Wiersze tygodnia – Benedykt Kozieł

0
653
Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska


Listopad

Idę listopadem

w gasnących kolorach
tablice pamięci

szeleści czas

płoną światy
wspomnień i nadziei


Po latach

Oglądam fotografie
moich dróg
sprzed lat

jestem
w Staszowie

wydeptuję
cyferblaty rynku
kręcę się
w tarczach zegarów ratusza
mechanizmach czasu

zapisuję
kolejne słońca

na rogu ulic
Kościelnej i 11 Listopada
(wtedy Armii Czerwonej)
dotykam chłodu
metalowej poręczy

po drugiej stronie
czytam
napisy na kościelnym murze
stawiane znaki zapytania
patrzę
na godzące się z czasem
obnażone jesienne drzewa

spod  ciemnych plam sklepienia
byłej drukarni
przed pójściem do liceum
w perspektywę szkoły
idę
do świętego Bartłomieja Apostoła
na poranne szepty z Bogiem

w otwierany dzień
wyprowadza mnie
krzyż na kopule kaplicy Tęczyńskich
po latach
malowany
jak na szkolnych lekcjach plastyki
różnymi kolorami życia


W Niekurzy

W Niekurzy
jak gdzie indziej

historia wędrowała
za Wisłę
za wielką wodę

przemawiała
nowymi językami

pozostawiona sobie
rozstrzeliwana wojnami
przekreślana polityką

umierała
w chorobie
w bólu
zbyt szybko

gubiła siebie
zapominała
o istnieniu

teraz
rodzi się na nowo
odnajduje
znaki  zapytania
chce wiedzieć

szuka zrozumienia


Rozmowa

Nie rozumiem cię
gdy mówisz
że przesądzona śmierć
pozbawia wolności

nie rozumiem cię
gdy mówisz
że pozbawiony wolności
nie powinien do niej dążyć

nie rozumiem cię
gdy mówisz
że należną wolność
można pozbawić racji

że zabijanie jednych
przez drugich
w obecności trzecich
uzasadnia
rozpoznaną kalkulację

nie rozumiem cię
gdy mówisz
że usprawiedliwia nas
przebiegłość

ona
nie ma sumienia
uczestniczy w zmowie


Biegnę

Biegnę
w podjętym
nieoczywistym
wyścigu

uczestniczę
w rywalizacji
gonitwie
bez startowych numerów

szukam się
w niedopowiedzeniach
wyznaczonych
punktach odniesień

by wygrać
muszę wymykać się
świadomości


Taki podmuch

Doścignął mnie
wiatr historii
otoczył podmuchem

pyta
o zasadność bytu
o czas istnienia

zastanawiam się
kiedy ja żyłem

szukam się
w wydarzeniach
myślę
o rodzicach

czy mam prawo
czy mieli prawo
odnajdować się
być

czy miłość
była wtedy uprawniona


Kos

Słucham
śpiewu kosa

towarzyszy mi
gdy wychodzę z domu
i gdy wracam

niezależnie
gdzie i skąd idę
jakie niosę światy

wiem
dlaczego śpiewa
i dla kogo

wiem
że jestem
tylko tłem
nieoswojonym drzewem

ale to mi nie przeszkadza

cieszę się
pięknym istnieniem


Każdym słowem

Już tak rozbity
porozrywany
ten nasz świat

na
kawałki
kolory
rozstawione łóżka

na wszelkie możliwe sposoby
jak tylko się dało

cóż mogę robić
zanim
zdradzi mnie odwaga
i pochłonie śmieszność

sklejam go
w każdym możliwym miejscu
każdym słowem


Moja dewocja

Na półkach mojego świata
oprócz książek
stoją
oprawione w ramki
wyjęte z gazet
otrzymane lub kupione
moje święte obrazki

często zerkam na nie
przez własne życie

u moich świętych
wypatruję
wyrazu twarzy
sugestii spojrzenia

szukam
właściwego światła
by zrozumieć


W Hawełce

W Hawełce
obserwuję
tańczące pary
przestrzenie spotkań

zaglądam
w okna czasu
w oczy tancerek

wirują
gubione obroty ziemi
odzyskiwane światy


Spojrzenia

W czterech ścianach życia
cicho stawiane pytania
próby zrozumienia

w jasnych spotkaniach
spodziewane pełnie
odgadywane radości

w spojrzeniach
pretensje do wiatru
poprawiane włosy


Dom

Szukałem mieszkania
w domach
bogów i ludzi
 
zamieszkałem
kątem
w zasłyszanym słowie
płacę
każdą cenę


Ewangelie

Wyznaczony do życia
obsadzony w roli

czytam ewangelie

lektor aktor uczestnik
ministrant Pana Boga


W autobusie

Czytam i piszę
w autobusie

lubię
tak podróżować
być pomiędzy

jednocześnie
oddalać się i przybliżać
coś zostawiać
i zmierzać do celu

spodziewać się
wyobrażać sobie

potwierdzać
wybór
i możliwość powrotu

cieszyć się
drogą


Wiersze tygodnia redaguje Stefan Jurkowski
stefan.jurkowski@pisarze.pl

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko