Wacław Oszajca – Ziemia i niebo

0
78

Wacław Oszajca

 

 

Ziemia i niebo 

Niebo w niebie czy na ziemi?

 

Wacław Oszajca

Długie jesienno-zimowe wieczory z natury skłaniają do wspomnień. Dawniej towarzyszyło temu darcie pierza, przędzenie wełny i lnu, dzisiaj niestety telewizor i komputer. Niestety, gdyż z maszyną trudno się rozmawia. Jakie więc tegoroczne wydarzenie zapadło nam w pamięć? Ja wciąż przed oczyma mam pewne zdjęcie. Oto w mrocznej celi nr 11 bloku śmierci w Auschwitz, na zwykłym krześle siedzi papież Franciszek. Co myśli, chciałoby się zapytać. Za jego plecami drzwi, w rogu bunkra prostokątna skrzynia, czyli ubikacja, po więziennemu kibel. W takim miejscu umierali więźniowie skazani na śmierć głodową. Czasami dobijano ich zastrzykiem. Tak zginął  Maksymilian Kolbe. 

 

Przez cały czas pobytu w Auschwitz-Birkenau Franciszek nie wygłosił żadnego przemówienia, nie odmówił żadnej modlitwy, co niektórzy mają mu nawet za złe. Z tego jednak, że nie nie mówił, nie wynika, że nic nie powiedział. Franciszek zostawił w księdze pamiątkowej obozu wpis: „Panie, miej litość nad Twoim ludem! Panie, przebacz tyle okrucieństwa.” Zastanawiająca modlitwa. Do niedawna wszystko było jasne. Ludem Bożym są katolicy. Wszyscy inni chrześcijanie, wyznawcy pozostałych religii, i ateiści, to nie-lud. Dla Franciszka, idącego za soborowym nauczaniem, taki podział nie istnieje. Do ludu Bożego należą wszyscy. Jeśli tak, to papież prosi Boga o zmiłowanie nie nad kimś, ale nad nami wszystkimi, łącznie, a może przede wszystkim nad chrześcijanami.

W drugiej części tego wpisu, tej modlitwy, biskup Rzymu prosi o przebaczenie okrucieństw. Czyich, przez kogo popełnionych? Czy tylko przez twórców Auschwitz-Birkenau i pozostałych obozów zagłady? A może chodzi rownież o współczesnych, o nas dzisiaj żyjących?

Jeśli się pamięta, że Franciszek nie zwykł grzebać w sumieniach wyznawców innych religii, czy ateistów, to zapewne chodzi mu o jego współwyznawców. To my, lud Boży, Kościół w przeszłości i dzisiaj dopuściliśmy się, i nadal dopuszczamy, okrucieństw, których ogrom dokładnie zna jedynie Bóg. Nie możemy, choć usiłujemy, zapomnieć, że Hitler został ochrzczony w Kościele katolickim, a Stalin w Cerkwi prawosławnej. A zatem to nad nami, nad wyznawcami Chrystusa, modli się biskup Rzymu i prosi Boga o litość. Uzasadnienie dla takiej interpretacji milczącej mowy papieża znajdujemy w homilii, którą wygłosił on na zakończenie drogi krzyżowej na krakowskich Błoniach.

 

Nawiązując do trapiących ludzkość nieszczęść, papież, przywołując ewangeliczny opis sądu ostatecznego, mówił: „Byłem głodny, a daliście Mi jeść; Byłem spragniony, a daliście Mi pić; Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; Byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; Byłem chory, a odwiedziliście Mnie, Byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”  (Mt 25, 35-36).

Te słowa Jezusa wychodzą naprzeciw pytaniu, które często rozbrzmiewa w naszych umysłach i sercach: „Gdzie jest Bóg?”. Gdzie jest Bóg, jeśli na świecie istnieje zło, jeśli są ludzie głodni, spragnieni, bezdomni, wygnańcy, uchodźcy? Gdzie jest Bóg, gdy niewinni ludzie umierają z powodu przemocy, terroryzmu, wojen? Gdzie jest Bóg, kiedy bezlitosne choroby zrywają więzy życia i miłości? Albo, gdy dzieci są wyzyskiwane, poniżane i kiedy także one cierpią z powodu poważnych patologii? Gdzie jest Bóg w obliczu niepokoju wątpiących i dusz strapionych? Istnieją takie pytania, na które nie ma żadnych ludzkich odpowiedzi. Możemy tylko spojrzeć na Jezusa i Jego pytać. A odpowiedź Jezusa jest następująca: „Bóg jest w nich”, Jezus jest w nich, cierpi w nich, głęboko utożsamiony z każdym z nich. Jest On tak zjednoczony z nimi, że tworzy niemal „jedno ciało”.

Lipcowy pobyt Franciszka w Polsce, zważywszy choćby na przywołane kazanie, można tak chyba powiedzieć, był wizytą roboczą, a nie szeregiem kurtuazyjnych spotkań. Papież przyjechał tutaj do roboty, i nie zważając na żadne hierarchie kościele czy świeckie, „nie zważając na opinie” (por. Łk 20, 20-26) starał się robić, co do niego należy.

Przede wszystkim niepokoił. Ten, który winien być twardy jak skala i innych umacniać w wierze, delikatnie mówiąc, epatuje niewiedzą. Zastanawia się skąd i po co zło. No i to lekceważące podejście do tradycji. Papież powinien znać Biblię i katechizm. I zna, wie, że nie jest ona zamrażarką, słowem z formaliną ale wciąż się tworzy. 

W przeszłości przepuszczaliśmy biblijny obraz Boga przez filtry rożnych filozofii i wydestylowaliśmy sobie Boga na nasz obraz i podobieństwo. Wszechmocnego, ale bezdusznego. Mieszkującego w jakimś nieokreślonym niebie i zjawiającego się na zaproszenie. Najczęściej jako bezwzględny sędzia i kat w jednej osobie. Tym samym stworzyliśmy Boga, który nie zasługuje na zaufanie, nie mówiąc o przyjaźni i miłości. Dlatego Franciszek, pytających o Boga, odsyła do Jezusa Chrystusa. Ciekawa rzecz, ale ten sam adres podaje Leszek Kołakowski. Mówi on, że co prawda „Nie można podać <<dowodów>> boskości Jezusa, ale w sposobie, w jaki zmienia On moje życie, objawia mi się jako Słowo Boże. To w Jezusie znajduję Boga, nie dlatego, że akceptuję takie czy inne twierdzenie teologiczne, które wypowiedział, ale dlatego, że decyduję się iść za Jego wezwaniem. Przez tę decyzję nabieram zaufania do Boga i mogę już nie bać się przyszłości ponieważ, choć przyszłość jest nieznana, jej sens wyznacza rzeczywista obecność Jezusa i jest to, z konieczności, sens zgodny z <<boską dobrocią>>”. Tym sposobem obaj, papież i filozof, likwidują tradycyjne niebo w niebie i ściagają je na ziemię.

Wacław Oszajca

Przedruk z Kwartalnika Scena

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko