Strona główna Rok 2025 Nr 601 Izabella Teresa Kostka – Wywiad z Francesco Brunetti

Izabella Teresa Kostka – Wywiad z Francesco Brunetti

0
46

Rozmowa i przekład z języka włoskiego Izabella Teresa Kostka.

***

Jesienna aura pobudza do refleksji, a w mgliste popołudnia z przyjemnością zagłębiam się w ciekawe rozmowy. Dzisiaj moim gościem specjalnym będzie Francesco Brunetta: lekarz z zawodu, poeta z zamiłowania i człowiek o wyjątkowej wrażliwości.

I.T.K.: Witaj Francesco. Czy to tylko ja odbieram jesień jako porę roku, w której refleksje o życiu i przemijaniu stają się coraz częstsze? Jesteś człowiekiem w jesieni życia, przepełnionym wrażliwością i wysublimowanym talentem poetyckim, zgadzam się z z moim stwierdzeniem, że gdy spadają liście, to my wpadamy w melancholię?

F.B.: Jesień to dla nas, „mieszkańców Północy”, wyjątkowa pora roku. Stopniowo słabnące światło słoneczne, spadająca temperatura, częstsze deszcze i pozornie cofająca się, blaknąca kolorystyka natury – wszystko to wpływa na nasz nastrój – nauka to potwierdziła. Jednak ludzkie reakcje są różne, ponieważ indywidualne wyzwania są tak różnorodne. Dla mnie jesień to czas głębszej introspekcji, łatwiejszego wycofania się w egzystencjalną refleksję. Pamięć o zmarłych, którą świętujemy 2 listopada, jest związana ze wspomnieniami z mojego dzieciństwa i młodości, kiedy to zbiorowy rytuał odwiedzania cmentarzy w moim rodzinnym mieście miał głęboko osobisty wymiar, pełen patosu i głębokiej, a zarazem czułej melancholii. Z biegiem lat uświadomiłem sobie, że był to sposób na wprowadzenie młodych ludzi w koncepcję śmierci, która dla nich jest niemal „abstrakcyjna”, pozwalając, by ciężar miłości i przykładu pozostawionego przez tych, których już nie ma, przeważył nad traumą nieobecności. Piękny przykład ludowej mądrości.

2. I.T.K.: Urodziłeś się w Sestri Levante, w malowniczym regionie Liguria, w którym morze jest częścią życia, a jego oddech odczuwa się na każdym kroku. Jeden z twoich zbiorów wierszy z 2003 roku zatytułowany jest „Lune di mare / Morskie księżyce”. Czy ty także odczuwasz z nim wyjątkową więź?

F.B.: Moja więź z morzem jest głęboka i intensywna. To ono stanowiło siłę napędową wielu moich wierszy. Morze, po którym rzadko żeglowałem w życiu, chociaż stale mam je przed sobą, a jednak zaabsorbowałem jego głos, jego barwy, jego powtarzalną, wielowymiarową obecność. To świadomy świadek początku życia na Ziemi, któremu powierzyłem zdolność rozumienia i zachowywania jego tajemnicy, a jednocześnie namacalna metafora kalejdoskopowej zmienności ludzkiej natury, połączonej ze współistniejącą pozorną kruchością, której przeciwdziała niesamowita odporność.

3. I.T.K.: Jesteś bardzo wrażliwym i empatycznym człowiekiem, wykonywałeś zawód lekarza, tak odległy od sztuki. Jak łączyłeś w swym życiu te dwa różnorodne światy? Czy poezja była dla Ciebie wentylem bezpieczeństwa, ucieczką od zawodowego stresu?

F.B.: Studiowałem filologię klasyczną i zanim rozpocząłem studia medyczne, rozważałem wybór filozofii. Studia medyczne w odległych latach 60. i 70. XX wieku były wciąż przesiąknięte humanizmem, a zawód ten wymagał umiejętności słuchania i dedukcji: dostępnych narzędzi było niewiele, a anamneza i semiotyka były niezbędne. Wpływ lekarza naczelnego, który miał holistyczną wizję i przywiązywał dużą wagę do roli psychiki, znalazł żyzny grunt i głęboko mnie ukształtował. Jeśli chodzi o poezję, odgrywała ona różne role na przestrzeni dziejów. W wieku chłopięcym, była odpowiedzią na sugestie jakiegoś nauczyciela. W okresie dojrzewania, była to potrzeba obcowania z klasyką: greckimi poetami lirycznymi, Leopardim i Montalem, pisanymi piórem i atramentem w rozrzuconych zeszytach i na karteczkach papieru, zazdrośnie strzeżonymi w szufladzie, oczywiście nikomu o tym nie mówiąc. Aby je opublikować, musiałem pokonać tysiące wahań, a nawet wiek pięćdziesięciu lat lub więcej. W młodości siłą napędową była potrzeba uchwycenia na papierze strumienia uczuć, emocji i impulsów, które wybuchały władczo. W dorosłości, a właściwie w jej trakcie, potrzeba komunikacji, zaangażowania i pozostawienia po sobie śladu. Z pewnością było to ujście, stworzenie metawersum, w którym można było się identyfikować, generowane nie przez samą obronę przed stresem zawodowym, ale także przez intymną i egzystencjalną potrzebę. Wierzę, że dojrzewałem powoli, a w mojej poezji zanurzałem się w pozytywnych emocjach lub unikałem wpływu stopniowego rozpadu iluzji i obrazów.

4. I.T.K.: Muszę przyznać, że połączenie zawodu lekarza i miłości do Muz zaowocowało, w twoim przypadku, wieloma tomikami wierszy i opublikowaniem aż sześciu powieści. To wspaniały dorobek literacki! Możesz nam przybliżyć te dzieła? Które z nich jest tobie najbliższe?

F.B.: Mój pierwszy opublikowany zbiór wierszy („Lune di mare / Morskie księżyce”), który gromadzi utwory z mojej młodości i dorosłości, ma dla mnie głębokie znaczenie. Był początkiem „strumienia lawy” pisarstwa wierszem i prozą. Zbiór „Strane idee / Dziwne pomysły” stanowił punkt dojścia (później zaprzeczony faktami), ponieważ gromadzi egzystencjalne refleksje, każda powiązana z wierszem, wzdłuż obranej „ścieżki”, która reprezentowała cały mój wewnętrzny świat. „Strane idee sul volo di una piuma / Dziwne myśli o locie pióra” tomik zrodzony później, to opowieść, która obficie czerpała z poprzedniej. Opublikowałem ją drukiem, później przekształciłem w czterogłosowe czytanie, audiobook i powinna zostać wystawiona na początku 2026 roku. To moje marzenie. Powieści są mi bliskie, każda inna, ale wspomniane powyżej utwory są moją duszą, po której chciałbym zostawić ślady.

5. I.T.K.: Wiem, że wyjątkowe miejsce w twym sercu zajmuje zbiór wierszy wydany w 2023 roku przez Noiqui na platformie Amazon, zatytułowany „Sentieri dolci e irti / Łagodne i strome ścieżki”. To piękna podróż przez lata twego życia, a niektóre z tych liryk miałam przyjemność przetłumaczyć na język polski. To wyjątkowo osobisty i przepełniony refleksjami tomik o miłości, przemijaniu i nie tylko. Czy jest on, w pewnym sensie, podsumowaniem twej życiowej i artystycznej filozofii?

F.B.: Odpowiadając na poprzednie pytanie, wyjaśniłem najważniejsze etapy mojej pisarskiej drogi. Książka „Sentieri dolci e irti /Łagodne i wyboiste ścieżki” narodziła się w trudnym okresie z powodu problemów zdrowotnych i była częściowo nieoczekiwana. Dzieli się na dwie części i łączy młodzieńcze teksty, niektóre niepublikowane, niektóre z mojego pierwszego zbioru „Lune di mare / Morskie księżyce” obecnie niedostępnego, oraz nowsze, niepublikowane prace. Mają one wspólny wątek, który zaczyna się od młodzieńczych emocji, a kulminuje w dojrzalszych refleksjach, zamykając tym samym krąg po raz drugi. Niedawno znowu zacząłem pisać i kto wie, może los otworzy przede mną inną drogę. Jeśli tak, to nie chciałbym, żeby była zmierzchowa, ale mądra i głęboka, oszczędna i istotna.

6. I.T.K.: Owidiusz powiedział: „Wszystkie ludzkie rzeczy wiszą na cienkiej nici, a te, które trwają krótko, nagle się rozpływają”. Jaki jest Twój stosunek do przemijania? Upływ czasu napawa cię smutkiem, przyjmujesz go z lękiem, a może raczej ze stoickim spokojem?

F.B.: Jeszcze jakieś dziesięć lat temu rzadko spoglądałem wstecz i właściwie nie miałem żadnych prawdziwych żalów, skupiałem się na przyszłości. Myśląc o tym, obawiam się, że mogłem działać z pewną arogancją. Ze względu na mój zawód od dziesięcioleci jestem narażony na ból i śmierć, choć z coraz większym trudem je akceptuję. Czy to była niezbędna tarcza, czy wada? Skłaniam się ku przekonaniu, że natura i konieczność dyktowały moje zachowanie. Ostatni rok przyniósł mi poważne problemy zdrowotne i sprawił, że zamknąłem się w sobie, by pojawić się ponownie, gdy tylko horyzont się rozjaśnił. Depresja i wynikający z niej smutek jeszcze nie zwyciężyły. Strach istnieje i wkrada się, gdy staję w obliczu procesu, który mnie przeraża, ponieważ jest pełen niewiadomych, podczas gdy w obliczu realnego ryzyka, gdy minie gwałtowne uderzenie, zwycięża jednak akceptacja. Jestem uparcie odpornym pesymistą z panteistycznym poglądem na życie: nic nigdy nie zostanie całkowicie utracone, a my jesteśmy cząstkami tajemnicy przeznaczonymi do zaginięcia i ponownego odnalezienia. Lubię myśleć, że tak właśnie może być.

7. I.T.K.: Z perspektywy doświadczenia sądzisz, że w dzisiejszym technologicznym świecie jest jeszcze miejsce na sztukę? A może sądzisz, że szczególnie literatura piękna stała się dziedziną niszową i jest skazana na zapomnienie? Mało jest zapalonych czytelników.

F.B.: Sztuka jako produkt jest ludzką naturą. Wierzę i mam nadzieję, że nigdy nie zniknie. Przybierze nowe formy, a potem wycofa się. Tego uczy nas historia. Literatura, jako twórczość przeznaczona dla czytelników jest w kryzysie, chociaż nie ma aż tak wielu wydawnictw, targów książki czy targów, gdzie przepełnione stoiska czekają daremnie, a może prawie daremnie, na nabywców. Sprzeczność warta rozważenia. Książka przechowywana od pokoleń w domowej bibliotece dziś zajmuje nadal swoje miejsce i walczy dzielnie o przetrwanie. Multimedia królują niepodzielnie. Wydaje się, że przetrwała muzyka, często kojarzona ze słowami. Ale czy to naprawdę coś nowego? Nie sądzę. Legenda o Homerze i jego lirze, madrygały na dworze, melodramaty, piosenkarze i autorzy piosenek, rap i tak dalej to dowody, które skłaniają do refleksji i po części dodają otuchy. Tylko w sztuce, ponieważ w świecie dostrzegam upadek obyczajów, degradację emocji i wyobraźni niezbędnych do „służenia cnocie i wiedzy”, dla których ktoś powinien strzec najcenniejszych wartości, ale kto? Być może poeci mogą być strażnikami piękna, dobra i prawdy w tym nowym „średniowieczu”, tak jak mnisi-kopiści byli strażnikami w wiekach obskurantyzmu.

8. I.T.K.: Stephen King w swej sławnej powieści „Lśnienie” stwierdził: „Świat to trudne miejsce. Jemu nie zależy. Choć nie żywi nienawiści do ciebie i do mnie, nie darzy nas też miłością. Dzieją się na nim rzeczy straszne, których nie można wytłumaczyć”. Może problemem poezji jest fakt, że często jest ona oderwana od realiów prawdziwego świata i, dla wielu, stała się utopią z przeszłości? W związku z tym co myślisz o trendzie poezji o wydźwięku społecznym? Jest ona dobrym rozwiązaniem?

F.B.: Czy świat się o nas nie troszczy? Lepiej powiedzieć, że mało obchodzą nas inni i świat. Jesteśmy „homo homini lupus” (człowiek, człowiekowi wilkiem), któremu filozofie i religie usiłowały dać wizję nadziei w tym i przyszłym życiu. Poezja, w powszechnym rozumieniu, może wydawać się iluzoryczna, naiwna, a nawet zmierzchowa i nihilistyczna w niektórych swoich przejawach. Wierzę po prostu, że czerpie ona z owego METAWERSUM, zamieszkałego przez duszę, ducha, dajmona i ciemną materię – innymi słowy, z METAFIZYKI, ku której ludzkość spoglądała mniej lub bardziej świadomie na przestrzeni wieków, właściwie odkąd pamiętamy. Poezja o wydźwięku społecznym jest jak Marsylianka: krzyk zbuntowanego ludu. Jest użyteczna jako przesłanie, ale aby była prawdziwą poezją, musi nie tylko skłaniać do myślenia, ale także potrafić nas poruszyć.

9. I.T.K.: Na pewnym etapie życia dokonujemy zawsze podsumowań osiągnięć i porażek. Czego jest więcej w twoim życiu: uśmiechu czy łez? Jakich rad udzieliłbyś sobie, gdybyś mógł udać się do przeszłości i porozmawiać z Francesco w wieku dwudziestu lat?

F.B.: Uśmiech i łzy w równych proporcjach. Uśmiech nie zawsze jest radością, a łzy nie zawsze są bólem. Są one wynikiem emocji, a emocje to właściwie jedyne prawdziwe życie. Pytanie brzmi: ile życia przeżyłem? Trudno odpowiedzieć, ale myślę, że przeżyłem znaczną jego część, ponieważ rodzina i praca mnie nie zawiodły. Gdybym miał cofnąć się do dwudziestki, wróciłbym do zawodu lekarza, choć nie wiem, czy dzisiaj możliwe byłoby dążenie do humanistycznej wartości tego zawodu w krótkiej perspektywie. Gdybym uwolnił swój umysł od przesadnych uprzedzeń oraz uwarunkowań kulturowych i społecznych, które były ciężarem, gdy miałem lat dwadzieścia, być może mógłbym swobodniej przeżywać każde spotkanie, ale gdzie byłbym ja – marzyciel, do którego wracam myślami z wyrozumiałym uśmiechem?

10. I.T.K.: Świat pędzi do przodu i wymaga od nas ciągłego szybkiego przystosowania się do zmian. Czy czujesz się w zgodzie z dzisiejszymi czasami, czy raczej odczuwasz nostalgię za dawnymi wartościami i minionym życiem? Często mówi się, że zginęły podstawowe wartości,a w kontaktach międzyludzkich panuje egoizm, co o tym myślisz?

F.B.: Jestem zagorzałym „Vichianinem” czyli wyznawcą filozofii Giambattista Vico. Historia może się wydawać zmienna, ale powtarza się. Czuję nostalgię za pewnymi wartościami, które zanikają, a jedną z nich jest przede wszystkim coraz powszechniejszy brak PLANU ŻYCIA. Zdaję sobie sprawę, że od posiadania planu do jego faktycznej realizacji jest długa droga. Jednak plan w relacjach pomaga, motywuje i wzmacnia odporność psychiczną. Dziś przyjemność i cieszenie się chwilą nie zawsze są mądrością, a często są jedynie narkotykiem, dla którego praktyczne życie oferuje jedynie ucieczkę w uzależnienie lub samotność.

Listopad 2025, Włochy

Poprzedni artykułTadej Karabowicz – Personifikacja czasu w tomie poetyckim ks. Janusza Adama Kobierskiego „Po imieniu”
Następny artykułRoman Soroczyński – Gwiazdy i nagrania