Przełom roku to czas rozliczeń z sobą i światem, czas wielkich planów, ale także czas wspomnień. Powracamy myślą do tych, którzy odeszli już dawno lub przed chwilą.
Wspominamy uśmiechy, które lekko wyblakły na pożółkłych zdjęciach, słowa, które zapadły nam głęboko w duszę i słowa, których nie zdążyliśmy komuś powiedzieć.
Dobrze, że te wspomnienia napływają, bo one sprawiają, że ludzie, którzy umarli, nie zapadają w pustkę, nie rozpływają się w nicości. Żyją tak długo, jak długo żyje pamięć o nich. Chciałabym więc przypomnieć, przywołać na chwilę niektórych z nich.
Dzisiaj przypominam Ryszarda Daneckiego,
Ryszard Danecki urodził się i zmarł w Poznaniu ( 23 sierpnia 1931 – 30 listopada 2013). W czasie wojny był członkiem konspiracyjnej organizacji harcerskiej Szare Szeregi i za udział w walkach o wyzwolenie Poznania otrzymał medal i odznaczenie bojowe Weterana 8 Gwardyjskiej Armii. Od 1945 roku należał do 21 PDH im. T. Rejtana, gdzie wyodrębnił się Harcerski Chór Chłopięcy Miniaturka Jerzego Kurczewskiego, w którym Ryszard Danecki śpiewał i był II dyrygentem. Uczył się w Konserwatorium Muzycznym i w I Liceum im. K. Marcinkowskiego. Podjął pięcioletnie studia w Instytucie Literackim im. Gorkiego w Moskwie i został jednym z niewielu w Polsce dyplomowanym poetą. Przez czterdzieści lat pracował jako publicysta kultury i krytyk teatralny w prasie poznańskiej.
W 1952 zadebiutował w Głosie Wielkopolskim poematem o Poznaniu. Był współzałożycielem Grupy Poetyckiej Wierzbak, współorganizatorem ogólnopolskich Poznańskich Listopadów Poetyckich oraz związał się z kabaretem Żółtodziób, sceną operową Pro Musica i Piwnicą Jazzową Browar.
Pierwszy zbiór jego wierszy Czarny sześcian ciszy ukazał się w 1958. Był autorem kilkudziesięciu książek poezji i prozy, utworów scenicznych, librett oper kameralnych i kantat, przekładów poezji z niemieckiego, rosyjskiego i angielskiego. Jego wiersze przetłumaczono na ponad 37 języków – w tym na liczne pozaeuropejskie…
Był laureatem wielu nagród m.in. Czerwonej Róży, XIV Międzynarodowego Konkursu o Nagrodę Księżnej Agha Khan we Francji, Nagrody Miasta Poznania, Ministra Kultury i Sztuki, Nagrody Literackiej Ministra Obrony Narodowej, Nagrody im. J. Kasprowicza, nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Otrzymał wiele odznaczeń m.in. „Zasłużonego Działacza Kultury”, „Złotą Odznakę Honorową Związku Chórów i Orkiestr”, „Zasłużonego dla Książki”, „Zasłużonego Pracownika Morza”, statuetkę „Hipolita”, „Medal Edwarda Raczyńskiego”, statuetkę „Dobosza Powstania Wielkopolskiego”, „Zasłużonego dla Wielkopolski” oraz Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.
Przed trzynastu laty (a zdawałoby się, że wczoraj) pożegnałam Ryszarda Daneckiego, odpływającego w swój ostatni rejs, ten bez powrotu. Poeta pływał kiedyś jako rybak po Morzu Kaspijskim, ale zawsze wracał do domu, nawet po największych sztormach. Tym razem nie wróci. Trudno w to uwierzyć, trudno się z tym pogodzić, że ten zawsze pełen życia i humoru, tryskający witalnością człowiek nie żyje. Nie chciałam, jak większość koleżanek i kolegów, uwierzyć w jego śmierć. To nic, że ostatnio chorował, że nie był już najmłodszy.. Był przecież tak pełen życia, humoru, optymizmu… Żartował ciągle ze swego wieku, ostatnio z choroby.. Wydawał się niezniszczalny. Bez niego nasz oddział Związku Literatów Polskich nie jest już taki sam. Zabrakło żartów Ryszarda, jego ironicznego nieco uśmiechu, opowieści o dawnych latach, zdarzeniach i ludziach, których oprócz niego nikt już nie pamiętał. Nikt tak jak Ryszard nie znał historii poznańskiego oddziału ZLP, którego był współzałożycielem po wojnie. Nikt nie znał i nie pamiętał jego pierwszych członków..I nikt tak jak on nie potrafił o tym opowiadać. Odszedł nagle, pozostawiając po sobie puste miejsce, książki i wspomnienia.. Nie wybiorę się już z nim na piwo, nie porozmawiam, choć tak lubiłam te nasze długie rozmowy. Był niezrównanym gawędziarzem. Nieraz pytał: Pójdziemy na piwo? Szłam chętnie, bo wiedziałam, że znów dowiem się czegoś nowego, zarówno o samym Ryszardzie, jak i o innych, których nie miałam okazji poznać. Siadaliśmy w jakiejś knajpce, ja przy martini, on przy „lufce” popijanej piwem i gadaliśmy godzinami. Oj, miał o czym mówić! Wspominał czasy swej działalności w Szarych Szeregach, mówił o pobycie w Moskwie, o kobietach, które znał. Zdradził mi niejedną tajemnicę..
Nie pojadę też więcej do chaty w puszczy, nie zjem pysznego obiadu przygotowanego przez jego ukochaną żonę Bronkę… A jeszcze tyle mogłam usłyszeć, tyle się nauczyć, zrozumieć… Teraz mogę tylko sięgać do tomików, zadumać się nad jego wierszami, opowieściami, fotografiami.
Pamiętam, jak po powrocie z Junikowskiego cmentarza wyjęłam z biblioteczki kilka książek tego cudownego gawędziarza i poety. Przerzuciłam album „Od Smakosza do Fregaty”, ukazujący poznańską cyganerię artystyczną. Nie czytałam, przeglądałam tylko fotografie z dawnych lat. Ależ ten Ryszard był przystojny! A te jego oczy! Nie dziw, że wiele kobiet za nim nim szalało. On również lubił kobiety. Lubił to właściwie nieodpowiednie słowo – on kobiety kochał. Kochał wino, kobiety i śpiew, a z tych trzech rzeczy kobiety najbardziej. Można to wyczytać na stronach jego książek. Kobietom i miłości poświęcił wiele wierszy. Najpopularniejsza książka Daneckiego, „Dedykacje – Wiersze do sztambucha”, w całości poświęcona jest kobietom jego życia. Rozbawiła mnie dedykacja, którą wpisał mi w tym właśnie tomiku: „Kalinie – tego imienia jeszcze nie przeżyłem”. Do końca miał nadzieję, że ukaże się jeszcze jedno wydanie książki, uzupełnione o kolejne imiona, o których już napisał i jeszcze napisze. Nie zdążył…
A przecież zawsze był gotowy na nowe zauroczenie, nową przygodę. Jak możemy przeczytać w „Dedykacjach”:
Stroję się chwilą tą zawsze akurat –
wrastam w las, którego czas nie powali:
w pień jeden zrastają się imiona,
w trzystuimienną płeć –
kołysze się koralowy konar,
kwitnie różem jednakim różnych owali-
…
(„Wstęp II”)
Choć tak wielbił wszystkie kobiety, do końca był z wybraną we wczesnej młodości dziewczyną, która rozumiała poetę, wiele mu wybaczała i twierdziła, że jego wszystkie zauroczenia to tylko taki „erotyczny katar”, który zawsze przechodzi, i po którym i tak wraca do niej. Ryszard dedykował swej Bronce, która, jako plastyczka, ilustrowała niektóre jego książki, między innymi właśnie tomik „Dedykacje” oraz wiele innych utworów.
W wymienionych wyżej „Dedykacjach” tak pisał do Bronki:
u steru –
warkocze czarne
skośne oczy
i kimono –
skąd to kimono znajome w dżonce,
kobiece piersi
znajome drżące?
Kimono lila – tak dobrze w nim Bronce
gdy włos rozpuści kaskadą czarną lakieru
…
(„Do Bronki”)
O ślubie z Bronką napisał w 2007 roku wiersz „W poznańskiej Farze”. Ten utwór opublikowany został w ostatniej, wydanej w 2013 roku książce poety „Wiersze okazjonalne”. Choć w późniejszych latach życia Danecki wyznawał materialistyczny pogląd na świat, to jednak ciepło wspominał kościelne zaślubiny:
Rozjaśniły go świec płomienie drżące
i marsz Mendelssohna grały organy,
gdy ślubne obrączki wkładał ksiądz Jany
przed tym ołtarzem właśnie –
mnie i Bronce...
Najbardziej osobistym, jak zawsze twierdził poeta, poświęconym żonie wierszem był „Stwórca”, zamieszczony w tomiku „Mężczyźni półwieczni”. Na swym ostatnim spotkaniu autorskim w Ogrodzie Botanicznym, które odbyło się 17 listopada 2013 roku, Ryszard przeczytał go Bronce, również obecnej na wieczorze. Z pewnością nie pierwszy raz słyszała ten utwór, łącznie ze słowami miłości, ale sądzę, że tę recytację zapamięta na zawsze. Nie mógł chyba Danecki pożegnać jej piękniej:
Czarny sześcian ciszy
wycięty w boku pulsującego wszechświata,
czarny sześcian ciemności:
tutaj istnieje to tylko,
co powołane dotykiem
ręki mojej –
oto łóżka drewniana krawędź,
chłód prześcieradeł,
z pustki wyciągam
włosów długie zwoje,
stwarzam powieki rozwarte,
rozkołysane dzwony piersi –
…
leżę obok ciebie,
którą stworzyłem
„Mężczyźni półwieczni” jest jedną z moich ulubionych książek Ryszarda Daneckiego. W pomieszczonych tam wierszach poeta jest taki prawdziwy, namacalny, ze wszystkimi swoimi słabościami i lękami, z właściwą sobie przekorą i optymistycznym podejściem do życia. Opowiada o swych marzeniach, tęsknotach, miłościach… O tęsknocie za miłością idealną:
– Kiedy tak mówisz, pięknie i czule,
że miłość – chłopca w mężczyznę zmienia –
masz rację
…
– Miłość – z mężczyzny znów chłopca czyni:
w świat czarów wiedzie go dłoń dziewczyny –
(„Rozmowa z Rasułem”)
I o poszukiwaniu wciąż nowych wrażeń, nowych natchnień, o zachwyceniu ciągle na nowo, raz jeszcze, pomimo przemijających lat i posiwiałych skroni:
Dawno już – pierwsze sadziłem drzewo,
i dawno dom zbudowałem także,
syn – wkrótce dziadkiem zrobi mnie pewnie…
…
A ty się jawisz dzisiaj dopiero,
o czarnooka i czarnobrewa –
miłości słowa szepczesz gorące?
. . .
lecz jak z mężczyzny – stać się znów chłopcem?
(„Nowa miłość”)
Pisał poeta również o samotności, której tak często doświadczyć można nawet wśród tłumu. Jak każdy z nas, nieraz czuł się wyobcowany, niezrozumiany, odrzucony. Na pospiesznie przemierzanych gwarnych ulicach, między gonitwą za pieniądzem a pościgiem za stabilizacją, sukcesem, za jeszcze jedną przygodą, jeszcze jedną książką, wpadał w czarny, pusty tunel:
Machaniem rąk rozkopujemy
każdy dla siebie przejście w powietrzu,
oblegającym ściśle wypukłość ubrań:
gestu odrębnością –
zaznaczamy odrębność swojego przejścia,
…
To jest właśnie pamięć:
cofanie się w nieprzydatny innemu
pusty tunel
swojego przejścia –
…
(„Samotność”)
Nieobca była Daneckiemu, jak zresztą większości poetów, tematyka śmierci. No bo jakże nie zauważać, że pięknie rozkwitły kwiat traci płatki, gubi liście i więdnie? Że młode, smukłe drzewo targane wichurą łamie się i ginie, wyciągając ku niebu zeschnięte, poczerniałe konary? Że człowiek od dnia swoich narodzin uparcie i mozolnie zdąża do kresu życia, borykając się po drodze z niedogodnościami starości? Pisał więc poeta o tym, że przemijamy, ale również o tym, że nie chcemy się z tym pogodzić, staramy się tego nie zauważać:
Od ściany ku oknu –
od ram fotografii
…
od faktów do marzeń,
od byłeś – ku będziesz –
odwracanie twarzy
(„Przemijanie”)
W tym dążeniu ku śmierci wiele jest przystanków, wiele portów. Można je witać z uśmiechem, spodziewając się się jeszcze czegoś nowego, dobrego, a można świadomie nie dostrzegać mijających lat, jak struś chować głowę w piasek, uciekać w sen, w alkohol, w marzenia:
Romantyczni żeglarze – o burych świtach
na brzegu tapczanów z pękniętą sprężyną,
u boku chrapiących sopranowo słonic –
lądują sterani, bez steru…
Nie burkną
słowa – w sen odpływają, w którym ich wita
wyspa wonna, gdzie gibkie dziewczyny żyją
…
(„Pięćdziesięcioletni”)
Najpiękniejszym wierszem o śmierci, jaki napisał Ryszard Danecki, jest moim zdaniem „Romeo”. Mówi o śmierci samobójczej w tak przejmujący a zarazem poetycki sposób, że nie można się nim nie zachwycić. Ryszard opowiedział mi o genezie tego wiersza: kiedyś w holu hotelu zobaczył młodego mężczyznę, który podciął sobie żyły – chciał umrzeć z powodu nieszczęśliwej miłości. Przecięte żyły ułożyły się w kształt lśniącej, czerwonej róży. Widok ten tak poruszył poetę, że napisał:
Gdy nie będę już do niczego zdolny –
albo inaczej –
gdy już będę do wszystkiego zdolny,
gdy już będę mógł wszystko ofiarować tobie –
albo inaczej –
gdy już niczego nie będę mógł ofiarować tobie –
dam tobie różę czerwoną,
którą noszę nierozkwitłą w lewym przegubie:
otworzy się za muśnięciem srebrnego promienia
brzytwy…
Miłość, śmierć... To częste tematy utworów Daneckiego, ale nie jedyne. Dużo miejsca zajmuje też w jego poezji mitologia, a także przyroda… Jako dawny marynarz Kaspijskiej Floty pisał dużo o morzu, był zresztą związany z morzem przez cały czas, do śmierci pełnił funkcję wiceprezesa Wielkopolskiego Oddziału Marynistów Polskich. Opisywał także lasy, szczególnie swoją ukochaną Puszczę Notecką, gdzie znajdował azyl pisarski w chacie leśnej, nazwanej „Gontyną”. Dlaczego nazwał tę starą chatę „Gontyną”? Pewnie dlatego, że gontyna (nazywana inaczej chramem lub kąciną, kontyną) to przedchrześcijański typ budowli sakralnej u Słowian – miejsce spotkań, nabożeństw i wróżb, którego rolę pierwotnie pełniły święte gaje. W dzisiejszych czasach ludzie czasami próbują sobie stworzyć własne święte miejsca, będące ich azylem wśród oszalałego, pędzącego nie wiadomo dokąd świata. Ryszard Danecki taką właśnie cichą, cudowną przystań zbudował dla siebie i swoich najbliższych, w mało znanej miejscowości Mierzyn-Drzewce. To w „Gontynie” spędzał poeta corocznie wiele miesięcy, od wiosny do jesieni. Tam powstawały najpiękniejsze wiersze, tam chronił się przed przed miejską wrzawą i ludźmi. Na zaproszenie Ryszarda pojechałam pewnego lata (jak się okazało, było to ostatnie lato Ryszarda) do ukrytej w puszczy chaty, otoczonej kwiatami i starymi drzewami. Zostałam przedstawiona stojącemu w ogrodzie Duchowi Puszczy, rzeźbie wykonanej przez Wojciecha Kuklę. Umówiłam się wtedy z Rysiem i Bronią, że w następnym roku przyjadę na dłużej, spędzę z nimi tydzień albo dwa, spiszę trochę wspomnień Ryszarda i napiszę o nim dłuższy esej, a może nawet książkę. Niestety, nie udało się. Nie było kolejnego wspólnego lata…Będąc w „Gontynie”, porobiłam kilka zdjęć, na tle chaty, w ogrodzie, z Duchem Puszczy…. Te moje zdjęcia to ostatnie fotografie Ryszarda w miejscu, które było mu najbardziej bliskie. Gdzie znajdował spokój i natchnienie, łączył się z przyrodą, czuł się ogniwem w łańcuchu życia:
… nagle pojmujesz, że śmierci nie ma –
robak jest wróblem, a jastrzębiem wróbel,
martwego jastrzębia – znów robak pożre,
taką mają przyszłość pnie sosen grube,
jaką im kornik wypisuje w korze –
tyle życia innym – ile go oddasz,
ono zaś wieczne – tylko formy giną:
ofiary na Łady składane ołtarz –
puszcza jej wielką, słowiańską gontyną…
(„Gontyna”)
Tym właśnie utworem pożegnałam Ryszarda Daneckiego na Junikowskim cmentarzu w Poznaniu. Stałam nad jego grobem, czytałam wiersz, ale czułam, że nie jest to nasze ostateczne pożegnanie. Wiem, że będzie wracał do mnie ciekawym wersem, uśmiechem ze zdjęcia, wspomnieniem… I póki będzie żył w mojej pamięci, w pamięci wielu z nas, nie odejdzie. Jego słowa krążyć będą pomiędzy nami jak barwne motyle, które wyfrunęły z cienia starej chaty.. A ja wspomnienie o Ryszardzie i jego ukochanym azylu zamknęłam w wierszu: dedykowanym temu wspaniałemu człowiekowi i niezapomnianemu przyjacielowi:
Kalina Izabela Zioła
W CIENIU GONTYNY
Ryszardowi Daneckiemu
w starej drewnianej chacie
pośród noteckiej puszczy
tworzyłeś własny świat
wystarczyła ci stara
maszyna do pisania
szafy pełne książek
i życzliwe oczy duchów
popatrujące z kątów
pochylony nad czystą kartką
przywoływałeś ludzi
których dawno nie ma
kobiety które kochałeś
i błysk srebrnej lilijki
na szarym mundurze
las szumiał ci nad głową
jak fale kaspijskiego morza
a ptaki śpiewały
nie czekając na ruch batuty
dziś daremnie błądzą wśród drzew
czekając na twój powrót
gontynę spowił cień
————————————————————–
Wiersze z książek:
Ryszard Danecki „Dedykacje”, Wydawnictwo Poznańskie 1974
Ryszard Danecki „Mężczyźni półwieczni”, Wydawnictwo ZLP Poznań 1990
Ryszard Danecki „Wiersze okazjonalne”, Wydawnictwo RD „Gontyna” 2013





