Piotr Wojciechowski – BĘDZIESZ MIAŁ PREZYDENTA WEDŁUG TWOICH ZASŁUG

3
501

   To sztuczka, która się udać nie może – dostać prezydenta o jakim się marzy. Nie ma w tym względzie szansy na cud, to społeczeństwo wybierze takiego prezydenta, na jakiego zasługuje. Gdyby taka wiedza  stała się powszechna, mielibyśmy szanse, aby przez najbliższe trzy miesiące poprawić się trochę pod względem wzajemnej życzliwości, wyboru dóbr kultury, estetyki mieszkań, zwięzłości i logiki wypowiedzi, pod względem diety i trybu życia.

    Nie ma jednak szans, aby ludzie uwierzyli, że wybiorą sobie prezydenta według własnych zasług. Nawet ci, którzy zetkną się z tu prezentowanym tekstem, raczej Wojciechowskiemu nie uwierzą.

Powiedzą sobie – złośliwość felietonisty. A inni powiedzą – tak kracze, żeby sobie dodać znaczenia.

    Moja prognoza nie jest jednak w sprzeczności z moją radą –  a ja radzę, abyśmy nie porzucali marzeń dotyczących prezydentury. Chciałbym, aby każdy, kto potrafi, marzył odważnie i błyskotliwie. I tu chyba miejsce, abym cokolwiek powiedział o moim marzeniu.

  Marzę o właściwej osobie w fotelu prezydenckim. Naiwnością było by powiedzieć, że chciałbym, aby prezydent mnie bronił. Raczej chciałbym, aby nie milczał o prawdziwych zagrożeniach,  a może nawet by takich jak ja organizował do wzajemnej obrony. Nie chodzi mi o zakusy ze strony zielonych ludzików Putina. Uważam to  za  mało aktualne. Pilniejsze jest to, co od wczoraj wali mi się na łeb, a dziś jest groźniejsze niż wczoraj.

  Dla felietonowej zwięzłości pokaże tu tylko takie dwa aktualne zagrożenia.

Po pierwsze Windows 10. Po drugie śmiecie.

    Ludzie od wielkich międzynarodowych korporacji branży komputerowej i dogadali się znowu, że są im potrzebne pieniądze ekstra, jak zawsze. Dlatego ogłoszono ludziom posługującym się systemem operacyjnym Windows 7, że ten system jest już stary i nie będzie pielęgnowany, wspomagany, tolerowany.  Wszyscy mają sobie kupić Windows 10. Ale stare komputery są już do tego za słabe. Do Windowsów 10 trzeba dokupić nowe laptopy, tablety, pecety. Oczywiście to, że trzeba – to  wszystko  – jest naukowo udowodnione. A poza tym każdy wie, że to po prostu sposób na wyłudzanie miliardów i bilionów.

  A ja bym chciał takiego prezydenta, który nie będzie udawał, że nie ma sprawy. Który będzie miał coś do powiedzenia milionom obrabowanych obywateli, którzy niepotrzebnie kupują komputery, oprogramowania.

  Druga sprawa to śmiecie. Dzięki nim staliśmy się Tłumem Niepewnych i Wylęknionych Segregatorów Śmieci. Nie możemy być Sympatyczną Wspólnotą ludzi życzliwych, nie możemy być Dumnym Narodem Żołnierzy i Wieszczów, nie możemy być Roztropnymi Gospodarzami u Siebie. Nawet Ludem Bożym nie bardzo możemy być. Mamy te kubły, torby, pojemniki, instrukcje. Mamy  śmieci do segregowania, stoi nad nami widmo rosnących kar pieniężnych, wisi nad nami cień pogardy – tak ciemni, że nawet własnych śmieci  nie potrafią posegregować!

   Bo na nas zwalono cały ciężar cywilizacyjnego, samobójczego absurdu. Bo winni i odpowiedzialni – są nietykalni. Wszyscy wielcy producenci towarów współpracują z wielkimi producentami opakowań. Każdy skarb i każde badziewie, musi być otulone w styropian, osłonięte plastikowym woreczkiem, zamknięte w tekturkę. Nabywca musi przedrzeć się przez to, aby dotrzeć do towaru. Nabywca musi pokonać opakowania, potem je wyrzucić, a jeszcze potem segregować w drżeniu oddzielając od ogryzków, wypalonych żarówek, dziurawych butów. Butelki z plastiku i butelki ze szkła, kapsle, kapturki i zakrętki – to wszystko okazuje się rojowiskiem bytów koniecznych.

  Nie ma takiej siły, która zmusiłaby producentów towaru i producentów opakowań, do poniesienia odpowiedzialności za szkody wyrządzane całej planecie i każdemu z nas. Przecież oni powinni zająć się śmieciami, którymi nas zasypują, oni powinni płacić za selekcję, transport, utylizację, oni są winni pożarom nielegalnych i pół-legalnych wysypisk. Czy to dziwne, że marzy mi się taka osoba w prezydenckim fotelu, która zechce głośno mówić o winie tych szkodników, o ich odpowiedzialności, o tym, że powinny być powołane instytuty badawcze zajmujące się śledzeniem tych zbrodni ekologicznych, wyceną strat, możliwością sądu nad winnymi plenienia się szpetoty, absurdu i chaosu. Tym bardziej, że sprawa jest rozwojowa. Oni teraz do każdego pudełeczka dodawać będą wstążeczkę lub sznureczek, a potem do sznureczka dzwoneczek albo buteleczkę perfum. Będziemy za to płacić, będziemy to segregować!

  O tym, że przeciwnik jest bezlitosny i potężny, o tym, że rosną jego apetyty, świadczy fakt nagrodzenia całą kolekcją Oskarów południowokoreańskiego filmu „Parasite” w reżyserii Bong Joon-ho. Przedtem ten sam film dostał prawie wszystko – Złote Globy, Cezary, nagrody w Cannes.

   Ten film ma do spełnienia ważną funkcje ideologiczną, stanowi medialną otulinę dla zasady, że globalni potentaci mają się bogacić bez przeszkód. Film podejmuje wątek Kalibana z szekspirowskiej „Burzy”. Kaliban, syn diabła i czarownicy, utracił wyspę, na której władał, sam stał się na tej wyspie poniżanym i wyzyskiwanym niewolnikiem. Był brzydki, cuchnący i zły. Nienawidził swojego władcy Prospera, nienawidził Ariela, który był u Prospera szefem służb specjalnych.

   Rodzina biedaków w filmie „Parasite” jest zła, nienawidzi, a kiedy dowiaduje się, że śmierdzi, nienawidzi bogatych jeszcze bardziej. Rodzina biedaków sprowadza nieszczęście na rodzinę bogaczy, na wierne sługi bogaczy. To istotny zabieg ideologiczny – sprzeciwienie się chrześcijańskiej opcji na rzecz ubogich, sprzeciwienie się europejskim standardom sprawiedliwości społecznej i miłosierdzia.

   Biedny jest zły i nienawidzi. Nie wolno więc wysłuchać biednego, gdy coś krzyczy o niesprawiedliwości. Nie wolno powtarzać tego, co mówiła Maria Dąbrowska o ”odsuniętych od stołu życia”. Biedny nie zyskuje żadnych praw moralnych przez cierpienie i niedostatek.

W końcu dowiadujemy się z tego filmu, że my nie mamy prawa krytykować ustaleń globalnych dotyczących śmieci. Producenci śmieci są w porządku, bo zarabiają na nich. My mamy  siedzieć cicho i segregować. Dlaczego ? Chociażby dlatego, że niedługo zaczniemy śmierdzieć śmieciami, które będziemy segregować w nieskończoność – wkrótce także dzwoneczki, kokardki i buteleczki perfum.  

Reklama

3 KOMENTARZE

  1. Szanowny Panie Piotrze,
    te zbędne opakowania to szaleństwo. Ilekroć nową tubkę pasty do zębów wyjmuję z do niczego niepotrzebnego kartonowego opakowania krew mnie zalewa. Dzięki za tekst; znak, że nie ja zwariowałem.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko