Wiersze tygodnia – Halina Ewa Olszewska

1
657
Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

Pierwsza miłość

siwiejemy od szronu
warkocz wymyka się spod czapki
w brzozowym zagajniku ucichł wiatr
zima topnieje
w uścisku splecionych rąk

czytam ci wiersz z dedykacją
słowa tańczą jak Eurydyki
unosi nas kosmos
noc zapala gwiazdy

mamy dopiero po naście lat
i jeszcze nie wiemy
że pierwsza miłość
nie jest ostatnią

Przebudzenie

wytrzepuję się z mar
ślepe okna
jeszcze rozespane

powoli znika cień Morfeusza
rusztowanie ze snów
rozpływa się
w jawę

zgarniasz mnie
na swoją stronę
słodki dreszcz
przepuszcza słońce

dzień rozpościera skrzydła

Mistyfikacja

podziwiał swoje odbicie w jej oczach
mówił że nigdy nie przestanie
kochać kobiety swojego życia
i mylił jej imię z imionami
innych słuchaczek jego wyznań
tulił się do jej słów miłości
powtarzając fantastyczne banały
o dopasowanych połówkach jabłka
kiedy odkryła w nim erotomana
zaczęła zrywać rozmaite owoce
aż kiedyś trafiła na jabłko
tego samego co ona gatunku

Majówka bibliofilska

jaskrawa mozaika łąk
konwalie dzwonią aromatem
pachną słowa pożółkłych stronic
        mkną godziny zaczytane
        dnia nie starczy do kartki ostatniej
ścigamy się rozdziałami
na mecie konwersacja
każdy powód jest dobry
na splątane jaskółki myśli

między białymi krukami
głód rozpalonych ciał
sjesta wśród motyli i pszczół
        czekam z naparstkiem nektaru
        kropla po kropli prosto w usta
smak się nie kończy
na jednym pocałunku
ja w niebiańskich rewirach
ty już w drzemce między jaskrami
        bezwstydnie się przeciągam
        powoli schodząc  na ziemię
        rośnie stos przeczytanych książek

W godzinach Morfeusza

na dnie nocy
dotyk twoich rąk
rozpalone ramiona
nad nami siódme niebo

półmrok kołysanka ciszy
księżyc na krawędziach okien
wyznania bez słów
odgadujesz moje myśli
rano zamykam za tobą drzwi
odfruwasz z nietoperzem
a ja wchodzę w hiszpańskie klimaty
Federico Lorki
„tęsknota zatraca się w duszy mgieł”
za Tuwimem powtarzam
„przyjdziesz nocą
zostaniesz do rana”

widzę cię w cieniu dogasającego dnia
i znów wiruje nasz bosy taniec
ogień krwi i błysk atłasu
na srebrnej ścianie nocy
tatuujesz magiczne „kocham”
czytam cię raz po raz
przez różowe okulary

Na uwięzi

wystarczył uśmiech
kilka spojrzeń
kilka słów
żeby zakochać się nieprzytomnie

teraz ukradkiem biegają leśnymi duktami
za zapachem sosen
i choinek świerkowych
kochają się na leśnych polanach
i w hotelach na godziny
z miłością na uwięzi
bardziej nieszczęśliwi
niż szczęśliwi
wracają różnymi ścieżkami
do swoich domów
w których ktoś na nich czeka

I zechcesz . . . nie pamiętać

szalony rozbłysk źrenic
gasnący o świcie
ostatni pocałunek
nim ucichnie tętent
rozpędzonej galopady
a potem wrócisz do siebie
i zechcesz . . . nie pamiętać

ile potrzeba czasu
aby zapomnieć
i udźwignąć
rozedrgane zmysły
magnetyzm spojrzenia
i uciec od takiej miłości
której nie wolno przyjąć
ani dać

A może Heraklit nie miał racji

a może Heraklit nie miał racji
może warto po raz drugi
wejść do tej samej rzeki
a jeśli utonę
jeszcze mnie kusi
smak tamtej wody sprzed lat
w szkatule wspomnień
jeszcze się tli
iskierka tamtej miłości
chociaż zamknęłam ją
w przegródce niepamięci

Pogorzelisko

ledwo zabłysła
a wydała się słońcem
opoką trwalszą od granitu
jeszcze przed miesiącem

a dziś przepadła zginęła
stała się garstką popiołu
zgliszczem po złudzeniach
początkiem i końcem
i odeszła
zanim się zaczęła

Mimo to

nie przynosił jej róż
ani swojej tęsknoty
        narcystyczny Adonis
        nie silił się na komplementy
bywał niewierny
nie pamiętał o niej kiedy powinien
nie zasłużył sobie na jej miłość
           a jednak
           kochała go mimo to
          chociaż już dawno przestał
          wyznawać jej cokolwiek

Tęsknota

jeszcze mi dźwięczą w uszach
twoje słowa
jeszcze oczy nie wyschły
od łez
zapłakał dzień
zbladło słońce

a noc
długie godziny na jawie
tęsknota zabiła sen
———-

Wiersze tygodnia redaguje Stefan Jurkowski
stefan.jurkowski@pisarze.pl

Reklama

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko