Tadeusz Zubiński i Zdzisław Antolski w miłej pogawędce

0
124

Tadeusz Zubiński


O prawo do repliki poproszę!

 

 

Zawsze przemawiały do mnie dwie hiszpańskie maksymy:

– Biada artyście, na którego nikt nie pluje- Lope de Vega Carpio(1562-1635)

– Lepsza droga niż gospoda- Miguel de Cervantes Saavedra (1547-1616)

 

Filip WrocławskiW ostatniej -czyli numerze łączonym- numeracja ciągła169-171 – „Radostowej” sam naczelny Antoni Dąbrowski: wybiczował poszturchał i zganił mnie za całokształt plus za uszy wytargał za trudny charakter, aha jeszcze na utyskiwał że nie pojawiłem się na ojczystych śmieciach z egzotyczną żoną. Cóż Michał Bałucki mawiał iż : żona to nie menażeria, ażeby ją każdemu pokazywać. Do mnie akurat to przemawia, lecz w rodzinnych stronach kultywuje się świecką tradycję obwożenia się z żoną jak z dwugłowym cielęciem. Co to ułomności i niedostatków mojego charakteru to pełna zgoda- nie jestem sympatycznie stepującym niedźwiadkiem- ale już starożytni pouczali iż skromność to przywilej prawdziwego artysty a zarozumiałość to jego obowiązek. Ponadto warto wiedzieć że wszystkie dobre obyczaje czynią człowieka nudnym- to przysłowie tym razem angielskie.

Jeszcze tytułem tak zwanej prawdy historycznej i elementarnej rzetelności. Nigdzie nie napisałem że Ryszard Piernicki to Ryszard Miernik, ten konkretny, obecny także w sieci jako literat i rzeźbiarz. Ryszard Piernicki to postać literacka i szlus. Jeśli ktoś myśli inaczej to nie jest mój problem literacki ale jego medyczny, niechaj czym rychlej zwróci się do specjalistów bardzo określonej dziedziny, bo może stanowić zagrożenie porządku publicznego i dla samego siebie też stwarza niebezpieczeństwo ogromne. Objawy manie de la grandeur można klinicznie ograniczyć, są na to liczne przykłady w literaturze przedmiotu nawet tej popularnej. W pamflecie A. Dąbrowskiego znalazł się taki passus, kąśliwy więcej bolesny ale całkowicie chybiony:Może trochę rozumiem agresywne traktowanie Piernickiego (Ryszarda Miernika), który jest – zdaniem T. Z. – uosobieniem urzędniczego tudzież literackiego „Matoła”? Otóż Miernik rozpowiada mniej obeznanym z Wrzosowem, że jeden z Zubińskich był kapusiem, służył Niemcom, toteż partyzanci dali mu w czapę. To mogło zaboleć budującego nieskazitelny autoportret Zubińskiego .

Otóż sugerowałbym Antoniemu Dąbrowskiemu zajrzeć do książki tak hołubionego przez niego Stanisława Pająka z roku 1995 wydanej w Kielcach U Poety( wiadomo w kieleckich opłotkach którego poety) pod tytułem „Płynnie Kamionka w Suchedniowie” strony 30 do 32. Ową inkryminowana osoba nosiła nazwisko Zuba i imię Zbigniew, i o ile ja wiem nie pozostawała w żadnym związku rodzinnym z moimi bliskimi, czyli ma tutaj miejsce ordynarna potwarz.

Na kwietniowych spotkaniach autorskich, rzeczywiście sukcesu frekwencyjnego nie odniosłem, szczególnie w Suchedniowie, co było dla mnie przykre, ale nie zaskakujące. Na Suchedniów alias mój Wrzosów lub vice versa wcześniej już obrazili się/ obraził się Krzysztof Kąkolewski i Gustaw Herling-Grudziński, czyli nie jestem pionierem. Co do Kielc to znalazłem się w jeszcze lepszym i liczniejszym towarzystwie obrażonych z Stefanem Żeromskim, Witkacym na czele. Jeszcze jedno, ażeby nie kreować pseudo mitów, to Zdzisław Antolski przerwał kontakt mailowy, a nie ja.

   Poza tym zawsze byłem przekonany że wszelkie nagrody w tym także Marszałka Województwa zdobywa się a nie załatwia, a tu raptem taki piękny donosik.

Myślę że wdzięczność na opak osoby przywołanej w tym kontekście dla Antoniego Dąbrowskiego znacznie wzrośnie. Jeszcze coś dzisiaj – 12 lipca- w białoruskiej sieci sklepów Beta kupiłem 1 kg polskiego cukru, producent z Torunia za równowartość naszych 4 złotych, nie wiem czy to za dużo czy w sam raz?.


 

Zdzisław Antolski


Kilka pytań, trochę uwag, parę wątpliwości

 

– Nie przyszedłem, żeby pana nawracać – stwierdził nieodżałowany poeta, ksiądz Twardowski, i ja też nie przyszedłem, żeby kogokolwiek osądzać czy pouczać. Piszę na marginesie dyskusji (czy raczej już kłótni?) wokół powieści Tadeusza Zubińskiego „Rzymska wojna”, jaka wybuchła na łamach pisma „Radostowa” ukazującego się w Starachowicach. Na łamach tego pisma opublikowałem już obszerną pozytywną w moich intencjach recenzję z książki Zubińskiego, a drugą na łamach miesięcznika „Teraz”, co może i upoważnia mnie do zabrania głosu w internetowym tygodniku pisarze.pl, o który to głos zostałem zresztą poproszony przez p. Bohdana Wrocławskiego.

Kolejność jest więc taka, że najpierw ukazała się powieść Zubińskiego, dobrze oceniona przeze mnie, jak mi się wydaje, choć może nie dość dobrze wg autora, potem felieton redaktora Antoniego Dąbrowskiego „Demon seksu” i teraz replika T. Zubińskiego, która, jak mnie zapewnił red. Dąbrowski w rozmowie telefonicznej, będzie opublikowana na łamach tego pisma jesienią.

Powieść Zubińskiego „Rzymska wojna” nosi wszelkie cechy książki środowiskowej, tzw. powieści z kluczem, opisującej środowisko literackie Kielc i okolic, skupiając się głównie na jego wadach, ze szczególnym upodobaniem opisując fizyczność bohaterów, nie zawsze dorównującą rzymskim ideałom. O swojej fizyczności główny bohater, Filip nie pisze ani słowa, no bo wiadomo, że najtrudniej spojrzeć w lusterko, jak twierdzi poetka Anna Błachucka. O nadmiar tej karykaturalnej fizyczności miałem w swojej recenzji z tej książki główną pretensję, że przesłania ona problemy, ale uznaję racje autora, że taki miał gogolowski zamysł i ja jego racje uważam za nadrzędne wobec racji recenzenta i przyjmuję bez szemrania do wiadomości.

Oczywiście, można się upierać, że „Rzymska wojna” to absolutnie fikcja, nie mająca nic wspólnego z rzeczywistością i ja taką postawę szanuję. Dlatego przykro rozczarował mnie felieton Antoniego Dąbrowskiego, który samowolnie uznał, że w powieści „Rzymska wojna” opisano między innymi jego osobę, a nie jakiegoś fikcyjnego beczkowatego redaktora z tatarskimi oczkami, który wyewoluował wskutek zbyt bliskich rodzinnie małżeństw wśród półdzikich mieszkańców Gór Świętokrzyskich. Podejście red. Dąbrowskiego jest naiwne, trącące myszką, cywilizacyjnie zapóźnione. W dodatku redaktor Dąbrowski obraża Tadeusza Zubińskiego pisząc o jego jakichś prywatnych wypowiedziach, trudno sprawdzalnych, więc ocierających się również o fikcję literacką. Jednak nie pisze przecież fikcyjnego opowiadania z wymyślonymi postaciami (wielka szkoda), a wali po nazwisku słowami jak cepami, choć nie na oślep.

Poza tym walczyć z poglądami wyrażonymi w powieści, a więc fikcji literackiej za pomocą felietonu operującego faktami (być może nawet zmyślonymi, ale podawanymi za prawdę) i nazwiskami, to trochę jakby zapaśnik walczył z bokserem. Nie ta dyscyplina sportu, pomieszanie porządków. Ale, jak się okazuje, każda droga jest dobra, żeby pognębić adwersarza, jeśli ktoś czuje się do głębi zlekceważony i skrzywdzony, a red. Dąbrowski zapomniał w dodatku na chwilę o rycerskości (niechby była wieśniacza).

Mam jednak jeszcze wątpliwości, czy pisząc swoją książkę Tadeusz Zubiński nie spodziewał się takiej właśnie reakcji środowiska? Michel Leiris, francuski pisarz z kręgu surrealistów w wydanej u nas na początku lat 70. książce „Wiek męski” zamieścił także szkic „Literatura i tauromachia” (czyli corrida, walka z bykiem). Zawarł w nim taką myśl: każdego pisarza korci, żeby opisać rzeczywistość, aby poczuć dreszcz emocji, jakiej doznaje torreador na arenie, który zawsze musi się liczyć z tym, że byk go może zawadzić swoim rogiem. No i myślę, że właśnie byk zawadził swoim rogiem autora „Rzymskiej wojny” (choć pod względem urody i postury redaktor Dąbrowski jako żywo byka nie przypomina). Nawet, jeśli przyjmiemy, że książka Zubińskiego to absolutna fikcja, to ona bardzo dobrze udaje powieść z elementami autobiografii (brawa dla autora) i może zmylić niejednego, co też się stało.

Jest też w replice Tadeusza Zubińskiego passus, iż to nie on przerwał korespondencję mailową z Antolskim. Drogi Tadeuszu, wierzę Ci, nie wiem, może coś nie tak na łączach internetowych, więc odezwij się, bo ja już do Ciebie pisałem i nic, żadnej odpowiedzi.

Pozdrawiam.

P.S.

Co do reminiscencji wojenno-okupacyjnych dotyczących historii rodzin zainteresowanych stron konfliktu literackiego, nie będę się wypowiadał, bo nie mam o nich pojęcia. Wydając swego czasu opowieści jednego z Suchedniowian (Stanisława Pająka) nie wiedziałem, że są tam jakieś ukryte aluzje do prawdziwych zdarzeń, traktowałem te opowieści jako fikcję literacką – właśnie!

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko