Wiersze Tygodnia – Adam Lizakowski

0
155
Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska


Adam Lizakowski
Dla II Liceum im. M. Kopernika w Lesznie

Moje książki

Są tylko dla mnie
Jak mój kubek na kawę
Lub krzesło przy moim stole
Nie są katedrami gotyckimi
Ani świątyniami doryckimi
Nie są gniazdami d o których
Jak ptaki lecą moje myśli
Moje książki są tylko moje
I dla mnie nikogo więcej i nikomu
Nie pozwałam z nimi rozmawiać

Moje książki nie są studniami czasu
Z których wywołuję moich sławnych
Poetów z Irlandii Ameryki, Włoch
Antycznego Rzymu mitycznej Grecji
Ani czarodziejskimi lampami Aladyna
Moje książki nie są dla moli książkowych
Którzy przedzierają się przez  stronice
Jak okręt podczas burzy i nie mogą
Dotrzeć do końca rozdziału aby głowę
Złożyć na miękkiej poduszce

Jak mówi poeta
…cóż za rzecz przedziwna
Czytanie! – jako gałązka oliwna
Lub migdałowy kwiat..

Moje książki to nauka czytania
-Map
-GPS
-Kompasu
-Buzoli
-Radarów
-Sztucznych satelitów


Goodbye Winnetou!

miesiąc temu skończyłem 60 
lat żegnaj winnetou
a jeszcze nie tak dawno temu 
miałem dwanaście lat
ocalałem 
w sadzie czereśniowym Ameryki
prowadzony na rzeź
człowiek i zwierzę – emigrant
kino i rodzice – konto bankowe
wróg i przyjaciel – karta kredytowa
to są nazwy puste i wieloznaczne

indianina pijanego –
tak się upija jak zwierzę
widziałem w rezerwatach
tysiące zamordowanych czerwonoskórych
miliony czaszek bizonów wypełnionych whisky
pojęcia abstrakcyjne
dzicy i wolni
męstwo i tchórzostwo 
prawda i kłamstwo
jednako waży
litr whisky i kilo złota
jednako waży cnota i występek
widziałem winnetou 
człowieka – był jeden
szlachetny i cnotliwy
mam sześćdziesiąt lat
ocalałem widziałem
zastępy ludzi odtrąconych
od których słońce odwróciło
się plecami a wiatr bił ciężką
ręką po twarzy w North Dakota
szukam nauczyciela i mistrza
niech przywróci mi dzieciństwo
wzrok słuch szybkość nóg
niech oddzieli młodość od ciemności
miesiąc temu skończyłem 60 
lat żegnaj winnetou
a jeszcze nie tak dawno temu 
miałem dwanaście lat


Nasze klątwy

nasze klątwy są wieloznaczne mają
kształt pomnika bluźnierczej interpretacji
skrzydeł lub języka ostrzącego swój
koniec  na kamiennym sercu

nasze klątwy  – w jego świętości nie ma
niczego świętego – on jest ważniejszy
niż sam bóg chociaż ze śliny krwi żółci
jak biały dym  unosi się prosto do nieba

nasze klątwy mają kształt społeczeństwa
wyhodowanego przez solidarność
zakładnika biskupów nowych Abrahamów
gotowych złożyć w ofierze swojego syna


nasze klątwy ze smutkiem trzeba stwierdzić
wielu zamykają oczy na świętości i w imię
rzekomej  wolności wypowiedzi artystycznej
potrafią  jadem zatruć uczucia katolików


nasze klątwy papuga i orzeł – dwie polski
bezradne – trochę  nienawiści, bluzgów
seks oralny aktorki z figurą podobną  do…
z tabliczką “obrońca pedofilów”

nasza klątwy to nie podżeganie do zabójstwa
ale kpina z rozwiązanego języka zbiórka
pieniędzy na zabójstwo Jarosława chore dzieci
lub wyjazd emerytów do sanatorium

nasze klątwy kobieta nie może decydować
o swoim ciele owocu jej żywota muzułmanka
dopuszczają się cudzołóstwa zasługuje na śmierć
przez ukamienowanie nie pomoże anioł stróż

nasze klątwy usta nienawiści – nic nowego
pod słońcem długie brody kupców trzy
brody biskupów dziewczyna która straci
dziewictwo przed ślubem zostanie ubiczowana

nasze klątwy to pomnik kija w mrowisku
dla jednych wulgarne dla innych ważne
i warte owacji na stojąco i pytanie czy
ojczyzna musi pachnieć krwią i gównem


Żony poetów

Są jak karpie na świątecznym stole
Są jak opłatek w rękach ministranta
Są jak choinka w domu dziecka

Żony poetów mogą być problemem
W zrozumieniu aluzji, słowa w zdania
Zwrotki, ale zawsze są kropką nad i
           
Żony współczesnych poetów są modernistyczne
A  jednak znajdują odpowiedz  liryczną mówią
W tradycyjnym  metrum z akcentem nagłosowym

Jeśli poeta myśli że miłość do żony jest prosta
jak linijka zdania mówi z akcentem dynamicznym
używa oksymoronów  epitetów lub  onomatopeje

Wtedy żony poetów zamieniają się w łąki, motyle
Wtedy cisza staje się anaforą a same życie antonimą
Wtedy każdy dzień tygodnia  ich jest ich antyfoną


Most Grunwaldzki we Wrocławiu

Wykuty z mieczy grunwaldzkich
Stanął na nogach koni rycerskich
Siostra tarczy XX wieku na Odrze
Z dwoma orłami białym i czarnym

Wyczesany z kości polsko-niemieckich
Z krwi potu śliny sklejony kamień na
kamieniu związany stalą z toporów
kawaleryjskich pancerzy grotów oszczepów

Wybudowany rękoma niemieckimi
Pod nim rzeka przewoźnik płynie 
Po prześcieradle jedwabnego czasu
Do której nie można wejść ani razu

Wartość mostu oceniają stada aut
Wyruszające na pastwiska wrocławskie
Wdech – wydech tramwajowych płuc
I szczęście stalowo – betonowe

Widok spina z dala wzrok porwany
Negatyw z Wybrzeża Wyspiańskiego
Nocą stalowych liny moczą się
Nurzają się z lekkością światła w Odrze


Błogosławiony Czesław Odrowąż                                     

imię i nazwisko staroświeckie na sposób staroświecki
jak spisy starych strategii zdobywania murów
siedmiokrotnie strona po stronie dzisiaj zapomnianych
potrafił postawić  się przeciwko tatarskim strzałom
łamała je jego gorliwa modlitwa do Boga
potrafił umieścić nad swoją postacią wielką
siejącą trwogę łunę światła która odstraszała
dzikich najeźdźców –  przychodzili odchodzili
wyrządzali  wiele szkód szoku szlochów
– Czesław na szczycie murów wymachuje ramionami
jak młyn boży co powietrze miele manewruje
swoim ciałem pośród strzał i grotów
oświetlających niebo jak błyskawica w deszczu
tak!!! przez moment jest helikopterem Apache
z mocnymi światłami oślepiającymi koniki tatarskie
wojowników tatarskich dowódców tatarskich

Dzisiaj mało kto ma pojęcie o sile modlitwy
wiary mało kto wie o czym w tym wszystkim
chodzi zalewa nas zła energia i  rzeka Odra
po której Czesław przedostawał się
z brzegu na brzeg po swoim płaszczu
gdy nachodziły go pokusy cielesne, mówił do siebie:
 „Walcz dzielnie i pokonuj nieczyste chuci, Czesławie
z małej bowiem iskry łatwo może powstać pożar wielki”.
dlatego lubimy błogosławionego Czesława                                   
dlatego z takiej postawy budujmy nasze życia
dlatego Czesław jest spichlerzem 21 wieku
a ziarna jego myśli i uczynków w nas pęcznieją
a ziarenka różańca przyciągają swoją słodkością
a miseczka mleka na nas czeka u bram niebieskich


Święty Michał                                                                  

Michał jest przystojnym ognistym wojownikiem walczącym
w imię sprawiedliwości prawa ubrany w tunikę
– rzymski gladiator porusza się jak muzyka Wolfganga 
Amadeusa Mozarta w Piono Concerto No 21 – Andante
 jest  dawcą cierpliwości i szczęścia atrybutem jego
jest ognisty miecz anielski łacina i matematyka                                       
on  sam jest rzeką pełną ryb winnicą smacznych winogron
księciem niebiańskiej armii wiecznie czuwa kiedy Europa 
wstaje Ameryka kładzie się do snu czasem po Nowym
Jorku jeździ busem w Paryżu metrem  bez biletu 
na rowerze w Amsterdamie w Mszanie Dolnej pije
mleko prosto od krowy często zatrzymuje się przy
ulicznych teatrach kukiełkowych w Wiedniu  uczy się
chodzić  na palcach wyciera łyżki odmawia modlitwę  
Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce
Ty, Wodzu  niebieskich zastępów szatana strąć do piekła
 Amen


Rzeka Wieprz

kto dał ci tak
piękne imię?
jakie ono jest pachnące
i słodsze
niż tysiące  numerowanych
ulic Nowego Jorku lub Chicago
czy gwiazd na dalekim nieboskłonie

patrzę w twe nurty
i uśmiecham się  sam do siebie
moja wyobraźnia jest jak patyk
unoszony przez twe wody
moja wyobraźnia jest ryba
kamienna płynąca pod prąd


 
Czechowicz

lecą bomby lecą…
lecą bomby lecą…
nie boją się ulic, miast, ludzi, całowania
rozerwania, cielesnego obcowania
świstu wiatru, ziemi śpiewania

lecą bomby lecą
niczym jaskółeczki piórka
czyje złapią je ręce Kasi, Jurka
nie ominą żadnego podwórka

lecą bomby lecą
jak krople z pędzla malarza
czerwienią płoną jak morska plaża
spadną nic im nie zawadza

lecą bomby lecą
niczym łzy po twarzy
samotne o mieszkaniu  marzy
każda z nich jedno piętro  waży


Różewicz

Nie pachnie różami
(Ani Miłosz miłością)
jest różą w słoiku
po dżemie śliwkowym stojącym na
kuchennym stole 
Ach ten pan Tadeusz !!!
ostrzy swój język i wzrok
na kamiennym garnku
na kiszone ogórki
a te śnią o zapachach
z czasów partyzanckich –
O Adolfie – taka gra komputerowa
w której buduje się obozy koncentracyjne
I strzela do ludzi
nikt nie słyszał w Nowej Zelandii –
matka jak poranne słońce
wstała rozpalić ogień pod blachą
ognisko domowe
serc ogień
gdy złamana wpół wysypywała
popiół z popielnika
gdy złamana wpół gładziła
delikatnie biały obrus na stole
gdy złamana wpół wlewała
odwagę w szafie wisiały mundury
i garnitury gotowe do wyjścia


Szkoła rodzenia wierszy

Przechodził obok szkoły rodzenia dzieci,
po drugiej stronie ulicy była szkoła nauki jazdy,
dalej kościół życia wiecznego w raju,
wstęp zamknięty niebieskim ogniem, kratą –
przez nią widać 
ołtarz, a przed nim po obu stronach skarbonki,
za kościołem College uczący
pisania wierszy,
przeszedł skrzyżowanie na zielonych
światłach,
obok klinika aborcyjna pracująca
siedem dni w tygodniu,
dalej knajpa z witającą wpół
rozebraną dziewczyną –
raj ziemskich rozkoszy,
kilka kroków dalej posterunek policji,
za nim siwa kobieta
grzebiąca w kubłach na śmieci,
jeszcze kilkanaście kroków,
a ukaże się budynek
Chicago Public Library,
a w nim mądre książki o życiu


Nie, tego nie robi się kotu

Mógłby tej – o łabędziej szyi, boskich piersiach,
apollińskich nogach, wenusjańskich
ustach czerwonych i słodkich jak maliny –
kelnerce pokazać to i owo,
zabrać do Chicago,
gdyby nie kot tygrysek junior tam przebywający,
którego kocha ponad życie;
kocia mina wraca z polowania zmęczony
/myszom przedłużył życie o jeden dzień/,
szuka ciepłego miejsca w łóżku,
a tu podczas jego nieobecności,
na jego miejscu, leży naga kelnerka z Krosna,
zdumiony i przerażony ucieka,
nie, tego by nie przeżył,
nie, tego nie robi się kotu…



Wiersze tygodnia redaguje Stefan Jurkowski
stefan.jurkowski@pisarze.pl

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko