Jan Stanisław Smalewski – Jesienne kiszenie kapusty

0
52

Jan Stanisław Smalewski



Jesienne kiszenie kapusty

 


Bruno SchulzZnajomy dziennikarz z Legnicy, tytułując swój wpis JAK ZNIECHĘCIĆ WYBORCÓW DO GŁOSOWANIA, podał na face booku przepis. Jego zdaniem najlepiej jest zebrać kandydatów na rajców Ratusza w kawiarni i zorganizować ze spotkania przekaz telewizyjny.

Dziennikarz żacha się, gdyż zarówno nieprzygotowanie się organizatorów spotkania, jak i samych chrząkaczy i dukaczy stroszących pióra do swoich wyborców spowodowało, iż pomysł nie wypalił i doszło do publicznej klapy. Bo skoro słuchacze (czytaj też: przyszli wyborcy) nie byli w stanie dotrwać nawet do ułamka części audycji, to jaką mamy pewność, że pójdą po niej do urn, by zagłosować?

Siedząc na swojej wieży obserwacyjnej zastanawiam się, jak media powinny zachęcać, byśmy jako wyborcy poszli zagłosować w zbliżających się wyborach samorządowych. Zastanawiam się, obserwuję i ubolewam, że większość dzienników nie ma dobrych pomysłów, a dziennikarze utartym już trybem jadą po staremu.

Sztampa – słyszeli państwo. To coś bez ozdobników, coś stereotypowego, znanego, co się zawsze powtarza, nikogo nie jest w stanie niczym zaskoczyć. Taką sztampą jest plakat wyborczy. Jeśli dałeś się nakłonić, by cię umieszczono na którymś tam z miejsc na liście kandydatów i stałeś się potencjalnym frajerem dla tych, co drukują plakaty (i przeżywają teraz swoje żniwa), musisz wyłożyć ze swojej kieszeni np. 5 tysiaków i co? I wisisz.

Oczywiście, za to, żeby cię powiesili we właściwym miejscu, na oczach wyborców, też musisz zapłacić. Słup reklamowy kosztuje, witryna sklepowa też, najmniej flaszkę dla sprzedawcy.

Plakat, gdyby działał magicznie, wyborcy wybieraliby tylko młodych i pięknych. Zatem też należy go umiejętnie skomponować. Że najczęściej wydawcy plakatów lecą po sztampie, można od razu zauważyć. Na przykład na jednym z najnowszych, prezentowanych przez kandydata w Internecie na jego stronie www. plakatów widzę wyretuszowaną twarz (nie powiem – gębę) i duże napisy. Najpierw czarną farbą, że jest ENERGICZNY. A jaki on energiczny, jak dawno po sześćdziesiątce, nie uprawia sportu, obrósł w sadło, ledwie się porusza.

Na drugim miejscu wytłuścili, że jest DOŚWIADCZONY. – Tu zaraz ciśnie mi się pytanie: W czym? Był dwa razy posłem, a wyborcy prawie tego nie zauważyli. Nie wybrano go po raz trzeci, to teraz kandyduje do Sejmiku Samorządowego. Doświadczony, ale w spekulacjach partyjnych, jak zapewnić sobie pierwsze miejsce na liście, być politykiem i nic nie robić.

Jeszcze śmieszniejsze jest, gdy czytam na którymś kolejnym plakacie, z którego spoglądają przenikliwe oczy chłopaka dopiero po studiach, że POTRZEBNA JEST ŚWIEŻOŚĆ. Do czego? Komu? O jaką świeżość w ogóle chodzi? Co ten kandydat ma z nią wspólnego? Czemu służy ta abstrakcja, która mydli oczy wyborcom. Sama młodość to jeszcze za mało. A może wystarczyłoby akurat dopisać, że ukończył nauki polityczne, lub że jego ojciec wcześniej w polityce się wypalił?

Takich absurdów nic nie znaczących, lub co gorsza dla kandydata, zniechęcających potencjalnego wyborcę, jest sporo. Ludzie nie dają się już na to nabierać. Jedyną rolą, jaką w ogóle wtedy plakat spełnia, jest to, że obwieszcza, iż ten i ten oto przedstawiciel naszej społeczności kandyduje w tych wyborach.

Prezentacja medialna od której rozpocząłem, jest dobrym pomysłem, byłaby super, ale na odpowiednio przygotowanym poziomie. Miliony telewidzów ogląda takie programy jak „Taniec z Gwiazdami”, jak „Bitwę na głosy”, „Twoja twarz brzmi znajomo” itp. Programy, w których pojawiają się migawki z życia przyszłej gwiazdy, migawki ukazujące ciężką pracę kandydata do tytułu, zwycięstwa.

Sami kandydaci na gwiazdy też tam mają swoje sekundy, minuty, czas na wyeksponowanie oczekiwań, na zaznaczenie swojej obecności w przestrzeni medialnej. Dlaczego zatem media nie sięgają do tego typu kreacji? Do tego typu prezentacji kandydatów, którzy w naszym imieniu mają coś politycznie i gospodarczo robić?

Powszechną, drugą co do wykorzystania formą prezentacji kandydatów wyborcom, są bezpośrednie spotkania. Ta na pewno ważna i bardzo istotna forma, wymaga jednak spełnienia dwóch zasad: dobrego przygotowania się kandydata i dobrej organizacji spotkania, co bezpośrednio przenosi się na uczestnictwo w nim osób zainteresowanych.

Wracając raz jeszcze do posiłkowego spotkania, jakie miało miejsce w Legnicy, mam wrażenie, że drzemiący w zamyśle potencjał został tam zmarnowany. Ba, jestem skłonny przypuszczać, że kandydaci nie mieli dobrze przygotowanych programów, że poza samym chciejstwem – jak mówią niektórzy – by zostać radnym, niczego innego nie potrafili zaprezentować.

Czytając w prasie dość częste ostatnio wzmianki na tematy spotkań wyborczych, niestety odnoszę wrażenie, że tak dzieje się w większości przypadków. Gdyby było inaczej, kandydaci mieliby nowe, poszerzone, konkretne, chwytne itp. propozycje dla swoich wyborców, a owe wzmianki byłyby szerokimi informacjami prasowymi. Ba, wpływałyby także na wzrost zainteresowania spotkaniami, o co tak trudno obecnie, gdy ogólny poziom zaufania do rządzących i to na wszystkich szczeblach sprawowania władzy wciąż jest niezadawalający.

 

Co z tym wspólnego ma kapusta? Ano, bardzo dużo. Jest jesień, późna jesień, ostatni już czas, by na zimę dobrze ukisić kapustę. A dobrze ukiszona kapusta, to dobry potem bigos, dobre pierogi na święta.

Kapustę do kiszenia też należy dobrze przygotować. Dobrze ją wcześniej zszatkować, ugnieść czy udeptać, i dobrze przechować, by nie przeszła niepotrzebnymi zapachami.

Nie, nie kieruję swej uwagi w tym momencie w stronę PSL. Gdybym to czynił, pisałbym raczej o jabłkach, te mogą mieć większy wpływ na decyzje wyborców.

Na mojej wieży obserwacyjnej jest chłodno (koniec października), zjadłbym więc porządnie przyrządzony bigos. No i zbliża się Hubertus, rozpocznie się sezon łowiecki. Polowanie z nagonką. Czujecie to? Jakoś też dziwnie kojarzy mi się z przyszłymi wyborami.

           

            Nie zniechęcam czytelnika – przyszłego wyborcę do zbliżających się wyborów samorządowych, wręcz przeciwnie: próbuję naprawić to, co dotąd nieudolnymi działaniami popsuli różnej maści organizatorzy.

            Bądźmy aktywni, idźmy do urn, głosujmy. Ale i my wyborcy bądźmy także dobrze przygotowani. Sprawdźmy swych kandydatów, poczytajmy o nich, posłuchajmy ich (jeśli chcą do nas przemówić), zasięgnijmy opinii o dotychczasowych działaniach ich poprzedników.

            Jest jeszcze jedna ważna droga kandydatów do wyborcy. Niektórzy z nich, nie szczędząc przysłowiowego grosza, wysyłają na nasze adresy domowe kolorowe ulotki. Czasami można z nich dowiedzieć się więcej z plakatu. Czasami one też sprawiają wrażenie, że kolejne wybory to tylko marnotrawstwo papieru. Bierzmy jednak pod uwagę i to, że skoro kandydatowi na samorządowca aż tak na naszej opinii zależy, może warto go wysłuchać, zaangażować swą uwagę i oddać swój głos właśnie jemu.

            Głosujmy na ludzi dobrze przygotowanych do sprawowania władzy w naszym imieniu. Na ludzi doświadczonych, ale w sensie łączenia wiedzy z praktyką i na takich, których znamy w działaniu: pełnych społecznikowskich pasji, otwartych na nasze problemy, sprawnych w działaniu. Tylko wtedy bowiem będziemy mogli spać spokojnie, że nie daliśmy się kolejny raz wyrolować politykom.

 

            No cóż, taki jest charakter naszej demokracji. A jeśli demokracja, to… proponuję zresztą krótki wierszyk:

 

Demokracja – jak pies burek

własna buda łańcuch własny

i kaganiec na pysk czasem

gdy przejść trzeba wielkim miastem

 

To obroża antypchelska

i potrawa która może

mieć w swym składzie trochę mięska

żywiec na źródlanej wodzie

 

Demokracja – jak pies burek

można szczekać na każdego

trochę głośno trochę śmiesznie

możesz szczekać lecz cóż z tego

 

Jan Stanisław Smalewski


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko