Strona główna Eseje Tadej Karabowicz – Schemat estetyczny w cyklu poetyckim „Plejady” Jarosława Iwaszkiewicza

Tadej Karabowicz – Schemat estetyczny w cyklu poetyckim „Plejady” Jarosława Iwaszkiewicza

0
127

Tadej Karabowicz

 W dalekiej mojej poetyckiej młodości wielokrotnie czytałem „Plejady” niedoścignionego Jarosława Iwaszkiewicza (1894-1980). To sprawiało wypieki na twarzy, bo wielki poeta pisał, że Plejady są już gwiazdozbiorem październikowym. W ten sposób Plejady przybliżały go do antropologii czasu, która władała jego wewnętrznym światem poetyckim.

Cykl Iwaszkiewicza sprawił, że w dużym atlasie, na mapie nieba, szukałem drżącym palcem, mitycznych Plejad. Niełatwo je było
od
szukać, mimo, że pisano o nich, widoczne gołym okiem pod nazwą „Siedmiu Sióstr”. Po latach patrząc na październikowe nocne niebo, znowu odwoływałem się do „Plejad” Jarosława Iwaszkiewicza i myślałem o jasno świecących gwiazdach noszących imiona: Alkione, Asterope, Celaeno, Elektra, Maja, Merope i Tajgeta. Wyobrażałem sobie, jak młody Iwaszkiewicz leży w wysokich trawach ukraińskiego stepu koło Kalnika, gdzie się urodził i patrzy w ciemne niebo wiszące nad nim z feerycznymi Plejadami jego młodości.

Plejady stawały się częścią mojej wyobraźni, bo tak samo jak dla Iwaszkiewicza, „błyszczały [dla mnie] jak winne grona wśród innych gwiazd roju”. Tutaj zwracam uwagę na częsty  motyw  „winnych gron” w twórczości Eleutera. Były one zapewne symbolem życia i wieczności, przekazywanym w przeistoczeniu wędrówki gwiazd po nocnym niebie. Takiej wędrówki także doświadczał Iwaszkiewicz w jego wygnańczym losie, opisanym częściowo w wielkim dziele prozatorskim „Sławie i chwale”.

Cykl „Plejady” nie jest dziełem dużym, zawiera pięć utworów, ale ich treść wyrasta ponad subiektywne literackie synkopy i filozoficzne symbole. Poeta traktował własny proces twórczy, jako misterium odnośników, kontekstów i adnotacji. A często symbolika jego synkop, stawała się mimiką osobistą, która ukazywała wielką wrażliwość autora na doświadczenie słowa, zwłaszcza w kontekście antycznym. Czytając cykl, można powiedzieć, że Plejady nie zostały odkryte na niebie przez antyczność, a przez Eleutera i przekazane nam w spadku właśnie przez niego, jako głębsza forma doskonałości.

Jarosław Iwaszkiewicz umieścił „Plejady” w tomie „Warkocz jesieni” z 1954 roku wydanym przez Państwowy Instytut Wydawniczy. Tom poety, mimo politycznej przestrzeni w której został wydany, przynosi niezwykłe utwory, podkreślone trzema częściami „Plejady”, „Ars Poetica” i „Warkocz jesieni”. Cykl „Plejady” otwiera tom i stanowi nostalgiczne przejście ku dalszej treści poetyckiej wrażliwości jego twórcy.

W 1977 roku w wydawnictwie „Czytelnik” ukazały się dwutomowe „Wiersze” Jarosława Iwaszkiewicza, będące wyborem samego autora z jego dorobku poetyckiego. Wówczas „Plejady” uzysky nowe miejsce w hronologicznej prezentacji dzieła Iwaszkiewicza (s. 35-39). Autor umieścił je między „Odami olimpijskimi” z 1948 roku, a tomem „Ciemne ścieżki” z 1957 roku. W pewnym sensie było to oczywiste, bo przecież tom „Warkocz jesieni” z cyklem „Plejady” ukazał się w 1954 roku. Jednak w „Wierszch” z 1977 roku, zbiorek poetycki „Warkocz jesieni” umieszczony został już tylko jako cykl – po „Wierszach ulotnych” i już bez jego drugiej części Ars Poetica”. Dlaczego tak się stało, trudno dociekać. Być może ze względu na cenzurę PRL, bowiem utwór „Breughel” z tomu „Inne życie” z 1938 roku nie posiadał już w 1977 roku dedykacji dla Czesława Miłosza. Gdy Iwaszkiewicz przygotowywał dwutomowe wydanie swoich wierszy, Czesław Miłosz przebywał na emigracji i był na indeksie cenzury. Tutaj także – w schemacie cenzury, należy szukać odpowiedzi, dlaczego w dwutomowych „Wierszach” nie umieszczono cyklu „Ars Poetica”, nasyconego enigmatycznością i mistycyzmem. Jarosławowi Iwaszkiewiczowi zarzucano bowiem zbytnie epatowanie estetyką francuskiego symbolizmu, w nawiązaniu do Arthura Rimbauda, Paula Verlaine’go (znanego z muzykalności jego poezji), czy Stéphane’a Mallarmé. Nawet w czasach nam współczesnych, Wikipedia o poecie, zawiera szczegółową informację o jego seksualności, pomijając inne wątki, bardziej istotne w przebogatej biografii autora.

(https://pl.wikipedia.org/wiki/Jaroslaw_Iwaszkiewicz).

W obu wydaniach z 1954 i z 1977 roku „Plejady” niczym nie różnią się od siebie. Jednakże w pierwodruku, ostatni piąty wiersz był zadedykowany Janowi Kreczmarowi. Natomiast w wersji dwutomowej z 1977 roku dedykacja znajduje się zaraz po tytule, co sugeruje, że cały cykl jest poświęcone Kreczmarowi. Pojawia się także data jego powstania – 1942 rok. Wydaje się, że zmiany te poczynił sam autor.

Kim był Jan Kreczmar (1908-1972), któremu Iwaszkiewicz zadedykował „Plejady”. To znany polski aktor filmowy i teatralny oraz pedagog. Jego żoną była aktorka Justyna Kreczmarowa. Kreczmar był ojcem poety Adama Kreczmara (19441982) i Małgorzaty Daukszewicz (19532006) oraz wujem Zbigniewa Zapasiewicza. Jego zięciem jest satyryk Krzysztof Daukszewicz, a wnukiem – Grzegorz Daukszewicz.

Dedykacja w ostatnim utworze „Plejad” dla Jana Kreczmara, może wiązać się z wizytami aktora w czasie wojny na Stawisku. Natomiast przeniesienie jej na cały cykl w 1977 roku, mogło wynikać z sentymentalnej pamięci Eleutera do człowieka, którego znał i lubił. W czasie wydania tomu „Warkocz Jesieni”, Jan Kreczmar był z Janem Świderskim kierownikiem artystycznym Teatru Nowej Warszawy (19531955). Nawiasem mówiąc, w roku wydania tomu „Warkocz jesieni” Kreczmar występował na scenie Teatru Polskiego i Jarosław Iwaszkiewicz mógł bywać na granych przez niego sztukach teatralnych. Iwaszkiewicz był przecież autorem dramatów („Lato w Nohant”), które wystawiano w polskich teatrach za jego życia. Napisał libretto, jako współautor, do opery Karola Szymanowskiego „Król Roger” granej od 1926 roku na scenach wielu teatrów w Polsce i na świecie z wielkim sukcesem.

„Plejady” powstały na Stawisku podczas II wojny światowej, gdzie znalazło schronienie wiele osób z polskiego świata intelektualnego. Wówczas u Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów przebywali znani literaci oraz poeci Czesław Miłosz, Pola Gojawiczyńska, Jerzy Waldorff, Stanisław Dygat, czy Jan Parandowski. Gościem Stawiska był poeta powstańczy Krzysztof Kamil Baczyński. Istnieją liczne przykłady opieki Iwaszkiewiczów nad uciekinierami po upadku Powstania Warszawskiego oraz ukrywania Żydów na Stawisku, o czym świadczą wspomnienia świadków tamtych czasów i dzienniki samego Iwaszkiewicza. Dlatego w naturalny sposób w czwartym utworze cyklu, pojawia się element wojenny: „Na czarnej ścianie nieba ślad karabinowy”, odwołujący się do trudnej sytuacji czasu i miejsca:

Plejady to gwiazdozbiór już październikowy.

Październik to bezpieczna, zadumana pora.
Na czarnej ścianie nieba ślad karabinowy:
Blaski gwiazd pełne lęku i pełne wieczora.

Wraz z rozwojem nośników elektronicznych „Plejady” zostały ocyfrowane i udostępnione w internecie. Umieszczono je na e-Portalu Wiersze Miłosne (https://milosc.info/jaroslaw-iwaszkiewicz/plejady/ dostęp 04.10.2025). Jednakże w tej redakcji, cykl utracił dedykację poświęconą Janowi Kreczmarowi, pominięto również datę ich powstania.

Szukając głębiej w internecie, natrafiłem na błędną informację, że tom Jarosława Iwaszkiewicza „Warkocz jesieni” nosił nazwę „Warkocz jesieni i inne wiersze”. Informację tę wprowadziła Biblioteka Narodowa w katalogu elektronicznym, jako: Warkocz jesieni i inne wiersze / Jarosław Iwaszkiewicz (18941980): (https://katalogi.bn.org.pl/discovery/fulldispla).

Nawiasem mówiąc, warto zajrzeć do tego katalogu, bowiem on odsyła nas do innych bibliotek w Polsce, gdzie znajduje się lokalizacja tomu „Warkocz jesieni”. Stąd dowiadujemy się, że w zbiorach Biblioteki Narodowej są trzy egzemplarze tomu poety, a następnie po jednym w jedenastu bibliotekach krajowych. Nie jest to już tak dużo, zważywszy, że tom ukazał się bez mała siedemdziesiąt lat temu, a biblioteki w Polsce przeżywają wycofywanie ze swoich zbiorów starych i sporadycznie wypożyczanych książek, na co zezwala ustawa.

Cykl „Plejady” należy postrzegać w kategoriach czasowego przełomu epok. Nastąpił on w twórczości Jarosława Iwaszkiewicza pod wpływem wojny. Losy bohatera lirycznego mieszają się z okrucieństwem wojennym i niepewnością jutra. Utwór nacechowany jest emocjonalnością słowną, jak kolory – najczęściej czarne, jak lodowatość, oniemiałość, cienistość, czy przemijanie. Wyrażają one stany duchowe i towarzyszy im powtarzający się wers „Plejady to gwiazdozbiór już październikowy”, będący elementem budowania ekspresji. Dzięki niemu utwór w swoich autonomicznych pokładach, staje się jeszcze bardziej wzmocniony stylistyką osobistą:

 

Plejady to gwiazdozbiór już październikowy.
Błyszczą jak winne grono wśród innych gwiazd roju,
W ich świetle las pożółkły niby rumak płowy,
Co polem do srebrnego biegnie wodopoju.
I zdaje się, że w cieniu popielatym sarny
Przebiegają przez ruczaj lub stojąc słuchają,
Jak srebrne lustro wody brzeg odbija czarny
I fletnie białych brzózek, gdzie liście śpiewają
I opadając krążą. A namiętność moja
Niby łania nad źródłem pochyla swą szyję
I tylko jej odbicie lodowego zdroja
Mówi, że chociaż wątła, ale jeszcze żyje.
(Jarosław Iwaszkiewicz „Plejady”, utwór nr I)

 

Tak dzieje się również w drugim wierszu, gdzie także zostają podwojone emocje filozoficzne:

 

Plejady to gwiazdozbiór już październikowy.
Po szafirowym niebie płynie jak baranki,
Ponad drzew skrytych nocą oniemiałe głowy,
Ponad brzóz skamieniałych pozłociste pianki.
Powracam do milczenia i słodyczy nieba,
Które płaszczem jesiennym pełnym gwiazd połyska.
Pełne stodoły złota, stoły pełne chleba
I skrzypi na zawiasach gwiaździsta kołyska.
Za chwilę i na ziemi wszędzie będzie biało.
Lekki chłód noc cienistą jak igłą przenika.
I śni mi się już tylko jakieś jasne ciało
Przykryte złotą tkanką planet października.
(Jarosław Iwaszkiewicz „Plejady”, utwór nr II)

Plejady stają się wyzwaniem dla złamanego wojną serca i drogą ku losom osobistym podmiotu lirycznego: „Spokojnym tokiem płynąc losy twoje iści. / Powoli wyjdź przed bramę, nie odwracaj głowy, / I zerwij parę złotych, poranionych liści”. Są one również preludium do zobaczenia wszystkiego przez pryzmat „czarnej przemijania rzeki„, będącej logosem kosmogonicznym:

 

Plejady to gwiazdozbiór już październikowy.
Spokojnym tokiem płynąc losy twoje iści.
Powoli wyjdź przed bramę, nie odwracaj głowy,
I zerwij parę złotych, poranionych liści.
Proch ci zostaje w dłoni, rozwiewa się, ginie,
I słyszysz tylko ogród, co dyszy jak chory.
Złociste liście zginą i jesień ta zginie,
I złe – i dobre nawet – miną gwiazdozbiory.
Więc po cóż nam – jak gwiazdom zagubionym w mroku
Spalać się ogniem wiecznie, kiedy chłód nas czeka?
Po cóż świecą plejady i łzy w twoim oku,
Gdy je ogarnia czarna przemijania rzeka?
(Jarosław Iwaszkiewicz „Plejady”, utwór nr III)

Kosmogonia panteistycznego logosu ujawnia się również w tajemniczych wersach: „Wiara, nadzieja, miłość już nas opuściły”, które są jakby rezygnacją z istnienia i poddaniem się. Jest to wyjście w stronę objęć nicości, tematyki charakterystycznej dla twórczości Iwaszkiewicza. Także oddaniem hołdu nocy i nie przeciwstawieniem się jej czarnej zasłonie. Stąd personifikację osobistą poety wobec przyrody, wyraża filozoficzny obraz: „Noc czarnym płaszczem swoim ścieżkę nam zasłania”.

 

Plejady to gwiazdozbiór już październikowy.
Październik to bezpieczna, zadumana pora.
Na czarnej ścianie nieba ślad karabinowy:
Blaski gwiazd pełne lęku i pełne wieczora.
A my tu biegu ziemi ani przemijania
Słowami nie wstrząśniemy. Stoimy bez siły.
Noc czarnym płaszczem swoim ścieżkę nam zasłania,
Wiara, nadzieja, miłość już nas opuściły.
Odeszliście daleko. A ja, choć zostałem,
Wydają się zgubiony wśród ciemnych gwiazd mżenia.
I cóż nam pozostaje na okręgu całym?
Już nic: zagasłe słowa i nieme spojrzenia.
(Jarosław Iwaszkiewicz „Plejady”, utwór nr IV)

Niniejszy utwór poety, chyba w największy sposób mówi o filozofii przeżywania świata w rozlicznych jego toposach.

 

Plejady to gwiazdozbiór już październikowy:
Wypływa nad horyzont ciemno i okrutnie
I patrzy na schylone, zadumane głowy,
Na połamane brzozy i pobite lutnie.
Przechodzi i o świcie drży nad moim domem,
Posyła promień cichy, ale przenikliwy,
I głosem mówi do mnie, i takim znajomym,
Że może jest kto jeszcze na świecie szczęśliwy.
Szczęśliwy, który kocha; szczęśliwy, kto wierzy;
Szczęśliwy… albo tylko tak jemu się zdaje…
Szczęśliwy, który łąką o świtaniu bieży
I na jesiennym niebie widzi gwiazdy maja.
(Jarosław Iwaszkiewicz „Plejady”, utwór nr V)

Widzimy jednak, że ostatni wiersz – dedykowany w rękopisie i pierwodruku aktorowi Janowi Kreczmarowi, posiada optymistyczną puentę: „Szczęśliwy, który łąką o świtaniu bieży / I na jesiennym niebie widzi gwiazdy maja”. Daje ona poczucie nadziei i wskazując na wojenną datę napisania cyklu – rok 1942, przywołuje ją w sposób zwielokrotniony, dając patrzenie w nieznaną przyszłość z optymizmem.

Cykl „Plejady” w jego literackim odczytaniu, sprawiał trudności krytykom i będzie zapewne sprawiać w przyszłości. Niełatwy język utworów był porównywany do dekadentyzmu młodopolskiego Leopolda Staffa (tom „Deszcz jesienny”), jako dialogu i zaprzeczenia. Przywoływano także osobiste losy Jarosława Iwaszkiewicza, jego filozofię literacką zawartą w poezji okresu międzywojennego. Czysta liryka młodzieńczych „Oktostychów” z 1919 roku ustępowała zmysłowym „Dionizjom” z 1922 roku, by powrócić w jasnej formie „Lata 1932” – tomu liryki wydanej w 1933 roku. Treść utworów, zawartych w cyklu „Plejady” nie rodziła się więc na pustkowiu, a wobec strachu wywołanego wojną i głębokich przemyśleń filozoficznych oraz obserwacji życia.

Lublin, październik 2019 / 2025

 

Poprzedni artykułMichał Piętniewicz – Nowy język filologiczny do badania tekstu literackiego. Próba aplikacji metody do dzieła Stanisława Vincenza.
Następny artykułWywiad Ireny Kaczmarczyk z Januszem Jutrzenka Trzebiatowskim w Jamie Michalika