Krystyna Habrat – Stara książka ze straganu

0
59

Krystyna Habrat


 

STARA KSIĄŻKA ZE STRAGANU

    

                                                                                                                          

ksiazki   Spotykam czasem na ulicy stragany ze starymi książkami.

   Najczęściej natykam się na nie, gdy bywam na jakichś kontrolnych badaniach lekarskich, czego nie cierpię. Wychodzę po wszystkim i muszę sobie zrobić jakąś przyjemność. Dostrzegam w pobliżu stragan ze starymi książkami.  Pomiędzy ruchliwą ulicą a drzewami.  Ruszam tam  ochoczo przekonana, ze poprawię sobie humor po straconym w poczekalni lekarskiej czasie.

   Sprzedawca przy straganie ma wypisany na twarzy wyraz zniechęcenia. Książki są zszarzałe i pożółkłe ze starości, zakurzone, czasem obszarpane. Ale znajduję tu nieraz pozycje za którymi się kiedyś uganiałam. Cena też przystępna: 1 złoty. Tu już odczucia mam ambiwalentne, bo coś się we mnie   oburza, iż rzecz tak nisko wyceniona nie może być wartościowa. Ale przecież książka jest zawsze wartością. O wyjątkach, np. “dziełach propagandowych” nie myślę.  Przecież kupiłam kiedyś tak okazyjnie album o Ostrowcu Świętokrzyskim z  pięknymi zdjęciami. W Katowicach, gdzie mieszkam mógł oczywiście nie mieć powodzenia, ale dla mnie  był bezcenny, bo Ostrowiec to moje miasto rodzinne.

 

   Tym razem wynajduję starą  angielską powieść obyczajową. Tytułu ani autorki nie podam, a dlaczego wyjaśnię dalej. Kiedyś po przeczytaniu recenzji tej książki zapragnęłam koniecznie ją przeczytać. Tym bardziej, że ta opowieść miała być przedtawiona przez trzy różne osoby z ich punktu widzenia i to aż w trzech tomach o różnych tytułach. Tytuł pierwszej zapamiętałam,  bo długo miałam go na różnych spisach książek poszukiwanych. Nie trafiłam na nią ani w księgarni, ani w bibliotece.  Dopiero jesienią na ulicznym stoisku z książkami po złotówce.

  Pożółkła, ale nawet niezniszczona, jakby nie czytana, a na okładce podpis i pieczątka lekarki-rentgenologa. Pewnie młoda wtedy pani doktor, ale już po specjalizacji kupowała dużo książek i czytała. A teraz ona czy ktoś za nią likwiduje księgozbiór. Powieść zaczęła mi się podobać, ale chwilami ma dłużyzny. Nie szkodzi. Ciekawa jest nawet otoczka z historią moich jej poszukiwań, znalezienia oraz wyobrażania sobie życia poprzedniej właścicielki. Dlatego mawia się, że książki mają też swe historie.

  Ciekawe, co teraz porabia poprzednia właścicielka książki, owa uwidoczniona na pieczątce pani doktor? Już ją sobie wyobrażam, jak kupuje dużo książek, bo lubi czytać. Może tę nabywa na dworcu, by poczytać w pociągu, jadąc na jakieś sympozjum naukowe? Ale musi przejrzeć jeszcze materiały medyczne i książka leży odłożona. Czeka, bo młoda lekarka musi ciągle się dokształcać, szybko zrobić doktorat, może kolejna specjalizację. Tymczasem kupuje ciągle nowe książki, bo zamierza je czytać wieczorami. Ale wtedy jest już zanadto zmęczona. Może chwilowo. Jeszcze jeden egzamin, sympozjum… Wreszcie bierze książkę ze stosu tych do przeczytania i książka nie spełnia jej oczekiwań. Trochę nudzi. Ludzie z odległej (choć nie kalendarzowo) epoki nie przyciągają uwagi. Świat od tamtego czasu bardzo się zmienił. Zresztą inaczej by było, gdyby nie czekały kolejne materiały medyczne, jakie koniecznie trzeba przestudiować, bo lekarz musi się nieustannie uczyć, by być dobrym w swym zawodzie.

  Znam takie młode lekarki. Oddane swemu zawodowi. Ambitne. I zmęczone.

  Ciekawe, jak tej ułożyło się życie prywatne? Znalazła w końcu czas na powieści, które wcześniej namiętnie czytywała i wciąż kupowała? Nabyta przeze mnie jej kiedyś książka nie wygląda na zaczytaną. Może zabrakło jej czasu? Albo książka nie okazała się wystarczająco ciekawa? Może długo leżała na stosie w kolejce do czytania i wreszcie odłożona w bezpieczniejsze miejsce została zapomniana? Poczytana tylko trochę, może w podróży…

  Tego już się nie dowiem, choć niepozorna pieczątka na książce rozbudziła moją wyobraźnię.

 

   W efekcie owa angielska powieść i dla mnie okazała się nie zanadto ciekawa. Nużą jej dłużyzny, stereotypy, banalne rozwiązania. Ciekawe, czy gdybym przeczytała ją  wcześniej podobała by mi się bardziej?  Zapewne na ocenę wpłynęło moje  rosnące oczytanie ale też przemiany w kulturze literackiej i w ogóle w  świecie.  Chyba jednak książka ta od początku nie zasługiwała za bardzo na wysoką ocenę.  Kiedyś też by mnie nie zachwyciła. Ot, takie sobie świadectwo epoki i tyle.  Czy warto czytać takie książki? Tylko czasem, dla poznania obyczajów danej epoki.

  Czy warto pisać takie książki?  Na to nie odpowiem.

  Dlatego litościwie nie podaję tu tytułu książki ani jej angielskiej autorki. Nie jestem przecież krytykiem literackim, który ma taki obowiązek, a może i przyjemność do znęcania się nad biednym autorem. Tylko ja już dawno nie natrafiam na recenzje mało przychylne. Wygląda, jakby teraz ukazywały się same bestsellery godne polecenia, a szczególnie te, które wyszły za granicą w milionach egzemplarzy. Boże, to ilu tam zaczytanych obywateli?! Czyżby tylko u nas było za mało czytelników? Albo za wiele polskich książek?  Strach to rozważać. Ja sama już dawno złamałam pióro.

 Krystyna Habrat

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko