słonimscy, ulicy Marata, zaledwie trzy domy dalej mieszkał wówczas jeszcze młody, ale już bardzo znany Szostakowicz.

     Głośno zaczęło być o Siergieju Słonimskim na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy to dał o sobie znać jako jeden z czołowych muzycznych „szestidiesiatników”, pokolenia młodych twórców, które na fali chruszczowowskiej odwilży poczęło gruntownie przeobrażać oblicze radzieckiej kultury artystycznej, odnawiając i wzbogacając jej środki wyrazu, otwierając ją na świat. Szczególnie ciekawe rezultaty osiągnął wówczas Słonimski kojarząc posługiwanie się nowoczesnym językiem kompozytorskim z inspiracjami muzyką ludową, w wyniku czego poczęto go postrzegać jako jednego z  inicjatorów i głównych przedstawicieli wiele wówczas w muzyce rosyjskiej znaczącej tzw.  „nowej fali folklorystycznej”, obok m. in. Rodiona Szczedrina czy Walerija Gawrilina. Z nowymi technikami twórczymi eksperymentował przy tym wówczas Słonimski coraz odważniej: napisana w 1960 roku Sonata na skrzypce pierwsza w powojennej muzyce rosyjskiej używała ćwierćtonów. W latach późniejszych ulubionymi gatunkami wypowiedzi Słonimskiego stały się wielkie formy – symfonia i opera. W symfoniach, których skomponował aż trzydzieści cztery (sic!), stopniowo dochodził do głosu idiom neoromantyczny – jak np. w pochodzącej z 1987 roku Dziewiątej, której słuchałem kilka lat później w Moskwie, ocienionej przy tym jakimś  głuchym, mglistym smutkiem, chwilami nawet bólem; skądinąd na przepełniający wiele dzieł Słonimskiego nastrój głębokiego tragizmu zwracano uwagę niejeden raz, a sam kompozytor powiadał o tym tak: „kulminacje prawie wszystkich moich dużych utworów – to katastrofy, a kody – to umieranie, ciche egzekwie, uchodząca pamięć”.

     Osiem napisanych przez Słonimskiego oper – to dyskurs o władzy; „swe sympatie – to znowu słowa samego twórcy – lokuję w nich zawsze po stronie jednostki, zawsze przeciwstawiam się tyraniom”. Najważniejsza jest zapewne druga z tej ósemki – ukończona w roku 1972, zaledwie pięć lat po pierwszym rosyjskim wydaniu powieści, opera kameralna „Mistrz i Małgorzata” według  Bułhakowa. Drogę do słuchacza miała zaiste cierniową – przyjęta z dezaprobatą przez leningradzkich decydentów, ujrzała światło dzienne dopiero w czasach pieriestrojki, najpierw w wersji koncertowej, potem w 1991 roku w scenicznej, wykonana w Moskwie przez zespół Teatru Muzycznego Forum; nowoczesna w języku, przekonywająca w dramaturgii, zrobiła na mnie wtedy naprawdę duże wrażenie, także dzięki kreacji wtedy jeszcze studentki, a dziś wielce utytułowanej Tatiany Monogarowej jako Małgorzaty. Po „Mistrzu i Małgorzacie” nastąpiły „Maria Stuart” według Stefana Zweiga, potem „Hamlet” i „Król Lir” według Szekspira, a pomiędzy nimi „rosyjska tragedia” „Widzenia Iwana Groźnego”, pomyślana jako seria majaków umierającego cara-despoty, w których znów stają mu przed oczyma najstraszniejsze popełnione przezeń zbrodnie (prapremierę miały „Widzenia” w 1999 roku w Samarze, dyrygował Mstisław Rostropowicz, reżyserował Robert Sturua); ostatnia była „Antygona” według Sofoklesa, zaprezentowana w 2008 roku w Petersburgu w reżyserii Aleksandra Sokurowa. Nie można też zapominać o trzech skomponowanych przez Słonimskiego pełnospektaklowych baletach. Dane mi było poznać ten pierwszy, z 1970 roku – pokazywanego w Teatrze Wielkim w Moskwie (ściślej w służącym mu wówczas jako druga scena Kremlowskim Pałacu Zjazdów) „Ikara”, gdzie młody syn Dedala rzucał wyzwanie nie tyle naturze, ile ludziom – konserwatywnemu Archontowi i jego świcie, dla których poryw zuchwalca niósł groźbę zaburzenia ustalonego porządku rzeczy i jako taki musiał zostać udaremniony. Rzecz przygotował debiutujący tu jako choreograf legendarny tancerz Władimir Wasiljew, a występowały największe gwiazdy Teatru z tymże Wasiljewem na czele.

     Choć Polska i polska kultura były Siergiejowi Słonimskiemu zawsze bardzo bliskie, zrządzeniem losu gościł u nas zaledwie dwa razy, przyjeżdżając w latach sześćdziesiątych na festiwal „Warszawska Jesień” (skądinąd podróżować, zwłaszcza za granicę, nie bardzo lubił). Poznał wtedy Antoniego, czego następstwem stały się niebawem skomponowane do jego tekstów „Polskie strofy” na mezzosopran i flet; i ten, i inne utwory Siergieja były potem na warszawskim festiwalu wykonywane i dobrze przyjmowane. Z polskiej muzyki szczególną admiracją darzył Chopina; w 2001 roku został honorowym przewodniczącym petersburskiego Towarzystwa Chopinowskiego; w roku 2010 podczas obchodów 200-lecia urodzin Chopina, zbulwersowany brakiem nowych rosyjskich monografii o kompozytorze (choć Rosjanie przetłumaczyli wtedy monumentalną pracę Mieczysława Tomaszewskiego), chwycił za pióro sam, publikując błyskotliwe studium „O nowatorstwie Chopina”. A w roku 2018 na jubileusz stulecia polskiej niepodległości skomponował Słonimski poemat symfoniczny „Wstąpienie i triumf” („Woschożdienije i triumf”), wykonany najpierw w Kazaniu, a zaraz potem w Teatrze Maryjskim w Petersburgu, gdzie zagrała go orkiestra Konserwatorium im. Rimskiego-Korsakowa, w którym nauczał przez sześćdziesiąt lat. Dziennikarzowi agencji TASS mówił wtedy: „Fakt, iż stosunki między politykami naszych krajów są niedobre i napięte, w niczym nie dotyczy ludzi sztuki, a zwłaszcza muzyki, gdyż żyjemy w przyjaźni; wysoko ceniąc polską kulturę muzyczną od Chopina poczynając, uznałem za swój obowiązek napisać utwór, specjalnie poświęcony jubileuszowi tego wielkiego państwa”.       

                                                                                                             G.W.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko