Strona główna Rok 2026 Nr 609 Bartłomiej Józef Kucharski – Wiersze tygodnia

Bartłomiej Józef Kucharski – Wiersze tygodnia

0
65

Mam

Komu wystarcza, co ma, jest bogaty.

Taoteking, 33.

Jestem bogaty, bo mam siebie.

Mam prawie sześćdziesiąt lat.
Chorą nogę i pochylone plecy.
Czasami bezsenność.
Wędrówki po dolinach smutku.
Lęk przed potworami nocy.

Mam pełne półki książek.
Ikony i święte obrazy.
Posążek Siddharthy Gautamy.
Nade wszystko obraz Miłosiernego.

Mam wielu przyjaciół i braci.
Przestronną celę z dużym oknem.
Szerokie horyzonty myśli.
Kilkaset wierszy napisanych
przez ponad dwadzieścia lat.

Mam czas na modlitwę.
Muzykę Bacha i Góreckiego.
Kraków, Wilno i Rzym i Lizbonę.

Jestem bogaty.

Ale wszystko to jest niczym,
w porównaniu z miłością Boga
objawioną w Jezusie Chrystusie

Realizm

nie nadaję się
na bohatera

lata mojego życia
to ciąg porażek

ciało się rozsypuje
psychika podziurawiona
strzałami melancholii

codziennie
idę do więzienia smutku
pojmany
przez pełzającą jak wąż
beznadzieję

i tylko czasami
gdy jestem u kresu sił
nad brzegiem
wewnętrznego morza
wschodzi słońce

i idę na długi spacer
jasnym bulwarem
błękitnych myśli

Komunia bliskości

nie muszę się wszystkim podobać
moje życie to nie konkurs piękności

nie muszę zabiegać o uśmiech
i bezwarunkową akceptację

wystarczy że będę obecnością
wobec drugiego w którym
mieszka Chrystus

mam go kochać takim jaki jest
przyjmować komunię bliskości

i cieszyć się
że jesteśmy dziećmi
tego samego Ojca

Prawda serca

Czy nikt ci nie powiedział,
że prawda zapisana jest w zwojach
twojego serca,
że w nich mieszka Umiłowany?

Nan C. Merrill „Modlitwa psalmami”

od wielu lat słyszę,
że mieszka we mnie
Niewidzialne

jest ono nienazwane –
każde słowo kaleczy
jego zrozumienie

niektórzy nazywają go Bogiem,
inni Atmanem lub Brahmanem

dla mnie jest Umiłowanym

nie opiszę Jego miłości –
jest jak gwiazda ukryta w chmurach
której światło i tak dociera do serca

tak bliska, że niemal nieobecna

moja oblubieńcza Cisza

Melancholia

był u mnie dziś rano
anioł melancholii

nie zwiastował radości
jak Dziewicy w Nazarecie
lecz łaskę smutku

to ona sprawia
że jestem zbędny

zamieniam się
w błagalne wołanie

mówię Niewidzialnemu:
nie jak Hiob —
jestem grzesznikiem

słusznie mnie ogołocił
kazał usiąść
na gnojowisku opuszczenia

trzej przyjaciele nie przyszli

i bez nich wiem: zasłużyłem
na upadek ze wzgórza myśli
skupionej w milczeniu

teraz jestem krzykiem
odrzuconego

i czekam
na litość boską

To już

Dzisiaj nie przyjdę. Dziś muszę umierać.

Ewa Lipska, „Bez tytułu”

dzisiaj umrę
po spacerze
i popołudniowej
kawie

o siedemnastej
za półtorej godziny

teraz piszę wiersz

i przygotowuję się
aby wejść
na drogę
Niewiadomego

podobno ani oko
nie widziało
ani ucho
nie słyszało

dokąd ona prowadzi

na wszelki wypadek
patrzę na obraz
Miłosiernego

i proszę aby
ten wiersz potraktował
jako moją zgodę
na wszystko

(pierwszy dzień wiosny 2026)

Poprzedni artykułPiotr Müldner-Nieckowski – Coraz gorsze style myślenia. Medycyna i banki
Następny artykułPiotr Wojciechowski – Czyta się ją sto razy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko