Strona główna Felietony Piotr Wojciechowski – Czyta się ją sto razy

Piotr Wojciechowski – Czyta się ją sto razy

0
88

Oczywiście – mowa o książce. Aby ku tej książce pociągnąć czytelników, wchodzę w nią przez cytat z ostatniego rozdziału: „Twoje wiersze są wspaniałe, twoje książki będą trwały, każdy będzie musiał się z nimi zmierzyć, jeśli mówi po polsku i myśli w tym języku.” Chyba każdy pisarz chciałby w chwili kryzysu otrzymać taką pociechę w liście od przyjaciela.

A w tym konkretnym wypadku pokrzepionym był Jarosław Iwaszkiewicz, a ratującym ducha Paweł Hertz. Znalazłem ten cytat w rozmowie, której autorka książki dała tytuł „O Pawle Hertzu w Stawisku”. Rozmowę przeprowadziła w lipcu 2016 roku, a więc 10 lat temu. Uczestnikami rozmowy byli – wydawca, kurator i redaktor Marek Zagańczyk i Robert Papieski, mąż autorki, eseista, tłumacz i edytor, pracujący w Muzeum Iwaszkiewiczów w Stawisku.

O ile przedstawiony wyżej cytat miał być błyskiem lampki zachęcającej do wejścia, czyli do lektury, to cały ten rozdział „O Pawle Herzu…” określić można jako bramę, która zagarnia przybyszów do cudownego ogrodu kultury polskiej w stanie rozkwitu. Czyta się to z poczuciem porzuconych na peronie, widzących, jak jakiś zły czar sprawia, że ogród odjeżdża w minione czasy. Korespondencja Pawła Hertza z rodziną Iwaszkiewiczów na Stawisku, ogarnia wiele dziesięcioleci, pozwala śledzić jak zmienia się charakter i sytuacja wymieniających listy, jak pojawiają się i gasną liczne splecione gęsto wątki artystyczne i osobiste, liryczne, erotyczne, metafizyczne. Czytelnik dostaje więc w przypomnieniu nie tylko kawał czasu, ale także rozległą przestrzeń życia towarzyskiego, literackiego, spraw wydawniczych, tłumaczeń, krytyk. Obydwaj zaproszeni do rozmowy, Zagańczyk i Papieski, to nie tylko erudyci w wielu dziedzinach humanistyki, ale także profesjonaliści, wydawcy i mistrzowie sztuki przekładu. Potrafią interesująco mówić nie tylko o relacjach korespondujących osób, ale także o ich podróżach, o wpływach artystycznych wynikających ze spotkań w Heidelbergu, czy Paryżu. Twórcy pokazani są przez relacje środowiskowe, także przez ich udział w splataniu tkanki kultury, przez ich uleganie ideologiom – co zdarzało się Hertzowi, lub ignorowanie ideologii, co cechowało Jarosława Iwaszkiewicza.

Pisałem powyżej o tym rozdziale, jako o bramie prowadzącej w ogród. Książce zbudowanej z rozmów nadała Agnieszka Papieska tytuł „Ścieżki w nieznane” – i słusznie, bo każdą z rozmów można uznać za osobną ścieżkę w tym ogrodzie rozkwitającej kultury – wszelako te wszystkie ścieżki mają swoje związki z ostatnim rozdziałem, a ponadto krzyżują się i łączą. Rozdział o listach Hertza do Stawiska znajduje swoje zaskakujące uzupełnienie w rozmowie z Ludwiką Włodek, prawnuczką Jarosława, pisarką i podróżniczką.

Posłużyłem się wyżej metaforą odjeżdżającego pociągu, utraconego ogrodu. Ta metafora celnie oddaje jeden z głównych wątków przedstawionych w książce rozmów. Tracimy bowiem epokę kulturowej epistolografii. To ona odjeżdża. Przez parę wieków twórcy, filozofowie, intelektualiści, pisali do siebie listy, powstawały zasoby bezcennych dokumentów – listy środowiska pisarsko-rodzinnego Iwaszkiewiczów są tego świetnym przykładem. Podobne doświadczenie to lektura rozmowy z Dariuszem Pachockim – pokazuje on, że dzięki listom możemy mieć nowe spojrzenie na twórczość i losy Mrożka, Tyrmanda, Stachury, Leśmiana. Co więcej dowiadujemy się, jak losy samych listów, ich niemal cudowne ocalenie, mogą otwierać nową kartę polskiej historii współczesnej. Pisze on o listach Bolesława Leśmiana: „Droga tych archiwaliów z Warszawy przez Mauthausen do Argentyny i w końcu do Stanów to kilkadziesiąt lat niesamowitej historii – historii życia Leśmiana, jego rodziny i rękopisów, które już gniły w Argentynie, kiedy kupił je Aleksander Janta-Połczyński.”

Dziś nie brakuje błyskotliwych polemistów, głębokich obserwatorów epoki i ludów. Ale oni już nie pisują do siebie na papierze, piórem czy ołówkiem. Nikt nie zbiera miłosnych listów, aby przewiązać je wstążką z kokardą. E-maile umierają młodo.

Czy po naszej epoce zostaną tylko dokumenty zbrodni?

W książce Ścieżki w nieznane jest wstrząsająca rozmowa z Jackiem Leociakiem, który poświęcił się głębokiej analizie tekstów napisanych przez świadków Zagłady, przechowanych w wielu językach, w wielu miejscach na świecie, a wszystkich oscylujących wokół pytań – czy jest sens opisywać to, co niewyrażalne, jaka jest prawda zawarta w tekstach świadków „doświadczenia granicznego” – jaka postawa czytelnicza może być do tych świadectw adekwatna.

W rozdziale „Humanistyka jako sztuka walki” Krzysztof Rutkowski opisuje wielką, wieloletnią przygodę pracy nad ustaleniem tekstów wykładów paryskich Adama Mickiewicza. Były one sensacją dla ludzi minionej epoki, przechowały się niekompletnie, w rozmaitych wersjach. Mickiewicz mówił bez notatek, z głowy, mówił fatalna francuszczyzną, zachowały się świadectwa, stenogramy, urywki. Woła o ocalrnie wielkość wydarzenia, przełomowa koncepcja, geniusz autora. To tym wartościom współczesny badacz poświęca życie.

O każdym z rozdziałów tej książki, którą czyta się sto razy, warto napisać esej, wtorkowe Biesiady Literackie w Domu Literatury błysnęłyby nowym blaskiem, gdyby udało się zaprosić autorów jako prelegentów.

Nie będę ukrywał, ze rozmowa ze mną znalazła się także w tej książce. Nie powiem o czym tam mówię, bo ci co słuchają mnie w Domu Literatury wiedzą, co mnie gryzie. Skorzystam z tego, aby zasygnalizować nowe fascynujące mnie problemy. Widzę przeszłość, teraźniejszość i czasy przyszłe w formie klepsydry, przez którą ciurka czas. Przeszłość to tłumy dawne i nowsze powiązane setkami międzyludzkich relacji. Podobnie czas nadchodzący to miliony nowych osób, biografii, relacji. Między nimi wąskie gardziołko teraźniejszości przełykające właśnie samotną sekundę. Co tej wizji wynika? Niemało. Przeszłość jest społeczna, relacyjna, stąd musi być poddana etycznym ocenom. Podobnie to, co idzie – już dziś chcielibyśmy zarzucić na zmierzający ku nam tłum przyszłych ludzi siatkę moralnych norm – czy może tylko marzeń. Niech oni będą lepsi od nas. W teraźniejszości ciśnie nas okrutna samotność, a tylko wyobraźnia zawiesza mosty wstecz i ku przodowi szukając tam przyjaciół.

Poprzedni artykułBartłomiej Józef Kucharski – Wiersze tygodnia
Następny artykułJerzy Beniamin Zimny – Od jutra do jutra

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko