Marian Lech Bednarek – Wiersze

0
217

Na tle szczytu klimatycznego

Niech drzwi zamknięte lepiej pozna mój palec
pukania niż nadgorliwą klamkę
po otwarciu wpychającą mnie w sławę.

To jest przesłanie sęków mojego domu
które jak oczy przeszłości ciągle mnie otaczają
palącą się robotą.

Do dziś nic jej nie ubyło
a słońce świeci coraz większą sławą
aż różne szczyty się zbierają i to nie całkiem nagie
i zastanawiają się gdzie tu najpierw  przykręcić kurek?
 
O pływająco wyspo śmieci
czy musimy zdechnąć w tym dymie?

                                            grudzień 2018


Picie


drzewo ręki pochyliło się nad kieliszkiem

piję bo mi smakuje
bo takie gładkie to szkło
że mu wierzę

a wy rottweilery chropowatości
nie chce mi się z wami pić

My

Diablęta wyszły o poranku
oglądać swoje cienie
idące do pracy.

Podskakują przed ich nosem
że za wcześnie się budzą
a ci nic jak narzędzia otumanione
ciągną za sobą nogi i ręce
szukające chleba.

Ptaki podśpiewują weselną pieśń
a tu czarne cienie papierosa w milczeniu
masturbują. Dymek unosi się
na chwałę bożą by wina nie zabrakło
i kiełbasy na ognisko.

Przekraczają cienie bramę
by dogonić Unię Bram Za Wysokich
dla kołatających do nich biedaków.
W kącie już torba leży i kanapki
laptop robi głupi reklamowy uśmiech
i tak zwana postępowa ludzkość
bierze się do roboty

A diablęta wcielają się w figlarne koty
i dokazują, czekając na ich powrót.


Ogień

Ogień to właściwe okulary człowieka
wszystko inne to parada ślepców

Ogień był zawsze
jedynym porządnym facetem
który wiedział czego chce

dlatego kobiety
razem z Matką Boską
tak za nim szaleją


Obłok

Na niebie wisi kromka chleba
olbrzymia jak Titanic odpływający w nieznane

Wszyscy podążamy
do tego portu
by go przywitać jak ukochaną

Na razie gryziemy gryziemy wzrokiem
to nasze życie przemawiające obłokiem

rozkrzyczanym
sinobladym
znikającym za horyzontem


Chleb

znowu jadę na pogrzeb
jest nas o jednego mniej
ale chleba zawsze brakowało
choć podobno chleba jest dość
już nie wiem jak to właściwie z tym chlebem jest

zaśpiewać piosenkę
to zrozumieć chleb?


Sierpniowa noc

jak tą ciemnością pocieszyć się
przechylona misko księżyca
gwizdy i stukoty pociągu to pytanie powtarzają
jakbym chciał o tym zaśpiewać
ale gdzie mi tam do śpiewu
bez głosu

okna rozgadane kończącym się latem
nad łąką mgły nadciągają
i to czego się nie spodziewamy

czerwone donice przy pomniku kolarzy
pomyłką mi się zdają
w kompozycji przestrzeni pomyliły parapety uliczek
w  zameczku muzyka nuci
na drzewie przyczajony ptak
mijam parę zakochanych
jak szpieg intruz o ciemności nie pocieszaj mnie
bo oddalam się w jeszcze większą ciemność
psy w ukryciach jak wielka psia orkiestra szczeka
ty ty ty ty jak najdalej od naszej budy idź

siano pachnie tak
bym się czasem nie zastrzelił
księżyc już przewróconą miską
przelewa się

co mi wróży?

Wokół ławeczki

Spokojnie ławkę wiatr gładzi
swym całunem zgrzebnym
gdy siadasz z dziewczyną i jej patrzysz w oczy.
Miasto w oddali zgrozą
próbuje przebić wasz balonik szczęścia
ale jego ostrza to tępe bankructwo.

Dziewczyna poprawia włosy a mistrz wiatr
niczym malarz zakręca je w fale przypływu i odpływu
jakby je chciał namalować.

Wiatr i ławeczka oto para
która tak bardzo się stara w sercu siedzenia
upodobnić się do splecionych szeptających
do siebie palców.

2
Widzę widzenie
jak przyjmują mnie do roboty
obiecankami.
Poczynam nowe życie
bez grawerowania toalet
swym gniewem.
Pierwszą wypłatę przemienię na
Oklaski dla deszczu
i jego kumpli
niemodnisi.
To dopiero będzie
grabki z miotłą nie przepuszczą ani jednemu toastowi
sekator, kosiarka też jeszcze przybędą
jak ich znam.
Łopata ta nudna nicyja może wreszcie zmieni
o mnie swe czarne zdanie.

Nie wiem jeszcze kto przyjdzie?
ale drewienko na ognisko musi być.

3
Gdy Bóg się dobija do myśli
oto chwila zastanowienia rozległa
jak łąka nad łąkami.
Kroczysz po niej czując źdźbła trawy
i to co do wesela ludzi zbliża
ten śpiew z niej wydobywający się.

A Bóg ci kładzie powidła z wiśni
na chleb i serek wiejski
i kawę z mlekiem miesza.
W serku widzę ludzką pracę w grudkach
białych jak miliony świętych komunii
się proszących o wytrwałość i błogosławieństwo
dla wchodzących w życie brzdąców.

Niech Bóg w mojej głowie nie zostanie
obrazkiem palącym wioski
bo wielka jest siła różnicy
między Nakazem a Przekazem
tak olbrzymia że przewraca światu w głowie
prostą drogę.

O sentymentio elokwentio ciszy
ja tylko spełniać chcę
swoje ludzkie obowiązki.


Po meczu Polska – Kolumbia
na mistrzostwach świata w Rosji 2018


po przegranym meczu naszej reprezentacji
śpiew ptaków w lesie jak zwycięstwo nad zwycięstwami
Lewandowski jak szympans zapierdzielał między gałęziami
trzęsącymi się pod wpływem tego przebudzenia reprezentacji
gol za golem to niesamowite tyle głosów w gąszczu słyszałem
nie mogłem w to uwierzyć  w moich włosach ćwierkot oszalały
ludzie takiego meczu to ja jeszcze w życiu nie słyszałem i nie widziałem
będę często powracał do tego meczu ptaków na drzewie
niech się światowe gwiazdeczki uczą od naszych piłkarzy
wszyscy z prawdziwymi skrzydłami

                                                                         25.06.2018

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko