Jan Chruśliński – Widmo katastrof. Opowiadanie

0
306
Hieronim Bosch

 Było to 11 sierpnia 2017 roku, pamiętam doskonale ten dzień – wspomina dr Stanisław Malinowski, klimatolog, polski naukowiec zajmujący się skutkami efektu cieplarnianego. Przebywaliśmy w  Borach Tucholskich, w pensjonacie „Monika”, położonym tuż nad brzegiem jeziora – poranek był osnuty szarą mgłą, zefirek wiejący od pobliskiego  jeziora targał nią i rozwiewał. Coś jakby wisiało w powietrzu nasyconym wilgocią; zaczęło się chmurzyć, chociaż temperatura wcale nie spadała. Zbliżało się południe, w restauracji hotelowej, pensjonatu, na rozległym, widokowym tarasie położonym  tuż nad brzegiem jeziora, siedzieli: prof. Harry Jackson, amerykański hydrometeorolog z żoną i dr Stanisław Malinowski z żoną. Żony, żeby nie przeszkadzać mężom, w ich naukowej rozmowie, siedziały przy sąsiednim stoliku i rozprawiały o babskich sprawach.

Panowie poznali się na Kongresie w Kioto, na którym podjęto decyzje o przeciwdziałaniu globalnemu ociepleniu. Ponadto łączyły ich wspólne zainteresowania i wzajemna sympatia. Harry był człowiekiem sympatycznym bez owego nadęcia, oficjalności i bez dystansu, jaki często występuje między ludźmi  w kontaktach o podobnych zainteresowaniach naukowych. Przedmiotem rozmowy byłyklimatyczne kontrowersje, skutki efektu cieplarnianego, zmiany koncentracji gazów cieplarnianych, scenariusze emisji i zmiany klimatu.

– Dożyliśmy czasów, kiedy pogoda na świecie dość często ma dynamiczny przebieg – kontynuował dyskusję Malinowski. Huragany o niespodziewanej sile, niszczycielskie burze, powodzie i susze, to tylko kilka przykładów pokazu sił przyrody, która coraz częściej jest powiązana ze zmianami klimatu. Przykładów ekstremalnych zjawisk nie musimy szukać daleko. Wystarczy popatrzeć na przysłowiowe „własne podwórko” i przypomnieć sobie najpotężniejsze burze w ostatnich latach, jakie przeszły nad naszym krajem i spowodowały ogromne zniszczenia na terenie Polski, a także ofiary śmiertelne. 

 – Tak, odezwał się prof. Jackson – należy również pamiętać, że w ubiegłym roku mieszkańcy Australii przeżyli jeden z najgorętszych okresów letnich w Sydney i Brisbane objawiających się ekstremalnymi upałami. Kolejne fale upałów mocno dały się we znaki mieszkańcom południowej Europy, a także i Polski. W wyniku bardzo                                                                                                                                      wysokich temperatur oraz susz nad obszarami Kalifornii w USA przetoczyły się pożary na niespotykaną dotąd skalę.

Również na szczególną uwagę zasługuje aktywny sezon huraganów atlantyckich, w którym to odnotowano aż trzy potężne huragany najwyższej 5 kategorii – Harvey, Irma i Maria. Spowodowały one znaczne straty. Koszt szkód na kontynencie amerykańskim przekroczył aż kilkaset miliardów dolarów.

– Twoją wypowiedź, drogi Harry należałoby uzupełnić, że w tym samym czasie sezon monsunowy przyniósł znaczne opady deszczu na subkontynencie indyjskim, powodując niszczące powodzie w niektórych częściach Indii, Pakistanu, Nepalu i Bangladeszu, przyczyniając się do ponad tysiąca ofiar – dodał dr Malinowski.

Nastała pora obiadu, panowie przerwali rozmowę i przesiedli się do stolika,  przy którym siedziały żony. Do siedzących podeszła smukła, urocza kelnerka o czekoladowej karnacji skóry.

– Co pani proponuje na obiad? – zapytał dr Malinowski. Mamy gości ze Stanów Zjednoczonych i chcielibyśmy, aby z tutejszego pobytu wynieśli jak najlepsze wrażenie.

Kelnerka podała kartę dań i przyjemnym dla ucha, przekonywującym głosem oznajmiła:

– Nasi kucharze zadbają o państwa dobry nastrój. Potrawy w naszej kuchni, przyrządzane są od podstaw w oparciu o naturalne i świeże produkty i zaspokoją podniebienia najbardziej wymagających degustatorów. Po obiedzie proponuję deser. Posiadamy szeroki wybór ciast i ciastek, wykonanych według tradycyjnych receptur, deserów lodowych oraz sezonowych, które zadowolą każdego smakosza słodyczy.

– Na dzisiejszy obiad proponuję: rosołek na kurze z pierożkami, na drugie danie sandacza z wczesnymi jarzynami, soczewicą i bulionem rybnym.

– A co na deser? – zapytała żona dr Malinowskiego.

– Proponuję: ptysie z kremem cytrynowym i lodami czekoladowymi oraz kawę exspresso.

– No to żeby zamknąć zamówienie proszę jeszcze o wino Bichot Pelit Chablis – powiedział Malinowski.

Restauracja przyciągała niepowtarzalnym klimatem, wystrój lokalu oszałamiał. Piękne rzeźby i biblioteka. Nawet łazienka zrobiona w klimacie miejsca. Cudnie. Można siedzieć i podziwiać.

– Podróże po Polsce – odezwała się pani Emma Jackson – pozwoliły nam z mężem, na poznanie wielu pięknych miejsc, restauracji, kawiarenek. Ale apartament w tutejszym pensjonacie, naprawdę wzbudza zachwyt i daje poczucie domowego ciepła, sprawia, że czujemy się tu z mężem przytulnie. Polska jest piękna i gościnna.

Grono kończyło deser sącząc z filiżanek kawę i podziwiali taflę szmaragdowego jeziora, gdy wtem na niebie poczęła ukazywać się jakaś poświata, przypominająca do złudzenia zorzę polarną. Srebrzyście różowa, pulsująca dziwną częstotliwością światła niczym gigantyczna latarnia morska.

Prof. Jackson podniósł się nagle z fotela, wydobył z kieszeni marynarki lornetkę i zaczął gorączkowo obserwować niebo.

– Szkoda, że nie mamy tutaj aparatu fotograficznego – rzekł. – Ale poczekajcie, pobiegnę do pokoju po kamerę. Na szczęście zabrałem ją ze sobą.

Kiedy poszedł, dr Malinowski wziął lornetkę i zaczął dokładnie penetrować niezwykłe zjawiska na nieboskłonie.

– Popatrz! Popatrz!… – krzyczała Emma do Harry’ego, który właśnie wrócił z kamerą. Ten słysząc nawoływania, natychmiast skierował obiektyw w niebo. Nic się nie odzywał, tylko cały czas wodził obiektywem po nieboskłonie.

Malinowski nie mogąc opanować emocji krzyczał jakby go ktoś obdzierał ze skóry.

– Spójrz Harry! Popatrz o tam! Co się tam dzieje? Czegoś takiego jak żyję, nie widziałem!…

Wszyscy spojrzeli we wskazanym kierunku i ujrzeli na nieboskłonie niezwykłe zjawisko – osobliwy „zwierzyniec”, jakby tygrysów, hipopotamów, prehistorycznych gadów i diabli wiedzą jakich jeszcze stworów, porykujących odgłosami wyładowań atmosferycznych. Prof. Jackson milczał zajęty wymianą nagranej kasety na nową.

– Co o tym wszystkim sądzisz? – spytał Malinowski.

–  W obliczu tych niezwykłych zjawisk, jakie nam się tutaj zamanifestowały, nie mam na razie wiele do powiedzenia!

– Chyba, że ty miałbyś coś oryginalnego do przekazania.

Malinowski nie zdążył odpowiedzieć, gdyż nagle od strony jeziora powiało lodowatym chłodem, a potem uderzył huraganowy wiatr, który z każdą minutą nasilał się coraz bardziej. Wszyscy w popłochu opuszczali taras i przemieszczali się do holu  pensjonatu, skąd zza szyb obserwowali potężny wirujący walec, który z ogromną prędkością przemieszczał się w głąb jeziora.

Po kilku minutach wichura przemieniła się w katastroficzny  huragan, który pędził i zmiatał wszystko na swojej drodze z mocą około dwóch, trzech stopni w skali Saffira – Simpsona. Według niej owa „dwójka”, jest już katastroficzną, ponieważ wichry i huragany osiągają wówczas powyżej stu pięćdziesięciu, a nawet około stu osiemdziesięciu kilometrów na godzinę.

Po chwili nastąpiła kolejna fala zjawisk atmosferycznych: niepokojące dudnienia, bulgoty, wreszcie seria błyskawic, grzmotów, uderzeń piorunów. Wszystko wokoło fruwało w powietrzu, nastąpiło chyba fatum – nieodwołalna wola bogów, na którą nikt nie ma wpływu.

Trwało to jakiś czas trudny do określenia. Mogło to być pół godziny, a może trwało ponad godzinę. Kiedy wszystko się uciszyło i wszyscy wyszli na zewnątrz budynku, ujrzeli z przerażeniem  krajobraz iście księżycowy; kikuty pni drzew, resztki ścian pobliskich budynków mieszkalnych i gospodarczych, sterty naniesionych śmieci, zwały potłuczonych dachówek, przesunięte i poprzewracane samochody na parkingu…

Dr Malinowski z żoną i jego goście stali, na tarasie w gromadce jak sparaliżowani ze spuszczonymi głowami, nie mogąc z siebie wydobyć głosu, porażeni do gruntu tym nagłym i niespodziewanym zjawiskiem, w zadumie i z przeświadczeniem, że naturze należy się większa pokora, bo okazało się – nie po raz pierwszy, że wszelkie ludzkie mądrości i uczoność w konfrontacji z potęgą żywiołów pozostają bezsilne niczym dzieci, kiedy im się zburzy domki mozolnie zbudowane z piasku.

Jeszcze do późna w nocy we własnym gronie, przejrzeli wielokrotnie nagranie z kamery Harrego, roztrząsali splot najrozmaitszych przyczyn, które mogły mieć wpływ na skutki, których byli naocznymi świadkami. Emma, tak się rozemocjonowała filmem, że w wielkim wzburzeniu krzyczała. – „Puśćmy to w Internet. – Niech się dowie cały świat, o tym co tu się wydarzyło i zmusi rządzących do natychmiastowego działania, żeby powstrzymać nadciągającą katastrofę”.

Następnego dnia panowie spotkali się w saloniku „Myśliwskim”, pensjonatu, aby obejrzeć specjalny program telewizyjny poświęcony katastrofie w Borach Tucholskich. Oglądali apokaliptyczne zniszczenia budynków mieszkalnych i gospodarczych; na kilkuset kilometrach powalone jak zapałki tysiące hektarów lasów; zniszczone konstrukcje energetycznych sieci przesyłowych; zrujnowane drogi, zalane w skutek powodzi pola uprawne, i informację o śmiertelnych ofiarach ludzi. I o zmieceniu z powierzchni ziemi obozu harcerskiego, którego nie udało się w porę ewakuować, w wyniku czego śmierć poniosły dwie dziewczynki, harcerki, a kilkanaście rannych harcerek przewieziono do szpitala. 

– Po obejrzeniu programu prof. Jackson zwrócił się z pytaniem do dr Malinowskiego –  czy skutki katastrofy, mogły wydarzyć się w wyniku zaniedbań służb meteorologicznych i ostrzegawczych, na przykład Krajowego Centrum Zarządzania Kryzysowego?

– Na odpowiedź z pewnością będzie trzeba poczekać, odpowiednie służby będą tego dociekać – odpowiedział Malinowski – ale moim zdaniem, o jakiejś efektywnej akcji ratowniczej, już po huraganie, nie mogło być mowy. Wszystkie te zjawiska nastąpiły gwałtownie. Nie było możliwości technicznych aby przyjść licznym ofiarom tego kataklizmu z pomocą. Powalone drzewa, zniszczone i podtopione drogi dojazdowe, uszkodzone mosty, to wszystko uniemożliwiało dotarcie do miejsc, w których pilnie oczekiwano pomocy.

– Najbardziej zdumiewającym w tym wydarzeniu okazał się, jakiś zupełnie niepojęty czynnik, wzajemnego sprzężenia się dwóch żywiołów, mianowicie: wściekłego atakującego huraganu i oberwanie chmury, tej ściany deszczu, jakby te żywioły były w zmowie – uzupełnił wypowiedź Malinowskiego, Jackson.

– A jak zapowiada się przyszłość? – zapytał Malinowski.

Według Międzynarodowego Zespołu ds. Zmian Klimatu, trend wzrostu średniej globalnej temperatury zostanie podtrzymany – kontynuował dyskusję prof. Jackson – oznaczać to może w przyszłości coraz to cieplejsze lata. Naukowcy twierdzą, że jednocześnie będziemy obserwować zmiany skrajności pogodowych, które mogą pojawić się częściej w postaci wysokiej temperatury lub obfitych opadów, rzadziej w postaci ekstremalnego ochłodzenia. W ocieplającym się świecie możemy się spodziewać, że stanie się on bardziej mokry – chodzi tutaj o coraz częstsze ryzyko powodzi.

– Z tego można wysnuć wniosek – dodał Malinowski, że rządy państw muszą zrozumieć, że ekstremalna pogoda na całym świecie stanie się coraz bardziej powszechna i trzeba się do niej odpowiednio dostosowywać, zamiast traktować ją jako szokujące, jednorazowe wydarzenia. Przypuszczam, że większość klimatologów zdaje sobie sprawę z zatrważających zjawisk dotyczących zmian klimatycznych, ale zakopuje tę świadomość pod ochronną warstwą uników. Wciąż mnie zdumiewa, jak niewielu klimatologów publicznie wzywa do przeciwdziałania globalnemu ociepleniu czy bierze udział w demonstracjach, domagając się podjęcia jakichś działań.

Jeżeli chodzi o Polskę, możemy już mówić o występowaniu depresji klimatycznej, w naszym kraju i lęku przed zagładą będącą skutkiem globalnego ocieplenia. Drogi Harry mówił Malinowski, podsumowując nasze rozważania, można stwierdzić, że hydrometeorologia i klimatologia należy jeszcze, do jednej z najbardziej tajemniczych nauk naszej cywilizacji, najbardziej zagadkowej i niezgłębionej. Cały wszechświat, jawi się nadal nieogarnioną tajemnicą, albowiem wszystko się z niego wywodzi.

                                                                                              Jan Chruśliński

  Warszawa 1.VIII. 2019 roku

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko