Strona główna Bez kategorii Alina Barbara Nowak – Symbioza języka i milczenia w tomiku Stanisława Srokowskiego

Alina Barbara Nowak – Symbioza języka i milczenia w tomiku Stanisława Srokowskiego

0
89

Cisze, szepty, szmery”

Kolejny zbiór poezji Stanisława Srokowskiego poprzedzony dedykacją Poświęcam ofiarom wojen i ludobójstwa, choć wyrasta z pnia osobistych doświadczeń, dedykowany jest ofiarom kataklizmów wojennych – niezależnie od miejsca i czasu.

Nie przez przypadek na okładce tomiku widnieje „Tryumf śmierci” (1562) Petera Breugla Starszego, dzieło wprowadzające czytelnika tomiku – w apokaliptyczną wizję z ogniami piekielnymi w tle, spalonymi trawami i kościotrupami ścinającymi masowo napotkanych ludzi. Breugel nie przedstawia śmierci, która przychodzi naturalnie, ale jako siłę, którą sprowadza koniec w najmniej spodziewanym momencie. Co gorsza, w ujęciu niderlandzkiego malarza nie widać perspektywy wieczności. Jesteśmy świadkami końca ostatecznego, bez perspektywy wyzwolenia i zmartwychwstania. Co ważne, dzieło Breugla nie tyle koresponduje z liryką Srokowskiego, co wchodzi z nim w dialog, tylko częściowo prezentując zbieżność przesłania.

Wiele wskazuje na to, że niemożliwe jest poskładanie w jedną całość odprysków rozbitego świata zawartych w poszczególnych utworach tomiku. Są to szczątki, które promieniują dotkliwym złem, skłaniając do odwiecznego pytania: „unde malum?” Śmierć, zło, rozkład i ich konsekwencje dla ocalałych, to w gruncie rzeczy jedyny temat zbioru, aczkolwiek oświetlony z różnorodnych stron, co pozwoliło przemówić siłą fragmentaryczności ukazanego świata- nieświata w 97 tekstach.

Znamienne, że czas, zdawałoby się, oczywista kategoria języka, przenosi nas w przeszłość również tam, gdzie znajdujemy czasowniki użyte w czasie teraźniejszym. ( Liryczne praesens historicum.) Mamy zatem do czynienia jedynie z odtworzonymi obrazami przeszłości lub szczególnymi reminiscencjami. Są one podglebiem tkwiących i trwających w pamięci wydarzeń przepełnionych tragizmem, cierpieniem i nierozumieniem ich przyczyn i natury. Wbrew logice przeszłość żyje, jest nieśmiertelna, odzywa się i ujawnia niczym wiecznie odnawiana rana. Szereguje więc ona obrazy i wrażenia wedle nietypowej zasady. Uwidacznia się to chociażby w wierszu ***dziadku Ignacy:

dziadku Ignacy
wciąż cię mordują
siekiery jak słońca
migają przed oczami

W podobnej funkcji występuje czas teraźniejszy w wierszu ***noże stoją”

noże stoją na baczność
przed grobami
kiedy chmura śnieg i deszcz
płoną w twoich oczach
i konają głazy

Ostatni przykład to zaledwie próbka równie ważnej zasady kreowania cech świata- nieświata tomu „Cisze, szepty, szmery”, a mianowicie kreacjonizmu, konstrukcji obrazów opartych na luźnych połączeniach składników anihilowanego świata z nieodłączną, wręcz podstawową cząstką ludzkiego pierwiastka. Asocjacje te dostrzec można we wszystkich wierszach. Np. :

w *** oddechy:

oddechy
zapadają się
w dolinach bólu,

a także w *** noszę na rękach:

noszę na rękach noc
jak matka światło
które kwili

kołyszą się gwiazdy
między bruzdami głosu
twoje oczy zatknięte
na krzyżu,

czy też w *** gwóźdź śmierci:

gwóźdź śmierci
wbija się w pamięć
i rani duszę.

Należy zatem uznać, że krajobraz postkatastroficzny jest zarazem obrazem „wciążkatastroficznym”- na poziomie emocji, rozedrganych wrażeń, przejmujących odłamków obolałej pamięci.

Usiłując zbliżyć się do odpowiedzi na pytanie przywołane powyżej (unde malum?) – warto przyjrzeć się kilku wybranym wersom, które stanowią efekt refleksji ściśle związanej z transcendencją. Wystarczy przywołać następujące słowa:

usycha duch/i Bóg (s.93),
ukryjmy się w modlitwie(s.60),
wojna przerasta świątynie/ modlitwy i Boga(s.15),
wygnany Bóg spoczywa (s.60),
sadystyczna Europo/ dlaczego wciąż mordujesz/Boga/kiedy nie ma już/po nim/nawet/śladu(s.98),
zatraca się psalm(s.82),
ani ścieżki modlitwy/nie wskażą już/ kwitnącej ziemi (s.82).

O czym może świadczyć tych kilka poetyckich słów? Czy stanowią gotową odpowiedź, czy są rezultatem intelektualnych i duchowych zmagań podmiotu wciąż pochylającego nad źródłem zła, jakże łatwo adaptującego się w tej części świata od stuleci, przybierającego różne twarze, mającego u źródeł rozmaite ideologie i obłędne teorie? Wygląda na to, że przemawiają „z obfitości serca” poety, które nie zwątpiło w Boga, choć dostrzega bezradnie Jego przyzwolenie na doświadczenie niezawinionego cierpienia. Co istotne, ładunek przesłania nie zamyka perspektywy wieczności. I to jest siła tej poezji.

Można także natrafić na objaw kryzysu aksjologicznego, który z całą siłą ekspresji sygnalizował podmiot liryczny w „Ocalonym” młodego Tadeusza Różewicza. Gdy osiemdziesiąt lat temu powojenny krzyk przepełniony był bezradnością i rezygnacją : Pojęcia są tylko wyrazami, u Stanisława Srokowskiego, świadka rzezi na Polakach, znajdujemy analogiczne wyznanie:

jakie jest wyznanie nocy
kiedy gasną słowa

wyczerpały się znaki
i znaczenia

ptak nie jest już gwiazdą
a gwiazda ptakiem

(***jakie jest wyznanie nocy)

Powróćmy jeszcze na moment do słów. Zakres leksykalny zbioru liryków świadomie konstruuje nie tyle obrazy, co nastroje. I choć nie ma tu enumeracji, która epatowałaby nadmiarem, to poszczególne słowa wprowadzają nas w apokaliptyczność świata, która nie ma końca. Dość wspomnieć kilka wyrażeń budujących ciemną, przytłaczającą metaforykę: „jądra ciemności” (jakże pojemne i aluzyjne!), „ruiny twarzy”, „przerażone oczy”, „krzyk źródeł”, „usta zmarszczek”, ”ciemny gest”, „wołanie cmentarzy”, „ślady rozpaczy”, „litania pogrzebów”, „krwawiące ulice”, „węzły krwi”, „ciemne sny”, „skomlące wargi”, „kakofonia nocy”, „skały przepaści”, „smuga dołów”, „szaniec bólu”, „popioły rąk” „głodna cisza” i wiele , wiele innych.

Warto również zwrócić uwagę na lapidarność tekstów zbioru, eliptyczność, zamierzonego niedoprecyzowania, technikę celowo „urywanych” związków wyrazowych. To inny rodzaj „poezji ściśniętego gardła”, nie tak daleko odbiegający od poezji autora tego sformułowania – wspomnianego już – Tadeusza Różewicza, który stwierdził: Czasami myślę, że cierpienie ludzkie staje się coraz ciemniejsze, cięższe, że jest pozbawione nadziei, że jest tak ciężkie jak pustka… Ilość cierpienia , jego waga…zwiększa się…jest niewypowiedziana i poeta milknie. (Słowa i milczenie poety, Odra 1987, r 10, s.3)

Oszczędność wypowiedzi można zatem uznać za świadome narzędzie wykrzyczenia sprzeciwu wobec szeroko pojętego zła. Cisza następująca po sekwencjach oszczędnych, przezwyciężających lęk słów ma wybrzmieć najgłośniej, ale także ma trwać. Jednak bez poprzedzającego ją słowa nie miałaby racji bytu. Symbioza języka i milczenia stanowi dopiero udaną, wartościową całość.



Stanisław Srokowski, Cisze, szepty, szmery, wyd. Fundacja Magna Polonia, Mysłowice 2025, ISBN 978-83-67650-48-9.

Poprzedni artykułKrystyna Habrat – Wyczekiwanie na radość świąt
Następny artykułIwona Danuta Startek – On wymyślił bioplazmę