Zbigniew Ikona – Kresowaty – JAKO „ŚWIADEK NAOCZNY” WIDZIAŁEM GO ŻYWEGO POD PIJALNIĄ W KRYNICY GÓRSKIEJ

0
248
Portret Nikifora „Krynickiego” wykonał Zbyszek Kresowaty po wizycie w Lwowie w 2000 r.

    (W październiku ub. roku minęło 50 lat od odejścia)          

Urodził się 21 maja 1895 roku w Krynicy w bardzo ubogiej rodzinie. Jego ojciec był Polakiem. Jak się dowiadujemy, ojciec Jego to jeden z artystów malarzy, jakich wielu mieszkało wtedy w willi “Trzy Róże”, największego w tamtym czasie w latach 1960 w pensjonacie w Krynicy Górskiej – Jedna z najbardziej rozpowszechnionych plotek przypisuje ojcostwo znanemu malarzowi Aleksandrowi Gierymskiemu – matką zaś była Jewdokia Drowniak, córka Gryhoria i Tatiany z domu ze wsi Powroźnik. Nikifor – „Nykyfor”, jak Go wpierw po łemkowsku  nazywali, namalował multum obrazków na różnych podkładach papierowych, okładkach dużych szkolnych bloków rysunkowych, okładkach zeszytów i książek,  średniej wielkości i sprzedawał na murku koło Pijali Wód w Krynicy Górskiej. Gdy byłem w szkole podstawowej, pojechaliśmy tam wraz z klasą i naszym wychowawcą panem Ciulembą w 63 roku.  

          Natomiast po latach dorosłych, podczas mojego pobytu we Lwowie, chcę z tej w/w okazji opowiedzieć o niezwykłej, ważnej i pamiętnej, wizycie jak z filmu, w Krynicy Górskiej kilkadziesiąt lat wstecz, bo jestem we Lwowie i stoję przed brązowym pomnikiem Drowniaka, gdzie zebrało mnie na słodkie malinowe wspomnienie, gdyż zwiedzając starówkę miasta Lwów, jego urocze uliczki, natknąłem się właśnie na pomnik Nikifora, dość dużej okazałości, (ok 3,5 m.) osadzony bezpośrednio na podłożu ziemi, tuż przed cerkwią unicką. A był to dzień ślubów. Mówię ślubów, gdyż sam naliczyłem kilkanaście takich par fotografujących się pod monumentem.

– Wzięło mnie od razu – Próbowałem uzmysłowić sobie jak doszło do osadzenia monumentu Nikifora we Lwowie? – Dlaczego tutaj znajduje się pomnik Epifaniusza Drowniaka? – Stanęliśmy oboje z Grażką wryci przed Jego obliczem, choć za życia był małego wzrostu, patrząc na siebie z uśmiechem. Przecież to jest niemożliwe! – żeby pochodził z Lwowa? – zapytałem siebie, lub żeby miał jakiekolwiek związki! – Co on tu robi? – Piorę sobie mózg, wymyślając własnej pamięci – być może matka Jego mogła pochodzić z tych stron(?), ale jak wiem – nie mogła! – Otóż historia pisana przez ludzi nie znających faktów, bez wiedzy i podstaw, potrafi płatać innym figla, zwłaszcza ta z ostatniego sześćdziesięciolecia. Jak widać troskliwi Lwowianie, nie Łemkowie przecież, postawili mu tak okazałe wspomnienie? – nie! – Otóż trzeba zacząć od wstecznej historii lat 70-tych, gdyż skądinąd wiadomo mi jest, że malarstwo Nikifora odkrył znany i wybitny malarz ukraiński Roman Turyn, który poznał Go i zaprzyjaźnił się z Nim, pozyskał wcześniej od niego był wówczas wiele prac i opisał Go w swoich wspomnieniach, pokazując prace Nikifora w jakimś periodyku artystycznym ukraińskim… Dlatego zaopiekował się jako pierwszy Jego twórczością, tak od serca i upodobania artystycznie…

    – I to pewnikiem za sugestią sprawczą Turyna pomnik ten powędrował do Lwowa, pod koniec lat siedemdziesiątych, gdyż w Krynicy władze kultury i miasta, nawet po sukcesach Nikifora, nie chciały pomnika. Sic! – Pomnik ten odlano  gdy Nikifor stał się sławny, można powiedzieć wprost, znany na cały świat artystyczny. Zatem jak  można było!? tak pozbyć sie pomnika artysty, czy była to jakaś zazdrość władzy?, że niby socrealiści nie mają swoich pomników? – a On prosty i „chory” na umyśle ma? – Socrealiści ponoć oponowali: „co tam będziemy jakiegoś prostaka wystawiali, on nic nie znaczy, etc,… nic szczególnego przecież nie namalował, żadnego Słoneczka, czy Jlicza ” – Czyli nowi zmiennicy „kultury  polskiej” potraktowali dadaistycznego artystę w czambu… Pomnik pragmatycznie przekazano tam, gdzie najwięcej prawosławia(?), ponieważ On Łemko malował wszystkich świętych cerkwki… Obelisk oddano jednak ówczesnym  władzom rosyjskim, rezydującym w Lwowie.  Tak stojąc przed tym pomnikiem – tutaj właśnie, przypominam sobie trochę więcej szczegółów o samym Nikiforze, np. o Jego pochodzeniu –  matka Jego była najprostszą biedaczką – kobietą, najmowaną do wszelkich prac u ludzi w okolicy i miasteczku Krynicy. A żeby pogłębić tę siermięgę wymyślono taki epizod, ponoć prawdziwy(?) „kiedy szła do pracy zostawiała dziecko pod mostem w zaroślach…” – To jakiś absurd! – ojca ustalono po czasie, ale imienia malarza nie podawano wprost, bo było ich dwóch braci Gierymskich, ten miał na imię Aleksander.

       – A tu patrzcie! – stoi Jego pomnik przed Wielką unicką świątynią… słyszymy chór na wielogłos z otwartych ogromnych wrót – wchodzimy do cerkwi i widzimy, nad głowami młodych, którzy biorą ślub, jak trzymane są (tamtym zwyczajem), dwie złote korony, trwa długie nabożeństwo ślubne… W soboty bardzo licznie młode pary we Lwowie biorą śluby i po uroczystości cerkiewnej podbiegają do pomnika, ściskają za rekę, łapią za nos, dla zwykłego szczęścia! – Fotografują się pod Nikiforem, przy grajku skripalu (skrzypku), zazwyczaj wynajętym w tym celu, składają kwiaty u stóp malarza, cali „w skowronkach”. Pewnie nie wiedzą kto to jest, ale szczęścia On zawsze użyczy, bo sam był na swój sposób szczęściarzem, spotkał życzliwych ludzi i opiekunów –  Nos u Niego błyszczy jak przysłowiowe klejnoty psa. Takich pięknie super ubranych par młodych jest tu naprawdę wiele, co rusz w innym miejscu miasta widzisz „młodych”, także na Placu przed piękną Operą Lwowską. Młodzi wskakują później do swoich pękatych WAN – ów i czarnych błyszczących Jeepów, albo limuzyn,  ozdobionych kolorowymi wieńcami, z żywych kwiatów i odjeżdżają na własne weseliska… Staliśmy zauroczenia w tym miejscu z Grażką, patrząc zdumieni na siebie, w tak okazałym i okrytym tradycją pomnikiem i tych młodziaków – Nikt – a nikt nam o tym nie mówił, nawet poeta Jasko Bil, że tu jest pomnik Nikusia, nikt nie mówił – Jaśko Bil zatem nawalił, a przecież urodzony we Lwowie, nauczyciel zamieszkujący od zawsze i nasz przewodnik w tym dniu nieobecny – to ostatni z „baciarów” lwowskich, który zna tutaj każdy kamień – a może miała to być „niespodzianka”? – Tak! – oznajmił w następny dzień Jaśko – że tak! – owszem i była to niespodzianka – Natomiast uroda miasta, które przeszło tak wielkie przeobrażenia, niczym się nie może powstydzić co od każdego z większych miast europejskich. Podreptaliśmy bok Parku Stryjskiego – Wszystko tu bardzo po europejsku, knajpy otwarte, dobre jedzenie, piwo. Tyle, że musiałem odganiać się od miejscowych(?), bo inaczej jakoś po artystycznemu wyglądaliśmy… i zaczepiano nas, a jak wspomniałem mieszkaliśmy wówczas pod Lwowem (przez 10 dni), zatem zwiedziliśmy miejsca polskie każdego dnia, a pod pomnikiem Nikifora byliśmy często, ile tylko można było, zwiedzalismy: dom Herberta, kościół św. Antoniego Padewskiego, gdzie był chrzczony i szedł do Pierwszej Komunii, w ogóle cały dom Herbertów, Cmentarz Łyczakowski, a na nim grób Marii Konopnickiej i innych koryfeuszu zaszłej kultury polskiej. Na rynku uliczka prowadząca pod piękną cerkiew ormiańską z pięknymi freskami i stiukami, inne dobytki kultury, nawet targ blisko Opery, gdzie nabyłem starą ceramikę huculską do mej kolekcji.

          Może z okazji wizyty warto poczynić dygresję, wspomnieć samo miasto Lwów – Założony ok. 1250 przez króla Rusi Daniela (Halickiego), który nazwał miasto Lwowem na cześć swojego syna Lwa. W latach 1349–1370 Lwów pozostawał w składzie Królestwa Polskiego. Przypomnijmy bo tak trzeba z okazji tego pobytu: W roku 1370–1387 Lwów pozostawał w składzie Królestwa Węgier, a od 1387 do 1569 ponownie w składzie Królestwa Polskiego i Rzeczypospolitej Obojga Narodów, od 1434 Lwów był stolicą województwa ruskiego. Miasto posiadało prawo do czynnego uczestnictwa w akcie wyboru króla polskiego. Od pierwszego rozbioru Lwów  (1772) pod władzą Austrii, jako stolica Królestwa Galicji i Lodomerii – aż do ich upadku (1918). W okresie zaborów był jednym z najważniejszych ośrodków nauki, oświaty i kultury polskiej oraz centrum politycznym i stolicą Galicji. 

      Zatem wracam jeszcze do Nikifora do tamtej pamietnej wycieczki do Lwowa jako dzieciak, ale stoję przed obeliskiem Nikifora długo, przede wszystkim wróciłem do czasu kiedy miałem 13 lat? i żyłem jak inni, chciał nie chciał w czasie w zawszałego, ale i krwistego  socrealizmu w Polsce, byłem w Szkole Podstawowej – był rok 1963?. Zdarzyło się, że nasz nauczyciel od prac plastycznych i manualnych, wychowawca pan Bolesław Ciulemba zorganizował nam wycieczkę do Krynicy Górskiej. Wcześniej coś nam mówił o urokach tego miasteczka jego ziemi, i że „ jak nam dopisze szczęście zobaczymy bardzo ciekawego artystę malarza”… malującego na ulicy, zwanego Nikifor. Wówczas nic mi przynajmniej to nie mówiło –     

ale mocno się zainteresowałem taką sugestią, skoro to malarz, bo mnie nazywali wszyscy, nawet nauczyciele, „Matejko”, po prostu chciałem wiedzieć czy jest lepszy od mojego nauczyciela. Nasz wychowawca Ciulemba (to nazwisko nie ksywka) świetnie malował akwarelami i dużo mnie nawet nauczył i po swojemu forował, zabierał po lekcji zawsze rysunki, sam dobrze malował i był po historii sztuki…

Pomnik Nikifora przy cerkwi unickiej, starówka w Lwowie, szkic wyk. Zbyszek Kresowaty

Okazuje się, że pojechaliśmy zobaczyć Lwów, ale ja spotkałem się z  własnym słodkim wspomnieniem –  Zakręciła mi się w oku łza. Patrzcie! – szepnąłem w duchu – Nikiforku! masz pomnik i to we Lwowie! – Ot! co – co za  zrządzenie losu? Ale to tylko dadaistyczna kolorowa dygresja sprzed lat.

Okazało się, że to jednak było super przedsięwzięcie,  kiedyś przed laty, w czas końca roku szkolnego. Pan Ciulemba zabrał nas na tak ciekawą, a dziś sentymentalną podróż do Krynicy Górskiej, którą wspominałem tu we Lwowie! – I o dziwo dokładnie sobie przypominam ze względu na Nikifora – Zaczęło się bardzo wczesnym rankiem, w czerwcu 1963 lub 1964 roku, starym rozdygotanym autobusem SAN, za jakieś tanie grosze. Zwiedzaliśmy Krynicę, aż tu wychowawca – świeć Panie dziś nad Jego artystyczną i wrażliwą duszą”, oznajmił nam na miejscu, że „teraz idziemy spotkać tego ciekawego malarza – „tylko się nie zdziwcie na Jego wygląd!…” – jak Go określił, ma byś spokój!- I zobaczyliśmy – zobaczyłem bardzo małą mikrą postać w czarnym pomiętym ubranku jakimś garniturku zmierzwionym, kolejowym? , postarzałą zgarbioną, postać pochyloną nad kamiennym murkiem tuż przy drodze. Zobaczyłem na własne wrażliwe oczy porozkładane kolorowe karteluszki, kartki na murku – malunki w średniej wielkości zeszytu i małego bloku rysunkowego, po przyciskane małymi kamieniami, żeby nie porywał ich wiatr. Nawet do głowy mi nie przyszło, że wokół Jego małej skromnej postury z nieogoloną zniszczoną twarzą, postaci mamroczącej coś pod nosem, dzieje się jakaś artystyczna sprawa… Wtedy nikt absolutnie nie wierzył w Jego rodzącą się „sławę”, a tym bardziej – on sam, nic nie wiedział, nie zdawał sobie sprawy, chociaż w gazecie były juz wzmianki a nawet reprodukcje – i tak przez głowę mi przelatuje, że widziałem tą publikację w tamtejszych gazetach… Wtedy tam w Krynicy mój nauczyciel podszedł do mnie i zapytał wprost ; „ no co Matejko podoba ci się to co Nikifor robi? –  powiedziałem  nie! – Wiesz powiem ci coś w tajemnicy – on chyba niedługo będzie bardzo sławny? – rozumiesz coś z tego? – No i co tak naprawdę tutaj widzisz – powiedz!? – u nas w przedszkolu lepsze obrazki malują małe dzieciaki– odpowiedziałem buńczucznie. Ciulemba jakoś tak do mnie powiedział… Uśmiechnąłem się dziwnie z dezaprobatą, bo zobaczyłem na własne oczy rysuneczki – maluneczki, bardzo dadaistycznie namalowane kredkami i bladymi akwarelami, jakby z pobliskiego przedszkola ręką dziecka. A widzę jakiegoś przecież  starca! – I jak się po chwili się okazało, Nikifor mieszał pędzelkiem w farbkach, maczał, malował, to znów śliniąc pędzle, i zapamiętałem dobrze, że pluł do farbek i tak wielokroć razy, na jakiejś twardej podkładce, uwieszonej na szyi, przewiązanej sznurkiem snopowiązałkowym, gdzie były napisy, kładł  kartkę z narysowanym wyrysem okolicy? – później oparty siedział na końcu murka, na piersiach jakaś deseczka oszklona? w której był włożony jakiś list? – A to jako taka podstawka oparta o mały tors, malował i znów coś mamrotał… ponownie pluł na pędzel wkładał do ust, pluł do farbek, brakło mu chyba wody, lub tak lubił? – chyba lubił smak farbek? – tak jak ja – Dziwiłem się przeogromnie, że tak może malować jakiś znany malarz(?). Mój nauczyciel wspomniał, że to jest artysta, który miał już wystawy w Paryżu i Niemczech i być może będzie Kimś uznanym, i był kupił od Niego kilka malunków. Jako uczeń miałem u Ciulemby „wielkie fory” – A teraz zobaczyłem ot! – jakiegoś „chłopka – roztropka” przy murku, w jakiejś kolejarskiej, pomiętej i czapce z daszkiem, który  porozkładał nieco pogniecione, maluneczki, chcąc za każdy jedynie 50 groszy!?. – Pamiętam dobrze, bo dostawałem w owym czasie, idąc do szkoły, od mamy, prawie każdego dnia 50 groszy na suchą bułkę! – pomyślałem to ja sobie kupię lepiej zwykłą bułkę, niż mam dawać za takie malunki 50 groszy. Ciulemba kupił był wtedy kilka tych obrazków? – a to mnie nieco zgniewało, niektóre były namalowane szkaradnie – a mój nauczyciel Ciulemba w szkole wymaga całkiem coś poprawnego! – a tutaj sam kupuje od Nikifora dziecinne maluneczki? –  którymi się w dodatku bardzo cieszy… Co to ma znaczyć?!…  Ale cóż dopiero po czasie, kiedy wkraczałem na pokład malarstwa, edukując się w kierunku, zacząłem się dowiadywać wszelkich rzeczy jakimi się rządzi Sztuka z dużej litery, a mianowicie rządzi się szczerością! –  wtedy nikt, z nas nie mógł o tym wiedzieć, to były czasy, jak pamiętam, bardzo okrutne!

         Dziś, przypomniałem sobie epizod, czego zabrakło mi w Filmie biograficznym Państwa Krauze „Mój Nikifor”, a mianowicie tego jak Nikifor pluje na pędzle i do farbek – Oczywiście są tam takie sekwencje – epizody, ale to za mało, gdyż z bliska nie ukazany jest sam akt twórczy artysty.

On malował też w formie ołtarzykowej – bliskich Jemu samemu, ubranych bogato, „tańczących” świętych prawosławnych w dużych mitrach, bogato i pysznie egzystujących w Jego wyobraźniach… Skąd wiedział, że ważne osoby malować trzeba większe – skąd wiedział? – Czego zabrakło mi w filmie Mój NIKIFOR?: więcej scen, jak On był prowadzany przez pana M. Wrzesińskiego do cerkwi – a był owszem! – Ale zapytam i poczynię dygresję: od kiedy to w cerkwi, do której przyprowadził Wrzesiński Drowniaka, jest obecny jako proboszcz katolicki ksiądz – Nikifor był pod wrażeniem, zapatrzył się na Ikonostas. Katolicki ksiądz w nakryciu głowy katolickiego proboszcza uczestniczył w tej wizycie czynnie jako proboszcz… Nikifor na pewno był zauroczony tym cerkiewnym blichtrem, złoceniami i freskami, na ściennych i stiukach, na pewno to wszystko  kipiało w Nim było wielkie i uroczyste! – Wrzesiński opowiadał o tym wystroju Nikiforowi po dziecinnemu… Wracam do wspomnienia! – pomyślałem sobie, stojąc tu w Lwowie przed pomnikiem Nikifora, przecież mogłem coś Twego Nikiforku Kochany wtedy za te 50 groszy kupić! – Mogłem sobie kupić takie prawdziwe DNA KIKIFORA i to w dodatku z zarazkami gruźlicy. Mój wychowawca Ciulemba umarł na gruźlicę – to prawda, tylko nie wiadomo, czy za przyczyną Nikifora, czy samego siebie? – teraz uśmiecham się…

           – Zatem zaapeluję teraz :  kto z Państwa ma Nikifora na ścianie w domu ma Jego DNA! – Można  sprawdzić, czy się ma prawdziwego Nikifora! – I po chwili śmiech mnie ogarnął i zadziwił stojącą obok Grażkę –„ Z czego się cieszysz głuptasie?” – Opowiedziałem w szczegółach jej tę dość banalną przygodę z tamtej wycieczki do Krynicy Górskiej z tym DNA –  Ale mimo to jest to piękny epizod, który tutaj dygresyjnie na myśl o Nikiforze prawie żywym odezwał się z tamtej mojej pamięci… I jeszcze jedna dygresja – jak patrzeć na pomnik Drowniak Nikifor jest szczerze uśmiechnięty – nie do wiary! – a przecież nie śmiał się nigdy w życiu, chyba jak słuchał radia, nawet pod tańcowywał i tupał w podłogę… co jest na filmie. I całe Jego życie przybiegło raczej rozkosznie… Tego właśnie sam nie wiedział, (powtarzam jeszcze raz) tej naiwnej szczerości zabrakło mi w filmie państwa Krauzych pt. Mój NIKIFOR, bo dodałoby to trochę kolorytu. Poza tym powtórzę, zabrakło mi w filmie zbliżeń na obrazek, jak maluje sam Nikifor, było tego malutko, był chyba tylko błysk. Pani Feldman można było podstawić statystę artystę, jego ręce…  malować do oka kamery mógł ktoś inny. Tak jak mistrz Janusz Olejniczak użyczył swoich rak, jako dłonie Szpilmana w filmie pt. PIANISTA.

Marian Wrzesiński artysta malarz – Opiekun Nikifora na swej wystawie w Krynicy na której byłem 1980 obecny i nieco rozmawiałem z artystą o Nikiforze i o Jego bytowaniu…

       – Ale wracając, przypominam sobie tamtego słodkiego ducha, i fakty bardzo wyraźnie. Doprawdy! – „Dziwny jest ten świat” – śpiewał na koniec filmu pt. „MÓJ NIKIFOR” Czesław Niemen, a to bardzo dobrze po mistrzowsku wymyślił reżyser Krauze, żeby na koniec filmu zaśpiewał Czesław Niemen w te słowa.

Ten mały obrazek Nikifora pt. św. Piotr, tutaj przedstawiony jest dokładnie wielkości, na bardzo cienkim papierze, w posiadaniu Zbyszka Kresowatego

          Tak! – Jeżeli wszystko w sztuce jest szczere i przeżyte wypracowane także jak u Niemena – wtedy twórczość jest  oryginalna i może być zauważona – Nikifor znalazł ludzi opiekunów to im sie buntował jak zwierzątko, któremu lekarz chce założyć opatrunek.

Jedna z pieczęci jaką wyrabiali opiekunowie Nikiforowi

    – I jeszcze jedno – „skąd to dziwne imię Epifaniusz” – Otóż przypomnijmy, było tak ongiś, że w dniu urodzenia dziecka z „nieprawego łoża” nadawano mu imię z kalendarza z tego dnia jego

      – I ostatnia ciekawostka! – Jak powiedział Marian Wrzesiński, że  co jakiś czas musiał Nikiforowi  wyrabiać nową pieczęć, bo je gubił, albo gdzieś po prostu zostawiał… lub mu kradli przygodnisie turyści. Dlatego na kolejnych nowych pieczęciach były inne Jego wizerunki: w czapce kolejarskiej, w kapeluszu i ten jak wyżej widać.      

–  A na moim maleńkim prawdziwym Nikiforze na odwrocie jest pieczęć jak na pokazanym wyżej foto. A Wam Szanowni zalecam sprawdzenie DNA Nikifora, żeby wiedzieć czy macie oryginał!

                                                           Zbigniew Ikona –  Kresowaty

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko