Król i monety z Bałut
getto łódzkie miało własny pieniądz
jakby można było kupić oddech
albo wykupić życie z głodu
monety były lekkie
za lekkie
żeby utrzymać czyjeś istnienie
na ich rewersach odbijała się pustka
którą płacono za chleb
za cienką zupę
za chwilę mniej bólu
i nikt nie wiedział
czy jutro ta waluta
wciąż będzie coś znaczyła
mówili na niego król
rumkowski
chodzący wśród baraków
z głosem który jedni przeklinali
inni słuchali jak ostatniej instrukcji przetrwania
jego władza była cieniem
rozciągniętym nad ludźmi
którzy i tak nie mieli gdzie pójść
getto pracowało jak fabryka
szopy furczały od maszyn
dzieci zszywały mundury
mężczyźni taszczyli bale
kobiety przędły nici
jakby od ich drobnych ruchów
zależało tempo świata
który dawno się od nich odwrócił
więc zachowywano pozory
szkoły bez szkół
pracę bez zapłaty
miłość bez jutra
i wiarę w to
że jeśli będą potrzebni
może zostaną
i trwało to wszystko
aż przyszedł dzień
kiedy kazano oddać dzieci
najmłodsze
najlżejsze
najbardziej niewinne
te które spały jeszcze z pluszami w dłoniach
i te które już wiedziały
że świat jest zimny
odłączyli też starców
i chorych
bo nie mieścili się w planach
ani w obwieszczeniach
ani w rachunkach fabryki
tamten wrzesień
był jak pęknięcie w drewnie
ludzie rozpadali się na pół
matki wiły się z ciszy
dzieci znikały
jak monety wrzucane do studni
z której nikt nie wraca
i dziś
kiedy myślę o getcie w łodzi
wiem
że było wyjątkowe
bo próbowało trwać
aż do ostatniego szelestu tkaniny
ostatniego kroku w szopie
ostatniego szeptu matki
która nie miała już komu
nakryć kołdry
Mateczka z Auschwitz
pamięci Stanisławy Leszczyńskiej
numer na skórze jak pieśń
ręce które uczą światła w ciemności
dzieci rodzą się w popiołach i w nich drży nadzieja
jej oddech wypełnia komory ciszą
której nie złamie żaden rozkaz
trzy tysiące oddechów jak trzy tysiące szeptów
które mówią nie śmierci nie pustce nie nicości
każde dziecko jak gwiazda rozpryskująca mrok
jej oczy jak okna w domach które spłonęły
stoi w piekle a piekło uczy się pokory
jej dotyk prostuje świat w którym życie było zakazane
a ona rodzi świat z martwych rąk
numer 41335 a w nim ocean miłosierdzia
który przechodzi przez ręce i serca
i zostaje w ciszy
jakby sama historia uklękła
by nauczyć się modlitwy
każda litera w raporcie drży jak dotyk kobiety
która wiedziała że ratowanie życia
jest formą buntu większą niż krzyk
nawet w piekle ktoś potrafił trzymać dziecko
tak jak trzyma się ostatnią ocalałą modlitwę
Die Mutter von Auschwitz
zum Gedenken an Stanisława Leszczyńska
Nummer auf der Haut wie ein Lied
Hände die Licht lehren in der Dunkelheit
Kinder geboren in Asche und in ihnen zittert Hoffnung
ihr Atem füllt die Kammern mit Stille
die kein Befehl brechen kann
dreitausend Atemzüge wie Flüstern
die nein sagen zu Tod Leere Nichts
jedes Kind ein Stern der den Schatten sprengt
ihre Augen Fenster in Häusern die verbrannt wurden
sie steht in der Hölle die Hölle lernt Demut
ihr Berühren richtet die Welt auf
in der Leben verboten war
und sie gebiert eine Welt aus toten Händen
Nummer 41335 ein Ozean der Barmherzigkeit
fließt durch Hände Herzen
bleibt in der Stille
als würde Geschichte selbst knien
um zu lernen das Gebet
jeder Buchstabe im Bericht zittert wie die Berührung einer Frau
die wusste dass Leben retten
eine Form des Widerstands größer als jeder Schrei
selbst in der Hölle konnte jemand ein Kind halten
so wie man das letzte überlebende Gebet hält
Pieśń o sercu tęskniącym
Lidii Woć dedykuję
I. Echo przeszłości
cicho w moim świecie
nie milknie echo twojego głosu
który kiedyś rozlewał się jak światło po pokojach
pusto w przestrzeni między oddechami
pamięć tańczy w powietrzu
niczym kurz złotego popołudnia
nigdy nie opada
jak rozsypane palce
które pogubiły swoje pary
słowa uciekły
urwane w tle życia
serce nadal nosi twoje imię
jak tajemnice której nie wolno zdradzić
echo kryje radość i łzy jednocześnie
pod mchem kurzu delikatnie
podlanego tym co z oczu
uśmiecham się przez łzy
próbuję być silna
każdy oddech przypomina
świat bez ciebie
jest piękny a jednak
II. Odbudowa dni
powoli układam dni
jak mozaikę z kawałków wspomnień
nie należą już do nas
ale do mnie
i do miejsca gdzie kiedyś były twoje ręce
powolutku uczę się żyć
uczę pamiętać
nie wszystko co boli jest przekleństwem
czasem ból to bramą do uniesienia
którego wcześniej nie dostrzegliśmy
cisza wokół mnie jest ciężka
w niej rodzi się światło
które prowadzi przez wspomnienia
przez tęsknotę
echo naszej historii
twoja obecność wciąż moim cieniem
nie rozpaczy
tylko czułości
która uczy że miłość
nie zawsze znaczy być razem
czasem to trzymać kogoś w sercu
nawet gdy nie możemy już być w tym samym świecie
III. Serce drży
cicho
pusto
słowa urwane w pół
serce drży
rozbiera ból który nie zna litości
uśmiecham się przez szwy łez
próbuję być stabilna
choć każdy oddech krzyczy twoje imię
jak pęknięty brzeg
gdziekolwiek jesteś
znasz prawdę
ja uczę się od początku
zbierać rozsypany świat
powolutku dotykam dnia
który już nigdy nie będzie taki sam
bez ciebie
powolutku uczę się żyć
choć żaden świat nie zastąpi
tej dziury sączącego bólu
cisza wypełnia pustkę
wciąż słyszę echo twojego śmiechu
które nie chce odejść
jak ulubiony sweter w szafie
stare kapcie pod łóżkiem
zapomniana szczoteczka do zębów
wygląda znajomo
twarz której już nie ma
IV. Bicie serca
cicho
pusto
słowa giną
serce krzyczy
serce łka
rozbiera je ból
który nie zna litości
uśmiecham się pomimo kropli
próbuję być silna
każdy oddech bije twoim imieniem
gdziekolwiek jesteś
ty wiesz
ja zbieram rozsypany świat
po kawałku
po ułamku
wszystko co pogubione
powolutku
powolutku odbudowuję dni
które nigdy nie będą takie same
bez ciebie
nawet zachody słońca nad naszym jeziorem nie cieszą gdy ciebie brak
cisza krzyczy
pamięć boli
twojego śmiechu echo
nie chce odejść
nie chce odejść
nie chce odejść
V. Mantra serca
cicho
pusto
słowa giną
serce bije
bije
bije
ból rozdziera
uśmiech przez łzy
próbuję być silna
ale każdy oddech
twoje imię
gdzie jesteś
ty wiesz
ja zbieram rozsypany świat
powolutku
powolutku odbudowuję dni
które bez ciebie
już nie są moje
cisza krzyczy
pamięć pali
twojego śmiechu echo
nie chce odejść
nie chce
nie chce
nie chce





