Michał Piętniewicz – O Leopoldzie Staffie

0
143

Michał Piętniewicz


O Leopoldzie Staffie.

Fryderyk PautschStaff urodził się 14 listopada 1878 roku we Lwowie. Jak pisze Halina Pańczyk, autorka monografii twórczości poety, Lwów to było miasto wówczas swoistego, kulturowego tygla, różne się tam mieszały wpływy, wiary, religie, prądy literackie. Lwów był prężny kulturalnie, ale i gospodarczo oraz politycznie, należał, przypomnijmy, do wielkiego Królestwa Galicji i Lodomerii, do którego należał również między innymi Kraków. Staff był typem poety, który nad Byroniczne, szalone eskapady, wolał zacisze własnej biblioteki, w której mógł spokojnie pracować, pisać. Dlatego jego biografia jest przede wszystkim biografią intelektualną. Wspomnieć można jedynie, że w latach 1891-1901 na Uniwersytecie Lwowskim studiował prawo, a potem filozofię i romanistykę. W 1898 był redaktorem pisma „Młodość”, wydawanego w Krakowie. Oprócz tego był członkiem lwowskiej grupy Płanetnicy, do której należeli między innymi Jan Kasprowicz czy Edward Porębowicz. Jak podają źródła, największym przyjacielem Staffa, był ksiądz Antoni Boratyński, który wspierał go w trudnych chwilach życiowych i był dla niego również inspiracją do pisania. W latach 1901-1903, przebywał we Francji i Włoszech, w czasie I wojny światowej w Charkowie, potem zamieszkał w Warszawie. W latach 1920-1921, współredagował miesięcznik „Nowy przegląd literatury i sztuki”. Należał do Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich, od 1933 pełnił funkcję wiceprezesa Polskiej Akademii Literatury. W okresie okupacji przebywał w Warszawie, a pierwsze lata po wojnie spędził w Krakowie. Od roku 1949 znów mieszkał w Warszawie. Zmarł 31 maja 1957 roku Skarżysku Kamiennej (tam też poznał swojego przyjaciela, księdza Boratyńskiego).W 1923 roku został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, w 1929 roku otrzymał Nagrodę Lwowa, w 1938 Warszawy, w 1947 Ziemi Krakowskiej, w 1948 laureat nagrody Pen Clubu za twórczość przekładową. Doktor honoris causa Uniwersytetu Warszawskiego (1939) oraz Uniwersytetu Jagiellońskiego (1949). Wspaniałą laudację wygłosił wtedy Kazimierz Wyka. Pochowany został na warszawskich Powązkach. 

Harmonia, klasycyzm, umiar, pogoda, oksymoroniczność czasem, smutek jest wesoły, dobro chore, szczerość w wyznaniu poetyckim, brak komplikacji rzeczy najprostszych przy jednoczesnym wyrafinowaniu formy, cyzelowaniu frazy poetyckiej. Jest także rodzaj, w początkowej fazie twórczości zachwytu nietzscheanizmem i wolą mocy, by potem przejść we franciszkański umiar, chrześcijański pokój i dobro, kalos ka agathos, to ideał grecki, lecz Staff łączył to, co greckie i rzymskie z tym, co chrześcijańskie. Pierwszy okres twórczości Staffa (1901-1910), ze „Snów o potędze” oraz z „Uśmiechów godzin” jest okresem zdecydowanie oscylującym bardziej w stronę ciemnych rejonów ludzkiej duszy, jeśli można powiedzieć, za Nietzschem, przeważa tutaj obecność pierwiastka dionizyjskiego. Jest bowiem w tym okresie obecny dionizyjski szał zmysłów, upojenie, rozkosz, rodzaj upojenia się i zachłyśnięcia możliwościami ludzkiej duszy oraz intelektu. Jest to okres, w którym silnie jest obecny młodzieńczy bunt, ale też młodzieńcza wiara oraz entuzjazm, także żarliwość. Nie było to jednak okres naiwny, ale mający za sobą i w sobie olbrzymie zaplecze  kulturowe, intelektualne, filozoficzne. Staffa bowiem fascynowała przede wszystkim filozofia, ale również sztuka. W sztuce, jak się zdaje, szukał wymiaru apolińskiego, wymiaru ładu, harmonii, prostoty, umiaru, form klasycznych. To, co antyczne łączy się u Staffa z dziedzictwem chrześcijaństwa, jeszcze raz powtórzę. Inną ważną cechą Staffa jest jego humanizm, który przejawia się bardzo szeroko. To nie tylko umiłowanie samego człowieka, ale wszystkich jego wytworów, a także tego, co człowieka otacza, czyli przyrody, lasów, kwiatów, zwierząt. W poezji Staffa przyroda gra rolę, można powiedzieć, pierwszoplanową, jest nie tylko bowiem krajobrazem zewnętrznym, ale również krajobrazem duszy. Irena Maciejewska pisze o krajobrazach uwewnętrznionych w liryce Staffa. Ważna jest także u Staffa liryka maski, larvatus prodeo, Maciejewska pisze o ciągłej oscylacji między maską a symbolem. W istocie, tak to można ująć w skrócie literaturoznawczym, przekładając na język prostszy, chodziłoby mniej więcej o to, że Staff jest przede wszystkim poetą kultury, w jego poezji zawarty jest niezwykły bagaż erudycyjny, całe dziedzictwo europejskie, ta poezja, jeśli można tak powiedzieć, jest poezją źródła. Mówiliśmy o poezji źródła, czy poezji źródłowej poprzednim razem, przy okazji omawiania poezji Papuszy. Jeśli chodzi o Staffa, to źródło nie jest niewinnością i brakiem skażenia innymi wpływami poetyckimi, ale chodzi o pewien bardzo ważki gest intelektualny o dużym ciężarze znaczeniowym, mianowicie sięgnięcia do źródeł człowieczeństwa i człowieka jako istoty zanurzonej w kulturze oraz jej znakach. Człowiek to bowiem przede wszystkim istota, idąc za światopoglądem poetyckim Staffa, , która z kultury wyrasta a miarą człowieczeństwa człowieka jest dbałość o kulturę, tak jak pielęgnowanie swojego ogrodu, człowiek powinien być dobrym, umiejętnym i porządnym ogrodnikiem ogrodu kultury.


Oprócz tego ważny jest w poezji Staffa jej wymiar franciszkański, który ujawnia się w drugim okresie twórczości (1910-1920), z którego pochodzą takie tomy jak „Uśmiechy godzin” czy „Południca”. O franciszkanizmie już wspomniałem, ale to wymaga dopowiedzenia. Franciszkanizm Staffa przejawiałby się między innymi w umiłowanie tego, co małe, łączyłby się ze swoistą pokorą wobec całego, Bożego Stworzenia. Franciszkanizm przejawiałby się w braterstwie z przyrodą ożywioną i nieożywioną, we współczuciu dla najmniejszych mieszkańców Bożego Domu, w empatii i współodczuwaniu. Oprócz tego jest to franciszkanizm, którego wymiar pokory łączy się z uznaniem „prostego człowieka” za swojego brata i przyjaciela. Poprzedni okres ze „Snów o potędze”, został tutaj zastąpiony dobrocią, jasnością i pogodą, miłością do najmniejszych. Głęboki humanizm Staffa zatem łączy się tutaj z humanitaryzmem.


Trzeci okres twórczości Staffa jest radykalizacją okresu drugiego (1921-1931), pochodzą z niego takie tomu jak „Szumiąca muszla”, „Barwa miodu”. Pańczyk pisze tutaj o „religijnym teocentryzmie”, poeta po prostu szuka Boga, na przykład w „dobrych, prastarych studniach”. Jest to okres krystalizacji poetyckiej frazy, okres jasności, w których dominuje pogoda, uśmiech. Mądre pogodzenie się z losem, zgoda na przemijalność, a także rzecz bardzo ważna u Staffa: mianowicie głęboka wiara w to, że świat i życie ludzkie mają sens. Sensowne u Staffa byłoby więc to, co religijne, co w jakiś sposób nasiąknięte Bogiem.  To dążenie do Boga odbywa się u Staffa głównie w nurtach jasności, ścieżka, którą idzie się do Boga jest jasna i pogodna. Na uwagę zwraca teraz ewolucja drogi twórczej Leopolda Staffa, który w pierwszym, ciemnym okresie, nietzscheańskim, poszukiwał rodzaju harmonii w sprzeczności, w bytowaniu, by tak rzec, oksymoronicznym, zawieszonym pomiędzy radosną jasność dnia a złowrogą, rozpaczliwą ciemność nocy. Poeta był innymi słowy zawieszony pomiędzy jasnością Apolińską a ciemnością dionizyjską a jego inklinacja przechylała się bardziej na stronę ciemnego, dionizyjskiego upojenia. Te dążenia podyktowane były Nietzscheańskim pragnieniem „woli mocy”, które widać było w tomie „Sny o potędze”, ważne było nabywanie mocy twórczej, mocy poetyckiej, która byłaby synonimem siły pochodzącej z nadczłowieka. W okresie franciszkańskim do głosu dochodzi pokora, następuje rozbrat z chęcią bycia indywidualnością za wszelką cenę na rzecz pogodnej afirmacji swojego ziemskiego losu w solidarności z tym, co małe, niewinne, słabe i bezbronne. W okresie kolejnym, tym radykalnym, następuje poszukiwanie Boga, które jest specyficzne, na potrzeby oddania specyfiki tego poszukiwania użyję określenie: wołanie dobrego, donośnego głosu z głębi ciemnej studni.
Ten motyw studni pojawia się w jednym z wierszy, jest istotny i niesie ze sobą konsekwencje antropologiczne. Otóż ciemność przestaje tutaj być czymś negatywnym, złowieszczym, rozpaczliwym, czymś, co przeraża, kąsa i rani, a staje się ciemnością, by tak rzec głęboką i spokojną, ciemnością, z głębi której dobywa się prawdziwy głos Boga. Mówię o tym w tym miejscu dlatego, ponieważ badacze (na przykład Helena Pańczyk), słusznie, jak sądzę zwracali uwagę na pewne echa mistycznej tradycji w poezji Leopolda Staffa, mowa tutaj przede wszystkim o mistyce karmelitańskiej, której dziedzictwo jest znane przede wszystkim dzięki genialnym, poetyckim i niezwykle głębokim duchowo pismom św. Jana od Krzyża. Nie mówię teraz o prostym przełożeniu mistyki Karmelu na poezję Staffa, poddaję jedynie pewien możliwy trop. Poszukiwania religijne w trzecim okresie twórczości uległy bowiem znacznemu wyostrzeniu, stały się chyba najważniejsze, przy czym były to poszukiwania, co trzeba dodać, odbywające się w pewnej harmonii, nawet kiedy była to harmonia przeciwieństw (znany ze starożytności, od Pitagorejczyków i Heraklita, trop coincidentia oppositorum), nie był to bowiem rodzaj misteryjnego agonu, jakieś szczególnie burzliwej walki duchowej, gdzie krew, ogień, życie, negacja, wszystko aż kipi od wewnętrznej walki pełnej piorunów wewnętrznych i błyskawic. Liryka Staffa z trzeciego okresu przypomina bowiem bardziej lirykę mędrca, który może nie tyle znalazł gotową i ostateczną odpowiedź, ale z pewnością wie, gdzie tej odpowiedzi szukać, w jakich obszarach. Słusznie bowiem zauważyła Pańczyk, że Staffa wyobraźnia ma konstytucję intelektualno-kombinacyjną, a nie intuicyjną, która pracuje w porywie natchnienia, rodzaju samorzutności twórczej. Znaczy to, że pisanie poezji przez Staffa było w ścisłym tego słowa znaczeniu przede wszystkim intelektualną pracą nie tylko nad formalnym kształtem wiersza, ale również nad jakością poetyckiego przekazu, który trafiałby, powiem kolokwialnie „do wszystkich”, zarówno do ludzi prostych jak i bardzo wykształconych i oczytanych. Liryka Staffa bowiem, co jest jedną z bardziej rozpoznawalnych jej cech, poszukuje adekwatnego wyrazu treści możliwie najbardziej uniwersalnych. Również treści takich, które, znowu powiem potocznie, pomagałaby danemu człowiekowi żyć, czy zmagać się z żywiołem życia, spełnia ona bowiem często funkcję pocieszycielską (łac. consolatio), chroniącą przed szponami rozpaczy, ułatwiającą pogodzenie się z własną przemijalnością i śmiertelnościa, apelującą również czasem o spokojną, dobrą śmierć. Ma więc liryka Staffa, co już zostało powiedziane, wymiar głęboko humanistyczny, której humanizm wyraża się głęboko między innymi w pragnieniu ocalenia pojedynczego istnienia przed ewentualnymi zniszczeniami i szkodami, jakie w danej duszy może spowodować życia, tragedie rodzinne, dziejowe zawieruchy, jak na przykład wojna, śmierć bliskich, czy zwykłe ludzkie podłości, zawiści, nienawiści i jady. Otóż poezja Staffa, poprzez swoją pogodę i inne, wyżej wymienione cechy, przedstawia człowieka jako istotę dobrą, zdolną do czynienia dobra, ponadto istotę Bożą, która jest w stanie przeżyć swoje życie w sposób dobry i godny, jakby nieco abstrahując od okoliczności politycznych, społecznych, historycznych (jedyny tomik, „Tęcza łez i krwi”, odpowiedź na rewolucję październikową). Staff bowiem dobra szukał przede wszystkim we wnętrzu człowieka, o tym mówią te wiersze, krajobraz zewnętrzny jest u Staffa, jak już powiedziałem, odbiciem krajobrazu wewnętrznego, jest pogodny, jasny, harmonijny, przy tym jest głęboki, ciemną, dojrzałą głębokością starej studni, z której dobywa się dobry głos, że pozwolę sobie na metaforę, parafrazując przy okazji jeden z wierszy Staffa.


Jest jeszcze w twórczości Staffa okres czwarty (od 1945 odo 1957 roku trwający), w skład którego wchodzą takie tomy jak „Martwa pogoda”, „Wiklina”, „Dziewięć Muz”. Okres, który według Jana Błońskiego jest najciekawszy pod względem poetyckim, że przypomnę recenzję Błońskiego z tomiku „Wiklina”. Poezja Staffa, która do tej pory trzymała się jasno sprecyzowanego kanonu, pewnych, wytyczonych form, trzymała regularną, klasyczną miarę, w czwartym okresie uległa zupełnemu rozluźnieniu, na rzecz upotocznienia wiersza, zbliżenia go możliwie najbardziej do codzienności. Przytaczam w całości wiersz „Przebudzenie” z tomu „Dziewięć Muz”, jest krótki:

„Przebudzenie”
Jest świt,
Ale nie jest jasno.
Jestem na pół zbudzony.
A dookoła nieład.
Coś trzeba związać,
Coś trzeba złączyć,
Rozstrzygnąć coś.
Nic nie wiem,
Nie mogę znaleźć butów,
Nie mogę znaleźć siebie.
Boli mnie głowa.

Krytycy jak Irena Maciejewska, czy Jan Błoński, zestawiają ten okres twórczości poety z poezją Tadeusza Różewicza. Słowo przestało być ozdobne, przestało być „ładne”, nie odsyła już do wyższych przeznaczeń, nie kreśli potrzeby wyższego ładu, raczej skupia się ściśle na tym, co konkretne, przyziemne, codzienne i na tym, co z tej codzienności wynika dla życia poety. Innymi słowy, ostatni okres twórczości Staffa, przynależy już bardzo mocno do poezji XX wiecznej i traktu , jaki wyznaczyła poezja XX wieczna, w tym ta najnowsza, całkiem współczesna. Na siłę, moglibyśmy powiedzieć, że tego rodzaju wiersz mógłby napisać Marcin Świetlicki. Jest w tym okresie znamienne pewne ogołocenie z wcześniejszego, bardzo pięknego patosu i podniosłości.
Być może znaczy tutaj coś wpływ Tadeusza Różewicza, przypomnę jedynie relację między poetami. Dla Różewicza Staff był najważniejszym poetą, ale jako negatyw tego, jak „powinno” się pisać po II wojnie światowej. Z kolei możemy domniemywać, że Leopold Staff, czegoś uczył się lub coś podpatrzył u młodszego od siebie, zdolnego kolei po piórze. Jest bowiem warte przytoczenia i ciekawe, że źródło poezji Staffa (odwrotnie jak u Papuszy wcześniej omawianej), bierze się przede wszystkim z eklektyzmu, z wpływu różnorodnych stylów literackich. Jak zauważył jednak Kazimierz Wyka, choć Staff był niesłychanie chłonnym umysłem i często ulegał wpływom wielkich myślicieli (jak Nietzsche), czy wielkich mistyków (jak św. Jan od Krzyża), to trzeba jednak powiedzieć, że nie był to eklektyzm naiwny i bezrefleksyjny, Staff chłonął różne style i poetyki, ale rezultat artystyczny był zawsze swój, własny, indywidualny, Staffa nie można z całą pewnością nazwać epigonem żadnego stylu poetyckiego, choć sama jego twórczość aż prosi się o epigoństwo przez wzgląd na swój styl, szeroką, rozlewną frazę, rymy. Zatem ostatni okres tej twórczości można zestawić z tym, co zwie się nawet banalizmem w poezji, programowym odejściem od wzniosłości i powagi, w przeżywanie swojego wieku starczego, naznaczonego bezradnością, samotnością, cierpieniem. Zwraca uwagę jednak jeszcze jedna cecha, to znaczy coś, co Błoński i Pańczyk nazwali nieustannym dążeniem, byciem w ruchu, celowością, nie zastyganiem w biernej postawie kontemplacyjnej. Zauważył Błoński, że Staff zawsze chciał za czymś nadążyć, nie chciał pozostawać z tyłu. Dlatego do jego dzieła możemy użyć literaturoznawczego określenia „work in progress”, czyli dzieło w ruchu, dzieło, które się staje, które nie jest gotowe, które jest dążeniem. Z tym stawaniem się, łączy się u Staffa również motyw wędrówki, znany jest często przywoływany w tej poezji motyw Odyseusza i powrotu do domu, do swojej Itaki, by przywołać słynny wers Staffa, „każdy z nas jest Odysem, co wraca do swej Itaki”. Staff był poetą głębokiego humanizmu, był też poetą na wskroś klasycznym, jednak z każdą odsłoną swojego talentu, w poszczególnych okresach twórczości, nie przestawał zaskakiwać. Jan Błoński napisał przy okazji tekstu o późnej liryce Staffa, że „postęp w poezji jest zawsze odkryciem nowej prostoty”. Śmiało można powiedzieć, że w pewnym sensie był Staff poetą postępowym, ale nie w sensie zrywania nagłego z tradycją, radykalnego gestu przekreślenia tradycji, ile raczej w sensie dialogu z nią, ale również starał się poeta być „na czasie”, powiedzielibyśmy kolokwialnie, nie był ślepy na to, co dzieje się w poezji dookoła, choć szedł swoim, ściśle wytyczonym poetyckim traktem, nie zważał raczej na mody.
Leopold Staff był również znakomitym tłumaczem literatury obcej. Znany jest z tłumaczenia Nietzschego, „Tako rzecze Zaratustra”, „Z genealogii moralności”, „Narodziny tragedii”, Wolfganga Goethego„Cierpień młodego Wertera”, anonimowego dzieła z XIII wieku,”Kwiatki św. Franciszka”. Był także autorem monografii o Michale Aniele, pt „Michał Anioł i jego poezje”.
Leopold Staff był typem poety uczonego, „poeta doctus”. Jednak mimo swojej ogromnej wiedzy, potrafił odnaleźć język, który trafia do niemal każdego grupy społecznej, dowodząc w swojej twórczości, że poezja może ocalać.
 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko